19 sierpnia 2008

Zobacz, co czytają Barrack Obama i John McCain!

Tak by się chciało krzyczeć po przeczytaniu notki prasowej wystosowanej przez Google w poniedziałek. Korporacja uruchomiła wczoraj nowy projekt pozwalający przyjrzeć się codziennym pRSSówkom (definicję kanałów RSS przytaczam na końcu tego wpisu) kandydatów na prezydenta USA. Obaj panowie udostępnili publicznie subskrybowane przez siebie kanały RSS, aby zwykli mieszkańcy ziemi mieli możliwość czytania tych samych, co oni, informacji. Jak jest naprawdę?


Nowy projekt nosi nazwę Power Readers In Politics i cieszy się już bardzo dużą popularnością (w sumie to nic dziwnego, promowany jest na stronie głównej Google). Poza tym, żadne inne wydarzenie w USA nie gromadzi tylu widzów, co wybory prezydenckie.

Nie dziwi więc obecność kandydatów na różnego rodzaju serwisach społecznościowych (Facebook, Myspace - "hej, mam McCaina wśród swoich znajomych!"). Setki tysięcy ludzi śledzi co Obama ma do powiedzenia na popularnym serwisie Twitter, w którym autorzy muszą zawrzeć co ważniejsze spostrzeżenia w 160 znakach. Wreszcie i Google przyjął ten popularny schemat - skoro wiemy co kandydaci mają do powiedzenia, zobaczmy więc czym się posiłkują.

I mimo, że wymienione wcześniej strony serwisów społecznościowych, jak i wspomniany Google Power Reader in Politics prowadzone są przez sztaby wyborcze obu panów (bo po pierwsze - skąd sami mieliby mieć na to czas, a po drugie - nie wierzę, by Obama miał czytać wyłącznie o sobie, a McCain też nie czytałby wieści z drugiej strony frontu), to wcale nie uważam inicjatywy Google za stracony projekt. Ma on swoje dobre strony:
  • może zainteresować jeszcze większą rzeszę ludzi (nie tylko z USA) zbliżającymi się wyborami;
  • razem z innymi projektami udowadnia, jak dużą wartość (dla kandydata, dla korporacji) ma każdy użytkownik internetu;
  • przybliża sztywne i niedostępne postacie światowej polityki użytkownikowi i pokazuje, jak bliscy są oni przeciętnemu użytkownikowi internetu;
  • pomoże dotrzeć użytkownikom do, prawdopodobnie, nieznanych im dotąd źródeł informacji;
  • oprócz ścigających się ze sobą senatorów Obamy i McCaina, usługę promują znani amerykańscy dziennikarze trudniący się polityką - subskrybowane przez nich kanały RSS sprawiają wrażenie bardziej prawdziwych niż te należące do kandydatów na prezydenta USA;
  • i wreszcie korzyść odniesie sam Google, który po raz kolejny odnotowuje setki tysięcy odwiedzin dziennie, dzięki dobremu pomysłowi.

Czym jest RSS (za Wikipedią):

RSS służy do publikacji często zmieniających się treści, takich jak wpisy blogów, wiadomości. Dokument RSS, często zwany "kanałem", zazwyczaj zawiera streszczoną formę wiadomości ze skojarzonej strony WWW lub jej pełny tekst. RSS umożliwia użytkownikom automatyczne bycie na bieżąco z treścią ulubionych serwisów sieciowych.

Umieszczony na serwerze plik w formacie RSS można subskrybować w czytniku RSS, zarówno w samodzielnym programie, jak i we wtyczce do przeglądarki internetowej, a także w niektórych programach pocztowych. Przykładem popularnego czytnika RSS jest m.in Google Reader. Czytniki RSS pomagają być na bieżąco z ulubionymi blogami, również z niniejszym "eM jak Media". Aby zasubskrybować i śledzić każdą aktualizację tego bloga, po wybraniu czytnika wystarczy kliknąć tutaj.

3 komentarze:

guci0 pisze...

Nie ma to jak HRAPS.pl,
nie wyobrażam sobie "ŻYCIA w INTERNECIE" bez tego CUDA.

Pozdrawiam bardzo
serdecznie

Paweł

Marek Miller (eM) pisze...

w sumie powinienem usunąć ten komentarz, bo trąci reklamą, ale a nuż kogoś zainteresuje...

Gelb pisze...

Interesujący strona: http://www.europvotes.com