9 stycznia 2008

Czy e-gazety w PDFach mają rację bytu?

Dowiedziałem się dzisiaj, że brytyjski "The Daily Telegraph" po cichutku zrezygnował z umieszczania na swoich stronach e-gazety w formacie PDF. Kiedy "Telegraph" wprowadzał tę "innowację" we wrześniu 2006 roku, redakcja szczyciła się, że będzie od tego momentu na samym szczycie światowej fali nowych mediów.

W przypadku "The Daily Telegraph" projekt ten był stosunkowo oryginalny w zalewie wszystkich e-gazet. Nie był po prostu scanem (tudzież oryginałem) gazety dostępnej tego samego dnia w kiosku. Stanowił jakby odrębny tytuł "Telegraph PM", ukazywał się w sieci o godzinie 16 (dodatkowo, uaktualniany o 17.30!), liczył 10 stron, złamany był w stylu prawdziwego "Telegraph", zawierał krzyżówki itp. W sam raz na wydrukowanie po pracy i przeczytanie w pociągu, metrze czy autobusie. Pomysł na swój sposób innowacyjny (polscy wydawcy: może warto spróbować?), ale jak się okazało, niewystarczająco popularny.

Tym postem chciałbym zachęcić do małej dyskusji. E-gazety są w Polsce obecne na stronach wszystkich większych wydawców. Ale czy pedeefowe e-gazety mają rację bytu w przypadku tytułów ogólnoinformacyjnych, jeżeli ci sami wydawcy informację tę publikują na swoich stronach internetowych całkowicie za darmo? Dodatkowo, z opcją "printer friendly"? A może jest to tylko kopiowanie działań innych wydawców i strach przed pozostaniem w tyle pod względem "innowacji"? Dla jasności, poddaję w wątpliwość sens e-gazety w przypadku gazet ogólnoinformacyjnych, pisma branżowe (jak np. "Gazeta Prawna" ze stale rosnącą prenumeratą e-gazety) to zupełnie inna bajka.

Będę wdzięczny za Państwa opinie w tym temacie.

5 komentarzy:

tymonski pisze...

wg mnie gazeta w pdf-ie jest idealna forma do archiwizacji. papier sie podrze lub zestarzeje. a w wersji komputerowej to nie grozi. jako ze nie wszedzie chodzimy z komputerami to wersje cyfrowe gazet - nie wazne w jakim formacie - zawsze beda w tyle za papierowymi.

Piotr Barczak pisze...

Warunkiem atrakcyjności e-booków jest e-papier. I tyle. Bez e-papieru e-book traci rację bytu. Inna sprawa, że e-booki mogą na tyle zrewolucjonizować serwisy internetowe, że ich hp upodobnią się do jedynek gazet i te formy przekazu się zunifikują.

Piotr Barczak pisze...

Oczywiście pisząc o e-bookach miałem na myśli e-prasę. Pomyłkę proszę zrzucić na karby późnej pory.

eM.jak.Media@blogspot.com pisze...

@ tymonski - teoretycznie tak, ale nie sądzę by takiej archiwizacji miały dokonywać prywatne osoby. Instytucje takie jak biblioteki, wydawnictwa (do swoich archiwów) owszem. ale chyba nie pojedyncze osoby. A jeżeli już pojedynczy czytelnicy, to niekoniecznie będą archiwizować całe wydania gazet, może pojedyncze strony. Co znów poddaje w wątpliwość istnienie e-gazet.
Zaletą popołudniówki Telegraph PM był content, czyli nowe informacje, które czytelnicy mogli poznać po drodze do domu. Był to na swój sposób pomysł innowacyjny. A u nas wydawcy po prostu powielają szablon. Jeśli nie mają e-gazety, to po prostu są za innymi, więc umieszczają je na swoich stronach, nawet jeżeli miesięczna liczba pobrań wynosi np. 12.

Piotrze, zgadzam się całkowicie, ale nie sądzę, by serwisy internetowe gazet przybrały formy ich jedynek - bo czym będzie wówczas serwis prasowy bez możliwości załączenia video, dodania podcastu, czy jeszcze czegoś innego. Boję się, że przyjęcie w chwili obecnej przez hp gazet form jedynek, mogłoby być odebrane przez rynek jako regresja.

Piotr Barczak pisze...

Oczywiście nie w tej chwili, po upowszechnieniu e-papieru. I oczywiście nie chodzi o kopiowanie rozwiązań gazetowych in extenso. W przypadku e-gazet będzie to linkowanie (zajawki kierujące do tekstów), podkasty zamiast części tekstów i materiały wideo w miejscu zdjęć (czasami).

Do tego z pewnością zachowane zostaną niektóre "osiągnięcia" charakterystyczne dla serwisów, w szczególności te dotyczące nawigacji.

Pisząc o upodobnieniu layout'ów serwisów do layout'ów prasowych mam na myśli przede wszystkim większą kreatywność, swobodę w dysponowaniu przestrzenią strony. Możliwość i odwagę ułożenia stron zdjęciem, klasyczny podwał, oderwanie od typowej dla serwisów internetowych szablonowości.

Oczywiście pewnych rzeczy nigdy nie przeskoczymy, np. rozkładówki. I na tym polega przewaga papieru. Niestety nie pomoże ona klasycznej prasie w przetrwaniu w chwili upowszechnienia się e-papieru.