Pokazywanie postów oznaczonych etykietą innowacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą innowacje. Pokaż wszystkie posty

29 lipca 2009

Niszowość, głupcze! (czyli jak ulepszyć gazetę)

Bardzo ciekawy głos w dyskusji zabrał ostatnio Umair Haque na łamach Harvard Business Publishing. Zaintrygowany ogólnym poruszeniem amerykańskich wydawców prasowych w zakresie wprowadzania opłat za treści umieszczane na stronach internetowych, wytacza swoje kontrargumenty, które poddają w wątpliwość ostatnie starania wydawców.

Autor przypomina, że gazety papierowe były rentowne w poprzednim stuleciu nie dzięki dziennikarstwu, a dzięki czytelnikom. Prasa osiągała zyski nie dzięki temu, o czym pisała, a dzięki monopolowi na ogłoszenia drobne, które stanowiły rodzaj treści pozwalający na poszerzenie grup odbiorców. Jego zdaniem, gazety XXI wieku zamiast skupiać się na tym, jak sprzedać ten sam produkt lepiej, powinny zastanawiać się raczej jak ten produkt ulepszać. Bo gazeta z XX wieku nie pasuje do obecnego stulecia. Wczorajszy news jest dzisiaj porażką misji dziennikarskiej, na którą składają się edukacja, oświecanie i informowanie społeczeństwa.

Zdaniem Umaira Haque'a o przyszłości dziennikarstwa stanowić będą gazety niszowe, które po osiągnięciu określonej specjalizacji (finanse, polityka, czy nawet rozrywka) muszą jeszcze na nowo zdefiniować, czym jest news w XXI wieku. A oto kilka aspektów, na które wydawcy (redakcje) powinni najbardziej zwrócić uwagę w przypadku celowania w nisze:

1. Wiedza zamiast newsów - gazety niszowe powinny skupić się na dostarczeniu czytelnikowi długotrwałej, ciekawej wiedzy.
2. Dialog z czytelnikiem. Cóż z tego, że wszystkie gazety w sieci mają systemy komentarzy, skoro są one tylko jednostronną komunikacją - czytelnik wyłącznie wyraża swoją opinię, która nie wiadomo nawet czy jest czytana przez dziennikarzy. Gazety niszowe powinny prowadzić rozmowę z czytelnikami, odpowiadać na ich zapytania.
3. Przede wszystkim temat. Zamiast nastawiać się na dużą ilość łatwych do zapomnienia artykułów, gazety niszowe powinny kreować tematy, które będą żyć i się rozwijać nawet w kolejnych wydaniach.
4. Oryginalność ważniejsza od sprzedaży. Błędem gazet jest walka o sprzedaż egzemplarzową poprzez powtarzanie podobnych historii w podobny sposób. Gazety niszowe muszą walczyć o swoją nietypowość i posiąść takie spojrzenie, zdolności analityczne oraz umiejętności opowiadania historii, jakich konkurencja nie osiągnie.
5. Teraz zamiast wtedy. Gazety podają wiadomości z "wtedy" (z wczoraj, z zeszłego tygodnia, z bieżącego roku). Tytuły niszowe dają wiedzę od ręki. Niepotrzebne są cotygodniowe kolumny czy codzienne artykuły, które sprawiają, że czytelnik gubi się w archiwum wiadomości. Gazety niszowe mają dostarczać temat, który sam się rozwinie w dialogu z czytelnikami.
6. Prowokacja vs. perfekcja. Tradycyjne gazety walczą o doskonałość: doskonałe treści, leady i tytuły. Gazety niszowe prowokują do myślenia, stawiają nowe wyzwania, edukują w sposób, jaki tradycyjne gazety zagubiły dawno temu.
7. Zaczepki zamiast komercji. Gazety już dawno sprzedały się reklamodawcom, PR-owcom i lobbystom. Nie są wolne od wpływów, jak np. "Wall Street Journal", który dawno już "nie ugryzł ręki, która go karmi". Gazety niszowe z kolei zaczepiają, rzucają społecznościom temat i przysłuchują się ich reakcjom w postaci krytyk, komentarzy i porad.

Umair Haque dodatkowo podkreśla, że zanim gazety przeorganizują system kupna / sprzedaży informacji, powinny wpierw zmienić proces tworzenia tych informacji. W przeciwnym razie prasa stanowić będzie rodzaj wtórnego rynku, na którym kupić będzie można ten sam, używany wcześniej produkt.

21 stycznia 2009

"Esquire" również sprzedaje reklamę na okładce

W czasie kryzysu mediów, gazety, jeśli chcą przetrwać, muszą być innowacyjne. Czasem tą innowacją są nowe projekty internetowe realizowane przez wydawców, czasem umiejętne przełożenie treści z gazety papierowej. Nie można jednak zapominać o nowościach na papierze. I tutaj od czasu do czasu moją uwagę przykuwa amerykański miesięcznik "Esquire".
Jedną z takich innowacji może być podjęcie przez wydawcę decyzji o sprzedaży reklamy na pierwszej stronie gazety. Na ten krok zdecydował się ostatnio konserwatywny "New York Times" a gazety, które jeszcze tego nie robią, prawdopodobnie podążą za przykładem Szarej Damy.

Również "Esquire" zdecydował się udostępnić najcenniejsze miejsce w gazecie reklamodawcom. Zrobił to jednak w o tyle sprytny sposób, że mimo reklamy, okładka nie traci na atrakcyjności. Oto jak prezentuje się wierzchnia strona gazety w najbliższym wydaniu na luty:


Pierwszym reklamodawcą jest telewizyjny kanał Discovery. Reklama została specjalnie zamówiona na potrzeby kampanii na łamach miesięcznika "Esquire". Miejsce reklamowe kosztowało 250.000 dolarów.

"Esquire" to gazeta, która co jakiś czas stara się wyróżnić innowacyjnością. Mimo, że żyjemy w XXI wieku już parę lat, miesięcznik udowadnia, że nowe stulecie zaczęło się w listopadzie ubiegłego roku:

Było to pierwsze komercyjne użycie "elektronicznego atramentu" (e-ink) w prasie drukowanej.

Amerykańskie gazety muszą myśleć o nowych sposobach przyciągnięcia uwagi reklamodawców. Budżety reklamowe przeznaczane na prasę drukowaną szybko topnieją. W samych miesięcznikach ilość stron reklamowych w USA zmalała w całym 2008 roku o prawie 12 procent.

19 stycznia 2009

Obamometr, czyli dowód na to, że prawdziwe dziennikarstwo może istnieć w internecie

Dziennikarstwo internetowe nie musi być odtwórcze - dowodzi tego "St. Petersburg Times" i jego internetowy projekt PolitiFact. Serwis ten został stworzony z myślą sprawdzania słowności polityków i wywiązywania się z ich obietnic. Tym razem, na świeczniku postawiony został Barack Hussein Obama.

Według informacji serwisu PolitiFact, Obama złożył 510 obietnic w trakcie kampanii wyborczej. Ilość obietnic jest porażająca i przekracza dwukrotnie obietnice złożone przez George W. Busha czy Billa Clintona (odpowiednio 177 obietnic w 2000 roku i 207 w 2004 roku).

Pomysł tego serwisu zachwyca w swojej prostocie. Sięga korzeniom dziennikarstwa i przywraca je na właściwe tory. Dziennikarz na nowo staje się stróżem, informującym społeczeństwo czy rząd właściwie rozwiązuje problemy stojące przed obywatelami. Obamometr kosztował wiele wysiłku - przeanalizowano wszystkie przemówienia, wywiady, ulotki i stronę internetową nowego prezydenta USA. Wśród 510 obietnic znalazły się m.in. zakończenie wojny w Iraku, obniżenie podatków dla klasy średniej, pomoc dla zwierząt w przetrwaniu globalnego ocieplenia czy zwiększenie ulg podatkowych dla artystów.

Inicjatywa PolitiFact może być inspiracją dla polskich wydawców prasowych. Projekt niekoniecznie musi być realizowany w internecie. Takie rozliczenie to doskonały pomysł na serię artykułów, które publikowane w kolejnych wydaniach gazety potrafią na pewien czas przywiązać czytelnika do tytułu. W artykułach cyklicznych od jakiegoś czasu specjalizuje się "Gazeta Wyborcza" (vide serie o konflikcie rosyjsko-gruzińskim oczami głów wybranych państw, koszmar Krzysztofa Olewnika czy cykl artykułów o życiu Wojciecha Jaruzelskiego).

Zaletą serwisu rozliczającego Obamę jest jego dynamika i prostota. Wszystkie obietnice oceniane są w kilku kategoriach. Najpierw oceniana jest aktywność przy danej obietnicy: brak akcji, w trakcie realizacji, odwleczona. Następnie oceniany jest jej efekt: spełniona, kompromis lub złamana. Prosty mechanizm, który doskonale posłuży w całkowitej ocenie działalności Obamy.

W Polsce również mamy kogo rozliczać, i to nie z przykładowych, największych obietnic. Takie narzędzie byłoby przydatne również gazetom regionalnym i lokalnym, np. do rozliczania swoich samorządowców i prezydentów miast. Spadającej sprzedaży gazet papierowych nie pomagają silny marketing czy gadżety do nich dokładane. Może jeszcze nie jest za późno by zastanowić się nad znaczeniem contentu w prasie?

5 grudnia 2008

Internet mobilny oczami Google

"Użytkowników telefonów komórkowych jest trzy razy więcej niż osób korzystających z internetu. Telefony komórkowe na świecie przewyższają liczbę telewizorów, jest więcej telefonów niż samochodów. Urządzenia mobilne są już czymś więcej niż tylko częścią naszego życia" - twierdzi Marc Vanlerberghe z Google, cytowany przez Toma Corbetta na Forum 4 Editors.

Internet mobilny jest w Polsce traktowany jeszcze po macoszemu. Niektórzy wydawcy inwestują w niego, nie dlatego, że posiadają długoterminową strategię rozwoju w tym kierunku, a dlatego, że boją się pozostać w tyle za konkurencją.

Firma Google, którą m.in. przez usługę agregacji informacji z gazet (GoogleNews) powinno się traktować jako wydawcę (a zatem konkurencję dla prasy drukowanej), zdaje sobie sprawę, że przyszłość stanowi właśnie właśnie internet mobilny. Dlatego w strategii w tym segmencie przyjmuje trzy imperatywy (za Forum 4 Editors):

1. Przede wszystkim sieć. Google woli tworzyć aplikacje w sieci dostępne na platformie mobilnej, niż wyposażać w oprogramowanie urządzenia mobilne. Aplikacje sieciowe przyspieszają cykl innowacyjny - nowe wersje aplikacji sieciowych są dostępne od razu dla wszystkich użytkowników i nie ma konieczności ściągania ich na urządzenie.

2. Łatwe i szybkie wyszukiwanie. Jedno kliknięcie, jeden guzik - tyle powinien potrzebować użytkownik, by wyszukać informację w sieci. Szybkość wyszukiwania to priorytet Google, który w minionym tygodniu wystartował z wyszukiwarką reagującą na głos człowieka.

3. Lokalizacja. Google uznaje usługi związane z lokalizacją za bardzo ważne. Użycie GoogleMaps na urządzeniu mobilnym pozwoli użytkownikom na wyszukanie restauracji, sklepów i innych punktów, w okolicy miejsca, w którym użytkownik się znajduje. Taka usługa już weszła w życie wraz z pojawieniem się telefonu Google - gPhone (poniżej filmik obrazujący taką usługę, również za Forum4Editors):



4. Reklama. Google marzy, by ogłoszenia towarzyszące jego usługom były traktowane nie jako reklamy, a jako informacje odnoszące się do tematyki wyszukiwań.


Tak jak wspomniałem, w Polsce internet mobilny nie jest jeszcze zbyt popularny. Ma na to wpływ między innymi brak stałej, miesięcznej opłaty za nieograniczony dostęp do internetu przez telefon komórkowy. Koszt usługi jest wciąż największym hamulcem dla wielu użytkowników urządzeń mobilnych.

Tymczasem, jak pokazują badania w krajach rozwiniętych, internet mobilny nie jest konkurencją dla tradycyjnego, desktopowego internetu. Bardzo ciekawie przedstawia się badanie aktywności użytkowników internetu obu platform o różnych porach dnia. W USA, o niektórych godzinach internet mobilny jest bardziej popularny od tradycyjnego, z największymi skokami popularności w porze lunchu oraz późnym wieczorem:

2 listopada 2008

Amerykański dziennik przechodzi całkowicie do Internetu - czy taka jest przyszłość gazet?

O decyzji wydawcy amerykańskiego dziennika "The Christian Science Monitor" można było przeczytać w zeszłym tygodniu m.in. na portalu gazeta.pl, czy w Internet Standard. Jest to pierwszy amerykański ogólnokrajowy dziennik, który rezygnuje z ukazywania się w druku, by przenieść swój content w pełni do Internetu. Czy taka jest przyszłość wszystkich gazet? Czy naprawdę nie ma innej recepty na głoszoną od lat wizję końca słowa drukowanego?

Strategia przyjęta przez "The Christian Science Monitor" jest obrazem modelu głoszonego przez zwolenników tezy o upadku prasy drukowanej. Ale CSM zwraca na siebie uwagę czymś jeszcze. Nie sposób nie dostrzec ogromnej wagi promocji tego wydarzenia (wraz ze specjalną stroną internetową informującą o planowanych zmianach). Informacja o końcu drukowanego dziennika w sposób kontrolowany wycieka na sześć miesięcy przed planowanym wycofaniem produktu z druku (gazeta przestanie być drukowanym dziennikiem w kwietniu przyszłego roku), a więc działanie to można uznać już jako budowanie bazy czytelników strony internetowej.

Uważam to za bardzo sprawne i przemyślane posunięcie - czytelnicy CSM dowiedzą się o planowanych zmianach wystarczająco wcześnie, by zacząć obserwować stronę internetową. Prawie każdy mieszkaniec USA ma dostęp do Internetu, a zatem te sześć miesięcy, które pozostały do wycofania dziennika drukowanego z rynku, to czas na przechwycenie czytelnika wydania papierowego, przez wydanie online.

Wszyscy wydawcy stoją przed tym samym problemem - jaki produkt zaoferować czytelnikom w Internecie, by jednocześnie:
* nie obniżyć zsumowanego poziomu czytelnictwa obu wydań: elektronicznego i papierowego,
* stworzyć taki produkt online, by nie konkurował treścią z wydaniem papierowym.

Wydaje się, że "Christian Science Monitor" doskonale zrozumiał te problemy. Zrezygnował z wzajemnej konkurencji dwóch produktów i skupił się na ściąganiu czytelnika do wydania online. Aby rynek nie odebrał tego kroku jako słabości firmy, CSM przyjął model "The Economist" - strona internetowa aktualizowana będzie z większą niż cogodzinna częstotliwością, natomiast wersja drukowana będzie nadal wydawana, ale w formie tygodnika.

Ponieważ redakcja CSM w ciągu zaledwie trzech dni odpowiedziała na kilka moich pytań, z przyjemnością przytaczam je na blogu:

Marek Miller: Co stoi za tak radykalną decyzją jaką jest rezygnacja z wydawania ogólnokrajowego dziennika w druku?
Christian Science Monitor: Jak wiadomo, rynek wydawniczy stoi aktualnie przed poważnymi zmianami, spowodowanymi w szczególności przez wzrost znaczenia i zasięgu internetu, ale także przez spadki ilości prenumeratorów i przychodów reklamowych gazet drukowanych. Wraz ze spadkiem czytelnictwa wydań drukowanych, w dłuższym okresie następuje spadek przychodów reklamowych. "Monitor" także to odczuł (spadek sprzedaży z ok. 230 tys. egzemplarzy dziennie w latach 70. minionego stulecia, do około 50 tys. egz. dzisiaj) , co przez kilka lat objawiało się w złych wynikach finansowych wydawcy. Odczuwane trendy wymagały zmiany sposobu, w jaki "Monitor" dystybuował swoje dziennikarstwo

MM: Czy nie obawiacie się, że ze względu na dużą konkurencję w Internecie, przetrwanie "Monitora" w wersji online może być jeszcze trudniejsze? Czym nowy produkt w sieci będzie się wyróżniał spośród mnóstwa jemu podobnych?
CSM: Umocni się jakość dziennikarstwa w "Monitorze". Dziennikarze i redaktorzy gazety są szkoleni w tworzeniu tekstów o głębszej analizie, z nastawieniem na zainteresowania również pojedynczych czytelników.
Problem, przed jakim stanęła gazeta, to pytanie - skąd czytelnicy czerpią informacje?. Na dzień dzisiejszy, więcej osób szuka ich w internecie, niż w gazetach, radio, czy w telewizji i telewizyjnych dziennikach. Chcemy więc być tam, gdzie czytelnicy nas potrzebują. W najbliższych latach z pewnością pojawią się nowe kanały dystrybucji i "Monitor" chce tam być, by dotrzeć do nowych czytelników i odpowiedzieć na ich potrzeby.

MM: Jakim dziennym zasięgiem może pochwalić się "Monitor"? Jaki jest cel sprzedażowy "Monitora" pod względem ilości czytelników?
CSM: Nasza strona cieszy się aktualnie ponad czteromilionową ilością odsłon miesięcznie. Zrozumiałe, że będziemy mierzyć wyżej. Jeśli chodzi o wydanie papierowe, to liczymy na zbudowanie bazy wielkości 70-80 tys. prenumeratorów w ciągu 2-4 lat.

MM: Kryzys gazet w USA wyraża się również licznymi redukcjami zatrudnienia w redakcjach. Czy dotknie to również redakcji "Monitora", czy zamierzacie przenieść całe siły na wydanie online?
CSM: Problem zatrudnienia jest wciąż analizowany. Wiadomo, że chcielibyśmy tego uniknąć, ale prawdopodobnie pewne redukcje będą konieczne. Nasi pracownicy będą jednak informowani na bieżąco, czy i kiedy taka konieczność się pojawi.


Strona internetowa CSM już została wzmocniona. Nowe kanały komunikacji, jak Twitter, czy Facebook stanowią integralną część całego projektu. W projekcie jest dużo miejsca na serwisy specjalne, jak np. Little Bill Clinton (Bill Clinton Hadam to trzecioklasista, który urodził się w obozie dla uchodźców w Tanzanii i od niedawna cieszy się amerykańskim obywatelstwem), czy Vote Blog (blog, na którym wielu autorów zachęca Amerykanów do głosowania). Serwisy społecznościowe są również siłą nowej strony CSM - użytkownicy m.in. dzielą się własnymi zdjęciami, lub blogują na temat nadchodzących wyborów z punktu widzenia ich sąsiedztwa. Oto kilka zrzutów z ekranu nowej strony CSM:



Wydawca pokazuje również, jak od kwietnia 2009 roku ma wyglądać nowy tygodnik "Christian Science Monitor" (tutaj szczegóły).

Posunięcie CSM znów skłania mnie do myślenia czy taka właśnie przyszłość czeka większość gazet drukowanych. Model "The Economist" przez światowych medioznawców wymieniany jest jako idealny przykład, że gazeta drukowana może przetrwać i mieć się dobrze. Jednak jeżeli na rynku zacznie pojawiać się wiele produktów o tym samym charakterze (czyt. jeżeli znacząco wzrośnie konkurencja), model ten nie musi już być aż tak idealny. Cieszę się jednak, że wydawcy wydawcy, mimo trudnych dla nich czasów nie składają broni i starają się, wbrew trendom, przedłużyć życie wydawanych przez nich gazet.

31 października 2008

Rośnie zainteresowanie internetem mobilnym w USA

Azuki Systems, Inc. opublikowało właśnie wyniki swojego pierwszego rocznego badania zachowań amerykańskich użytkowników telefonów komórkowych. 54% przepytanych osób przyznało, że czas poświęcany przez nich na korzystanie z telefonu komórkowego wzrósł o ponad 25% w ciągu dwóch lat (jeden na pięć respondentów powiedział, że w jego przypadku czas ten wzrósł o połowę). Istotnym powodem takiego trendu jest wzrost liczby użytkowników smart-phone'ów, których posiadaczami jest (bądź deklaruje zakup w ciągu 12 miesięcy) 62% przepytanych Amerykanów. Więcej interesujących wniosków z badania w dalszej części artykułu.


Prawie 80% ankietowanych preferowałoby łatwiejszy dostęp do informacji z internetu z pozimu ich telefonów komórkowych, podobna ilość osób chciałaby mieć dostęp do "bogatych" mediów (audio, video) z urządzeń mobilnych. Większość respondentów wskazała na kilka barier uniemożliwiających wygodne korzystanie z mobilnego internetu:
* 69% za jedną z największych przeszkód uznała długi czas potrzebny na ściągniecie / odsłuchanie plików audio-video
* 66% za największą uciążliwość uznała trudność w odnalezieniu poszukiwanej informacji oraz trudność w nawigacji po stronach mobilnego internetu

Badania dodatkowo wykazało, że:
* 33% Amerykanów spędza więcej niż 10 godzin tygodniowo na rozmowach przez telefon komórkowy. 34% siedemnastolatków i młodszych poświęca na rozmowy do 15 godzin tygodniowo.
* Z prawie 80% używających komórki do wysyłania SMS-ów, 29% poświęca na to ponad dwie godziny tygodniowo. Ponownie, młodsze pokolenie jest bardziej aktywne - 37% młodszych niż 22 lata poświęca ponad 2 godziny tygodniowo na wysyłanie SMS-ów.
* 50% użytkowników sprawdza pocztę e-mail przez telefon komórkowy (30% osób z przedziału wiekowego 35-44 lata poświęca na to ponad 2 godziny tygodniowo).
* 52% korzysta z mobilnego internetu (grupa wiekowa 35-44 lata jest nawet aktywniejsza i sięga 60%).
* 25% ogląda pliki video przez urządzenia mobilne, 88% osób z tej grupy poświęca na to mniej niż 2 godziny tygodniowo (może to świadczyć o zainteresowaniu odbiorców krótkimi formami przekazu, bądź wciąż zbyt wysokimi kosztami obsługi internetu mobilnego).
* 25% użytkowników korzysta przez komórkę z serwisów społecznościowych. 64% respondentów uważa, że mogłoby dzielić się contentem ze swoimi kontaktami ze wspomnianych serwisów, gdyby tylko było to łatwiejsze.
* 65% użytkowników byłoby zainteresowanych korzystaniem z telefonu komórkowego z opcją geo-lokalizacji, który informowałby ich o najnowszych promocjach w lokalnych sklepach / miejscach usługowych.

Liczby dotyczą co prawda Stanów Zjednoczonych, lecz nasze społeczeństwo jest wysoko rozwinięte pod względem ilości osób posiadających telefony komórkowe - warto więc wyciągnąć lekcję z powyższych danych. Osoby wysyłające SMS-y, umieją je też odbierać, a jest to dodatkowy kanał reklamowy dla gazet. Rosnące zainteresowanie mobilnym internetem i problemy z nawigacją to sygnał dla gazet, by oprócz udoskonalania contentu swoich stron internetowych, postarały się również o mobilne wersje tych stron. Wniosków jest wiele, nie tylko dla wydawców ale również dla czytelników, których zachowanie staje się coraz bardziej przewidywalne (osobiście przyznam się, że poza SMS-ami trafiam do większości z przytoczonych grup).

Całość tego interesującego badania dostępna jest na stronach Azuki Systems (język angielski). Informacje o badaniu via blog Paula Bradshawa.

21 października 2008

Rzecz o norweskim VG, czyli jak osiągnąć sukces w trudnych dla prasy czasach


Verdens Gang (VG) to nie nazwa żadnej grupy przestępczej, ale tytuł największego dziennika w Norwegii, który po polsku znaczy tyle co "kierunek świata". Prawdziwą siłą tej gazety jest jednak nie największy w kraju nakład, ale strategia, jaką wydawca - norweski konglomerat medialny Schibsted - przyjął dla rozwoju tego tytułu. Jest to lekcja, którą wielu światowych wydawców mogłoby wyciągnąć z korzyścią dla siebie.

Osiągnięciami VG chwalił się Torry Pedersen, redaktor naczelny elektronicznego i drukowanego wydania gazety, podczas zeszłotygodniowej konferencji Światowego Stowarzyszenia Gazet w Amsterdamie, w której miałem przyjemność uczestniczyć. Pedersen mówił o tym, jak jego firma zdobywa nowych czytelników i generuje większe przychody dzięki przemyślanej integracji wydań drukowanego i elektronicznego.


Przypomnę. Tendencje spadkowe w sprzedaży prasy drukowanej dostrzegane są na całym świecie (póki co może z wyjątkiem takich regionów jak np. Indie czy Chiny). Wydawcy zdają sobie sprawę, że ich czytelnicy odchodzą tam, gdzie otrzymają szybszą informację i jedyną słuszną drogą wydaje się stworzyć taki produkt w internecie, który zatrzyma czytelników przy marce ich ukochanej gazety. Tutaj jednak pojawia się m.in. problem kosztów, a także organizacji takiego przedsięwzięcia. Często słyszy się o integracji redakcji wydań elektronicznych i tradycyjnych - redaktorzy wielu redakcji publikują swoje teksty zarówno w papierowej gazecie, jak i w internecie. Takie działanie ma wpływ zarówno na ograniczenie kosztów osobowych (nie ma potrzeby tworzenia działów np. internetu), ale przede wszystkim zapewnia spójność kierunkową dwóch produktów, jakimi są wydania elektroniczne i papierowe.

W dobie, gdy stratedzy wydawniczy spierają się, który model jest lepszy dla przyszłości gazet (zintegrowany czy odseparowany), VG obiera trzecią drogę i ku dodatkowej dezorientacji rynku, nazywa ją modelem "zintegrowanej separacji".

VG rozpoczął swoją działalność w internecie w 1995 roku. Mimo, że w ciągu ostatnich pięciu lat nakład gazety spadł o 80,000 egzemplarzy, zysk wydawcy w tym samym czasie wzrósł prawie o 100 milionów norweskich koron (14,3 miliony dolarów) do 365 milionów koron norweskich (52,2 miliony dolarów). Poszerzona została obecność VG w internecie, stworzono nowe weekendowe dodatki papierowe, a także - poszerzono portfolio drukowanych produktów np. o magazyn o tematyce prywatnych finansów. Strategia VG dotyczyła dywersyfikacji produktu drukowanego, między innymi ze względu na badania, z których wynikało, iż tylko dla Norwegów powyżej 50. roku życia, informacja wydrukowana na papierze była warta więcej niż informacja z internetu. Młodsi mieszkańcy Norwegii wyraźnie preferowali elektroniczne wersje newsów.

Gazeta VG jest dodatkowo najbardziej popularnym medium w grupie wiekowej 20-29 lat (ma zasięg większy niż jakakolwiek stacja telewizyjna w Norwegii), pokrywając 60% kraju w tym przedziale wiekowym.

VG nie uniknęło cięcia kosztów i związanej z nim redukcji personelu, która jest dziś bolączką każdego dużego wydawnictwa. Co ciekawe, wraz ze spadkiem ilości pracowników papierowego wydania VG, rosło zatrudnienie w dziale online, co odzwierciedlało powoli kierunek, jaki wydawca zamierzał obrać. I tak, wspomniana zintegrowana separacja oznacza to, że obie redakcje (gazety drukowanej i online) mają wspólne kolegia redakcyjne, jednak poza tym mieszczą się w dwóch osobnych pomieszczeniach. W ten sposób, jak twierdził Torry Pedersen, powstają dwa różne produkty o wspólnej marce, bez strachu, że ten sam materiał dziennikarski zostanie powielony na obu platformach. W razie konieczności pociągnięcia tematu z online do wydania papierowego, redakcje oczywiście ściśle z sobą współpracują.

VG zapomniało już o planach, by być najbardziej poczytną gazetą w Norwegii. Teraz celem jest stać się krajowym liderem w informacji, nie tylko na platformach prasy drukowanej czy online. Gazeta jest na dobrej drodze - cieszy się 3 milionami unikalnych użytkowników i 335 milionami odsłon tygodniowo.

Dobre dziennikarstwo to oczywiście klucz do sukcesu VG. Rynek się zmienia, ale czytelnicy zawsze cenią sobie dobrze przygotowaną, rzetelną informację. Mając ten fakt na uwadze, VG nadal doskonale widzi 2 podstawowe różnice między produktem drukowanym a online:

1. Produkt online nie charakteryzuje się żadnym redakcyjnym deadlinem, ale musi być tworzony bez przerw. Dobrym przykładem jest tutaj materiał o zawaleniu się bloku w centrum jednego z norweskich miast. Popołudniowemu zdarzeniu towarzyszyło 28 artykułów, uaktualnianych 113 razy, a to wszystko zanim ukazało się najświeższe drukowane wydanie VG.
2. Produkt online pozwala dostosować gazetę do potrzeb odbiorcy. Przy odpowiednim skomponowaniu strony, czytelnik gustujący wyłącznie w nagłówkach, zobaczy tylko nagłówki. Inny czytelnik, szukający historii, powinien ją znaleźć natychmiast po kliknięciu w nagłówek. I wreszcie - maniak danego tematu powinien znaleźć na tej stronie coś do czytania przez dłuższy czas (materiał obudowany infografikami, dodatkowymi serwisami informacyjnymi, etc.)

VG dywersyfikuje również swoje elektroniczne produkty, mając w swej strategii rozwoju założenie wprowadzania nowego niszowego produktu, po jednym w każdym roku. I tak:

* w 2005 roku uruchomiono VektKlubb - społeczność dla cierpiących na otyłość, gdzie użytkownicy mogą pochwalić się swoimi sukcesami w odchudzaniu, znaleźć bratnie dusze, itd.
* w 2006 roku uruchomiono portal e24, promujący informacje biznesowe.
* w 2007 roku wystartowała Nettby, społeczność dla nastolatków ustępująca pod względem popularności w Norwegii jedynie społeczności MySpace.
* w 2008 roku... no właśnie, z uwagą śledzę, z czym wystartuje VG w listopadzie tego roku.

Wydawnictwa potrzebują wielu, dużych zmian. Jedna zmiana to już za mało.Dzięki różnorodnej, ale uporządkowanej strategii rozwoju, VG może cieszyć się m.in. 68% wzrostem przychodów reklamowych w pierwszej połowie bieżącego roku.

Torry Pedersen podsumował swoje wystąpienie kilkoma wnioskami:

* rynek stoi przed poważnymi zmianami
* organizacje newsowe muszą nauczyć się rozumieć swojego czytelnika / widownię
* gazety muszą odnosić się do swojego czytelnika, inaczej zginą
* koniecznością jest znalezienie nowych modeli biznesowych - nie wszystko jest problemem redakcyjnym
* wiele dużych zmian jest potrzebnych wydawnictwom, nie tylko jedna.