31 sierpnia 2009

Kolejne amerykańskie wydawnictwo bankrutuje

Tym razem to Freedom Communications, właściciel "Orange County Register", 30 innych dzienników, 77 tygodników oraz 8 stacji telewizyjnych, prawdopodobnie pod koniec tego tygodnia ogłosi bankructwo. Powodem są długi wydawnictwa szacowane na 770 mln dolarów, które kredytodawcy chcą odzyskać poprzez przejęcie kontroli nad przedsiębiorstwem.

Jak podał wczoraj "Wall Street Journal", wydawnictwo Freedom Communications ogłosi całkowite bankructwo, które jest ostatnim etapem postępowania upadłościowego określanego w USA hasłowo jako Chapter 11. Wskaźnik EBITDA wydawnictwa, czyli zysk przed potrąceniem odsetek od zaciągniętych kredytów, podatków i amortyzacji, spadł w ciągu pięciu lat o 75% do poziomu 50 milionów dolarów.

O "Orange County Register" było głośno rok temu, kiedy to gazeta zdecydowała się outsource'ować swoje usługi do Indii. Redakcyjny outsourcing w tym przypadku oznaczał, przeniesienie codziennej czynności składania gazety, a także edytowania części tekstów na zewnętrzną firmę, celem zmniejszenia części kosztów wydawnictwa.

27 sierpnia 2009

Errare humanum est

Błąd mogą popełnić nawet najwięksi. Gorzej, jeżeli za tym błędem podążają pozostali. Taka sytuacja przytrafiła się wczoraj agencji prasowej Reuters, która wypuściła do mediów informację o zdarzeniu, które podobno notorycznie ma miejsce przed Legoland Discovery Centre w Niemczech. Zbudowanej z klocków Lego, olbrzymiej figurce żyrafy, miał po raz kolejny zostać ukradziony... penis.

Agencja Reuters dała w komunikacie prasowym popis prawdziwego dziennikarstwa. Opisywana zguba należała do sześciometrowego właściciela, miała 30 centymetrów długości, a odtworzenie jej przez profesjonalnego pracownika kosztuje 3 tys. Euro i wymaga do tego 15 tys. klocków lego. Sytuacja z kradzieżą powtarzała się już czterokrotnie.


Wkrótce na stronach Reutersa ukazało się sprostowanie. Z powodu dwuznaczności niemieckiego słowa Schwanz (które w slangu niemieckim rzeczywiście może również znaczyć przyrodzenie) okazało się, że chodzi jednak o... ogon żyrafy. Jednak do tego czasu, niektóre media zdążyły już opublikować tę sensacyjną, pierwotną wersję artykułu:



Źródło: Regret The Error

21 sierpnia 2009

Duńska gazeta ustawia nowych prenumeratorów w kolejce oczekujących

Brzmi niewiarygodnie, by w czasach obecnego kryzysu prasy drukowanej ludzie ustawiali się w kolejce po gazetę? A jednak to prawda - lokalna gazeta z Danii, Randers Amtsavis, nie jest w stanie sprostać popytowi czytelników na prenumeraty.



Jak donosi Kristine Lowe, specjalistka w dziedzinie skandynawskiego rynku prasowego, od połowy lipca prawie 2000 czytelników zainteresowanych kupnem prenumeraty swojej lokalnej gazety, spotyka się z następującą odpowiedzią: „Przepraszamy, nie możemy dostarczyć państwu gazety od zaraz, ale możemy wpisać państwa na listę oczekujących”.


Jest jednak pewien haczyk w tym nagłym zainteresowaniu gazetą. Okazuje się, że prenumeratorzy nie są do końca nowi. Są to ci czytelnicy, którzy sfrustrowani decyzją zmiany trybu wydawniczego gazety (z porannego na popołudniowy), odeszli od niej 5 miesięcy temu. Rynek okazał się jednak bardziej elastyczny niż ktokolwiek mógł przypuszczać – po powrocie do starej formuły, czytelnicy także postanowili wrócić. Niestety, na zadane przeze mnie dwa dni temu pytanie, czy liczba powracających czytelników jest zbliżona, czy mniejsza (a może odwrotnie) od tych, którzy odeszli prawie pół roku temu, ani Kristine, ani osoby kontaktowe z wydawnictwa, nie były mi w stanie odpowiedzieć.

Redakcja Randers Amstavis jest jednak blisko swoich czytelników. Na postawione przez jednego z czytelników pytanie, dlaczego gazeta w ogóle uznała to za dobry pomysł by stać się popołudniówką, redaktor naczelny odpowiedział, że nie jest aż tak twardogłowy, by zaprzeczać, iż decyzja była błędem.

Zdjęcie w tekście zostało udostępnione na licencji CC przez użytkownika noodlepie z serwisu Flickr

INMA Outlook 2010 - konferencja, której nie można przeoczyć

W dniach od 21 do 23 października odbędzie się w Liverpoolu konferencja organizowana przez INMA (International Newsmedia Marketing Association) oraz OPA (Online Publishers Association). Konferencja Outlook 2010 podsumuje najważniejsze wydarzenia rynków print i online tego roku i skończy się coroczną prognozą na nadchodzące lata. A program prezentuje się naprawdę interesująco...

Wśród sesji znajdą się m.in. następujące tematy:

- Strategie internetowe na dziś i na jutro (Tomasz Józefacki)
- Personalizowana gazeta
- Jak dotrzeć do przyszłych czytelników?
- Przyszłość gazet i gazety przyszłości
- W jaki sposób można przełożyć użycie nowych mediów w kampanii Obamy na strategie gazet?

Zachęcam do zapoznania się z pełnym planem konferencji. Dzięki możliwości uczestnictwa w niej rok temu mogę powiedzieć, że jest to wydarzenie, którego żaden zwolennik tematyki mediów nie powinien przeoczyć. Tym, którzy z różnych względów nie dotrą, będzie musiała wystarczyć moja relacja na blogu.

20 sierpnia 2009

USA: Rynek reklamy prasowej najniższy od 1956 roku

Niedługo znów chyba zmienię layout tego bloga, a kolorem dominującym będzie czerń. Po przeczytanym wczoraj artykule w Columbia Journalism Review nie sposób bowiem widzieć przyszłość prasy drukowanej w różowych barwach.
O co chodzi? Przeanalizowano przychody z reklamy w amerykańskiej prasie, uwzględniając w nich wskaźnik inflacji. Okazało się, że przewidywana na 2009 wartość przychodów była ostatni raz tak niska w 1965 roku.


Ale po kolei. Już same "standardowe" dane na temat przychodów reklamowych amerykańskiej prasy, nie napawają optymizmem. Przytaczałem te liczby nie raz na tym blogu. Według nich, zaledwie w zeszłym roku przychody te spadły o 16,6 procenta do poziomu 37,8 mld dolarów (na koniec 2007 wynosiły 45,4%). Są to liczby przytaczane przez amerykańskie Newspaper Association of America, według których dolar w bieżącym roku jest wart tyle samo, co dolar sprzed kilkunastu czy kilkudziesięciu lat.

Tym problemem zajął się Ryan Chittum, były reporter Wall Street Journal, aktualnie piszący dla Columbia Journalism Review. Słusznie zauważył, że siła nabywcza dolara dzisiaj jest różna od tej w latach poprzednich i po uwzględnieniu wskaźników inflacji doszedł do bardzo pesymistycznych wniosków. Trzeba było cofnąć się aż do 1965 roku, by znaleźć rok o niższych przychodach z reklamy w druku niż ten przewidywany na 2009 rok. Ówczesne 4,42 miliarda dolarów jest tym zbliżonym do dzisiejszych 30,22 miliardów dolarów. Jeszcze bardziej pesymistyczną wizją jest to, że branża prasowa w USA może jedynie mieć nadzieję, że tegoroczne przychody zrównają się z tymi z 1966 roku.

Suche liczby jednak nie wszystko mówią. Aby lepiej zrozumieć temat trzeba spojrzeć na poniższy wykres. Kolor niebieski to wartości nominalne dolara, przedstawiane przez oficjalne statystyki. Kolor czerwony to rzeczywista wartość dolara w poprzednich latach w porównaniu z rokiem bieżącym.



Zachęcam do lektury tego artykułu. Jest to kolejny głos w dyskusji na temat, jak ważne dla wydawców prasowych jest stworzenie właściwego modelu biznesowego. Bardzo ciekawy głos zabrał wczoraj również Jacek Gadzinowski (polecam lekturę artykułu plus toczącą się pod nim dyskusję). Model biznesowy nie może być opierany wyłącznie na próbie pobierania opłat za treści, a praktycznie do tego sprowadza się aktualna dyskusja amerykańskich wydawców (zachęcam również do lektury szalenie :) interesującego wywiadu na temat płatnych treści online).

15 sierpnia 2009

Pomóżcie stworzyć portret polskiego internauty

Niedawno pisałem o bardzo ciekawym badaniu amerykańskiego internauty i przyczyn, dla których korzysta z sieci. Chwilę później, dowiedziałem się, że mój dobry znajomy kończy pisać pracę magisterską pod roboczym tytułem "Autorytet w nowych mediach - dziennikarstwo zagrożone". W ramach zbierania materiałów do tej pracy, pojawiła się okazja, by podobne badanie przeprowadzić na polskim organizmie i zobaczyć, co kieruje rodzimym internautą do korzystania z sieci.

Ankieta służąca tym badaniom została przygotowana bardzo solidnie (wiem, ponieważ sam ją wypełniłem). Jednak aby badanie było wiarygodne, potrzeba jak największej ilości osób, które wypełnią tę ankietę. Dlatego proszę, pomóżcie Grzegorzowi Młynarskiemu i poświęćcie około 15 minut na odpowiedzenie na tych kilkadziesiąt pytań. Im będzie nas więcej, tym prawdziwsze będą wyniki badań. A te z kolei z pewnością zostaną opublikowane na tym i na kilku innych blogach, już po zakończeniu badań.

Jeszcze raz proszę o zaangażowanie. Przekażcie informacje o tym badaniu swoim znajomym, podlinkujcie ten wpis pod swoje blogi. Każda pomoc jest tutaj niezmiernie ważna. Dziękuję.

13 sierpnia 2009

Brytyjski magazyn Which? notuje wzrost płatnych subskrypcji

Istnieją pojedyncze tytuły - wyspy, których strategia owocuje wzrostem sprzedaży egzemplarzowej w druku i przyrostem płatnych subskrypcji online. Należy do nich magazyn Which?, którego głównym sukcesem jest jedenastoprocentowy wzrost płatnych prenumerat wydania elektronicznego w ciągu roku. Pod koniec tego miesiąca, w sieci było już 216 tys. subskrybentów tego magazynu (dla porównania, elektroniczna wersja "Financial Times" ma 117 tys. prenumeratorów).


Czytelnicy tego bloga muszą się przyzwyczaić - temat opłat za treści dziennikarskie w internecie będzie tu często wracał. Po pierwsze, jest to dla mnie szalenie interesujące, jak cierpiąca amerykańska prasa poradzi sobie z wprowadzaniem płatności za rzeczy, które dotychczas były (choć nie powinny być) bezpłatne. Po drugie, wydawcy zdają się nie pamiętać doświadczenia dziennika "New York Times", który parę lat temu szedł tą ścieżką, lecz wkrótce z powodu masowego odpływu czytelników, zmuszony był wrócić do bezpłatnego modelu w sieci.

Wydawnictwa przeżyć mogą, ale jedynie wtedy gdy stworz rozsądny model biznesowy. Treści konsumenckiego magazynu "Which?" to przede wszystkim recenzje i porady. Część z nich można przeczytać w sieci za darmo (powierzchowne analizy), jednak aby zobaczyć dokładne recenzje, trzeba już wykupić prenumeratę elektroniczną lub kupić wydanie papierowe gazety. Co jest bardzo ciekawe w tym przypadku, magazyn opiera swoją niezależność w opinii na braku reklam - by nie być posądzonym o stronniczość lub jakąkolwiek zależność od reklamodawców. "Which?" jest w finansowany wyłącznie ze sprzedaży egzemplarzowej i elektronicznych prenumerat.

Również w druku magazyn ten zdaje się być nietknięty kryzysem. Sprzedaż na koniec czerwca wyniosła prawie 520 tys. egzemplarzy i była o prawie 5 tys. egz. wyższa niż rok wcześniej. A tak kształtowała się popularność "Which?" w poszczególnych segmentach na koniec czerwca roku 2009 i 2008:


Ponownie nasuwa się oczywisty wniosek, choć wcale niełatwy w realizacji: niszowość. Wydawca "Which?" dywersyfikuje swój produkt w rozmaitych niszach, kierując go do konsumentów wszelkiego rodzaju: od żywności po finanse, nieruchomości i zdrowie. Rzetelne poradnictwo, produkt nie do znalezienia w innych mediach, zbudował zaufanie czytelników tego magazynu.

12 sierpnia 2009

Dlaczego monetyzacja treści w internecie jest taka trudna

Kilka zrzutów z ekranu zawartych w dalszej części tego wpisu dowodzi (lepiej niż słowa), dlaczego podejmowane przez zachodnich wydawców desperackie próby zarabiania na treściach umieszczanych w sieci, będą bardzo trudne do realizacji. Sukces płatnych modeli wydawców gazet takich jak "The Economist", "Financial Times" czy "Wall Street Journal" leży bowiem w ich unifikalności, niszowości, oryginalności, czy jakim jeszcze przymiotnikiem określić produkowany przez nie content typu premium.

Temat pobierania opłat za czytanie gazet w sieci jest w Stanach Zjednoczonych bardzo gorący. Po wielu latach udostępniania czytelnikom treści za darmo, wiele gazet dojrzewa do postawienia murów cenowych wokół swoich zasobów. Przerabiał to kilka lat temu "The New York Times", który ze względu na masowy odpływ użytkowników musiał wrócić do bezpłatnego modelu. Sprzeciwiał się temu Rupert Murdoch, który w tym roku stał się głównym orędownikiem tego pomysłu.

A dlaczego masowe działanie większości amerykańskich wydawców nie ma szans? Najlepiej obrazuje to poniższy obrazek, pochodzący z blogu Martina Belama:



Są to zrzuty stron internetowych z USA, Anglii, Indii, Niemiec i Hong Kongu - wszystkie po angielsku, wszystkie prezentujące tę samą treść. I nawet jeżeli wszystkie gazety wprowadzą jednocześnie model płatny (dość utopijna wizja), to pozostają jeszcze agencje informacyjne, które ich tą treścią karmią. Nie wspominając już o otwieraniu się na nową konkurencję, która przez jakiś czas może być skłonna płacić za informacje i udostępniać je bez opłat po to tylko, by wykończyć większych graczy.

Osobiście, jako czytelnik, jestem skłonny płacić za treść w internecie. Ale muszę mieć świadomość, że jest to treść, jakiej nie znajdę w żadnym innym medium.