Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty

4 listopada 2009

Media w internecie: szansa, zagrożenie, konflikt?

Dyskusja na temat przyszłości mediów jest coraz głośniejsza i cieszę się, że zahacza ona również o Łódź. Dzisiaj, na Uniwersytecie Łódzkim, dyskutowali o niej Barbara Piegdoń-Adamczyk (redaktor naczelna łódzkiego wydania "Gazety Wyborczej"), Igor Janke z Salonu24, Piotr Zaremba (publicysta "Polski") oraz Jan Smoleński z Krytyki Politycznej.


Spotkanie otwarto dość tradycyjnym pytaniem, czy internet stanie się grabarzem prasy. Pierwsza wypowiedziała się naczelna łódzkiej Wyborczej, twierdząc, iż pogłoski o śmierci gazet drukowanych są przedwczesne. Barbara Piegdoń-Adamczyk stwierdziła, iż istnieją pewne przyczyny - nienazwane, niezidentyfikowane - z powodu których czytelnicy gazet papierowych odchodzą. Raczej mało prawdopodobnym jest by czytelnicy przestawali czytać w ogóle, a więc jedyną możliwością jest, że przenoszą się gdzie indziej. Ważnym spostrzeżeniem, doskonale zresztą widocznym w internetowej strategii Agory, było stwierdzenie, że czytelnicy dzielą się na coraz węższe grupy ludzi, którzy interesują się coraz to nowymi rzeczami. Jak się domyślam, pani redaktor podkreślała w ten sposób znaczenie nisz czytelniczych, o których później wspominali pozostali prelegenci.

Igor Janke widzi przyszłość prasy drukowanej w ciemniejszych barwach. Rozwój internetu jest jego zdaniem czymś zupełnie innym niż przywoływane często momenty w historii gdy pojawiały się nowe media typu kino czy telewizja. Dzisiejszy proces jest poważniejszy, porównywalny znaczeniowo z rewolucją przemysłową. Do niedawna przewidywano, że gazety mogą stracić znaczenie, dzisiaj jako wydawcy odczuwamy to na własnych skórach ("Gazeta Wyborcza" sprzedająca przed dwoma laty 450 tys. egzemplarzy, dziś sprzedaje ok. 300 tys., "Rzeczpospolita" notuje spadki ze 180 tys. do ok 110 tys. w tych samych okresach). Dla Igora Janke jest to dowód na to, że gazety nie przetrwają w obecnej formie. Sam przyznaje, że o ile za dwa lata będzie nadal pracował w mediach, o tyle co do 5 lat nie ma już takiej pewności.

Bardziej niż przyszłość gazet zainteresowała Jana Smoleńskiego przyszłość samego dziennikarstwa. W jego opinii prawdziwe dziennikarstwo, a zatem i gazety, są niezagrożone, ponieważ zawsze będzie popyt na sprawdzoną i ciekawą informację, a tej nie da się stworzyć bez prawdziwego zaangażowania człowieka. Kluczowym argumentem okazało się stwierdzenie, że mimo zmian w mediach na przestrzeni dziejów, dziennikarstwo przetrwało w niezmienionej formie i jakości. Nadal istotne jest zaangażowanie dziennikarza, i to rozumiane szerzej niż pasja np. dziennikarzy obywatelskich.

Piotr Zaremba zaczął ostrożnie, twierdząc, że diagnozę prasy już znamy, ale trudno przewidzieć jej przyszłość. Wszystko może potoczyć się w kierunku modelu amerykańskiego, gdzie gazety znikają z rynku i przenoszą się w całości do internetu, ale mogą też przetrwać w niezmienionej formie. Tym, czym do tej pory różnimy się od USA jest to, że w Polsce żadna jeszcze gazeta nie przeniosła się całkowicie do internetu. Portalom internetowym jeszcze póki co nie udaje się wysłać korespondenta za granicę, czy przeprowadzić prawdziwego dziennikarskiego śledztwa.

Zgodziłem się z wszystkimi prelegentami, którzy nie uznają internetu jako jednolitego medium zagrażającego tradycyjnym. Sieć jest tak naprawdę tyglem, skupiskiem silnych i słabszych mediów. Ta mnogość opinii może być zarówno jedną z głównych cech (Igor Janke), jak i zagrożeń dla internetu. Piotr Zaremba uznał bowiem to rozproszenie mediów w sieci jako słabość, przeszkodę w budowaniu opiniotwórczości. A ta z kolei ma zagwarantować gazetom przetrwanie. Słabość wskazana przez Piotra Zarembę okazała się mocną stroną w oczach Igora Janke. Przywołał on przykład skrzyknięcia się kibiców przeciwko PZPN-owi, gdzie parę głosów w sieci wywołało efekt kuli śnieżnej, która zgarniała coraz to większe zainteresowanie. Zaremba skwitował jednak, że internet jest dobry do skrzykiwania się i przeprowadzania rozmaitych akcji, ale jest to nadal dalekie zjawisko od opiniotwórczej informacji.

Nie tylko na tej płaszczyźnie rozmówcy spięli się ze sobą. Zdaniem Igora Janke, zbudowanie opiniotwórczości przez internet to tylko kwestia czasu. Gdyby np. stenogramy CBA pojawiły się najpierw w internecie a nie w papierze, sieć już byłaby nośnikiem opinii. Ale jest to, zdaniem prelegenta, tylko kwestią czasu. Piotr Zaremba obstawał przy swoim, twierdząc, że to dopiero papier nadaje rangę informacji.

Tę tezę zdawała się potwierdzać również Barbara Piegdoń-Adamczyk, która internet określiła mianem medium depeszowego, a nie opiniotwórczego. Zadała również ciekawe pytanie, czy procesowi dygitalizacji powinien podlegać każdy pracownik mediów, czy może internet powinien pozostać domeną ludzi w pewnym, młodym, wieku. Mówiąc to przywoływała przykłady wybitnych amerykańskich dziennikarzy, którzy wypadli z rynku gdyż nie udało im się dostosować do wszystkich narzędzi, jakich dziennikarze mogą dziś używać (audio, video, etc.). Barbara Piegdoń-Adamczyk w jeszcze jednym miejscu rozdzieliła prasę od internetu: sieć jest miejscem, gdzie (w przeciwieństwie do prasy) trzeba się naprawdę naszukać, by znaleźć perełkę dziennikarską.

Idąc za wezwaniem Jana Smoleńskiego o konieczności zbudowania pozarynkowego modelu finansowania dziennikarstwa (teza, z którą absolutnie się nie zgadzam - vide bailout w USA czy darmowa prenumerata dla 18-latków we Francji), moderator dyskusji poruszył temat pieniędzy i zarabiania w internecie. Słusznie przypomniał, że w czasie przenoszenia się gazet do sieci, pieniądze z papieru nie przepływają wystarczająco szybko do internetu.

Ponownie Igor Janke uspokoił słuchaczy twierdząc, że za dwa lata najwięcej pieniędzy na rynku reklamowym będzie pochodziło właśnie z internetu. Dzisiaj reklamodawca ogłasza się w 3 największych gazetach i ma poczucie, że posiada olbrzymi zasięg. Jednak coraz bardziej liczy się profil odbiorcy reklamy, a dotarcie do właściwego targetu zapewnią tylko portale niszowe i specjalistyczne. Na szczęście, w tym kierunku idzie większość polskich wydawców.

Piotr Zaremba wrócił do tematu opiniotwórczości, zahaczając o kolejny temat-rzekę, czyli anonimowość. Jego zdaniem opiniotwórczości nie da się zbudować właśnie poprzez anonimowość niektórych twórców. Jak łatwo przewidzieć, rozgorzała dyskusja o Katarynie, której nie dałem rady wysłuchać już do końca. Nie ze względu na temat dyskusji, a z powodu napiętego harmonogramu.

Podsumowując, spotkanie zapowiadało się naprawdę ciekawie, do czasu przywołania case'u Kataryny. Mam nadzieję, że później było równie interesująco i padło kilka konstruktywnych wniosków i przemyśleń. Jak tylko pojawi się wersja audio ze spotkania (było nagrywane przez organizatorów), postaram się podlinkować również na tym blogu. Sam jestem ciekaw dalszego przebiegu spotkania. Piotr Zaremba co prawda wrzucił wszystkich słuchaczy do jednego worka i ze względu na organizatora spotkania określił ich zwolennikami lewej strony politycznej (najwyraźniej uznał, że nie pojawi się nikt przy zdrowych zmysłach najzwyczajniej zainteresowany tematem mediów - jak np. ja), ale mimo tej drobnej wpadki uważam to spotkanie za całkiem udane.

Oczekuję coraz więcej tego rodzaju wydarzeń w Łodzi, ciesząc sie jednocześnie, że sam mogę być współorganizatorem jednego z nich.

26 października 2009

Tomasz Józefacki o głównych wyzwaniach stojących przed wydawcami

Trzydniowa konferencja INMA Outlook 2010 zakończyła się w miniony piątek. Miałem możliwość wysłuchania wielu ciekawych prezentacji i przemówień, ponieważ wiele interesujących wydawców prasowych i internetowych wypowiadało się na forum. Wymieniono wiele bogatych doświadczeń i ciekawych przewidywań co do przyszłości rynku informacyjnego. Wszystko opisywałem na bieżąco na blogu Forum4Editors, a koledzy z Mediów Regionalnych, Artur Karda i Marcin Nowak, wzbogacili ten serwis ciekawymi wywiadami video, którymi nadal zapełniamy ten serwis. Na niniejszym blogu postaram się przytoczyć kilka najciekawszych wystąpień z tej konferencji.


Na pierwszy ogień - prezentacja Tomasza Józefackiego, dyrektora pionu internet Agora SA oraz prezesa OPA Europe - Europejskiego Stowarzyszenia Wydawców Internetowych. Tomasz Józefacki opowiadał o największych, jego zdaniem, wyzwaniach, przed którymi stoją dziś wydawcy. Należą do nich:

1. Agregatory. Jak chronić treści przed i konkurować z agregatorami takimi jak Google News czy Yahoo News? Jak chronić się przed kolejnymi, które powstają na rynku ogłoszeń drobnych? Zagrożone są nie tylko treści, ale i przychody z ogłoszeń.
2. Darmowe treści. Czym można konkurować w branży, w której wszystko jest za darmo?
3. Treści wideo. Jak wykorzystać rosnącą popularność wideo w internecie?
4. Nowe narzędzia. Jak wykorzystać popularność serwisów takich jak Facebook i Twitter? Jak konkurować z nimi pod względem czasu i uwagi odbiorców?
5. Ślepota ogłoszeniowa. Jak sobie radzić z pogłębiającą się ślepotą ogłoszeniową odbiorców? Agresywne kampanie reklamowe powodują, że użytkownicy radzą sobie z omijaniem reklam w internecie.
6. Reklama kontekstowa. Jak pokazać odbiorcom reklamy tych produktów i usług, których w danej chwili potrzebują lub szukają?
7. Jak radzić sobie z fragmentacją rynku mediów? Fragmentacja mediów oznacza większą konkurencję.
8. Jak właściwie odpowiedzieć na potrzebę regulacji rynku wydawniczego?

Agora należy do tych firm, które radzą sobie bardzo dobrze mimo kryzysu rynku prasowego. W 2008 roku osiągnęła przychody rzędu 298 milionów Euro. W pierwszej połowie bieżącego roku 1/5 przychodów spółki pochodziła z działalności online. Jest to największa firma branży informacyjnej polskiego internetu z 9,6 milionami real users w czerwcu 2009 r. (37% wzrostu rok do roku). Biorąc pod uwagę te dokonania, warto spojrzeć, w jaki sposób radzi sobie Agora z wymienionymi powyżej wyzwaniami:

1. Z agregatorami ma walczyć główny portal Agory - Gazeta.pl, którego dążeniem jest być najpopularniejszym portalem w różnych kategoriach. Gazeta.pl agreguje treści ponad 70 serwisów Agory. Agora już zajmuje czołowe miejsce w kategorii praca, drugie miejsce w kategoriach budownictwo i nieruchomości oraz społeczności, trzecie miejsce w kategoriach sport oraz informacje-publicystyka-media.
2. Agora wprowadza płatne treści i aplikacje oraz eksperymentuje z e-commerce. Jak wynika z kolejnej ciekawej prezentacji liverpoolskiej konferencji, płatnymi treściami nie zawsze musi być dziennikarstwo.
3. Agora nie ma w portfolio stacji telewizyjnej. Produkowane są jednak treści informacyjne, dokumentalne i rozrywkowe w wersji wideo oraz seriale. Wyłącznie na potrzeby internetu. 75% polskiego internetu przyznaje się do oglądania wideo w internecie przynajmniej raz w miesiącu (większość przypada na YouTube, ale to i tak pokazuje olbrzymi potencjał tego sektora).
4. Agora posiada drugą największą społeczność online w Polsce. 100 milionów postów na forach, 143 tys. blogów - to liczby, które robią wrażenie. Nie jest to portal społecznościowy, ale mimo wszystko strategia ta oznacza budowanie społeczności wokół portali Agory w internecie.
5. Agora stara się integrować reklamę z treściami nie-dziennikarskimi i wydarzeniami. Przykładami mogą tu być akcje specjalne Agory. Zacierana jest granica reklamy z treściami użytkowymi.
6. Agora buduje sieci reklamowe ukierunkowane na poszczególne targety i potrzeby. Przykładami są Glossy Media (targetowane na płeć żeńską) lub AdTaily (targetowane m.in. na blogerów).
7. Z fragmentacją mediów Agora radzi sobie realizując strategię zajmowania nisz i rozszerzania znaczenia marek drukowanych. Wyborcza.biz to jeden z siedemdziesięciu kilku przykładów wykorzystywania treści z "Gazety Wyborczej" pod osobną marką.
8. Dzięki współpracy z takimi organizacjami jak OPA czy INMA, Agora ma możliwość promocji własnych standardów jakościowych i propozycji regulacji.

Cała prezentacja Tomasza Józefackiego znajduje się poniżej. Konkluzją wystąpienia było stwierdzenie, że internet to niełatwy rynek, a wydawcy wiedzą, że wyzwania wciąż leżą po obu stronach: printu i internetu.



19 października 2009

Stare media w poszukiwaniu nowego odbiorcy na przykładzie Polskapresse

W poprzednią środę miałem przyjemność wystąpić razem z kolegami z Polskapresse: Tomaszem Kowalskim i Mateuszem Aleksandrowiczem na konferencji MEC Interaction organizowanej przez Mediaedge:CIA. Mówiliśmy co nieco o działalności Polskapresse w internecie. Poniżej przedstawiona przez nas prezentacja.




Konferencja była bardzo ciekawa i gdybym tylko był tam wyłącznie w charakterze słuchacza, z chęcią opisałbym ją dokładniej. Ale współczesny internet za bardzo wszystko ułatwia i chociaż relacja live dawno się skończyła, telewizja internetowa ipla daje możliwość przeżycia tego jeszcze raz (lub pierwszy raz, jeśli się tego jeszcze nie widziało).

Ciekawych naszego wystąpienia zachęcam więc do pobrania softu ze strony ipla.pl, zainstalowania go w systemie, a następnie ścieżką Wideo > Konferencje do obejrzenia prezentacji z konferencji MEC Interaction. Ze względu na osobiste, szczególne zamiłowanie do rynku prasowego, oprócz naszego wystąpienia polecam prezentację Jarosława Śliżewskiego z Agory. Wcześniej polecam przejrzeć również pełen wykaz prelegentów i tematów konferencji.

30 czerwca 2009

Łódź zaszumiała o mediach

W czwartek, 25 czerwca, odbyło się pierwsze z (już teraz można powiedzieć to oficjalnie) serii łódzkich spotkań poświęconych mediom i komunikacji – Mediaszum. A mnie, co prawda z lekkim opóźnieniem, ale udało się znaleźć wreszcie chwilę na opisanie tego wydarzenia. Korzystam z uroków wolnego, słonecznego, spędzanego na Krecie popołudnia, a także najdroższego chyba na świecie internetu (7 euro za godzinę!). W związku z dodatkowymi nakładami, czas chyba pomyśleć o sponsoringu bloga :-)

Mimo katastrofalnej pogody oraz ściany deszczu przerywanej grzmotami, do klubu Łódź Kaliska dotarło 70 z prawie 100 osób, które zadeklarowały chęć uczestnictwa w tym pionierskim, jak na łódzki rynek, wydarzeniu. Wydarzenie miało charakter nieformalny, odbywało się w pubowej atmosferze, przy niespodziewanych, przytłumionych dźwiękach koncertu z drugiej sali.

Pierwszy z prelegentów, Paweł Nowacki – redaktor naczelny serwisu Wiadomości24.pl przybliżył obecnym ideę dziennikarstwa obywatelskiego i rolę prowadzonego przez siebie serwisu w jego promocji. Większość czasu swojej prelekcji poświęcił jednak na zmieniającą się obecnie prędkość komunikacji. Wspomniał o coraz częściej przedostających się się do mass mediów mikroblogach i blogach, które jako media niszowe często stanowią pierwsze źródło informacji, nierzadko cytowane przez takie instytucje jak CNN czy BBC. Zdaniem Pawła Nowackiego, nastąpiła poważna zmiana cywilizacyjna, aktualnie dziennikarzem jest każdy, a większość mediów (TVN24, Gazeta Wyborcza, gazety Mediów Regionalnych czy Polskapresse) otwiera nowe kanały komunikacji ze swoimi czytelnikami (widzami) w postaci platform promujących dziennikarstwo obywatelskie (TVN Alert, Alert24, MM Moje Miasto, Wiadomości24).

Wystąpienie drugiego z prelegentów, Łukasza Felsztukiera – m.in. współzałożyciela agencji interaktywnej Digital One, dotyczyło fenomenu mikroblogów. W mediach tradycyjnych coraz częściej pojawiają się informacje o Twitterze, jako najszybszego źródła informacji (wodowanie samolotu na rzece Hudson w USA, trzęsienie ziemi w Chinach, atak terrorystyczny w Indiach, czy ostatnio – relacjonowane na bieżąco wydarzenia w powyborczym Iranie). Polskim odpowiednikiem Twittera jest Blip, na którym Łukasz skupił swoją wypowiedź. Poniżej, za zgodą autora, umieszczam tę bardzo interesującą prezentację:

Mediaszum
View more documents from elcukro.


Najciekawszą część wieczoru stanowiła dyskusja, jaka rozpoczęła się po obu prelekcjach. Starły się ze sobą opinie przedstawicieli nowych mediów - blogerów (m.in. Maciek Budzich i Mackozer) oraz dziennikarzy tradycyjnych (m.in. Julian Beck, wieloletni redaktor naczelny „Dziennika Łódzkiego”, były wiceprezes Polskapresse oraz Dawid Brykalski, „Metal Hammer”). Argumentem, który dolał oliwy do ognia było stwierdzenie, że mikroblogowe wpisy nie mają nic wspólnego z dziennikarstwem. I mimo, że sam często blipuję, częściowo jestem w stanie zgodzić się z tą tezą. Jednak przy okazji pokazuje to, jak ważne jest, by z tego narzędzia zaczęli korzystać profesjonalni dziennikarze, którzy swoim nazwiskiem nadadzą mikroblogowym wpisom wiarygodności. Dyskusje toczyły się także po wyłączeniu mikrofonu, przy stolikach, a najwytrwalsi wytrzymali do północy.

Z punktu widzenia organizatora tego eventu widzę pewne jego niedoskonałości, które mamy nadzieję poprawić przy następnym wydaniu Mediaszumu. Mamy też nadzieję, że przy kolejnym spotkaniu uda nam się zahaczyć o tematy reklamy i designu, na które wiem, że wielu czekało. Myślę, że jak na pierwsze tego typu wydarzenie w Łodzi, frekwencja, udział w dyskusji oraz feedback jaki otrzymaliśmy, napawają wielkim optymizmem. Mam zatem nadzieję, że po raz kolejny będziemy mogli zaskoczyć Łódź we wrześniu, by później cyklicznie, przynajmniej raz w miesiącu, móc pobudzać łódzkie środowisko mediów do zażartych dyskusji na najbliższe nam tematy.

Za możliwość przeprowadzenia pierwszego Mediaszumu bardzo dziękuję pubowi Łódź Kaliska, gdzie mogliśmy wszyscy się spotkać oraz miesięcznikowi "Brief", który obdarował nas trzema rocznymi prenumeratami do rozlosowania wśród uczestników spotkania.

Zachęcam również do zapoznania się z blip-relacją z Mediaszumu.

20 czerwca 2009

O mediach... szumnie i głośno

Temat mediów jest moim zainteresowaniem już od kilku lat, czego wyraz staram się dawać na poniższym blogu. W miarę możliwości śledzę wydarzenia z nimi związane, w Polsce i za granicą. Gdy tylko mogę, zgłaszam chęć uczestnictwa w przedsięwzięciach, konferencjach i dyskusjach o mediach, niezależnie czy odbywają się one w Warszawie, Goteborgu, czy Wiedniu. Relacje z tych wydarzeń mogliście znaleźć na tym blogu.

Tym, co najbardziej mnie do tej pory mierziło, był brak dyskusji o mediach na moim lokalnym, łódzkim podwórku. Całe szczęście, że nie byłem w tym odczuciu odosobniony - razem z moim dobrym znajomym, Andrzejem Kwedo, postanowiliśmy zainicjować spotkanie, którego nam do tej pory w Łodzi brakowało.

W najbliższy czwartek odbędzie się zatem w Łodzi inauguracyjne spotkanie o nazwie MediaSzum. Będzie to pierwsze na rynku łódzkim wydarzenie (i mam nadzieję - cykliczne) poświęcone szeroko pojętej komunikacji, czyli mediom tradycyjnym (prasie, radiu i telewizji), nowym mediom, dziennikarstwu i reklamie.

Chcielibyśmy aby MediaSzum był cyklicznym forum wymiany myśli, skierowanym do jak najszerszej grupy ludzi mediów: zarówno praktyków, jak i adeptów stawiających w tej branży pierwsze kroki. Dla profesjonalistów spotkania te będą doskonałą platformą do wymiany doświadczeń i pomysłów. Dla młodszych uczestników MediaSzum ma stanowić okazję do zdobycia wiedzy oraz do nawiązania, bądź utrwalenia kontaktów w świecie mediów.

Każde ze spotkań w tym cyklu poświęcone będzie innej tematyce, za każdym razem związanej z mediami i reklamą. Będziemy się starać, by każdemu wydarzeniu towarzyszyła obecność profesjonalistów rynku mediów, którzy zrobią wstęp do dyskusji. Jako goście specjalni nadchodzącego spotkania, poświęconemu dziennikarstwu tradycyjnemu i obywatelskiemu, blogom oraz reklamie w sieci, swoją obecność potwierdzili już Paweł Nowacki, redaktor naczelny i współtwórca serwisu dziennikarstwa obywatelskiego Wiadomości24.pl oraz Łukasz Felsztukier, współzałożyciel agencji internetowej Digital One i autor serwisu Mikroblogi.

Spotkania mają charakter nieformalny, organizowane będą w łódzkich klubach, których przyjazna, nie zakłócona weekendowym gwarem atmosfera, pozwoli na swobodną wymianę myśli. Dyskusje prowadzone będą przy kawie, herbacie lub innych napojach.

Pierwszy MediaSzum rozpocznie się w czwartek, 25 czerwca, o godzinie 19.00. Udział w spotkaniu jest bezpłatny, wymagana jest tylko rejestracja na stronie internetowej poświęconej wydarzeniu: www.mediaszum.pl. O miejscu spotkania, poinformujemy uczestników w osobistym zaproszeniu.

Serdecznie zapraszam do uczestnictwa!

2 czerwca 2009

Duże zmiany na polskim rynku prasowym - "Dziennik" i "Gazeta Prawna" łączą siły

Biuro prasowe Axel Springer Polska (wydawca m.in. "Dziennika", "Faktu" i "Przeglądu Sportowego") poinformowało przed chwilą o objęciu 49% akcji spółki Infor. Jesienią na polskim rynku zadebiutuje nowy tytuł powstały z połączenia "Gazety Prawnej" i "Dziennika".

Za biurem prasowym Axel Springer Polska:

W poniedziałek 1 czerwca Axel Springer Polska i INFOR PL podpisały porozumienie tworzące wspólne przedsięwzięcie biznesowe. Zgodnie z planowaną transakcją Axel Springer Polska obejmie 49 proc. udziałów w spółce INFOR Biznes, do której wniesie swój drukowany tytuł - DZIENNIK Polska Europa Świat - oraz serwis internetowy Dziennik.pl.

Poniedziałkowe porozumienie jest kolejnym etapem współpracy obu wydawców, która do tej pory obejmowała m.in. połączoną prenumeratę "Dziennika" i "Gazety Prawnej". Celem podpisanej umowy jest wspólne wydawanie od jesieni 2009 r. nowej gazety codziennej. Nowy tytuł ma łączyć treści "Dziennika", szczególnie z obszaru polityki, kultury i sportu, oraz Gazety Prawnej, wyspecjalizowanej w tematyce gospodarczej, podatkowej i prawnej. Poszerzone spektrum tematyczne wpłynie na atrakcyjność gazety dla czytelników i klientów reklamowych.

Wydawcy zapewniają, że połączenie obu tytułów nie spowoduje zwolnień dziennikarzy.
- Do Infor Biznes przejdą wszyscy pracownicy redakcji Dziennika i Dziennika.pl, a ponadto pracownicy, którzy w pozostałych działach związani byli zawodowo wyłącznie z tymi tytułami - zapewniła w rozmowie z media2.pl Anna Gancarz-Luboń, rzeczniczka prasowa Axel Springer Polska. - Sam fakt przejścia pracowników redakcji Dziennika i Dziennika.pl do Infor Biznes nie będzie skutkował zmianami warunków pracy.

A oto komentarze prezesów łączonych wydawnictw:

"Dzięki powołaniu joint venture koncentrujemy siły i doświadczenie dwóch znakomitych tytułów. Taki ruch zwiększy znacznie nasz potencjał na bardzo konkurencyjnym rynku i zapewni nam mocną pozycję dla przyszłych działań" - mówi Florian Fels, prezes zarządu Axel Springer Polska.

"Ta transakcja to także kolejny krok w realizacji strategii internetowej INFOR PL. Jednym z naszych celów jest zajęcie pozycji lidera w kategorii biznes, finanse, prawo" - komentuje Ryszard Pieńkowski, właściciel INFOR PL.

Jak podaje Reuters, transakcja kosztowała wydawnictwo Axel Springer Polska mniej niż 10 milionów euro.

Transakcja uzależniona jest od zgody Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Odpowiednie wnioski do UOKiKu mają zostać złożone jutro, a urząd ma dwa miesiące na ich rozpatrzenie i wydanie decyzji. O dokładnym terminie debiutu nowej gazety wydawcy mają poinformować w stosownym czasie.

25 maja 2009

Ciekawa okładka "Gazety Wyborczej"

Rzadko kiedy "Gazecie Wyborczej" udaje się zrobić na mnie świetne wrażenie już od pierwszej strony. Tytuł ten traktuję jako silną na polskim rynku gazetę opiniotwórczą, której informacje są dla mnie ważne i z której poglądami nie zawsze się zgadzam. Niemniej jednak jest moją codzienną lekturą i dotąd nie wymagałem od niej zachęty już od pierwszej strony, ponieważ ważniejszy był dla mnie zawsze jej środek.

Tego, co zobaczyłem w sobotę, 23 maja, nie mogłem pozostawić obojętnie. Pierwsza strona to przykład bardzo dobrej współpracy fotoreportera z redakcją. Pozornie nudny temat, czyli kolejna różnica opinii prezydenta i premiera na temat kryzysu, została sprzedana w taki sposób, że z chęcią przeczytałem cały artykuł. Oceńcie zresztą sami:



Tak zestawione zdjęcia, opatrzone odpowiednim komentarzem oraz sugerujące współpracę między tymi panami (w to już chyba nikt nie wierzy), są dobrym nawiązaniem do przemówienia premiera, który podziękował głowie państwa za chęć pomocy. Gratulacje dla redakcji za tę okładkę.

24 lutego 2009

Polskapresse likwiduje część dzienników spod szyldu "Polska"

Portal media2.pl podał właśnie ciekawą informację. Grupa Wydawnicza Polskapresse likwiduje dzienniki w regionach, które były dla niej nowym terytorium wydawniczym. Likwidacji ulegają: ”Polska Białystok”, ”Polska Gazeta Opolska”, ”Polska Kielce”, ”Polska Koszalin”, ”Polska Kujawy”, ”Polska Lubuskie”, ”Polska Olsztyn”, ”Polska Rzeszów” i ”Polska Szczecin". Od marca znika też sobotni dodatek "Magazyn Rodzinny" (zostanie włączony do grzbietu głównego), a ostatni z kolorowych dodatków heatsetowych - czwartkowa "Dobra Kuchnia" - będzie miała charakter niecykliczny. Z rynku znikają również tygodniki mazowieckie "Nasze Miasto". Dalsza strategia Polskapresse ma być związana z ekspansją w Internecie. Pełna treść komunikatu media2.pl w dalszej części artykułu.

Za media2.pl:
Zarząd Grupy Wydawniczej Polskapresse podjął strategiczne decyzje służące reorganizacji działalności wydawniczej oraz rozwojowi zasobów internetowych Grupy. Z rynku zniknie kilka drukowanych wydań dziennika Polska.
Zarząd Polskapresse podjął kilka decyzji, które przygotują grupę Polskapresse do zmian na rynku. Od marca 2009 roku zmianie ulega model funkcjonowania projektu dziennika Polska .

Na części nowych rynków Polska przeniesiona zostanie z wydań drukowanych do Internetu - serwisu Polskatimes.pl. Dotyczy to wydań Polska Białystok, Polska Gazeta Opolska, Polska Kielce, Polska Koszalin, Polska Kujawy, Polska Lubuskie, Polska Olsztyn, Polska Rzeszów, Polska Szczecin.

Ponadto zamknięte zostaną tygodniki mazowieckie Nasze Miasto. Także od marca 2009 roku Magazyn Rodzinny włączony zostanie do sobotniego grzbietu głównego, a dodatek Dobra Kuchnia ukazywać się będzie niecyklicznie.

Zarząd Polskapresse doszedł do wniosku, że osiągnięcie satysfakcjonującej sprzedaży na tych rynkach nie jest możliwe, a ponoszenie dodatkowych wydatków związanych z funkcjonowaniem Polski w obecnej formule w obliczu pogarszającej się sytuacji gospodarczej w kraju nie leży w interesie spółki. Wprowadzenie zmian w projekcie Polski wiąże się z optymalizacją kosztów i redukcją zatrudnienia na Mazowszu, w Opolu, w Lubuskiem oraz w Warszawie.

Wydawnictwo zapewnia, że prasa regionalna i Internet odgrywają kluczową rolę w biznesie Polskapresse, dlatego w ramach nowej strategii wydawniczej zarząd będzie rozwijać pozostałe swoje dzienniki regionalne pod wspólną marką Polska oraz inwestować w działalność internetową. Grupa Wydawnicza Polskapresse dążyć będzie do konsolidacji rynku prasy regionalnej i wzorem udanego zakupu Kuriera Lubelskiego nie wyklucza kolejnych akwizycji w przyszłości.

W najbliższym czasie planowane są także działania wydawniczo-marketingowe służące wzmocnieniu pozycji Polski na rynku warszawskim i mazowieckim. W obszarze Internetu Polskapresse planuje rozwój istniejących zasobów oraz nowe inwestycje. Swoje decyzje zarząd tłumaczy trudnym okresem na rynku wydawniczym.

23 lutego 2009

Jedenaste Impactory już za dwa dni

25 lutego odbędzie się jedenasta konferencja Impactor, na której również ja powiem parę słów na temat światowego kryzysu gazet papierowych. Konferencja przeznaczona jest dla osób pracujących w sektorze mediowym i reklamowym, a jej program ma na celu zdiagnozować zachowania i potrzeby dużych klientów oraz korporacji w czasie kryzysu. Pełen plan konferencji na stronie eventu i tutaj (click, click):



Po konferencji, zamieszczę na blogu moją prezentację. Samego speechu nie będę przytaczał, chyba że się nagram i zamieszczę jako podcast :)

4 lutego 2009

Sprostowanie oznaką słabości - tylko czyjej?

Zerkam właśnie do dzisiejszej "Gazety Wyborczej" (tak, tak, wciąż papierowej, mimo wszystkich prognoz, które na tym blogu przytaczam) i widzę takie oto sprostowanie:


Bardzo cieszy mnie skrupulatność autorów sprostowania, ale mimo profesjonalizmu wielu dziennikarzy "Gazety Wyborczej", nie uważam jej za branżową w temacie mediów. Skróty, które ułatwiają zwykłemu czytelnikowi zrozumienie tematu, uznaję często za niezbędne.

Wydawnictwo Axel Springer Polska nie podziela mojego stanowiska. I dobrze, bo gdyby wszyscy zgadzali się ze sobą, byłoby nudno. Zastanawia mnie tylko celowość takiego sprostowania. Obnażenie niekompetencji konkurencji? Nie ta strona.

Gazetom papierowym jest źle.

A takie sprostowanie z zainteresowaniem przeczytałbym w "Pressie" czy "Briefie". W przypadku "Gazety Wyborczej", przetarłem oczy ze zdumienia.

8 stycznia 2009

Jak Wirtualne Media radzą sobie ze sprostowaniami i komentarzami?

Jak co miesiąc, portal Wirtualne Media podał dzisiaj wyniki kontroli nakładów i sprzedaży gazet regionalnych w Polsce. Tym razem zrobił to z poważnym błędem.

Po szczegółowe dane odsyłam na opisywany portal, z jednym zastrzeżeniem. Chodzi konkretnie o dwie największe pod względem sprzedaży gazety regionalne w Polsce. Tak jak od jakiegoś czasu sprzedaż "Polski Dziennika Zachodniego" (Polskapresse) maleje, tak kolejna duża gazeta regionalna, "Gazeta Pomorska" (Media Regionalne) utrzymuje bardziej stabilną pozycję. Nie według raportu Wirtualnych Mediów.

Nie wytykam błędów, ponieważ błądzić jest rzeczą ludzką. Jestem jednak ciekaw czy, kiedy i w jaki sposób redakcja Wirtualnych Mediów dokona sprostowania tego artykułu. A jest co prostować. Nakład "Gazety Pomorskiej" został w zestawieniu zawyżony o 12,5 tysiąca egzemplarzy, a sprzedaż zaniżona o prawie 9 tys. egzemplarzy. Błąd nawet można wytłumaczyć. Autor tekstu pomylił linijki listopadowego raportu ZKDP i podał dane ogólnopolskiej "Gazety Prawnej" zamiast regionalnej "Gazety Pomorskiej".


Ta pomyłka ma znaczenie dla całego artykułu, ponieważ "Gazeta Pomorska" miała wg ZKDP wyższą sprzedaż w listopadzie 2008 niż "Polska Dziennik Zachodni", a zatem wbrew tekstowi Wirtualnych Mediów, zmiany na rynku w listopadzie były i zmienił się też lider.

Ciekawe, że pomyłkę dostrzegł jako pierwszy jeden z komentujących około południa. Z ciekawości ją sprawdziłem i potwierdzam ten błąd, dane w artykule są różne od oficjalnego raportu ZKDP. Zastanawiam się jednak, co zrobi redakcja Wirtualnych Mediów. Przyzna się do błędu? Umieści nowy artykuł usuwając stary oraz komentarze pod nim? Zmieni błędne dane i usunie krytyczne komentarze? Czy może jednak sumiennie uderzy się w pierś i przyzna do błędu? Jakby nie patrzeć, przestarzałe polskie prawo prasowe nie nakazuje szczególnej formy sprostowania w internecie (ze względu m.in. na to, że datowane jest na erę przed-internetową). Wierzę jednak w odwagę tego opiniotwórczego portalu.

A teraz, dlaczego jeszcze zwracam uwagę na ten portal. Zaskakuje mnie polityka redakcji WM wobec komentarzy umieszczanych pod artykułami. Wiem, że są czytane przez redakcję, ponieważ teksty zawierające odesłania m.in. do bloga eM jak Media, są skrupulatnie kasowane. Z drugiej strony komentarze, w których ludzie mediów na wysokich stanowiskach porównywani są do zwierząt czy różnych części ciała, nie rażą redakcji już tak bardzo. Koniec końców, im mocniejsze określenia, tym żarliwsza dyskusja. Logiczne?

2 grudnia 2008

Polskie gazety na YouTube

Trafiłem dziś na dwa bardzo ciekawe wpisy dotyczące wykorzystywania przez amerykańskie i brytyjskie gazety kanałów YouTube. Postanowiłem przyjrzeć się, jak wygląda to zjawisko na polskim rynku. Przy okazji, wpis będzie służył zebraniu kanałów YouTube polskich wydawców w jednym miejscu. Ale po kolei.

Zachęcony pracą włożoną w stworzenie wspomnianych wcześniej wpisów, miałem z początku ochotę przygotować identyczny tekst, ale dotyczący polskich gazet. Jednak tworzenie mapy na potrzeby tego wpisu byłoby bezcelowe, ponieważ centrale większych polskich wydawnictw prasowych mieszczą się w Warszawie, a gazety spoza stolicy (w przerażającej większości regionalne tytuły Polskapresse czy Mediów Regionalnych) raczej nie wykorzystują YouTube w swoich strategiach.


Zamiast tworzyć mapę (która pewnie wyglądałaby jak ta powyżej) postanowiłem więc zebrać te kanały w jednym wpisie i przyjrzeć się wykorzystywaniu ich przez polskie tytuły. Tekst zostawiam jako otwarty do późniejszej edycji, na wypadek, gdyby nie udało mi się zamieścić tu większości najważniejszych kanałów. Zachęcam również czytelników do zostawiania adresów w komentarzach.

Gazeta.pl - pl.youtube.com/user/gazetapl

Agora sprawnie wykorzystuje YouTube do promocji swoich materiałów. Wynika to m.in. z charakteru informacji, często przygotowywanych na potrzeby serwisów takich jak np. Plotek.pl. Agora podpisała niedawno umowę z Dailymotion, konkurentem YouTube. Nie wyobrażam sobie jednak, by oznaczało to rezygnację z kanału YouTube, a raczej wygląda na próbę dotarcia do szerszej grupy odbiorców, poszerzonej o użytkowników Dailymotion. Gazeta Wyborcza dodatkowo serwuje swoim czytelnikom serwis wideo.


"Dziennik - Polska Europa Świat" - pl.youtube.com/user/dziennikonline

Mam wrażenie, że "Dziennikowi" trochę się zapomniało o tym kanale, ponieważ ostatnia aktywność właściciela miała miejsce 3 miesiące temu. Nie oznacza to jednak, że na stronie "Dziennika" nie korzysta się z materiałów wideo (chociaż faktycznie, widzę ich naprawdę mało), ale zawsze lepiej wygląda, gdy są to materiały własne, a nie tylko osadzane, cudzego autorstwa. W przypadku wydawnictwa Axel Springer Polska, dużo więcej dzieje się na:

"Fakt" - pl.youtube.com/user/eFaktPL

Biorąc pod uwagę profil czytelnika "Faktu", zdziwiłbym się, gdyby wideo nie było brane pod uwagę przy tworzeniu strony internetowej. eFaktPL jest często aktualizowany i teoretycznie mógłby być również wykorzystywany przez "Dziennik" tego samego wydawcy. Na miejscu osoby opiekującej się tym kanałem, zwróciłbym jednak uwagę na komentarze tam zamieszczane.

"Polska The Times" - pl.youtube.com/user/polskatimes

"Polska The Times" również umieszcza swoje materiały wideo na YouTubie, jednak nie byłbym sobą, gdybym nie zauważył, że gazeta mogłaby to robić częściej i lepiej. W tym momencie, 8 gazet regionalnych Polskapresse mogłoby przyczyniać się do budowania zawartości tego kanału. Zdaję sobie sprawę z nakładów, jakie trzeba byłoby w tej sytuacji poczynić (szkolenie dziennikarzy, wyposażenie w kamery itp), niemniej jednak byłoby to dobre urozmaicenie ubogiego w wideo polskiego rynku prasowego.

"Rzeczpospolita" - pl.youtube.com/user/tvrzeczpospolita

Kanał jest uzupełniany z dużą częstotliwością, co 2-3 dni, o krótkie formy informacyjne, wypowiedzi eksperckie dotyczące spraw bieżących. Nawet jeżeli kanał nie jest zbyt popularny, to regularność z jaką "Rzeczpospolita" uaktualnia swoje materiały jest godny podziwu.

"Gazeta Prawna" - pl.youtube.com/user/infortv

"Gazeta Prawna", czy raczej wydawnictwo Infor, wkłada wiele trudu w obecność wyprodukowanych przez siebie wideo w internecie. Kanał YouTube Inforu zawiera prawie 200 klipów z zakresu prawa i ekonomii, jednak nie był aktualizowany od około 3 miesięcy. Przy okazji zwróciłem jednak uwagę na witrynę Infor TV, na której ze zdumiewającą regularnością, zamieszczany jest codzienny przegląd informacji w wersji wideo.

"Super Express" - pl.youtube.com/user/infortv

Podobnie jak jego konkurent, "Super Express" prowadzi w internecie serwis rozrywkowy, w którym wideo powinno być jednym z podstawowych urozmaiceń. Tymczasem, ostatni film na YouTube został zamieszczony przez redakcję ponad miesiąc temu. Na stronie serwisu nie zauważyłem, by szukano innego rozwiązania dla udostępniania czytelnikom filmów.


Moim marzeniem jest, by polskie gazety pojęły, że grono czytelników, do którego mogą trafiać, jest większe niż kurcząca się grupa osób czytająca tylko wydania papierowe. Aby dotrzeć do tego szerszego grona, trzeba zrozumieć jego potrzeby. Czytelnik nie potrzebuje już przeterminowanych wiadomości z wczoraj. Czytelnik chce mieć możliwość czytania, słyszenia i oglądania, a najlepiej, jeśli może to wszystko zrobić w jednym miejscu. Takim miejscem powinny być właśnie portale gazetowe.

1 grudnia 2008

"Wprost" na wyrost? Wcale nie.

Ledwo zdążyłem opublikować wczoraj wpis na portalu Media2 na temat planowanych zmian w tygodniku "Wprost", a już dziś muszę się do niego odnieść. Po lekturze nowego wydania gazety, nie wszystkie zmiany przypadły mi tak bardzo do gustu, jak początkowo myślałem po zapoznaniu się z informacją prasową. Mam tylko nadzieję, że tygodnik w nowej szacie dopiero otwiera się na zmiany i będzie ewoluował dostosowując się do potrzeb czytelników.

Jednego zdania z wczorajszego wpisu będę się trzymał. "Wprost" powoli osadził się, przynajmniej w mojej opinii, jako tygodnik cechujący się dużą interakcją z blogerami. To nic, że większość blogowych wpisów znajdujących się we "Wprostowej" bibliotece Blogbox, które wydrukowano w gazecie, dotyczyło tematyki społeczno-politycznej. W końcu taki jest właśnie profil tego pisma. Fakt, że blogi tworzące Blogbox wykraczają poza tę tematykę, nie gwarantują im trafienia na łamy tygodnika. Piszę to z pełną świadomością, wiedząc, że również tematy na "eM jak Media" nie pokrywają się z główną linią tej gazety.

Podobała mi się akcja promocyjna nowego tytułu. Nie ze względu na jej teaserowy charakter czy skalę (według informacji prasowych kampania ma objąć telewizję, radio, prasę i outdoor), ale ze względu na to, że wydawca, z pomocą agencji PR, dotarł również do 'mniejszych' odbiorców. Autorzy, których blogi znajdują się w bibliotece blogów Blogbox, zostali poinformowani o zmianach na dzień przed wprowadzeniem odnowionego produktu do kiosków. Autorom blogów zajmujących się mediami, rozesłano wersję demonstracyjną nowego tygodnika. Cała ta strategia, wraz z inicjatywami podejmowanymi przez "Wprost" w internecie (Blogbox, Infotuba, Gover), sprawiła, że po nowej odsłonie gazety spodziewałem się większej interakcji z czytelnikiem.

"Wprost" po liftingu przejrzałem dwukrotnie w poszukiwaniu stałej rubryki Wprost z blogu. Po drugim razie zerknąłem w spis treści i nawet po odnalezieniu kolumny Wprost z sieci, żadnego odwołania do blogów nie znalazłem. Dopiero zaprzyjaźniony bloger, Marcin Niewęgłowski, zwrócił moją uwagę na malutki moduł:


Sądziłem, że przy udowodnieniu blogerom ich znaczenia poprzez uwzględnienie ich w akcji promocyjnej, redakcja nada im wyższą rangę. Szczęśliwie akcja nie skończyła się wraz z wprowadzeniem odnowionej gazety. Odpowiedzi na moje dzisiejsze pytanie dotyczące roli blogów w piśmie doczekałem się niemal od razu: tygodnik nie ma zamiaru zmniejszać znaczenia blogów, przeciwnie - ich liczba ma się zwiększać.

Chciałbym jednak trochę odejść od tematyki blogów i rozwoju "Wprost" w internecie, a zerknąć na to, co gazeta oferuje od dzisiaj w kioskach. Wydanie papierowe zostało wyraźnie zmienione: od pierwszej strony i logotypu tytułu począwszy, na layoucie i zawartości skończywszy. To co rzuca się na pierwszy rzut oka po wstępnej lekturze, to zwiększona ilość "światła", czyli wolnej przestrzeni na stronach gazety. W połączeniu z licznymi zdjęciami i infografikami, tygodnik wydaje się być bardziej dynamiczny i szybciej się go czyta. Bardzo dobrym zabiegiem było zwiększenie liczby stron, ponieważ, niestety, wprowadzenie zbyt dużej ilości wolnego światło, często skutkuje wrażeniem, że gazeta ma mniej do powiedzenia. Ten argument jest w tym przypadku nieważny, ze względu na większą o 52 liczbę stron. Zmiana czcionki w numerze jest tylko kosmetycznym dopełnieniem wszystkich nowości.

Modularne rozłożenie informacji w pierwszej części tygodnika zdecydowanie ułatwia nawigację (miejscami przypominając intuicyjne poruszanie się po stronie internetowej). Gazeta sprawia wrażenie, jakby złożona była z paru części - od reszty tygodnika zdecydowanie wyróżnia się temat numeru. Zdjęć towarzyszących tematowi numeru nie będę oceniał - nie do końca profesjonalne fotomontaże stały się w moim mniemaniu pewnym atrybutem "Wprost", więc może i dobrze, że redakcja nie rezygnuje z tej konwencji.

Uwagę zwracają na siebie również rubryki Zdjęcie tygodnia oraz Powiększenie - nie tylko ze względu na swój rozmiar (2 strony dla każdej z rubryk). Wbrew pozorom, moje pierwsze skojarzenie nie było związane z "Newsweekiem Polska" (który podobną rubrykę ma bliżej pierwszej strony), a raczej z niemieckimi tygodnikami typu "Stern" czy "Spiegel". Cieszy mnie również przełożenie stron o lżejszej tematyce (typu Z życia koalicji / Z życia opozycji Zalewskiego i Mazurka) na koniec gazety. We "Wprost" wreszcie widać hierarchię informacji wewnątrz numeru.

Generalnie zmiany dokonane w tygodniku oceniam jako korzystne. "Wprost" przez wiele lat się nie zmieniał, bazując na żelaznym czytelniku. Niestety, kryzys prasy odczuwalny jest w każdym sektorze tego rynku, niezależnie czy mówimy o dzienniku, tygodniku, czy miesięczniku. Zmiany, mimo że ryzykowne, są potrzebne gazetom by przetrwać. Mam wrażenie, że każda zmiana wyszłaby "Wprost" na dobre, ale w tym przypadku te zmiany są rzeczywiście widoczne i nie sprawiają wrażenia przypadkowych, dokonanych jako "sztuka dla sztuki".

W zasadzie najważniejsza uwaga, jaką mam (i być może duża część polskiej blogosfery się ze mną zgodzi) to mała ilość blogów w pierwszym po zmianach numerze tygodnika. Czepiam się tego faktu uporczywie, ponieważ czytałem słowo wstępu, w którym naczelny "Wprost" zapewnia: "Wiemy, że słowo drukowane wciąż znaczy, ale coraz więcej znaczy też Internet. Dzięki połączeniu magazynu z Internetem oferujemy największą interaktywność, otwartość na to, co się dzieje tu i teraz". Mam nadzieję, że nie są to puste deklaracje, ponieważ tylko odpowiednia interakcja z czytelnikiem (który dzięki internetowi jest coraz lepiej słyszalny), pozwoli gazetom papierowym trochę oddalić ciążącą nad nimi perspektywę końca działalności.

20 listopada 2008

"Fakt" w Irlandii cieszy się dużą popularnością

Niedawno przeczytałem bardzo ciekawy artykuł na portalu Sunday Business Post, który dotyczył sukcesu polskiego "Faktu" w Irlandii. Artykuł pełen był ciekawych informacji, które co prawda chciałem przytoczyć od razu, jednak coś zmusiło mnie do potwierdzenia ich u źródła, czyli u wydawcy - Axel Springer Polska oraz u jego partnera w zakresie sprzedaży reklam na terenie Irlandii, firmy Ethnic Media.

Nakłady początkowe gazety nie były duże, ale wydawca działał na nieznanym dotąd rynku. Gazeta została uruchomiona w połowie września br., a jej początkowy nakład dwóch wynosił początkowo 12 tys. egzemplarzy.

Ciekawa informacja, o której wspomniałem we wstępie, dotyczyła nie tylko podniesienia nakładów tygodnika "Fakt dla Irlandii" do 20 tys. egzemplarzy, ale przede wszystkim planowanej inwestycji przez niemieckiego wydawcę w irlandzki tytuł. Rzekoma inwestycja (wg. Sunday Business Post) miałaby wynieść 10 milionów Euro rozłożonych na 5 lat działalności.

Informacji nie udało mi się potwierdzić ani w dziale PR Axel Springer Polska, ani u szefa Ethnic Media, partnera ASP w Irlandii.

"Nie mam pojęcia, skąd wzięła się informacja o owych 10 milionach euro. Słyszałam o 10 tysiącach (!) euro, które Ethnic Media otrzymało od rządu irlandzkiego na badania społeczności polskiej w Irlandii, ale po pierwsze, nie ma to nic wspólnego z naszym wydawnictwem, a po drugie – nie jestem w stanie potwierdzić tej informacji." - poinformowała mnie w mailu pani Anna Gancarz, PR manager wydawnictwa ASP.

Z kolei Niall Kehoe, dyrektor zarządzający firmą Ethnic Media nie zaprzecza, ani nie potwierdza informacji o planowanej inwestycji w irlandzki "Fakt". "Nigdy nie omawiałem wartości umowy dotyczącej "Faktu dla Irlandii" i nie jestem gotów tego komentować" - usłyszałem od pana Kehoe.

Niezależnie od tego jak ocenia się pod względem merytorycznym gazetę "Fakt", jest to największa z gazet w naszym kraju. Ze względu na rozpoznawalność marki wśród Polaków, wydawca zdecydował się na próbę dostarczenia podobnej treści do polskich mieszkańców wysp. Eksperyment zdaje się być udany, ponieważ po paru miesiącach działalności decyzją wydawcy, nakład pisma zostaje zwiększony z 12 do 20 tysięcy egzemplarzy (mimo dość wysokiej, jak na polski koszyk, ceny 1,50 Euro).


Analizując wyłącznie okładki dwóch wydań "Faktu" na wyspach, można odnieść wrażenie, że gazeta nie różni się wiele od jej siostry z Polski. Jej irlandzka mutacja, ma jednak charakter trochę bardziej poradnikowy, czemu też trudno się dziwić, bowiem gazeta odpowiada w ten sposób na potrzeby swojego czytelnika. Z informacji z działu PR Axel Springer Polska wynika, że "Fakt dla Irlandii" zawiera:
- przedruki materiałów z polskiego wydania "Faktu"
- doniesienia z Polski
- aktualne wiadomości z Irlandii
- raporty o życiu polskich emigrantów w Irlandii
- poradnik dla emigrantów
- serwis sportowy
- dodatek z programem TV zgodnym z czasem w Irlandii.

Celem wydawcy "Faktu dla Irlandii" było osiągnięcie pozycji lidera wśród polskich tytułów dla emigrantów. Niestety, wydawca nie udziela jeszcze informacji o wpływach z reklam (jedyna informacja z Ethnic Media to fakt, że przychody reklamowe w tym tytule rosną). Rynek, w który celuje gazeta jest wielkości 200-250 tys. polskich emigrantów.

Jak przyciągnąć uwagę czytelnika?

Jak można przyciągnąć uwagę czytelnika? Można zagrać chociażby dobrym tytułem. Taki artykuł ukazał się dzisiaj w "Polsce Dzienniku Łódzkim":


Oczywiście przy okazji takich tytułów pojawia się pytanie w jaki sposób gazeta chce pozycjonować swoją markę na rynku. Nadmiar luzu i otwartości też może gazecie zaszkodzić, owocując obniżeniem jej wartości w oczach czytelnika.

5 listopada 2008

Wyborcze pierwsze strony polskich gazet

Przy okazji wielkich wydarzeń na świecie, bardzo lubię przyglądać się pierwszym stronom gazet. Rodzi się wówczas prawdziwe wyzwanie dla wszystkich redakcji, ponieważ pewne jest, że konkurencja będzie pisać o tym samym. W jaki sposób przekazać te same informacje, by po pierwsze - być jak najbardziej na czasie i, po drugie, wyróżnić się na tle pozostałych gazet. Zobaczmy, jak poradziły sobie polskie gazety z relacją z wczorajszych wyborów w USA.

Gazety różnie radzą sobie z pierwszymi stronami - pisałem o tym TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ. Dzisiaj, na szczęście, pierwsze strony polskich gazet są bardziej urozmaicone.

Większość z nas wie już, że amerykańskie wybory wygrał Barrack Obama. Internet, telewizja i radio są mediami na tyle szybkimi, że wszyscy znali już te wyniki przed dzisiejszym wyjściem do pracy. Gazety jednak nie mają tak łatwo - wydania w najlepszej sytuacji zamykane są po północy, co sprawia, że rano są spóźnione o parę godzin względem pozostałych mediów. W przypadku tego wydarzenia miały sytuację nieco ułatwioną - Obama znacznie wyprzedzał McCaina w sondażach, w związku z tym to twarz czarnoskórego kandydata zdominowała dzisiejsze jedynki. Różny jest jednak sposób przekazywania informacji.

Najmniej ryzykowała dzisiaj "Rzeczpospolita". Szkoda, bo tak naprawdę na pierwszy rzut oka, jest to powielenie wczorajszej informacji. Równie dobrze wczoraj można było zagrać tytułem "Ameryka dokonuje wyboru". Zdjęcie na pierwszej stronie ładne ale jednocześnie jest to typowy widok dla konwencji partyjnych w USA:


"Dziennik" też mnie nie zachwycił. "Dramatyczny finisz" to tytuł już trochę zwracający się w stronę tabloidów. Dramatyczny byłby ten finisz dla mnie, gdyby sondaże wyborcze wskazywały na remis z drobną przewagą jednego z kandydatów. Z drugiej strony zwieńczenie kampanii może i rzeczywiście było dramatyczne, ale nie dla tego kandydata, którego "Dziennik" przedstawił na zdjęciu (przeczytałem wczoraj, że podczas gdy Obama czekał na wyniki, McCain jeździł po stanach, resztką sił przekonując wyborców). Ocenę okładki zostawiam Państwu:



Czas na "Polskę". Ta gazeta na wczorajszej okładce pokazała zdjęcie z USA z 1948 roku, na którym prezydent Truman triumfalnie trzyma dziennik obwieszczający zwycięstwo drugiego kandydata. "Polska" musiała być więc dziś ostrożna. W tytule nie pada więc bezpośrednio informacja kto wygrał, ale można się tego domyślać. Gdyby jakimś cudem nad ranem okazało się, ze to McCain wygrał wybory, nie można by się było przyczepić do tej okładki. Podoba mi się również gra puzzlami oraz fakt, że taką pierwszą stronę można było przygotować z bezpiecznym wyprzedzeniem, biorąc pod uwagę dwa możliwe warianty. Tytuł dobrze gra ze zdjęciem a redakcja może zawsze powiedzieć, że może i każdy od rana zna wyniki wyborów, ale ta gazeta powie wam więcej - jak do tego doszło.



Przy okazji dodam, że warto zwrócić uwagę na powrót do regionalności pozostałych mutacji "Polski" (czy warto było od niej w ogóle odchodzić to już inny problem). Na przykładzie "Polski Dziennika Łódzkiego" widać, że temat wyborów zmieścił się na pierwszej stronie, ale większą wagę stanowi tutaj temat regionalny:



Na zakończenie zostawiam najlepszą, moim zdaniem, dziś okładkę - "Gazety Wyborczej". I najlepsze w niej jest nie zdjęcie, a tytuł, który w zbiurokratyzowanym państwie trafi do każdego czytelnika:

4 listopada 2008

Udział gazet bezpłatnych w europejskim rynku prasowym

Natrafiłem na bardzo ciekawy wpis na blogu Newspaper Innovation, poświęconemu w znacznej mierze gazetom bezpłatnym. Autor wspomnianego bloga, Dr Piet Bakker napisał artykuł o wielkości europejskiego rynku prasowego i udziałach prasy bezpłatnej w tym rynku.



Powyższy wykres przedstawia jak kształtowały się udziały prasy płatnej i bezpłatnej na poszczególnych rynkach Europy. Do wyliczenia tych udziałów, autor posiłkował się publikacją Światowego Stowarzyszenia Gazet WAN.

W 2007 roku sześć krajów europejskich znajdowało się w grupie państw o wyższym niż 50% udziale gazet bezpłatnych w całym rynku. W tym roku, w wyniku zlikwidowania jednej z duńskich gazet darmowych, grupę >50% reprezentuje pięć państw (Islandia 72%, Portugalia 55%, Macedonia 53%, Luksemburg i Hiszpania po 51%).

We Włoszech, Szwajcarii i na Łotwie, prasa bezpłatna ma 45% udziałów w rynku, podczas gdy w Grecji, Rumunii, Andorze i Danii, trochę ponad jedna trzecia sumy nakładów wszystkich gazet drukowanych jest darmowa. Słowenia, Francja, Czechy i Holandia cieszy się około 25% udziałem gazet bezpłatnych w rynku.

W Polsce, rynek prasy bezpłatnej skurczył się po zamknięciu wydawanego przez Metro AG tytułu "Metropol". Aktualnie, na naszym podwórku obserwować możemy zmagania praktycznie dwóch tylko tytułów - "Metro" (wydawanego przez Agorę) i "Echo Miasta" (Media4Mat, Polskapresse). Porównanie nakładów byłoby jednak nie do końca słuszne, ze względu na różny charakter tych gazet ("Metro" jest dziennikiem, a "Echo Miasta" ukazuje się dwa razy w tygodniu). Dodatkowo, wygląda na to, że kolejny wydawca, Media Regionalne, będzie próbował rozepchnąć ten rynek publikując bezpłatny tygodnik "Moje Miasto", oparty na internetowej inicjatywie MM Moje Miasto (tygodniki w wersji drukowanej ukazują się już w Lublinie i Szczecinie).

13 października 2008

INMA 2008: Jak blogi mogą pomóc gazetom w walce o czytelników

Mam dobrą wiadomość dla czytelników tego bloga - blog nie umarł. Poświęciłem się przez chwilę uzupełnianiu informacji z konferencji INMA 2008 na Forum4Editors. Ale teraz, jako kolejne echa konferencji INMA, mogę podzielić się streszczeniem jednego z wielu wystąpień, które zrobiły na mnie wielkie wrażenie. Prezentacja dotyczyła tego, jak blogi mogą pomóc wydawcom zwiększać przychody.

"Gazety były kiedyś podstawowym źródłem informacji, ale to już przeszłość" - zaczął swoje wystąpienie John Wilpers z Innovation Media Consulting. Nikt nie zaprzeczy już faktowi, że czytelnicy odchodzą od gazet drukowanych - świadczą o tym ogólnoświatowe tendencje spadkowe w sprzedaży egzemplarzowej. W samej Unii Europejskiej, sprzedaż gazet zmalała o 2,37% w minionym roku i o 6% na przestrzeni 4 lat (od 2003 roku). Podobnych spadków doświadcza większość rynków prasowych na świecie.

"Gazety były kiedyś podstawowym źródłem informacji, ale to już przeszłość"Największym jednak zagrożeniem dla gazet drukowanych są spadki czytelnictwa w najmłodszych grupach docelowych. Mamy więc pewną dwubiegunowość. Spadek czytelnictwa z jednej strony spowodowany jest starzeniem się społeczeństwa i naturalnym umieraniem czytelników. Z drugiej jednak strony nie jest zastępowany nowymi, młodymi czytelnikami. Kluczowym zadaniem dla wydawców powinno być zatem zaangażowanie najmłodszych grup i przyciągnięcie ich do swoich wydawnictw, niekoniecznie drukowanych.

Czego szukają młodzi?
W badaniu preferencji, młodzi ludzie mieszkający w Europie (przedział wiekowy 15-34), jako podstawowe źródła informacji, podali:
* Internet (46%)
* telewizję (35%)
* książki (7%)
* gazety (3%)
* magazyny (1%)
Gazety, jak widać, nie mają w tym zestawieniu najlepszej pozycji. Konieczne jest zatem zastanowienie się nad potrzebami młodych czytelników. A oto czego szukają ci sami młodzi Europejscy czytelnicy:
* lokalnych informacji związanych z ich stylem życia i zainteresowaniami,
* informacji i społeczności wokół współdzielonych zainteresowań,
* różnorodności opinii,
* możliwości tworzenia informacji.

Odpowiedzią na ich potrzeby mogą być właśnie blogi. Blogi, które stanowią integralną część internetu. Blogi, które są przepełnione tworzoną przez nich treścią, z ich przemyśleniami i ich zainteresowaniami. Blogi przygotowywane przez nich lub ludzi im podobnych. I wreszcie - blogi, które umieszczane będą zarówno na stronach internetowych wydawców jak i na drukowanych stronach gazet (zamiast w zakładkach-tyglach, skupiających wszystkie możliwe publikacje).

Ile jest tych blogów? I czy ktoś to w ogóle czyta?
Oczywiście, blog blogowi nie jest równy, a najważniejsza jest treść w nim zawarta. Jednak biorąc pod uwagę popularność blogów na całym świecie, naturalne wydaje się wzięcie pod uwagę tej formy komunikacji w strategii rozwoju wydawnictwa. Może trudno w to uwierzyć, ale narodziny tych internetowych "pamiętników" datowane są na 1994 rok (blog studenta Justina Halla). W 2002 roku istniało już 200.000 blogów. Rok później już 3,5 milionów blogerów szczyciło się swoją działalnością. Pod koniec 2007 roku istniało już 70 milionów blogów, a z końcem bieżącego roku ta liczba ma być podwojona. Czy taka ich popularność może być przypadkowa? W niektórych przypadkach tak, ale istnieje mnóstwo blogów, których autorzy tworzą takie treści, jakich sami nie mogli znaleźć gdzieś indziej (ciekawe ile polskich bloggerów podpisałoby się pod tym stwierdzeniem, ja podpisuję się obiema rękami).

Jednak nie tylko liczba istniejących blogów ma znaczenie. Dla gazet liczyć powinno się to, że 346 milionów ludzi na całym świecie (77% korzystających z internetu) czyta blogi. Co ciekawe, jak mówi John Wilpers, blogerzy są stosunkowo tanim źródłem treści. Wśród przebadanych bloggerów, motyw pieniężny nie znalazł się nawet w pierwszej piątce najczęściej wymienianych powodów do blogowania!. Wśród najczęstszych motywów znalazły się:
* wyrażanie poglądów na interesujące tematy,
* dzielenie się ekspertyzą i doświadczeniem z innymi,
* poznawanie ludzi o podobnych zainteresowaniach.
Pieniądze znalazły się na szóstym miejscu w tym zestawieniu. Blogerzy nagradzani są bowiem za swoją pracę w zupełnie inny sposób. Zdobywanie semi-sławy poprzez rosnącą liczbę czytelników, awans w pracy, lepsze propozycje pracy i wreszcie osiąganie lepszej rozpoznawalności na rynku - to są zjawiska, które zaspokajają wielu blogerów, zwłaszcza, jeżeli łączy się to z przyjemnością, jaką jest zarażanie innych własną pasją.

A co z tą Polską?
Analizując samą platformę Blogger.com (na której mieści się m.in. blog "eM jak Media"), można zauważyć, że w samej Polsce, zarejestrowanych jest na niej około 53,5 tysiąca blogerów. Opublikowali oni łącznie prawie 1.200.000 postów, z czego około półtora tysiąca - zaledwie wczoraj. Liczny te powinno przemnożyć się conajmniej przez dwa, biorąc pod uwagę, że druga z najpopularniejszych platform blogowych - Wordpress.com, cieszy się podobnymi statystykami. Który wydawca pogardzi taką bazą informacji, opinii, komentarzy czy analiz?

John Wilpers zdaje sobie sprawę, że nie wszystkie blogi nadają się do publikacji. Ale jeżeli luźno przyjąć, że 10 procent z nich jest dobrych... a 5 procent bardzo dobrych, to liczba ta nadal jest ogromna. I w dużej mierze są to niewykorzystane zasoby dzisiejszych gazet. Bo wiele osób gotowych byłoby zamieszczać swoje wpisy pod adresem np. www.rp.pl/nazwa_bloga lub www.gazeta.pl/nazwa_bloga. Rozpoznawalność marki, jaką jest tytuł gazety, może być dodatkową nobilitacją dla blogera. Dodatkowy ruch, który mógłby trafiać na jego blog z głównej strony gazety też byłby ważnym argumentem.
A sama gazeta? Obudowując swoją stronę internetową blogami o różnej tematyce, dysponowała by w ten sposób opiniami prawdziwych komentatorów życia codziennego, a nie przypadkowymi, pełnymi inwektyw, komentarzami do tekstu. Nie wspominając już o tym, jak fantastycznym źródłem informacji mogliby być lokalni blogerzy - docierającym często głębiej niż sami dziennikarze.

Uczmy się od innych
John Wilpers wspomniał w trakcie konferencji o doświadczeniu bezpłatnej gazety "BostonNow", która właśnie otworzyła się na współpracę z autorami blogów. Strona internetowa tego pisma zawierała 3.900 blogów, z czego 900 było aktualizowanych regularnie. 5 z 13 najczęściej wybieranych adresów na domenie bostonnow.com, należało do blogów. Najdłuższy czas przeglądania strony również należał do bloga. I wreszcie, największa ilość unikalnych użytkowników z zewnątrz, pochodziła właśnie z blogów z marką "Boston Now".

Czy jest się czego bać?
Otwieraniu się gazet dla blogerów mogą sprzeciwiać się pracownicy redakcji. Edytorzy mogą obawiać się, że gazeta przez takie działanie mogłaby stracić wiarygodność, na którą tak ciężko wszyscy pracowali. Ale ideą nie jest otwarcie się na wszystkie blogi, tylko na te najlepsze. A jak można zmotywować autorów blogów by brali odpowiedzialność za swoje słowa? John Wilpers i na to pytanie ma odpowiedź - wynagrodzić ich w taki sam sposób jak wynagradza się autorów zewnętrznych lub freelancerów, ale i tak samo karać ich w przypadku gdy popełnią błędy (rezygnować z ich usług). Blogerzy nie staną się w ten sposób dziennikarzami - ci drudzy szkoleni są w znajdywaniu i sprawdzaniu faktów. Blogerzy oceniają rzeczywistość. Graficzne oddzielenie jednych od drugich na łamach gazety, może być ciekawym odświeżeniem tytułu. I jednocześnie pokazaniem rynkowi, że nie boimy się innowacji a samemu czytelnikowi - że rozumiemy jego potrzeby i wychodzimy im naprzeciw.

24 września 2008

Nowe forum dla wydawców, redaktorów i pasjonatów rynku prasowego

W sierpniu, pod patronatem INMA - International Newsmedia Marketing Association, wystartował w sieci bardzo ciekawy projekt - baza wiedzy dla redaktorów, wydawców i fascynatów rynku prasowego oraz internetowego. Projekt o tyle ciekawy, że powstał z inicjatywy naszych rodzimych specjalistów: Grzegorza Piechoty i Jerzego Wójcika z "Gazety Wyborczej". W dalszej części artykułu, Grzegorz Piechota opowiada o nowym projekcie specjalnie dla bloga "eM jak Media"...

Marek Miller: Czym jest Forum 4 Editors? Skąd wzięła się potrzeba stworzenia tego serwisu?
Grzegorz Piechota: Forum4Editors jest miejscem spotkań redaktorów i wydawców z całego świata, gdzie mogą wymieniać się pomysłami i opiniami na temat dziennikarstwa, marketingu oraz trendów w mediach.

Brakowało nam takiego miejsca w sieci, gdzie ludzie mediów, zwłaszcza prasy, znajdą mniej narzekania, a więcej inspiracji.

Międzynarodowe biuletyny i konferencje z roku na rok coraz więcej uwagi poświęcają zarządzaniu mediami i sprawom biznesowym. Nie negując wagi tej tematyki i wyzwań, które stoją przed prasą, uważamy, że redakcje i wydawcy nie mogą tracić z oczu głównego powodu, dla którego powołali do życia swoje gazety.

To dziennikarstwo, które pozwala obywatelom podejmować lepsze wybory, kontroluje władzę, broni słabszych przed nadużyciami ze strony tych silniejszych oraz promuje ideały demokratycznego społeczeństwa.

To także wyjątkowa wspólnota, którą tworzą dziennikarze i czytelnicy, wydawcy i reklamodawcy - wspólnota oparta na zaufaniu i współpracy. Wierzymy, że od jakości tych relacji zależy przyszłość prasy i mediów w ogóle.

Te wartości promujemy na Forum4Editors. Przykłady, które opisujemy, pokazują, jak w praktyce znajdują one zastowanie w prasie drukowanej i w internecie.

Serwis w formie bloga i forum dyskusyjnego ruszył w sierpniu.

MM: Dlaczego serwis tworzony jest wyłącznie w języku angielskim? Zawiera mnóstwo interesujących informacji, nie tylko z polskiego rynku, dlaczego więc nie przybliżyć ich również rodakom?
GP: Serwis kierujemy do redaktorów i wydawców z Europy i świata, dlatego wybraliśmy język, w którym prawie wszyscy możemy się dogadać. Myślę, że nie będzie to barierą dla Polaków zainteresowanych innowacjami w mediach. Większość zna angielski.

MM: Kto tworzy ten portal? Czy oprócz osób wymienionych w stopce, głos mogą zabrać autorzy zewnętrzni?
GP: Założyłem ten serwis razem z Jurkiem Wójcikiem z "Gazety Wyborczej", do jego współtworzenia zaprosiliśmy na początku kilku świetnych dziennikarzy i menedżerów, których dobrze znamy: Jarka Śliżewskiego, szefa Wyborcza.pl, Waldka Pasia, naczelnego Metra, Vadima Makarenko, wybitnego reportera Gazety, oraz Inge van Gaal, szefową organizacji INMA w Europie.

Później zgłosili się kolejni chętni, których artykuły lub rozmowy z nimi opublikowaliśmy, m.in.: Kevin Anderson z brytyjskiego "Guardiana", Rahul Kansal z "Times of India", Ramune Vaiciulyte z litewskiej "Respubliki", Henrik Schou z duńskiej "Ekstra Bladet", Emilio Barberan z hiszpańskiej "Planety", John Wilpers z "BostonNOW".

Kilkoro innych dziennikarzy i wydawców zareagowało entuzjastycznie na start Forum4Editors i zadeklarowało współpracę. Pracują dla gazet w Australii, Hiszpanii, na Ukrainie...

Artykuł na bardzo interesujący temat obiecał mi członek zarządu jednego z polskich wydawców - konkurentów Gazety. Nie mogę się doczekać lektury.

Każdy może do nas dołączyć. Wystarczy opowiedzieć swoją historię: http://forum4editors.com/submit-story/

MM: Oficjalnym sponsorem Forum jest INMA. Dlaczego akurat organizacja ta zwróciła uwagę na polski rynek prasowy?
GP: International Newsmedia Marketing Association interesuje się polskim
rynkiem od lat. Pierwsze seminarium w Warszawie zorganizowała w 2001 roku. Później wielokrotnie zapraszała polskich wydawców do zaprezentowania się na forum światowym oraz ściągała do Polski specjalistów z innych krajów.

Ale INMA nie pomogła z stworzeniu Forum4Editors, by wspierać tylko i wyłącznie polski rynek. INMA rozumie, że dobry marketing obejmuje też jakość produktu. W przypadku prasy to wysokiej próby dziennikarstwo. Przyjaciołom z INMA bardzo spodobał się pomysł, by dziennikarze oraz specjaliści od marketingu mogli inspirować się nawzajem, szukać sposobów, by lepiej docierać z treściami dziennikarskimi do czytelników. Przyjaciołom z INMA bardzo spodobał się pomysł, by dziennikarze oraz specjaliści od marketingu mogli inspirować się nawzajem, szukać sposobów, by lepiej docierać z treściami dziennikarskimi do czytelników

W praktyce serwis Forum4Editors służy też jako miejsce spotkań uczestników konferencji INMA. Razem z Jurkiem Wójcikiem poprowadzimy na najbliższej konferencji w Wiedniu, zaplanowanej na 1-3 października, sesję zatytułowaną ”Newsmedia That is Relevant to the Society: Editors Who are No Longer the Aliens”. Opowiadamy o naszych przygotowaniach na
forum4editors.com i dzięki temu dostajemy wiele maili z uwagami, pomysłami. Dzięki współpracy z kolegami z całego świata wzbogaciliśmy program naszej sesji o kilka świetnych tematów i gości.

MM: Większość osób ze stopki redakcyjnej to osoby związane z Agorą. Czy w związku z tym większość informacji z Polski dotyczyć będzie "Gazety Wyborczej"?
GP: Serwis Forum4Editors nie należy do Agory, nie jest też redagowany przez dział public relations spółki. Serdecznie zapraszamy redaktorów i wydawców innych gazet do dzielenia się doświadczeniami i opiniami. Jestem pewien, że tak jak my zostaną zainspirowani dzięki
Forum4Editors.

MM: Jaką oglądalnością może pochwalić się serwis? Jak część odwiedzających pochodzi z zagranicy? Z jakich krajów pochodzi największa ilość użytkowników?
GP: Serwis działa dopiero miesiąc, więc nie wiem, czy jest się czym chwalić.

Do dziś (24 września) zanotował 1844 wizyty, które przeciętnie trwały godzinę i 59 minut.

Według statystyk tylko 2 procent użytkowników Forum4Editors logowało się z Polski. W pierwszym miesiącu najwięcej czytelników serwis miał - kolejno - w Brazylii, Hiszpanii, Stanach Zjednoczonych, Francji, Chile, Wielkiej Brytanii, Japonii, Meksyku, Niemczech, Portugalii, Kanadzie, Szwecji i Indiach.

MM: Bardzo dziękuję za rozmowę

Grzegorz Piechota jest odpowiedzialny za projekty specjalne w "Gazecie Wyborczej.

9 września 2008

Polskapresse bez Tomasza Wróblewskiego - co dalej?

Ponad rok temu, Krzysztof Urbanowicz snuł scenariusze dotyczące przyszłości oczekiwanego, wówczas, nowego dziennika oraz jego wydawcy. Scenariusze były przeróżne, od perfekcyjnej współpracy Polskapresse z Mediami Regionalnymi, po całkowitą porażkę projektu już na samym starcie. Czwarta z pięciu przytaczanych przez autora perspektyw, wydaje się być w świetle ostatnich wydarzeń zaskakująco bliska prawdzie...

Scenariusz, który przypominam, został napisany przez Krzysztofa Urbanowicza 14 miesięcy temu, na trzy miesiące przed startem dziennika "Polska". Brzmiał następująco:
Mecom odrzuca na razie propozycję Polskapresse, ale nie wyklucza dołączenia do nowego projektu w późniejszym terminie. Axel Diekmann podejmuje ryzykowną decyzję o starcie nowego tytułu bez Mecomu, ale z nadzieją na wciągnięcie go w projekt w bliskiej przyszłości. Z braku zasięgu ogólnopolskiego, nowy dziennik próbuje najpierw umocnić się na bogatym rynku warszawskim. Brak sukcesów potęguje konflikty między członkami zarządu Polskapresse. Narasta też konflikt między zarządem i zaniepokojonymi szefami gazet regionalnych. Mecom rezygnuje definitywnie z uczestnictwa w projekcie. Diekmann likwiduje nowy dziennik. By ograniczyć koszty, rozstaje się z Tomaszem Wróblewskim i każe mu kontaktować się z sobą tylko i wyłącznie za pośrednictwem kancelarii prawnej. Albo, jak Springer po zawieszeniu projektu bulwarowego dziennika w stylu „Bilda" we Francji, zainwestuje w biznes internetowy - co jest mało prawdopodobne, albo - z braku pomysłu na rozwój podupadającej powoli, ale systematycznie prasy regionalnej - zacznie szukać kupca na swoje polskie dzienniki. Axel Springer i Agora zacierają ręce. Może coś uda im się kupić za zgodą Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów?
Tak jak wspomniałem, kilka rzeczy udało się autorowi powyższych słów przewidzieć. Oczywiście, była to jedna z pięciu, nie podpartych dogłębną analizą, spekulacji. Zaskakujące jednak, jak bliska prawdzie.

Teraz, aż chciałoby się ten scenariusz pociągnąć dalej. Zaznaczam na wstępie, że mimo moich powiązań z Polskapresse, nie mam żadnych wiarygodnych informacji, czy przecieków, na temat dalszych kroków wydawnictwa. Zachęcam jednak do puszczenia wodzy fantazji.

Były wiceprezes Polskapresse powiedział w jedynym dzisiaj komentarzu dla Polskiej Agencji Prasowej, że "złożył wypowiedzenie, zresztą właściciel też chciał się z nim rozstać". Wygląda na to, że jednak spekulacje sprzed paru miesięcy miały w sobie odrobinę prawdy. W artykule w "Pulsie Biznesu" z 29 lutego br., można było przeczytać:
Mówi się nie tylko o wycofaniu się wydawcy z projektu „Polska", ale też o możliwej sprzedaży Polskapresse. Spekulacje nasiliły się w ubiegłym tygodniu po wizycie właścicieli Polskapresse, rodziny Diekmannów. Po redakcji krążyły plotki, że zarządowi firmy nieźle się dostało za „Polskę".
Przyjrzyjmy się aktualnej sytuacji. Zarząd Polskapresse jest w tej chwili dwuosobowy: Dorota Stanek i Grzegorz Haftarczyk. Zanim pojawił się pomysł nowego projektu, jeden z wiceprezesów (Julian Beck), był odpowiedzialny za kwestie redakcyjne w gazetach regionalnych. Wraz z rozpoczęciem prac nad dziennikiem ogólnopolskim i pojawieniem się w wydawnictwie Tomasza Wróblewskiego, wiadomo było, że pozycja jednego z nich jest zagrożona ze względu na wspólny zakres kompetencji. W starciu dwóch koncepcji gazety ogólnopolskiej, wygrał pomysł Tomasza Wróblewskiego, co zaowocowało "hekatombą w Polskapresse".
Dzisiaj wydawnictwo zostało bez zwierzchnika nadzorującego rozwój i strategię tego autorskiego pomysłu ("Polska The Times"). Po prawie roku istnienia na rynku, gazety regionalne, mimo ogromnych nakładów, nie tylko nie poprawiły, ale również nie utrzymały poziomu sprzedaży sprzed roku (moją półroczną analizę sytuacji na polskim rynku dzienników regionalnych można przeczytać w języku angielskim na blogu Online Journalism Blog).

Idąc w ślad za lutowymi doniesieniami "Pulsu Biznesu", być może wkrótce usłyszymy, że Polskapresse zmienia właściciela. Pytanie, kto mógłby nim być. Agora? Szczerze wątpię, wydawnictwo to konsekwentnie realizuje swoją strategię rozwoju w mediach elektronicznych (internet + Superstacja). Axel Springer? co prawda boryka się z tracącym na popularności "Dziennikiem", ale dość niedawno docierały do nas informacje o zainteresowaniu tego wydawcy "Rzeczpospolitą". Mecom? Wręcz nierealne, cała polska prasa regionalna w rękach jednego wydawcy? UOKiK nie wyraziłby na to zgody. Kto w takim razie?

Czy będę bardzo kontrowersyjny jeżeli wyrażę na głos myśli prawdopodobnie wielu fascynatów rynku mediowego? Cały czas zastanawiam się nad tym, co robi logo brytyjskiego "The Times" obok tytułu "Polska". Współpraca? Przecież wiele gazet ma prawo zacytować artykuły z tytułów obcojęzycznych, kupić i przetłumaczyć felietony z zagranicy, tak jak obecnie robi to "Polska". Nie każda gazeta jednak dostaje za darmo reklamę na pierwszej stronie. Znajomi medioznawcy z Wielkiej Brytanii nie potrafili otrzymać informacji "z drugiej strony", od redakcji "The Times", na czym naprawdę miałaby polegać współpraca między dwiema redakcjami.

Rupert Murdoch, właściciel News Corporation wydającego m.in. "The Times" od dawna nie kryje zainteresowania polskim rynkiem. Ostatnio pojawiły się informacje o chęci odsprzedaży przez Murdocha 35% posiadanych przez niego akcji w TV Puls. Czyżby uzyskany z takiej transakcji kapitał (plus sprzedawane telewizje w Bułgarii i na Litwie) mógłby służyć jego wejściu na nasz rynek prasowy? Jedno jest pewne - w ciągu najbliższych tygodni możemy być świadkami bardzo ciekawych przemian na naszym podwórku.