Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawostki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawostki. Pokaż wszystkie posty

26 października 2009

Print też czasem może być innowacyjny

Poniżej innowacyjny pomysł dotyczący nietypowego formatu gazety papierowej. Pomysłodawcą jest Peter Bluijs, emerytowany ekspert mediów z holenderskiego Telegraaf Media Groep. Ciekawostka, która intryguje. Autorami filmu są Artur Karda i Marcin Nowak z Mediów Regionalnych.

18 września 2009

W ciągu 25 lat sprzedaż gazet w USA spadła o 7 mln egzemplarzy...

...ale zaledwie w pięć lat liczba unikalnych użytkowników stron internetowych wydawców prasowych wzrosła o 30 milionów. Takie i inne ciekawostki można poznać oglądając reklamę konferencji Did You Know 4.0 współorganizowanej przez tygodnik "The Economist":



Ciekawostki dotyczące świata mediów zestawiane są w ten sposób co roku. Polecam również poprzednie zestawienia z lat 2008 i 2007.

27 sierpnia 2009

Errare humanum est

Błąd mogą popełnić nawet najwięksi. Gorzej, jeżeli za tym błędem podążają pozostali. Taka sytuacja przytrafiła się wczoraj agencji prasowej Reuters, która wypuściła do mediów informację o zdarzeniu, które podobno notorycznie ma miejsce przed Legoland Discovery Centre w Niemczech. Zbudowanej z klocków Lego, olbrzymiej figurce żyrafy, miał po raz kolejny zostać ukradziony... penis.

Agencja Reuters dała w komunikacie prasowym popis prawdziwego dziennikarstwa. Opisywana zguba należała do sześciometrowego właściciela, miała 30 centymetrów długości, a odtworzenie jej przez profesjonalnego pracownika kosztuje 3 tys. Euro i wymaga do tego 15 tys. klocków lego. Sytuacja z kradzieżą powtarzała się już czterokrotnie.


Wkrótce na stronach Reutersa ukazało się sprostowanie. Z powodu dwuznaczności niemieckiego słowa Schwanz (które w slangu niemieckim rzeczywiście może również znaczyć przyrodzenie) okazało się, że chodzi jednak o... ogon żyrafy. Jednak do tego czasu, niektóre media zdążyły już opublikować tę sensacyjną, pierwotną wersję artykułu:



Źródło: Regret The Error

15 sierpnia 2009

Pomóżcie stworzyć portret polskiego internauty

Niedawno pisałem o bardzo ciekawym badaniu amerykańskiego internauty i przyczyn, dla których korzysta z sieci. Chwilę później, dowiedziałem się, że mój dobry znajomy kończy pisać pracę magisterską pod roboczym tytułem "Autorytet w nowych mediach - dziennikarstwo zagrożone". W ramach zbierania materiałów do tej pracy, pojawiła się okazja, by podobne badanie przeprowadzić na polskim organizmie i zobaczyć, co kieruje rodzimym internautą do korzystania z sieci.

Ankieta służąca tym badaniom została przygotowana bardzo solidnie (wiem, ponieważ sam ją wypełniłem). Jednak aby badanie było wiarygodne, potrzeba jak największej ilości osób, które wypełnią tę ankietę. Dlatego proszę, pomóżcie Grzegorzowi Młynarskiemu i poświęćcie około 15 minut na odpowiedzenie na tych kilkadziesiąt pytań. Im będzie nas więcej, tym prawdziwsze będą wyniki badań. A te z kolei z pewnością zostaną opublikowane na tym i na kilku innych blogach, już po zakończeniu badań.

Jeszcze raz proszę o zaangażowanie. Przekażcie informacje o tym badaniu swoim znajomym, podlinkujcie ten wpis pod swoje blogi. Każda pomoc jest tutaj niezmiernie ważna. Dziękuję.

13 czerwca 2009

Rok, w którym umarły media

Kojarzycie popularną piosenkę Don McLeana "American Pie" z początku lat siedemdziesiątych? Po ponad 30 latach utwór doczekał się ciekawej wersji, utrzymanej w mojej ulubionej tematyce, czyli mediów:



Nowa wersja jest satyrą, ale jak to bywa w przypadku tego gatunku, można się tam doszukać paru ziaren prawdy. Do moich ulubionych fragmentów należy część dotycząca gazet:

"I asked the man who ran the Times about turning dollars into digital dimes. But he just frowned and walked away....I went down to the corner store where I'd bought the broadsheet years before. But the man just said the paper didn't pay." (Zapytałem człowieka, który szefował "Timesowi", o to jak zamienić dolary w cyfrowe dziesięciocentówki. Ale on tylko się skrzywił i odszedł... Poszedłem więc do sklepu na rogu, gdzie parę lat temu kupowałem gazetę w dużym formacie. Ale sprzedawca powiedział, że sprzedaż gazet była nieopłacalna.).

Nowa wersja jest długa, trwa prawie 10 minut, warto ją jednak obejrzeć do końca. Widać, że przyszłość mediów zastanawia coraz większą liczbę osób.

26 marca 2009

Czy taki jest główny cel Google?

Jacek Filipek zwrócił dziś moją uwagę na ciekawy filmik. Kolejna teoria spiskowa, czy nie, daje do myślenia:



Czy jest jeszcze ktoś, kto nie korzysta z Google? Tych, którzy powiedzą, że nie mają do czynienia z tą korporacją, zachęcam najpierw do zapoznania się z dużą, choć niekompletną listą produktów Google:

Jeden ze sposobów na pożegnanie gazety

Takie ogłoszenie pojawiło się wśród nekrologów zamieszczonych w ostatnim numerze "Seattle Post-Intelligencer", tuż przed jego zniknięciem z rynku:



Wiedzieć więcej: Ostatnie dni "Seattle Post-Intelligencer"

23 marca 2009

Niemieccy alterglobaliści podrobili tygodnik "Die Zeit"

Jak będzie wyglądał świat za rok? Próbę oceny sytuacji dokonała niemiecka lewicowa grupa aktywistów Attac. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie wydrukowali swoich poglądów w gazecie, która całkowicie przypominała prominentny niemiecki tygodnik "Die Zeit".

150 tysięcy datowanego na 1 maja 2010 r. podrobionego tygodnika, rozdystrybuowano w minioną sobotę w 90 niemieckich miastach. Pod tytułem z pierwszej strony, "Na końcu tunelu", grupa przedstawiła to, co ich zdaniem może stać się rzeczywistością za 13 miesięcy. Artykuły przedstawiały "nową rzeczywistość", w której banki zostały upaństwowione, przedstawiciele krajów rozwiniętych spotykają się z przedstawicielami krajów najbiedniejszych, a odpowiedzialni za zanieczyszczenia środowiska pociągani są do odpowiedzialności.

Słowem, zawartość gazety stanowiły podstawowe apele i tezy alterglobalistów, ogłoszono je jednak w gazecie podrobionej w każdym szczególe (jedynie jej format był odrobinę mniejszy od oryginału):



Grupa podrobiła również stronę internetową "Die Zeit".

Wydawca "Die Zeit" poinformował, że nie podejmie żadnych kroków prawnych przeciwko grupie Attac. Redaktor naczelny tygodnika powiedział, że nie dziwi się iż grupa wybrała akurat jego gazetę, ponieważ jest to największa jakościowa gazeta w kraju. Sprzedaż "Die Zeit" sięga w Niemczech ponad 500 tysięcy egzemplarzy.

22 marca 2009

Pierwszy polski rocznik statystyczny przemysłu mediowego

Dotarł do mnie właśnie pierwszy rocznik statystyczny przemysłu mediowego w Polsce. Te 325 stron czystych danych tabelarycznych polskich mediów to obowiązkowa lektura każdego medioznawcy (oczywiście na więcej niż jeden wieczór). Wydawnictwo zawiera wyniki konsumpcji i sprzedaży wszystkich mediów w Polsce oraz rankingi marek i firm branży reklamowej. Nareszcie, w jednym miejscu zostały zebrane informacje publikowane przez większość znanych ośrodków badawczych w Polsce: Expert Monitor, SMG/KRC, TNS OBOP, ZKDP oraz organizacji branżowych: IAB, SAR i innych.



Wydawcą rocznika jest MMT Management, organizator konkursu i konferencji Impactor, przy okazji której tytuł miał być dystrybuowany. Do sprzedaży trafił około tygodnia temu. Cena rocznika to 297 zł netto. Zamówić go można z tej strony. Polecam.

12 marca 2009

Za 10 dni konferencja Media Trendy 2009

W moim kalendarzu odnotowałem właśnie nie lada wydarzenie. 23 marca w Warszawie odbędzie konferencja Media Trendy 2009, której będę miał przyjemność przysłuchiwać się na żywo. Gościem specjalnym wydarzenia będzie Nikesh Arora, szef EMEA Operations i Senior Vice-President Google.

Konferencja Media Trendy skierowana jest do przedstawicieli wszystkich platform mediowych: telewizji, radia, prasy, Internetu, nowych mediów oraz przedstawicieli świata reklamy: agencji reklamowych, domów mediowych oraz dyrektorów marketingu firm. Podobnie jak w przypadku zeszłorocznych konferencji WEF i INMA, również i tym razem postaram się o podsumowanie nadchodzącego wydarzenia i może o relację live na Blipie?

Tymczasem przytaczam tematy, które zostaną poruszone na konferencji. Zapowiada się naprawdę interesująco:

* „Sytuacja gospodarcza na koniec I kwartału – kierunki zmian w gospodarce i w zachowaniach konsumentów” - Jeremi Mordasewicz, wiceprezes PKPP Lewiatan

* „Speeding up in the slowdown” (Przyspieszanie w spowolnieniu gospodarczym) - Nikesh Arora, President EMEA Operations and Senior Vice-President, Google

* „Czy media i reklama odczuwają kryzys gospodarczy? Jak widzą siebie po kryzysie? Czy zmieni się model promocji konsumpcji?” - panel dyskusyjny:
Przedstawiciele TVN i Agory,
Andrzej Gantner, dyrektor zarządzający Polskiej Federacji Producentów Żywności),
Dariusz Karłowicz, dyrektor zarządzający ds. marketingu, Allianz Polska,
Paweł Kastory, prezes DDB Polska

* "Badanie wydatków na reklamę internetową w Polsce. ADEX - badanie wydatków na reklamę w internecie. Creative EX - badanie wydatków na kreację internetową.
Premiera za 2008 rok"
- Jarosław Sobolewski, dyrektor generalny Interactive Advertising Bureau (IAB)

* „Krajobraz TV w Polsce w związku z przetargami na nadawanie cyfrowe i tv mobilną – stan na I kwartał 2009”. Panel dyskusyjny z udziałem nadawców, dystrybutorów i regulatorów rynku.

* "Młodzi mężczyźni w badaniach Discovery Networks Europe – ważna grupa celowa dla mediów i reklamodawców" - Beata Biernacka, Research Manager Discovery Networks Central Europe

* „Współpraca domów mediowych z mediami tematycznymi – jak zarządzać rosnącą ofertą i segmentacją mediów?” - panel dyskusyjny:
Arkadiusz Dawid, prezes Bonnier Business Polska, wydawcy "Pulsu Biznesu"
Katarzyna Bem, Grupa Żywiec
Rafał Szysz, dyrektor zarządzający, Pro-Marka
Jakub Bierzyński, CEO, Optimum Media Group

* „Marketing mobilny – kierunki rozwoju" - panel dyskusyjny:
Jarosław Rzepecki, Hypermedia
Sławomir Komiński, wiceprezes zarządu, One2One
Sylwia Spiczonek, dyrektor MobileTelecomTelelevision Onet.pl
Adam Dyba, prezes Afilo
Grzegorz Omilianowicz, kierownik departamentu ds. reklamy, Polkomtel

* "Eurobest Sztokholm 2008 – przegląd najlepszych kampanii mediowych", Tadeusz Żórawski, prezes Universal McCann, juror festiwalu w 2008 r.

* „CSR – wartość dodana dla marki mediowej z punktu widzenia nadawcy i odbiorcy?”, Paweł Niziński, dyrektor zarządzający, Good Brand Company

2 marca 2009

A gdyby tak gazety zniknęły z sieci? Na jeden tydzień?

No proszę. Amerykańscy wydawcy prasowi rzucają rękawicę internetowemu medium. Wystosowano petycję, by przez 7 dni gazety nie publikowały żadnej treści w internecie. Celem tego działania jest próba obserwacji jak będą funkcjonowały portale agregujące treści gazet. Ciekawe też będą reakcje czytelników - czy treści agencyjne, suche informacje będą dla nich wystarczające?

TJ Sullivan, popularny niezależny dziennikarz, proponuje amerykańskim gazetom walkę z kradzieżą treści dziennikarskich w internecie. Sugeruje, by gazety, w okolicy amerykańskiego święta niepodległości, na tydzień zawiesiły swoją działalność internetową. Czemu ma to służyć?

Zakładając, że duża część wydawców z USA przyłączy się do tej akcji, lub przynajmniej gazety ogólnokrajowe, to tzw. portale agregujące informacje mogą znaleźć się w nie lada tarapatach. Takie działanie pokazałoby, jaka jest prawdziwa skala wykorzystywania treści redakcyjnych w portalach internetowych. Co więcej, wspólne działanie wydawców pomogłoby też zaobserwować reakcje społeczne - co tak naprawdę preferują czytelnicy: czy teksty pełne analiz i opinii, czy suche informacje przygotowywane przez agencje prasowe.

Amerykańska prasa znajduje się obecnie w najgłębszym kryzysie w swojej historii. Winny już został znaleziony - jest nim internet. Wiadomo, że jako nowe medium, ma ono wszystkie predyspozycje by zastąpić gazetę drukowaną. Problem w tym, że dziennikarstwo internetowe nie jest już tak rentowne i opłacalne, jak dziennikarstwo w gazecie papierowej. Poszukiwania odpowiedniego modelu biznesowego sprawiają, że coraz więcej amerykańskich gazet znika z rynku.

Dlatego też potrzebne jest wspólne działanie wydawców. Od lat toczy się dyskusja, w jaki sposób spieniężyć zawartość stron internetowych gazet. Ciężko jest cenowo konkurować z czymś, co jest darmowe - portale agregujące treści nastawione są wyłącznie na przyciąganie czytelników i prawdopodobnie nigdy nie wprowadzą opłat. Wyraźne oddzielenie treści redakcyjnej od treści agregowanej przez konkurencyjne portale, może pomóc gazetom we wprowadzeniu płatnych modeli ich stron internetowych. To działanie będzie miało jednak sens, jeżeli opłaty w tym samym momencie wprowadzą wszyscy lub zdecydowana większość wydawców. W przeciwnym razie konkurencją dla wydawców będą nie tylko portale zewnętrzne, a gazety będą nadal konkurować ze sobą w zakresie treści elektronicznych. W takim wypadku przetrwają ci, którzy najdłużej wytrzymają w darmowym modelu.

Bardzo trudno będzie odzwyczaić czytelnika od darmowej treści w internecie. Ale myślę też, że gdzieś zatarła się różnica między prawdziwym, gazetowym dziennikarstwem, a tekstem kopiowanym przez portale takie jak Onet.pl czy Wp.pl. Często słyszę o ciekawym tekście przeczytanym na którymś z tych portali, a mało kto ma świadomość, że jego źródłem jest któraś z polskich gazet. Polskie zjawisko to jednak nadal ułamek problemu, z jakim boryka się rynek amerykański.

Z dużym zainteresowaniem będę śledził akcję kNOw NEWSpapers i dalszy rozwój wydarzeń związanych z pomysłem TJ Sullivana. Pod pomysłem podpisało się 227 osób związanych z amerykańską branżą prasową. Ironią jest fakt, że broniąc papierowego produktu, podpisy zbierane są... elektronicznie.

O pomyśle TJ Sullivana możecie posłuchać w poniższym filmie. Nie uważam, by w tym przypadku była to walka z wiatrakami:




Zdjęcie otwierające zostało udostępnione na licencji CC przez użytkownika tripleigrek z serwisu Flickr

25 lutego 2009

Kryzys gazet papierowych na świecie

W chwili, gdy ten tekst zostaje opublikowany, jestem prawdopodobnie w środku swojego wystąpienia na konferencji Impactor 2009. Mam nadzieję, że nie widać tego, jak bardzo jestem zestresowany :)

Aby jednak czytelnicy tego bloga nie mieli poczucia, że "coś tracą" :) , zamieszczam na blogu prezentację przygotowaną na tę konferencję. Zawiera sporo liczb, o wszystkich oczywiście nie powiem, ale ponieważ prezentacje będą wydrukowane dla uczestników jako materiały konferencyjne, chciałem zostawić słuchaczy z paroma danymi, do których będą mogli wrócić.

Mam nadzieję, że i czytelnikom tego bloga na coś się ona przyda. A jeśli uznacie ją za interesującą, nie obrażę się, jak podacie ją dalej :)

23 lutego 2009

Jedenaste Impactory już za dwa dni

25 lutego odbędzie się jedenasta konferencja Impactor, na której również ja powiem parę słów na temat światowego kryzysu gazet papierowych. Konferencja przeznaczona jest dla osób pracujących w sektorze mediowym i reklamowym, a jej program ma na celu zdiagnozować zachowania i potrzeby dużych klientów oraz korporacji w czasie kryzysu. Pełen plan konferencji na stronie eventu i tutaj (click, click):



Po konferencji, zamieszczę na blogu moją prezentację. Samego speechu nie będę przytaczał, chyba że się nagram i zamieszczę jako podcast :)

Czy mikroopłaty w sieci mogą poprawić sytuację finansową wydawców?

Niedawno, rozbudziła się na nowo w USA dyskusja na temat umieszczania płatnego contentu na stronach internetowych gazet. Pomysł nie jest nowy - dyskusja o opłacalności mikroopłat toczyła się już wiele razy. Wszystkiemu winna jest sytuacja, w jakiej znalazły się amerykańskie gazety - spadek sprzedaży gazet papierowych i zmniejszające się przychody z ogłoszeń drukowanych nie są w pełni rekompensowane przez reklamy umieszczane w sieci. Gazety próbują ratować się szukając nowych modeli biznesowych. Jednym z nich mają być właśnie mikroopłaty.

Pomysł mikroopłat nie jest rewolucyjny - przypomina trochę model popularnej biblioteki muzycznej iTunes, w której praktycznie każdy utwór może zostać ściągnięty na komputer użytkownika za drobną opłatą 99 centów. W rozumieniu prawa autorskiego, tekst dziennikarski również jest utworem, zatem pewnej logiki tego rozumowania wykluczyć się nie da.

Walter Isaacson, publicysta amerykańskiego tygodnika "Time" jest ostatnio najgłośniejszym orędownikiem idei mikroopłat. Wszystko za sprawą jego artykułu, który ukazał się w druku dwa tygodnie temu. Pomysł jedna mu wielu popleczników (w dużej części są to sami wydawcy), ale naraża się również na falę krytycyzmu.

Zapoznając się z modelem mikroopłat parę pytań rodzi się natychmiastowo. Jak przyzwyczaić czytelników do tego, że mają płacić za coś, co przez ponad 10 lat mieli dostępne za darmo? Przecież nie można nagle ogłosić: "koniec promocji". Poza tym, nawet jeżeli content stanie się płatny, to co z portalami agregującymi treści typu np. Yahoo!. Co stałoby na przeszkodzie, by firma Yahoo płaciła za treści z gazet, ale dalej dystrybuowała je nadal za darmo? Nie byłby to wcale bezsensowny interes. Taki Yahoo! (podobnie do poprzedników, zabójczych dla amerykańskiej prasy portali jak Craigslist czy Monster) zarabiałby głównie na reklamie, odciągając czytelników gazet poprzez wabienie ich darmowymi treściami. Trzeci argument przeciwko temu pomysłowi to struktura przychodów amerykańskiej prasy drukowanej. Rozkładała się ona długo według modelu 80/20, w którym 80% przychodów pochodziło z reklam, a 20% ze sprzedaży egzemplarzowej. Myślę, że podobny model można by przełożyć na sieć, zastępując jedynie sprzedaż egzemplarzową wspomnianymi mikroopłatami. I mimo, że 20% nie musi być małą liczbą, to należy zadać pytanie, czy jest ona warta masowego odpływu czytelników, dla których cena będzie barierą nie do przeskoczenia (skoro w innym miejscu w sieci podobny tekst będzie za darmo). A przecież ilość tych użytkowników ma bezpośredni wpływ na pozostałe 80% przychodów, czyli na reklamę!

Pomysł mikroopłat wykpił również znakomity amerykański komik Jon Stewart w rozmowie z autorem artykułu. Porównując utwór dziennikarski do muzycznego, Stewart powiedział, że nie wyobraża sobie siebie czytającego artykuł po raz drugi czy trzeci (jak to robi w przypadku piosenek). Albo innego czytelnika dzwoniącego po północy do przyjaciela, krzyczącego "stary, zobacz jak przerobiłem ten utwór" (jak to ma miejsce w przypadku remiksów). Komik podsumował dodatkowo, że może korzystniejszym i bardziej efektywnym byłoby wynalezienie uzależniającego atramentu, który działałby na czytelnika przy zetknięciu z jego skórą powodując jego złe samopoczucie w przypadku braku kontaktu z papierową gazetą następnego dnia.

A tutaj pełen zapis rozmowy Jona Stewarta z Walterem Isaacsonem, polecam:


10 lutego 2009

Na lekko :)

W USA przyszłość gazet drukowanych uświadamiana jest nawet dzieciom i młodzieży:



Mimo olbrzymiego sentymentu dla tej kultowej kreskówki oraz wyśmiewającego wszystkich i wszystko Nelsona, uważam, że dodatkowe utwierdzanie młodych ludzi w przekonaniu, że gazeta papierowa umrze, nie służy niczemu dobremu (i tu ponownie słyszę nad sobą charakterystyczny śmiech Nelsona).

4 lutego 2009

Przyszłość gazet drukowanych jest zapisana w gwiazdach

Gazety umierają a wszystko jest winą gwiazd. I to nie gwiazd dziennikarstwa, tylko tych prawdziwych, na niebie. Tak przynajmniej twierdzi Maria Barron, astrolog z examiner.com.



"Historia udowodniła, że większość zmian w komunikacji masowej następowała w chwilach gdy Jupiter przechodził ze znaku koziorożca w znak wodnika, tak jak to właśnie miało miejsce. Nadchodzący rok i kolejnych dziesięć lat będą szybkie i szalone dla branży mediów. A z powodu ustawienia Uranu i Plutona, zmiany będą bezpowrotne." - twierdzi publicystka


Pani Barron zdecydowanie obstaje przy swojej teorii wymieniając znaczące dla historii mediów chwile, które następowały przy takim właśnie ustawieniu planet. Oto kilka z nich:

- lata 1439-1440: wynalezienie druku przez Gutenberga,
- lata 1605-1606: wyprodukowanie pierwszej gazety,
- lata 1973-1974: stworzenie sieci komputerów, później przekształconej w internet,
- lata 1996-1997: nagły wzrost gazet internetowych ze 150 do ponad 3.500,
- lata 2008-2009: rozpoczęło się coś, co zdaniem autorki będzie kolejnym trendem, czyli rezygnowanie przez wydawców z gazet papierowych na rzecz wersji elektronicznych.

Nieważne, na ile naciągana wydaje się ta teoria. Mimo wszystko stanowi ciekawą lekturę, polecam.



Zdjęcie otwierające zostało udostępnione na licencji CC przez użytkownika hidden side z serwisu Flickr

Sprostowanie oznaką słabości - tylko czyjej?

Zerkam właśnie do dzisiejszej "Gazety Wyborczej" (tak, tak, wciąż papierowej, mimo wszystkich prognoz, które na tym blogu przytaczam) i widzę takie oto sprostowanie:


Bardzo cieszy mnie skrupulatność autorów sprostowania, ale mimo profesjonalizmu wielu dziennikarzy "Gazety Wyborczej", nie uważam jej za branżową w temacie mediów. Skróty, które ułatwiają zwykłemu czytelnikowi zrozumienie tematu, uznaję często za niezbędne.

Wydawnictwo Axel Springer Polska nie podziela mojego stanowiska. I dobrze, bo gdyby wszyscy zgadzali się ze sobą, byłoby nudno. Zastanawia mnie tylko celowość takiego sprostowania. Obnażenie niekompetencji konkurencji? Nie ta strona.

Gazetom papierowym jest źle.

A takie sprostowanie z zainteresowaniem przeczytałbym w "Pressie" czy "Briefie". W przypadku "Gazety Wyborczej", przetarłem oczy ze zdumienia.

Bardzo ciekawa prezentacja: czym jest Twitter?

Niestety, prezentacja nie jest mojego autorstwa, ale natknąłem się na nią podczas lektury moich ulubionych blogów. Dla tych, którzy jeszcze nie dali szansy Twitterowi (lub jego polskiemu odpowiednikowi - Blipowi), może to być ciekawa lektura.

Chcąc być na bieżąco, nie można uniknąć Twittera czy Blipa. Gorąco polecam.

28 stycznia 2009

O czym oni do mnie mówią?

Też tak czasem Państwo macie? w zalewie słów próbujecie się skupić nad poważnym przemówieniem, gdy nagle pojawia się myśl, której jedynym zadaniem jest nas zdekoncentrować. Po odgonieniu tej myśli staracie się wrócić do meritum przemówienia... bezskutecznie. W szczególności, w dzisiejszym natłoku informacji bezcenna jest umiejętność skupienia się np. nad długim tekstem. Istnieje jednak w sieci darmowe narzędzie, które może bardzo ułatwić pracę, nie tylko dziennikarzom.

Narzędzie, o którym piszę to Wordle. Osobom zaznajomionym z terminologią blogową, określenie chmura tagów powinno wyjaśnić wszystko. W tym prostym narzędziu wystarczy wkleić tekst przemówienia / artykułu, by po chwili, na podstawie częstotliwości występowania słów, otrzymać graficzne zestawienie najczęściej powtarzających się słów, które, jak wiadomo, nadają znaczenia tematycznego czytanego tekstu.

Na to narzędzie natrafiłem czytając blog prof. Alfreda Hermida, który prowadził ze swoimi studentami zajęcia na temat 9 podstawowych zasad dziennikarstwa. Bazując na oficjalnym tekście zatwierdzonym przez Pew Research Center i wspomnianym wcześniej narzędziu, oto co otrzymał. Proponuję zwrócić uwagę na to, jak małe znaczenie w tekście miały słowa typu prawda czy analiza, a z drugiej strony jak często powtórzono niezależność czy mieszkańcy:


Z ciekawości skorzystałem z tego narzędzia przy lekturze inauguracyjnego przemówienia Baracka Obamy. Już w pierwszej chwili rzucają się w oczy słowa new, nation, America. W takim przemówieniu, mniejsze znaczenie musiał mieć oczywiście kryzys gospodarczy.


Narzędzie nie jest doskonałe i niestety nie do końca jest dostosowane do języka polskiego. Co prawda akceptuje polskie znaki, a słowa mające mniej niż 3 litery nie są w nim uwzględniane.Jednak przez naszą deklinację, odmieniane wyrazy program traktuje jako różne, przez co w efekcie mogą mieć zupełnie różną wagę. Polecam zabawę tym narzędziem, może nie jest idealne, ale na kilka rzeczy może zwrócić uwagę.


Zdjęcie otwierające zostało udostępnione na licencji CC przez użytkownika Garrett Dimon z serwisu Flickr.

22 stycznia 2009

Google wycofuje się z pośrednictwa w sprzedaży reklam w gazetach

Mimo, że wielu wydawców nie zdaje sobie z tego sprawy, Google jest jednym z największych konkurentów (zagrożeń) prasy drukowanej. Mnogość usług oferowanych przez tę korporację, powoduje, że praktycznie nie da się o niej nie słyszeć w każdym segmencie rynku mediów. I mimo, że Google jest firmą działającą przede wszystkim w internecie, oferty typu GoogleNews (agregacja informacji z gazet), czy Google Print Ads (pośrednictwo w sprzedaży ogłoszeń drukowanych w gazetach) zagrażają pozycji gazet. Ostatnio to zagrożenie nieco zmalało... ale czy aby na pewno?

Jak podaje "International Herald Tribune", Google rezygnuje z trwającego od dwóch lat programu Google Print Ads. Zdaniem przedstawicieli korporacji, projekt nie okazał się na tyle dużym sukcesem, by go kontynuować.

Skala działania, jak zwykle w przypadku Google, była porażająca. Rozpoczęty w listopadzie 2006 roku program w bardzo szybkim tempie doczekał się umów z ponad 800 gazetami, które zainteresowane były sprzedażą ich powierzchni reklamowej przez Google. Wśród największych kontrahentów znaleźli się tacy giganci jak "The New York Times" czy "Chicago Tribune".

Podobną strategię pośrednictwa sprzedaży reklam Google zastosował dla pozostałych mediów: radia i telewizji. Ale to prasa drukowana jest pierwszą z platform, od których odchodzi.

Zastanawiam się, czy taka decyzja powinna bardziej ucieszyć, czy może zmartwić wydawców gazet drukowanych. Z jednej strony oddala się niebezpieczeństwo zdobycia monopolu (czy też znacznych udziałów) Google w rynku sprzedaży reklam na wszystkich platformach. Z drugiej jednak strony można uznać, że być może Google uznał papier za ślepą uliczkę, czyli branżę z nikłymi szansami na przyszłość?

Z decyzji Google, to przede wszystkim wydawcy prasowi powinni czerpać wnioski. Jeżeli jeszcze nie istnieją, bądź stawiają pierwsze kroki w internecie to najwyższy czas przyspieszyć.