Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reklama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reklama. Pokaż wszystkie posty

21 października 2009

Co czyni lokalną reklamę prasową atrakcyjną - w druku i online

Konferencja Outlook 2010 organizowana przez INMA - International Newsmedia Marketing Association oraz OPA - Online Publishers Association rozpoczęła się warsztatami na temat tego, co gazety lokalne i regionalne mogą zyskać dzięki kreatywnemu myśleniu i unikalnej ofercie kierowanej do reklamodawców.


Prowadzący warsztaty, Al Young (dyrektor kreatywny St. Luke's) oraz Robert Ray (dyrektor marketingu Newspaper Society) stworzyli interaktywną sesję, której uczestnicy mieli możliwość zrozumienia, czym jest kreatywna reklama lokalna, dzięki wielu przykładom z brytyjskiej prasy, dyskusji o własnych rynkach oraz wspólnej pracy nad briefem reklamowym.

Gazety lokalne, podobnie jak drukowane w nich reklamy, mają olbrzymie znaczenie dla społeczności. Robert Ray rozpoczął warsztaty od przedstawienia wyników ostatnich badań przeprowadzonych przez Newspaper Society:

* Papierowe medium lokalne ma bardzo duże znaczenie. Spośród mediów wszystkich platform konsumowanych w Wielkiej Brytanii, gazety lokalne zajmują drugie miejsce z 82% przyznającymi, że medium to się dla nich liczy. Pierwsza oczywiście była telewizja (94%), a na dalszych, po lokalnej prasie, miejscach uplasowały się radio (74%), strony internetowe (67%) i gazety ogólnokrajowe (60%)

* Co ciekawe, pomimo wysokiej konsumpcji medium papierowego, gazety lokalne uplasowały się na ostatniej pozycji wśród mediów, których konsumenci pomijają reklamy (ledwie 17% respondentów przyznało, że celowo omija reklamy w gazecie lokalnej). Liderem była tutaj ponownie telewizja, której 47% widzów przyznało w badaniu, że zmienia stację w trakcie reklam, następnie gazety ogólnokrajowe (27%), internet (25%), magazyny (23%) i radio (17%).

* Ostatnie pytanie dotyczyło preferencji własnych odbiorców - czy chcieliby mieć do czynienia z medium wolnym od reklam. I tak, pragnęłoby tego 51% widzów w przypadku telewizji, 37% słuchaczy w przypadku radia, 23% czytelników w przypadku gazet ogólnokrajowych oraz zaledwie 14% (najmniej) czytelników w przypadku gazet lokalnych.

Lokalne i regionalne gazety, mają następujace cechy, które są ważne dla ich czytelników i taką samą rangę powinny mieć dla reklamodawców:
* budzą zaufanie
* są bliskie społecznościom lokalnym i ich życiu
* są aktualne
* są nośnikami ciekawych pomysłów, inspiracji i pobudzają do działania

Połączenie tych cech z reklamami drukowanymi w prasie lokalnej, ogłoszenia te nabierają często walorów informacyjnych i nośników treści. Podczas warsztatów, Al Young wskazał, że reklamy w prasie lokalnej zdecydowanie różnią się od reklam umieszczanych w jakimkolwiek innym medium:

* w każdym innym medium odbiorca jest zainteresowany przede wszystkim treścią, a nie reklamą - ogłoszenia są intruzem, tolerowanym w mniejszym lub większym stopniu
* czytelnicy docierają do prasy lokalnej z założeniem, że reklama będzie dla nich użyteczna

W związku z powyższym, wnioski nasuwają się same: prasa lokalna jest praktycznie jedynym miejscem, gdzie reklama może być rzeczywiście w jakimś stopniu poszukiwana przez czytelnika i być traktowana jako informacja. Aby udowodnić swoją tezę, Al Young zaprezentował kampanię, która naprawdę pojawiła się w prasie brytyjskiej, i która zachęca do umieszczania reklam w prasie lokalnej:



W trakcie warsztatów, eksperci rynku mediów z krajów takich jak Norwegia, Holandia, Indie czy Estonia, pokazali przykłady kiepskich, ich zdaniem, ogłoszeń w swoich tytułach.

Następnie prelegenci, z drugiej strony, przedstawili swoje kontrpropozycje. Ich przykłady zawierały m.in. lokalnego producenta okien (przedstawiającego w reklamie lokalne domostwa, które "oświetlił"). Efekt tej reklamy był znaczący - były to zdjęcia domów, znanych w okolicy i rozpoznawalnych przez lokalną społeczność. Małe i średnie przedsiębiorstwa, zamiast tworzyć specjalne kreacje i podejmować próby bycia rozpoznawalnym na poziomie ogólnokrajowym, powinny pozostać w swoich społecznościach i udowadaniać, że są bliskie konsumentom. Ten stan rzeczy rozumie już wielu producentów tzw. superbrandów, takich jak Tesco, Nike czy Adidas. Ten ostatni przykładowo uruchomił lokalną kampanię skierowaną do mieszkańców deszczowego Manchesteru:



Prelegenci wyszczególnili problemy, które prowadzą do złych efektów reklamy prasowej:
* brak analizy
* zbyt dużo treści w reklamie
* zły design
* oklepane hasła
* brak zrozumienia pojęcia lokalności

Firmy powinny pojąć, że media regionalne i lokalne są bardzo ważnym medium dla ich kampanii reklamowych. Kampanie raklamowe powinny być dostosowywane do platformy, na której mają być umieszczane. Poza tym, firmy muszą pamiętać, że reklamy są często informacją dla lokalnego czytelnika. Regionalna reklama powinna stanowić część przychodów firm medialnych. A wydawcy powinni zadbać, by ten stan rzeczy nie uległ zmianie.

20 sierpnia 2009

USA: Rynek reklamy prasowej najniższy od 1956 roku

Niedługo znów chyba zmienię layout tego bloga, a kolorem dominującym będzie czerń. Po przeczytanym wczoraj artykule w Columbia Journalism Review nie sposób bowiem widzieć przyszłość prasy drukowanej w różowych barwach.
O co chodzi? Przeanalizowano przychody z reklamy w amerykańskiej prasie, uwzględniając w nich wskaźnik inflacji. Okazało się, że przewidywana na 2009 wartość przychodów była ostatni raz tak niska w 1965 roku.


Ale po kolei. Już same "standardowe" dane na temat przychodów reklamowych amerykańskiej prasy, nie napawają optymizmem. Przytaczałem te liczby nie raz na tym blogu. Według nich, zaledwie w zeszłym roku przychody te spadły o 16,6 procenta do poziomu 37,8 mld dolarów (na koniec 2007 wynosiły 45,4%). Są to liczby przytaczane przez amerykańskie Newspaper Association of America, według których dolar w bieżącym roku jest wart tyle samo, co dolar sprzed kilkunastu czy kilkudziesięciu lat.

Tym problemem zajął się Ryan Chittum, były reporter Wall Street Journal, aktualnie piszący dla Columbia Journalism Review. Słusznie zauważył, że siła nabywcza dolara dzisiaj jest różna od tej w latach poprzednich i po uwzględnieniu wskaźników inflacji doszedł do bardzo pesymistycznych wniosków. Trzeba było cofnąć się aż do 1965 roku, by znaleźć rok o niższych przychodach z reklamy w druku niż ten przewidywany na 2009 rok. Ówczesne 4,42 miliarda dolarów jest tym zbliżonym do dzisiejszych 30,22 miliardów dolarów. Jeszcze bardziej pesymistyczną wizją jest to, że branża prasowa w USA może jedynie mieć nadzieję, że tegoroczne przychody zrównają się z tymi z 1966 roku.

Suche liczby jednak nie wszystko mówią. Aby lepiej zrozumieć temat trzeba spojrzeć na poniższy wykres. Kolor niebieski to wartości nominalne dolara, przedstawiane przez oficjalne statystyki. Kolor czerwony to rzeczywista wartość dolara w poprzednich latach w porównaniu z rokiem bieżącym.



Zachęcam do lektury tego artykułu. Jest to kolejny głos w dyskusji na temat, jak ważne dla wydawców prasowych jest stworzenie właściwego modelu biznesowego. Bardzo ciekawy głos zabrał wczoraj również Jacek Gadzinowski (polecam lekturę artykułu plus toczącą się pod nim dyskusję). Model biznesowy nie może być opierany wyłącznie na próbie pobierania opłat za treści, a praktycznie do tego sprowadza się aktualna dyskusja amerykańskich wydawców (zachęcam również do lektury szalenie :) interesującego wywiadu na temat płatnych treści online).

29 marca 2009

Rekordowy spadek sprzedaży reklam w amerykańskiej prasie

Sprzedaż reklam w amerykańskiej prasie spadła o rekordowe 7,5 miliarda dolarów (16,6%) w 2008 roku - wynika z liczb opublikowanych 26 marca przez Newspaper Association of America.

Całkowita sprzedaż reklam w druku i online w USA wyniosła w 2008 r. 37,8 miliardów dolarów. Rok wcześniej amerykańskie gazety zarobiły na tym samym biznesie 45,3 miliardów dolarów. Spadek sprzedaży reklam nabierał tempa w każdym kwartale 2008 roku, sięgając 20% w ostatnich 3 miesiącach najgorszego dla branży roku.

Amerykański rynek reklam w druku i internecie skurczył się o 11,6 miliardów dolarów od ostatniego rekordu 49,4 miliardów w 2005. To oznacza, że prawie 25% przychodów reklamowych wyparowało w USA w ciągu zaledwie 3 lat.

Sprzedaż reklam spadała w każdej kategorii, również w internecie, który był i jest nadzieją dla wydawców prasowych, jako medium pozwalające na wyrównanie strat reklamowych i czytelniczych. I chociaż reklama internetowa cieszyła się 7% wzrostem w pierwszym kwartale 2008, w kolejnych spadała coraz bardziej sięgając -8,1% w ostatnich trzech miesiącach 2008. W skali całego roku, wartość przychodów z reklamy online wydawców prasowych spadła o 3,1 miliardy dolarów (1,8%) w porównaniu z rokiem 2007.

A oto dane z innych kategorii ogłoszeń:

* Przychody z ogłoszeń drobnych spadły o 4,2 miliardy dolarów (29,7%). W tym ogłoszenia o pracę straciły 1,6 miliarda dolarów (42,5%), nieruchomości -1,5 miliarda dolarów (-37,8%) i ogłoszenia motoryzacyjne -949,5 milionów USD (-29,1%).

* Ogłoszenia lokalne spadły o 2,2 miliardy USD (14,9%)

* Ogłoszenia krajowe spadły o okrągły miliard (15,8%)

Tak wyglądały ruchy w sprzedaży reklam w amerykańskiej prasie kwartał po kwartale od 2006 roku:

(za Newsosaur)

Niektórzy przewidują, że to nie koniec spadków - jedna z ocen mówi o prawdopodobnym 17% spadku przychodów reklamowych do 31 miliardów dolarów, poziomu najniższego od 1993 roku.

13 stycznia 2009

"New York Times" i reklamy na jego pierwszej stronie

Wiadomością minionego tygodnia w branży prasowej był fakt, że "The New York Times" zerwał ze swoją prawie 160-letnią tradycją i po raz pierwszy w historii zdecydował się na wydrukowanie kolorowej reklamy modułowej na pierwszej stronie gazety. Bardziej niż samo wydarzenie, zaskoczyła mnie informacja konkurencyjnego tytułu na temat ceny tych ogłoszeń. Jestem ciekaw, czy moi czytelnicy potwierdzą, że cena wydaje się śmiesznie niska jak na gazetę o takiej tradycji i zasięgu.

Jak donosi "New York Post" powołując się na anonimowe źródła, ceny kolorowego ogłoszenia w najważniejszym punkcie "New York Times" wynoszą 75 tys. dolarów w tygodniu i 100 tys. dolarów w niedziele. Według cennika "Szarej Damy", inny rodzaj ogłoszenia - czarnobiałe, całostronicowe, o krajowym zasięgu - kosztuje 140 tys. dolarów. Wydawca nie podaje oficjalnej informacji na temat ceny ogłoszenia na pierwszej stronie.

Sprzedaż "New York Times" w tygodniu to ponad milion egzemplarzy dziennie, a sprzedaż niedzielna wynosi prawie półtora miliona egzemplarzy. Czytelnictwo gazety szacuje się na poziomie około 3 milionów czytelników dziennie.

Jeżeli informacje podawane przez "New York Post" są prawdziwe (a warto w tym miejscu dodać, że konkurencyjną gazetę wydaje News Corp. Ruperta Murdocha, który od momentu kupna "Wall Street Journal" nie kryje zainteresowania "NYTimesem"), to cena ogłoszenia na pierwszej stronie nie jest zbyt wygórowana. W szczególności jeżeli zestawić ją z cennikami ogłoszeń na pierwszych stronach polskich gazet. Oto przykładowy wykaz cen bannerów na jedynkach w Polsce, w gazetach o ogólnopolskim zasięgu (ceny cennikowe, bez rabatów), wraz z wysokościami ich sprzedaży (listopad 2008 wg ZKDP):

"Gazeta Wyborcza" 84.000 - 140.000 zł (sprzedaż 373 614 egz.)
"Dziennik" 75.000 - 100.000 zł (sprzedaż 77 758 egz.)
"Fakt" 80.000 - 100.000 zł (sprzedaż 481 622 egz.)
"Rzeczpospolita" 165.000 - 198.560 zł (sprzedaż 130 189 egz.)
"Polska The Times" 28.000 - 56.000 zł (sprzedaż 324 997 egz.)


Pierwszą firmą, która zareklamowała się na jedynce "NY Times" jest telewizja CBS. Do tej pory na jedynkę trafiały ewentualnie ogłoszenia drobne. Decyzja ta wydaje się rozsądna w świetle szybko kurczących się przychodów reklamowych gazety (w samym listopadzie 2008 spadek ten wyniósł 21 procent). Na reklamie kłopoty gazety jednak się nie kończą - wydawca obciążony jest długiem w wysokości ponad 1 miliard dolarów. Wcześniejsze działania wydawcy wiązały się z oszczędnościami w postaci zmniejszania objętości gazety i redukcji personelu.

5 grudnia 2008

Idzie kryzys

Spadki sprzedaży prasy drukowanej to dla wydawców dopiero początek ciężkich czasów. Fala wtórną i bardziej bolesną będą zmniejszone wpływy pochodzące od reklamodawców, którzy nie mają zamiaru płacić tyle samo za dotarcie do kurczących się grup odbiorców. Jak podał "Guardian", przychody ze sprzedaży reklam w brytyjskich mediach stopnieją w 2009 o ponad 6%. Dużo gorzej prezentuje się ten wynik w przypadku prasy codziennej.Według prognozy firmy GroupM, przychody reklamowe w brytyjskich gazetach ogólnokrajowych spadną w 2009 r. o 12% w porównaniu z rokiem poprzednim, w gazetach regionalnych o 13%, a w magazynach B2B - o 14%.

Prognoza dla pozostałych mediów zawarta jest w poniższych tabelach (w wartościach netto oraz procentowych).

W milionach funtów brytyjskich (*prognoza)


W wartościach procentowych (*prognoza)

Zwracam dodatkowo uwagę na jedyny dodatni wynik, czyli na dynamikę przyrostów wydatków na reklamę w internecie. Okazuje się, że GroupM dokonało korekty prognozy wydatków w internecie z wcześniejszych 20% na niecałe 4%.

Jedynymi sektorami, które według powyższego raportu doświadczą wzrostu przychodów w branży mediowej w 2009 r, będą usługi Public Relations (2%) oraz badań rynkowych (1,8%).

"Sytuacja rynku brytyjskiego... jest najpoważniejsza z wszystkich rynków krajów wysoko rozwiniętych"
W skali światowych przychodów reklamowych, Group M skorygowało wcześniejszą prognozę wzrostu rynku o 5% na 0%. Adam Smith, dyrektor działu prognoz z Group M stwierdził, że perspektywy brytyjskiego rynku są najgorsze ze wszystkich rynków krajów wysoko rozwiniętych.

30 października 2008

Whassup Obama!

Dziś podbieram trochę chleba moim dwóm ulubionym blogom z dziedziny marketingu i reklamy - Mediafan i Zjadamy Reklamy, ale tym razem nie mogłem się oprzeć. Pamiętacie sławną przed paru laty reklamę piwa Budweiser, w której piątka młodych ludzi sącząc piwo wita się ze sobą okrzykiem "What's up?" ("co słychać?"). Jej motyw przewodni został wykorzystany do poparcia Barracka Obamy w wyścigu o fotel prezydencki. Codzienność sytuacji przedstawionej w reklamie piwa i zbliżenie jej z marką Budweiser, pomogła firmie osiem lat temu wywindować sprzedaż. Czy po paru latach pomoże również Obamie zebrać dodatkowe głosy? Oceńcie sami oglądając reklamę w dalszej części artykułu.
Reklama pojawiła się na YouTubie w zeszły piątek. Do dzisiaj wygenerowała ponad 2,5 miliona odsłon. W nowej reklamie przyjaciele sprzed lat nie są już tak wyluzowani. Jeden właśnie stracił dom i szuka pracy, drugi jest wyraźnie poturbowany, inny stracił pieniądze w wyniku kryzysu finansowego, jeszcze inny stacjonuje w Iraku. Wniosek z reklamy jest prosty - zmiana jest tym co słychać ("Change" - to nawiązanie do najpopularniejszego przemówienia Barracka Obamy).



Ci sami aktorzy wystąpili przed paru laty w reklamie piwa Budweiser. Wyemitowana w trakcie największego amerykańskiego wydarzenia sportowego (Super Bowl) zyskała sobie rzeszę młodych fanów, nie tylko w USA. Tak wyglądał oryginał:



Co ciekawe, nie ma w tym przypadku mowy o żadnym plagiacie. Właściciele marki Budweiser kupili prawa do sloganu "Whassup" od autora reklamy (i jednocześnie jednego z aktorów) na pięć lat. Ta umowa wygasła trzy lata temu, a autor pomysłu postanowił go odświeżyć w nieco innym kontekście. Sztab Obamy podobno nie ma z tym działaniem nic wspólnego.

No dobrze, ale ponieważ blog "eM jak Media" dotyczy przede wszystkim prasy i Internetu, jakiś wniosek dla wydawców również by się przydał. Ten jest chyba prosty - case opisywanej reklamy dowodzi, że pomysłowy filmik umieszczony na stronie internetowej potrafi wygenerować w ciągu niecałego tygodnia ponad 2,5 miliona odsłon. Czy któryś z wydawców pogardziłby takim ruchem na którejś ze swoich podstron? Wystarczy sobie wyobrazić ile to dodatkowych osób, które jednocześnie z filmem widzą logo gazety/strony.

24 sierpnia 2008

Zmierzch prasy?

O zmierzchu prasy drukowanej piszę tu dość często. Skoro jednak gazety mogą być elementami kampanii marketingowych, to chyba jeszcze parę osób je czyta :)

Poniżej weekendowa fotka jednej z witryn sklepowych na krakowskim Starym Rynku:

12 sierpnia 2008

Spada sprzedaż reklam w amerykańskich magazynach

Amerykański miesięcznik "Vogue" będzie zawierał we wrześniu zaledwie 674 strony reklamowe, co w przypadku tego miesięcznika oznacza zmniejszenie sprzedanej powierzchni reklamowej o około 7% w porównaniu z tym samym miesiącem poprzedniego roku...

"Vogue" był rekordzistą we wrześniu 2007 roku - dzięki 725 pełnym stronom reklamowym, jedno wydanie ważyło 2,2 kilograma i było koszmarem dla kolporterów. Jak podaje "Wall Street Journal", 2/3 amerykańskich magazynów odnotowało spadek sprzedaży reklam (mierzony sprzedaną powierzchnią reklamową).

Amerykański czytelnik (czytelniczka) pism o urodzie, stylu i modzie jest dość specyficzny - stawia na równi informację zawartą w artykułach z reklamami, które kartkuje w poszukiwaniu najnowszych trendów. Jak do tej pory, gwarantowało to w amerykańskich pismach stały popyt wśród reklamodawców. Przy cenach sięgających 120,000 dolarów za jedną pełną stronę reklamową, taki spadek oznacza trudną sytuację dla wydawnictw. Jest to największy w historii amerykańskiej prasy spadek ilości reklam w magazynach tego segmentu.

A tak wygląda wrześniowa zmiana ilości stron reklamowych w największych amerykańskich magazynach kategorii "Beauty & style":

7 sierpnia 2008

Ciekawa (?) akcja sprzedażowa holenderskiego DAG

Znak zapytania w tytule postawiłem celowo. Nie jestem bowiem do końca przekonany, czy akcja prowadzona przez holenderską gazetę bezpłatną DAG jest ciekawa i jakie przyniesie rezultaty. Z pewnością można ją określić jako, hmmm, inną?...

Gazeta rozdała z wczorajszym wydaniem 1,000 aparatów fotograficznych. Każdy, kto taki aparat otrzyma, został poproszony o zrobienie zdjęcia i przekazanie aparatu kolejnej, wybranej przez siebie osobie.


Ostatnia, 27. osoba, która zrobi zdjęcie, może odesłać aparat do redakcji i może wygrać nagrodę. DAG opublikuje część zdjęć (o ile aparaty zostaną zwrócone). Aparaty mogą być użyte tylko raz.

W miarę jak to piszę, zaczynam dochodzić do wniosku, że nie był to wcale głupi pomysł ze strony redakcji. A skąd dochodzę do tego wniosku?:

1. Pierwsza myśl, jaka mi zaświtała, to kto, przy zdrowych zmysłach, odda aparat fotograficzny, który dostał za darmo? Wątpliwości te rozwiało mi zdjęcie jednorazowego, analogowego aparatu.
2. Na pytanie "kto dziś robi zdjęcia takim aparatem?" odpowiedź pojawiła się sama - ci, którzy wkręcą się w zabawę proponowaną przez redakcję.
3. Osoba, która otrzyma taki aparat, aby uczestniczyć w zabawie, będzie musiała opowiedzieć o tej akcji kolejnej osobie, czego nie zrobi nie reklamując jednocześnie gazety (Word-of-Mouth marketing?). Jest wysoce prawdopodobne, że w procesie tym znajdą się osoby, które gazety DAG z różnych przyczyn nigdy w ręku nie mieli.
4. Możliwość zobaczenia zrobionego przez siebie zdjęcia w gazecie, przywiązuje czytelnika do danego tytułu.
5. I wreszcie, koszt tej akcji zdaje się być minimalny. Dlaczego to akurat aparat firmy Kodak? Jednocześnie może być to forma reklamy, na zasadach gadżetów dodawanych do gazet.

A jak taką akcję odebrał by polski czytelnik?

28 lipca 2008

Brytyjscy konsumenci najbardziej lubią reklamę w gazetach

Reklama drukowana zbiera dużo więcej pozytywnych reakcji konsumenta niż reklama publikowana w jakimkolwiek innym medium w Wielkiej Brytanii. Taki wniosek wypływa z przeprowadzonych w czerwcu badań firmy konsultingowej Dynamic Logic.

Badanie reakcji konsumenta na reklamę dotyczyło 13 platform mediowych. Ankietowani mieli ocenić swój stosunek do danej reklamy na pięciopunktowej skali: bardzo pozytywny, pozytywny, neutralny, raczej negatywny i bardzo negatywny.

Najlepiej wypadły media drukowane z 52% ankietowanych, którzy oceniali tę formę reklamy jako pozytywną. A tak kształtowała się pełna lista:

Brytyjscy konsumenci negatywnie oceniają te formy reklamy, które ingerują w ich prywatną przestrzeń: spam, telemarketing i reklamy na telefony komórkowe (w tym SMS-y).

10 czerwca 2008

Wartość europejskiego rynku reklamy online – Europa zmniejsza dystans ze Stanami Zjednoczonymi

Interactive Advertising Bureau Europe (IAB Europe) właśnie opublikowało coroczny raport dotyczący europejskich wydatków na reklamę w internecie za rok 2007. Dane zostały zebrane przez IAB, a następnie przeanalizowane przez PricewaterhouseCoopers. W ten sposób powstał raport, który dokładnie określa wielkość i wartość reklamy internetowej w Europie. Pomimo ostrzeżeń wielu analityków, że wzrost ten może zostać spowolniony (również i takie głosy pojawiały się na konferencji Światowego Forum Wydawców), badanie pokazało, że reklama internetowa rośnie w piorunującym tempie średnio 40% rocznie w 16 badanych krajach.

W 2007 roku, wartość europejskiego rynku reklamy internetowej wyniosła 11,2 miliardów Euro, co daje o 4 miliardy Euro więcej niż rok wcześniej (7,2 miliardów w 2006). Zbliżamy się w ten sposób do amerykańskich wydatków na reklamę, które aktualnie wynoszą 14,5 miliardów Euro (wzrost o 26% w porównaniu z poprzedzającym rokiem).

Dwie trzecie (65% lub 7,3 miliardów €) europejskich wydatków na reklamę internetową pojawiło się w trzech największych rynkach naszego kontynentu (Wielka Brytania, Niemcy i Francja). Mniejsze rynki też miały ciekawą dynamikę zmian: Grecja – 91%, Hiszpania – 55%, Słowenia – 49%.


”Dziesiątka przed 2010”
Alain Heureux, prezes IAB Europe powiedział: “Jesteśmy na właściwej drodze, by osiągnąć stan 10 przed 2010, czyli 10 krajów europejskich, w których do 2010 roku, wydatki na reklamę internetową będą stanowiły minimum 10% wszystkich wydatków reklamowych. Na koniec roku 2007, poziom ten osiągnęły już Dania, Niemcy, Holandia, Norwegia, Polska, Szwecja i Wielka Brytania”.



A jaką wartość ma internet dla reklamodawcy?
IAB Europe wraz z PwC stworzyły dodatkowo jednostkę – wydatki na użytkownika, aby pokazać reklamodawcom wartość jednego użytkownika internetu na różnych rynkach. Przy średniej europejskiej 80,6 Euro za użytkownika, norweski reklamodawca wydał w 2007 133,2 Euro na użytkownika, brytyjski -120,8 Euro i duński – 109,5 Euro. W USA wydano średnio 91,9 Euro na użytkownika. Wnioskiem jest, że im starszy rynek, tym większą wartość dają reklamodawcy użytkownikom internetu.



Najpopularniejsze kategorie wydatków na reklamę internetową
Najpopularniejszymi sektorami w wydatkach na reklamę internetową w 2007 roku w Europie były: rozrywka i czas wolny, telekomunikacja oraz finanse i ubezpieczenia. W szczególności w pierwszym sektorze, rozrywki i czasu wolnego, reklamodawcy wykorzystywali do celów marketingowych liczne serwisy społecznościowe.

Alain Heureux dodał: „Pomimo mniejszego tempa wzrostu wydatków na reklamę na innych platformach (w mediach tradycyjnych – TV, radio, outdoor), duże tempo wzrostu wydatków na reklamę internetową pozostaje niezagrożone. Wzrost nie pochodzi bowiem wyłącznie z małych, szybko rozwijających się rynków, ale również z dużych, pewnych rynków, w których korporacje i duże firmy po raz pierwszy przesuwają swoje wydatki reklamowe na reklamę w internecie”.

Nicki Lynas, Senior Manager w Pricewaterhouse Cooper jeszcze stwierdził: „Rozwój ‘bardziej dojrzałych’ rynków reklamowych w Europie jest dowodem na to, że dostrzegają one większe niż kiedykolwiek możliwości inwestowania przez szerszą grupę reklamodawców”.

Za: Publicitas

3 czerwca 2008

WEF 2008: Czy rozwój platformy mobilnej (telefonów komórkowych) zmieni dziennikarstwo?

Coraz więcej wydawców na całym świecie decyduje się na uruchomienie stron internetowych dostosowanych do małych wyświetlaczy na telefonach komórkowych. W Polsce, np. sprawnie robi to już od jakiegoś czasu Agora (proszę spróbować wpisać w internetowych przeglądarkach swoich telefonów adres: www.gazeta.mobi).

Rynek użytkowników telefonów komórkowych nie jest jeszcze rozwinięty, a przez to inwestycje na nim wiążą się z pewnym ryzykiem. Wielu z nas posiada urządzenia mobilne, jednak nie każdy z posiadaczy używa ich do przeglądania poczty czy internetu. Wg badań Uniwersytetu w Goteborgu, w krajach rozwiniętych (USA, Wielka Brytania, Francja, Włochy, Niemcy, Hiszpania), telefony komórkowe posiada 64-83% mieszkańców, ale zaledwie 34-53% mieszkańców używa ich do celów innych niż rozmowy telefoniczne.

Paul Cheesbrough z brytyjskiej Telegraph Media Group ("The Daily Telegraph", "Sunday Telegraph" i thetelegraph.com) mówił dzisiaj na Światowym Forum Wydawców o "Mobilnej rewolucji i jej wpływie na redakcje". Bazując na przykładach własnych redakcji, wyróżnił trzy podstawowe aspekty tej (nadchodzącej, być może) rewolucji:

1. Nowy kanał dystrybucji. Ze względu na różnorodność urządzeń mobilnych, technologia ta była do niedawna dla wydawców dość kosztowna. Ostatnio, ze względu na coraz częstsze instalowanie przez producentów jednego rodzaju przeglądarki internetowej, wydawcom łatwiej jest dotrzeć do czytelnika. Ze względu na mały ekran, większość użytkowników czyta tylko nagłówki, wyniki meczów itp. Oznacza to, że w tej platformie jest pewien potencjał. Jeżeli tylko, jak przewidują analitycy, prędkość internetu mobilnego zostanie zwiększona i a cena tej usługi zmaleje, na pewno pojawi się popyt na artykuły również w formie audio i video, a co za tym idzie, rozwinie się również rynek reklamy mobilnej (w innej formie niż SMS).

2. Nadzieje na przychody z reklam w przyszłości. Rynek reklamy nieszczególnie próbuje ogarnąć platformę mobilną, ale wyraźnie się jej przygląda. Stały wzrost i rozwój mobilnej technologii ściągnie jeszcze więcej użytkowników - wtedy przyjdzie kolej na reklamę mobilną.

3. Nowe narzędzie do gromadzenia i tworzenia informacji. Niezależnie które z mobilnych narzędzi będzie wykorzystywane (iPhone, Pocket PC, czy inny telefon komórkowy z przeglądarką internetową), praca dziennikarza stanie się z pewnością łatwiejsza i bardziej efektywna. Dziennikarze już teraz mogą pisać, publikować i aktualizować artykuły kiedy chcą i skąd tylko chcą (Ilicco Elia z agencji Reuters mówił, że w ramach tworzenia mobilnej platformy informacyjnej, korespondenci Reutersa szkoleni są tak, by oprócz napisania tekstu umieli przesłać zdjęcia czy plik video - wszystko za pomocą wybranego przez agencję urządzenia - telefonu Nokia N82).

Na zakończenie swojego przemówienia, Paul Cheesbrough jeszcze raz zaapelował, by nie używać komórek wyłącznie do rozmów. W ciągu 5-10 lat, technologia mobilna z pewnością się rozwinie dając zarówno dziennikarzom jak i publiczności, dużo szersze spektrum możliwości.

27 maja 2008

A prasa jeszcze żyje i kąsa...

Dyskusja na temat przyszłości mediów drukowanych nabiera kolorów. Na naszym rynku mówi się o tym ostatnio bardzo dużo, m.in. za sprawą zwiastującej śmierć prasy kampanii reklamowej Artegence, która okazała się bardzo bolesna dla gazet (reprezentowanych u nas przez Izbę Wydawców Prasy).


I w chwili, gdy IWP walczy o dobre imię polskiej prasy (a może o jej przyszłość w jasnych barwach?) , firma consultingowa Roland Berger publikuje raport, z którego wynika, że prasa nie tylko nie umarła, ale ma szansę przetrwać.

Teza wyjściowa nie pojawiła się przypadkowo. Bazą wyjściową był przykład niemieckiego rynku prasowego, na którym mimo 17% spadku sumy nakładów wszystkich gazet drukowanych w ciągu 10 lat (z 31,4 milionów egzemplarzy w 1997 r. do 26 milionów w 2007 r.), dwóm gazetom, "Sueddeutsche Zeitung" oraz "Die Zeit", udało się w tym czasie podwyższyć swoje nakłady odpowiednio o 8 i 7 procent.

Wspomniany raport daje też wydawcom kilka rad. A wśród nich m.in.:

- Kluczem do sukcesu jest dla wydawcy dobre pozycjonowanie swojego tytułu, czyli jasno określony target czytelniczy i właściwie dobrana do niego linia pisma, a także odpowiednia strategia marketingowa i rynkowa. Warto pamiętać, że duży potencjał wciąż mają nisze czytelnicze.
- Ze względu na brak spójności konsumpcji mediów pomiędzy poszczególnymi grupami czytelników, wydawca powinien przyjrzeć się i skupić uwagę na czytelnikach typu premium - tylko ci czytelnicy będą w przyszłości korzystać z mediów drukowanych, są gotowi za nie płacić i są najlepszym argumentem dla czytelniczego rynku reklamowego.
- Mimo szybkiego wzrostu przychodów z ogłoszeń w internecie, gazety tracą na tym dużo mniej niż na początku przewidywano. Gazety są i będą nadal atrakcyjnym medium dla ogłoszeń graficznych i ogłoszeń drobnych typu premium.
- Wydawcy muszą budować lojalność czytelnika (prenumerata, Głupcze!). Przyszłością jest młode pokolenie, należy je więc "przeszkolić" na czytelnika gazety i przyzwyczaić do mediów drukowanych jak najwcześniej.
- Umiejętność dostosowywania się do nowych wymogów rynku oraz innowacyjność powinny być głównymi cechami wydawców. Wydawcy muszą wykazać się kreatywnością i odwagą do eksperymentowania z nowymi pomysłami i projektami.

Powyższe rady są dość ogólnikowe, ale przynajmniej są. Wiele z nich sprowadza się do kwestii budowania wizerunku, który w Polsce (uwaga, ironia!) tak doszczętnie został zburzony przez opisywaną wcześniej kampanię Artegence. A może zamiast obrażać się i kierować sprawy do coraz to wyższych instytucji, warto wykazać się kreatywnością i pomyśleć jak obalić wizerunek podupadającego na zdrowiu staruszka?

6 maja 2008

Coś o reklamie

W trakcie dzisiejszej prasówki, rzuciło mi się w oczy coś takiego:

I kto mi odpowie, czy tekst "Atlas rozwiąże problemy drogowe Polaków" jest jeszcze artykułem czy już autoreklamą?

28 marca 2008

Największy od 50 lat spadek przychodów z reklamy w amerykańskich gazetach

NAA (Newspaper Association of America) właśnie poinformowało, że roczny przychód z ogłoszeń wydrukowanych w amerykańskich gazetach w 2007 spadł o 9,4% w porównaniu z rokiem ubiegłym. Jest to największy od 50 lat spadek, czyli od momentu w którym NAA zaczęło liczyć krajowe wydatki na reklamę. Wartość rynku reklamy gazetowej w Stanach Zjednoczonych to 42 miliardy dolarów (2007 rok). Drugi co do wielkości spadek przychodów z reklam miał miejsce w 2001 roku i wyniósł wówczas 9,0%.

Całkowity przychód ze sprzedaży reklam w amerykańskiej branży wydawniczej - wliczając w to przychód z reklam elektronicznych - spadł o 7,9% od 45,3 miliardów dolarów w porównaniu z rokiem poprzednim.

Świadczy to o tym, że również przychód ze sprzedaży ogłoszeń internetowych, mimo że utrzymuje trend rosnący, to rośnie w mniejszym tempie. Przychód z reklam umieszczanych w Internecie wzrósł w 2007 roku o 18,8% do 3,2 miliardów dolarów. Rok wcześniej wzrost wynosił 31,4% do 2,6 miliardów. O tyle samo (31,4%) przychody te wzrosły w 2005 roku (do 2 miliardów dolarów).

NAA poinformowało, że przychód z ogłoszeń internetowych na witrynach gazet w USA stanowił w 2007 roku 7,5% wszystkich przychodów z ogłoszeń w porównaniu z 5,7% w 2006.

Ten wzrost jednak nie wystarczył by pokryć straty przychodów z ogłoszeń drukowanych. Przychody z ogłoszeń ogólnokrajowych spadły o 6,7% do 7 miliardów dolarów, przychód z ogłoszeń detalicznych (regionalnych, lokalnych) spadł o 5% do 21 miliardów dolarów. Najwięcej straciły ogłoszenia drobne - ich przychody spadły o 16,5% do 14,1 miliardów dolarów.

Tyle z komunikatu NAA. Wygląda na to, że najlepiej rozwijający się rynek na świecie, nie może poradzić sobie z kryzysem czytelnictwa, a zatem i z jego efektem - szukaniem przez reklamodawców innych kanałów dotarcia z reklamą do konsumenta. Niepokojące, że strat wynikających ze spadku przychodów z ogłoszeń drukowanych nie są w stanie zredukować przychody z reklam elektronicznych.

Główną przyczyną jest zatem odchodzenie czytelników od gazet drukowanych. Co zrobić by ich przyciągnąć albo przynajmniej zatrzymać? Ken Doctor z bloga Content Bridges ironizuje i proponuje 10 najciekawszych haseł reklamowych dla tradycyjnej gazety. Moimi faworytami są zdecydowanie: "Gazeta - cieńsza niż Mac Air" oraz "Zasługujesz na przerwę - w czytaniu z komputera".

12 listopada 2007

Nie każde wydawnictwo skazane jest na utratę czytelników

Jako jedna z niewielu amerykańskich gazet, którym udaje się nie tylko utrzymać, ale i sukcesywnie zwiększać liczbę czytelników, "Arizona Republic" (wydawany przez Gannett Co.) przyciąga uwagę wielu medioznawców. Dlatego w chwili gdy pracownik tego tytułu dzieli się swoimi przemyśleniami na temat możliwości zwiększania przychodów wydawnictwa i zasięgu gazety, pozostali zamieniają się w słuch. Również w Polsce (mam tu na myśli siebie).

Margie Cochrane, dyrektor marketingu tytułu opowiedziała, jak "Arizona Republic" korzysta z nowych tytułów i rynków niszowych aby zwiększyć swoje czytelnictwo.

Wydawnictwo Gannett kupiło "Arizona Republic" w 2000 roku. Porównano sytuację dzisiejszą tytułu do tej sprzed siedmiu lat. Od przejęcia tytułu czytelnictwo tytułów związanych z "Arizona Republic" wzrosło o 28 procent z 1,3 miliona do ponad 1,7 miliona czytelników. W ciągu tych siedmiu lat, zasięg tej gazety w stanie Arizona wzrósł o 5 punktów procentowych, z 59 do 64 procent.

Według Margie Cochrane do sukcesu przyczyniło się wydawanie coraz to nowych produktów, skierowanych do określonych targetów czytelniczych. Najlepszym przykładem jest ekspansja na szybko rosnącym rynku czytelników hiszpańskojęzycznych. Zamiast podejmowania prób umieszczenia wszystkich możliwych pomysłów w jednym, flagowym tytule "Arizona Republic", tworzono nowe, mniejsze produkty, skierowane do wyselekcjonowanych grup czytelniczych.
"Wiedzieliśmy, że nie możemy bazować wyłącznie na dzienniku by przyciągnąć czytelników" - powiedziała Cochrane - "Na przestrzeni ostatnich dwóch lat wprowadziliśmy na rynek dwa tuziny nowych produktów"
Podczas gdy część tych produktów nie zyskała zainteresowania reklamodawców, szefowie Republic Media pracowali nad nowym systemem edytorskim i reklamowym. Zaakceptowali możliwość zamieszczania drobnych, tanich ogłoszeń w połączeniu z dużymi reklamami wielkości całej i ćwierci kolumny. Zwiększyli również ilość ogłoszeń, które mogły być zamieszczone na jednej kolumnie. W ten sposób zdobyli ponad 1,000 nowych, dużych, reklamodawców.

Dodatkowo stworzono kilkanaście społecznościowych mikro-portali internetowych. Są one w tej chwili najszybciej rosnącymi pod względem czytelnictwa, częściami gazety. Użytkownicy internetu regularnie korzystają z tych portali, w poszukiwaniu świeżych informacji, nie przepisanych z papierowego wydania gazety. W Polsce, podobną strategię, czyli budowania mikroportali kierowanych do różnych grup czytelniczych, przyjęła Agora (vide Gazeta.pl i jej podstrony).

Dużą rolę odegrało kierowanie tytułów do hiszpańskiej części populacji. Hiszpańskojęzyczny "La Voz" szybko przekształcił się z tygodnika w periodyk wydawany dwa razy w tygodniu. Strategia była trafiona w dziesiątkę. W ciągu siedmiu lat zasięg czytelniczy w społeczności hiszpańskojęzycznej w Arizonie wzrósł z 39 do 72 procent. W tym samym okresie czytelnictwo wzrosło prawie trzykrotnie - z 157,000 do 440,000 czytelników.

Celem tego posta nie jest oczywiście zachęcanie polskich wydawców do wydawania gazet w języku hiszpańskim. Na przytoczonym przykładzie widać jednak wyraźnie, jakie znaczenie mają nisze w społecznościach. Znalezienie takiej niszy, nazwanie jej i odpowiednie pozycjonowanie swojego produktu jest kluczem do sukcesu.

8 października 2007

Za tydzień debiut dziennika "Polska"

Odliczanie czas zacząć, termin startu nowego ogólnopolskiego dziennika jest już znany. Wydawnictwo Polskapresse poinformowało dzisiaj, że nowy dziennik, "Polska", pojawi się w całej Polsce w przyszły poniedziałek, 15 października. Oznacza to, że zgodnie z zapewnieniami osób pracujących nad tym projektem, gazeta ukaże się jeszcze przed wyborami (gwarantowane zainteresowanie czytelników tą tematyką) oraz, co chyba jeszcze ważniejsze, wydawca przez 6 dni będzie korzystać z budżetów reklamowych komitetów wyborczych.

Tytuł „Polska” połączy sześć dzienników regionalnych Polskapresse oraz nowo powstałe gazety w ogólnopolski dziennik. Jak zapewnia wydawca, "Dziennik Bałtycki", "Dziennik Łódzki", "Dziennik Zachodni", "Gazeta Krakowska", "Głos Wielkopolski" i "Gazeta Wrocławska" zachowają swoją dotychczasową regionalność i indywidualność oraz zostaną wzmocnione nową marką. Ujednolicone mają zostać siatka modułowa, działy i sekcje.

Pojawienie się tytułu „Polska" to owoc naszych wielomiesięcznych przygotowań, w efekcie których powstał jeden z najbardziej zaawansowanych projektów wydawniczych w Europie, prezentujący nowy model gazety ogólnokrajowej. Nasi obecni i nowi Czytelnicy otrzymają gazetę, na którą czekali – z silną regionalną tożsamością i lokalnymi informacjami, a jednocześnie z pełnym, najlepszej jakości serwisem krajowym i światowym oraz częścią publicystyczną, jaką posiadają dziś tylko dzienniki ogólnopolskie. Jako pierwsi w Polsce zaoferujemy też Czytelnikom codzienne kolorowe dodatki tematyczne, naszym silnym wyróżnikiem będzie również poradnictwo – mówi Paweł Fąfara, redaktor naczelny dziennika „Polska”.


Reklamę pierwszego z kolorowych dodatków, o których wspomniał Paweł Fąfara, zauważyłem dzisiaj w gazetach regionalnych Polskapresse:


Dodatek "Męska Rzecz" będzie się zatem ukazywał w poniedziałki. Do tej pory dodatki ukazywały się w następującej sekwencji: poniedziałek - praca, wtorek - nieruchomości, dom, środa - "Gratka" (ogłoszenia drobne), czwartek - dodatek moto, piątek - dodatek kulturalny, sobota - dodatek o tematyce zdrowotnej. Wspólny dla wszystkich gazet w grupie Polskapresse miały już wcześniej dwa dodatki: poniedziałkowy "Praca" i sobotni "Na Zdrowie". Reklamowana "Męska Rzecz" jest zupełnie nowym dodatkiem i po wybranym dlań targecie mogę się tylko domyślać, że powstanie pewnie jeszcze dodatek dla pań, oraz że jego dniem wydawniczym mogłaby być sobota (chociażby ze względu na konkurowanie z "Wysokimi Obcasami" w "Gazecie Wyborczej").

Dzisiaj, na stronach gazet regionalnych Polskapresse można też znaleźć początek kampanii reklamowej nowego tytułu. Przy tej okazji chciałem ją Państwu przybliżyć. Reklama ma mieć charakter teaserowy, osobiście brakuje mi w niej jednak spójności. Oto "zajawka" reklamy z pierwszej strony "Dziennika Łódzkiego" (dół strony):


Hasło reklamowe jest proste i chwytliwe, a jednocześnie (co nie zawsze udaje się agencjom przy wymyślaniu krótkich haseł) niebanalne. Długo jednak szukałem związku z dalszym ciągiem reklamy, umieszczonej na trzeciej stronie "Dziennika Łódzkiego":


Przez moment zastanawiałem się, skąd w ogóle się wzięło przeczucie, że są to reklamy tego samego produktu. Druga reklama, pod względem kolorystycznym dużo ciekawsza i bardziej żywa, za bardzo odbiega od pierwszej. Czcionki w obu reklamach wydają się zupełnie różne (notabene czcionka na pierwszym obrazku "Czytasz. Myślisz. Żyjesz." bardzo przypomina mi czcionkę z reklam piwa Żywiec). Nie wspominając o ogromnej różnicy w kolorystyce obu reklam. Dopiero po bliższym przyjrzeniu się pierwszej reklamie dostrzegłem tam kontury mapy i stwierdziłem na 100%, że reklamy te wiążą się ze sobą.

Czytelnik, który widzi te reklamy w gazecie strona po stronie (tak jak w przypadku "Dziennika Łódzkiego" - strona 1, strona 3)), może domyślić się ich związku. Zaskoczyło mnie jednak rozłożenie tych reklam w innych gazetach. W "Słowie Polskim - Gazecie Wrocławskiej", pierwsza reklama umieszczona jest podobnie, na pierwszej stronie, ale jej druga część znajduje się już na stronie... ostatniej. Mam świadomość istnienia różnych badań dotyczących kolejności przeglądania stron w gazecie (łącznie ze szkołą mówiącą o czytaniu gazety od końca), jednak przy takim oddaleniu od siebie tych reklam, teaser z pierwszej strony, moim zdaniem, traci jednak sens.

Oprócz reklam w gazetach, dzisiaj ruszyła outdoorowa kampania teaserowa w Warszawie i 6 miastach, w których wydawane są gazety Polskapresse (Trójmiasto, Poznań, Łódź, Kraków, Katowice, Wrocław). Mam nadzieję, że kampania telewizyjna będzie bardziej spójna. Zgodnie z informacjami Michała Fury z "Gazety Prawnej", jej start przewidziano na 17 października (teksty Michała na ten temat można przeczytać tutaj oraz tutaj).

7 września 2007

Amerykańskie gazety konkurują z Internetem przy pomocy reklam zapachowych

Aby oprzeć się konkurencji ze strony portali internetowych, amerykańskie gazety zaczęły eksperymentować z reklamami, które mogą oddziaływać na inne zmysły - reklamami zapachowymi i smakowymi.

Pierwszym tytułem, który przetestuje nowy rodzaj reklamy będzie „The Los Angeles Times”. Już w ten weekend czytelnicy natkną się na reklamę o zapachu świeżo upieczonego ciasta. Ma promować nowy film „Mr Magorium’s Wonder Emporium” („Wspaniałe Emporium Pana Magorium”?). Reklamy filmu będą drukowane atramentem na bazie soi, które po potarciu dadzą zapach świeżego ciasta.

Następnym w kolejce do wypróbowania tego rodzaju reklam ma być popularny amerykański magazyn „Rolling Stone”. Ten z kolei umieści reklamę, która po oderwaniu kawałka strony i polizaniu ma smakować jak znany drink Mojito (nic mi nie wiadomo czy będzie mieć taki sam wpływ).

Zainteresowane umieszczaniem takich reklam są również inne amerykańskie magazyny telewizyjne i lifestyle’owe. Atrament na potrzeby takich reklam produkuje firma Flint Group.

27 lipca 2007

Google będzie pośredniczyć w sprzedaży ogłoszeń drukowanych w prasie

Google rozszerza swoją ofertę Print Ads, pozwalając internautom na zlecanie ogłoszeń drukowanych w gazetach. Na początek oferta ma dotyczyć 225 tytułów i obsługiwać połowę amerykańskich czytelników gazet.

Google Print Ads pozwala na zakup powierzchni reklamowej każdej wielkości (od jednego modułu po całą kolumnę) zarówno agencjom reklamowym, domom mediowym, jak i pojedynczym klientom. Wszystko dokonywane przez Google'owski software, służący właśnie do sprzedaży ogłoszeń.

W tyle pozostaje konkurent Google - Yahoo!, który skupił się na pomaganiu wydawcom w sprzedaży powierzchni ogłoszeniowych na stronach internetowych gazet (coś, co Google od dawna ma dostępne w programie AdSense).

Dzięki programowi Google Print Ads, przykładowy czytelnik z Los Angeles ma możliwość wykupienia powierzchni reklamowej w gazetach z Chicago lub Seattle. Dzięki temu, lokalni wydawcy mają możliwość konkurowania z gazetami ogólnokrajowymi i jednocześnie sięgnięcia do kieszeni internautów zainteresowanych kupnem powierzchni ogłoszeniowych.

Program działa na zasadzie aukcji - ogłoszeniodawca składa swoją ofertę kupna powierzchni reklamowej, uploaduje plik graficzny, resztą zajmuje się gazeta i Google. Gazety w tym procesie przygotowują również "brudnopisy" demonstrujące ogłoszeniodawcy, w którym miejscu w najbliższym (lub wybranym) wydaniu pojawi się jego ogłoszenie. Jak korzystać z programu i jak działa Google Print Ads obrazuje poniższa prezentacja, dostępna również TUTAJ.



225 gazet obsługiwanych przez program Print Ads publikowanych jest w 32 z 35 największych rynków czytelniczych wewnątrz USA. Łączny nakład tych tytułów sięga prawie 30 milionów egzemplarzy. Wśród tytułów włączonych do programu znalazły się "The New York Times", "Washington Post", "Chicago Tribune", "Atlanta Journal-Constitution", "Seattle Times" oraz "San Jose Mercury News".