30 lipca 2009

Dlaczego spędzamy czas w sieci?

Natrafiłem dziś na bardzo ciekawą interaktywną infografikę, wyjaśniającą powody, dla których internauci spędzają czas w sieci. Takiej infografiki nie znajdzie się w żadnej z gazet, ale wydawcy prasowi mogą się z niej wiele dowiedzieć, co robić, by ściągać czytelników na swoje portale.




Bazą tego interaktywnego wykresu był tzw.Indeks zamiarów Ruder Finn. Wśród najważniejszych wniosków znalazły się:

1. Ponad dwukrotnie więcej internautów szuka w sieci możliwości socjalizowania się niż np. zrobienia zakupów online,
2. Prawie 3/4 internautów korzysta z sieci by być członkami społeczności,
3. Trzech na pięciu internautów korzysta z sieci by mieć możliwość wpłynięcia na innych lub wyrażenia przeciwnych poglądów.

Podsumowując - z badania wynika, że dwie najważniejsze cechy strony internetowej to społeczność i komunikacja. Jeff Jarvis w książce "What Would Google Do?" pisze, że społeczności tworzyć nie trzeba - one od dawna istnieją, trzeba jedynie nauczyć się do nich trafiać. Stąd właśnie biorą się sukcesy serwisów społecznościowych, które trafiają do kolejnych grup zainteresowań. Komunikacja jest drugim najważniejszym aspektem, na który wydawcy prasowi powinni zawsze zwracać uwagę. Czasy, w których gazety informowały czytelników z trybuny jak mają się zachowywać, minęły bezpowrotnie. Dzisiaj czytelnik pragnie polemiki i dyskusji z dotąd niedostępną instytucją prasową. Warto mieć to na uwadze przy poszukiwaniu odpowiedniego sposobu na zaistnienie gazety w sieci.

Na badanie to trafiłem przez blog Stephen's Lighthouse, metodologia badania opisana jest pod wykresem.

Zdjęcie w tekście zostało udostępnione na licencji CC przez użytkownika uncultured z serwisu Flickr

29 lipca 2009

Niszowość, głupcze! (czyli jak ulepszyć gazetę)

Bardzo ciekawy głos w dyskusji zabrał ostatnio Umair Haque na łamach Harvard Business Publishing. Zaintrygowany ogólnym poruszeniem amerykańskich wydawców prasowych w zakresie wprowadzania opłat za treści umieszczane na stronach internetowych, wytacza swoje kontrargumenty, które poddają w wątpliwość ostatnie starania wydawców.

Autor przypomina, że gazety papierowe były rentowne w poprzednim stuleciu nie dzięki dziennikarstwu, a dzięki czytelnikom. Prasa osiągała zyski nie dzięki temu, o czym pisała, a dzięki monopolowi na ogłoszenia drobne, które stanowiły rodzaj treści pozwalający na poszerzenie grup odbiorców. Jego zdaniem, gazety XXI wieku zamiast skupiać się na tym, jak sprzedać ten sam produkt lepiej, powinny zastanawiać się raczej jak ten produkt ulepszać. Bo gazeta z XX wieku nie pasuje do obecnego stulecia. Wczorajszy news jest dzisiaj porażką misji dziennikarskiej, na którą składają się edukacja, oświecanie i informowanie społeczeństwa.

Zdaniem Umaira Haque'a o przyszłości dziennikarstwa stanowić będą gazety niszowe, które po osiągnięciu określonej specjalizacji (finanse, polityka, czy nawet rozrywka) muszą jeszcze na nowo zdefiniować, czym jest news w XXI wieku. A oto kilka aspektów, na które wydawcy (redakcje) powinni najbardziej zwrócić uwagę w przypadku celowania w nisze:

1. Wiedza zamiast newsów - gazety niszowe powinny skupić się na dostarczeniu czytelnikowi długotrwałej, ciekawej wiedzy.
2. Dialog z czytelnikiem. Cóż z tego, że wszystkie gazety w sieci mają systemy komentarzy, skoro są one tylko jednostronną komunikacją - czytelnik wyłącznie wyraża swoją opinię, która nie wiadomo nawet czy jest czytana przez dziennikarzy. Gazety niszowe powinny prowadzić rozmowę z czytelnikami, odpowiadać na ich zapytania.
3. Przede wszystkim temat. Zamiast nastawiać się na dużą ilość łatwych do zapomnienia artykułów, gazety niszowe powinny kreować tematy, które będą żyć i się rozwijać nawet w kolejnych wydaniach.
4. Oryginalność ważniejsza od sprzedaży. Błędem gazet jest walka o sprzedaż egzemplarzową poprzez powtarzanie podobnych historii w podobny sposób. Gazety niszowe muszą walczyć o swoją nietypowość i posiąść takie spojrzenie, zdolności analityczne oraz umiejętności opowiadania historii, jakich konkurencja nie osiągnie.
5. Teraz zamiast wtedy. Gazety podają wiadomości z "wtedy" (z wczoraj, z zeszłego tygodnia, z bieżącego roku). Tytuły niszowe dają wiedzę od ręki. Niepotrzebne są cotygodniowe kolumny czy codzienne artykuły, które sprawiają, że czytelnik gubi się w archiwum wiadomości. Gazety niszowe mają dostarczać temat, który sam się rozwinie w dialogu z czytelnikami.
6. Prowokacja vs. perfekcja. Tradycyjne gazety walczą o doskonałość: doskonałe treści, leady i tytuły. Gazety niszowe prowokują do myślenia, stawiają nowe wyzwania, edukują w sposób, jaki tradycyjne gazety zagubiły dawno temu.
7. Zaczepki zamiast komercji. Gazety już dawno sprzedały się reklamodawcom, PR-owcom i lobbystom. Nie są wolne od wpływów, jak np. "Wall Street Journal", który dawno już "nie ugryzł ręki, która go karmi". Gazety niszowe z kolei zaczepiają, rzucają społecznościom temat i przysłuchują się ich reakcjom w postaci krytyk, komentarzy i porad.

Umair Haque dodatkowo podkreśla, że zanim gazety przeorganizują system kupna / sprzedaży informacji, powinny wpierw zmienić proces tworzenia tych informacji. W przeciwnym razie prasa stanowić będzie rodzaj wtórnego rynku, na którym kupić będzie można ten sam, używany wcześniej produkt.

16 lipca 2009

Czy rzeczywiście za rok wszystkie serwisy internetowe gazet będą płatne?

Tak przynajmniej uważa Lionel Barber, redaktor "Financial Times", który w wygłoszonym wczoraj ognistym przemówieniu na temat przyszłości dziennikarstwa, wezwał wydawców do pobierania opłat za treści dziennikarskie umieszczane na ich stronach internetowych. Parafrazując Jacka Trouta, niemalże mówi on do wydawców: "Wprowadźcie opłaty albo gińcie!"

Stworzenie przez wydawnictwa portali gazetowych, na których będą pobierać od czytelników opłaty za pojedynczy artykuł lub czasowy dostęp to, zdaniem Barbera, największe wyzwanie dla organizacji newsowych. Sugerował, że to, jak działają modele płatnego dostępu do treści i jakie przychody są w stanie wygenerować, jest jeszcze niewiadomą, którą trzeba zbadać. Jego zdaniem, w ciągu najbliższego roku zdecydowana większość amerykańskich wydawców będzie sprzedawało czytelnikom dostęp do swoich treści w internecie i tym samym zagospodarują dodatkowy strumień przychodów.

Lionel Barber powiedział, że "Financial Times" cieszy się rosnącymi przychodami, które są efektem wprowadzenia opłat za treści niszowe oraz premium - opłat wyjątkowo ważnych w czasach malejących przychodów reklamowych.

Mimo naprawdę ciekawej przemowy (może skuszę się w weekend do jej przetłumaczenia), patrzę na argumenty Barbera z lekkim przymrużeniem oka. Reprezentuje on "Financial Times", które od dłuższego czasu nie oferuje czytelnikom darmowego dostępu do strony internetowej. Wprowadzanie przez wydawców opłat będzie równoznaczne z nasileniem się konkurencji między wydawcami. Cena oczywiście będzie miała znaczenie, ale czytelnicy będą musieli znaleźć odpowiednią proporcję ceny do jakości dziennikarstwa (interesujących treści). Ponieważ "Financial Times" ma już za sobą postawienie zapory cenowej, jest w naprawdę wygodnej sytuacji do doradzania swoim konkurentom. Paru z nich na pewno przegra swoją walkę o byt.

Wystąpienie Barbera to, obok tez głoszonych przez Ruperta Murdocha, badań prowadzonych przez New York Times Co. oraz ostatnich kroków podjętych przez dziennik "Valley Morning Star", kolejny dowód na możliwą konsolidację amerykańskich wydawców i wspólne wprowadzenie opłat za dziennikarskie treści umieszczane w sieci.

Aktualnie strona FT.com ma 1,3 miliona zarejestrowanych użytkowników (czytających darmową, ograniczoną w miesiącu liczbę tekstów) oraz dodatkowo 110,000 prenumeratorów płacących za pełen dostęp do strony.


Zdjęcie w tekście zostało udostępnione na licencji CC przez użytkownika pollyalida z serwisu Flickr

Kolejne dzienniki z USA skracają tydzień wydawniczy

Pół roku temu usłyszeliśmy o dwóch dziennikach z Detroit (”Detroit Free Press” o nakładzie 300 tys. egz. i ”Detroit News” - 180 tys. egz.), których wydawcy zadecydowali o trzydniowym tygodniu wydawniczym. Teraz kolejne dwa dzienniki, tym razem ze stanu Nowy Jork, w ramach oszczędności rezygnują z kolejnego dnia wydawniczego.

6 czerwca, dziennik "Tonawanda News" zrezygnował z poniedziałkowego wydania przechodząc na tydzień wydawniczy trwający od wtorku do soboty. Dzień później, dziennik "The Journal-Register" zrezygnował z wtorkowego wydania i ukazuje się teraz cztery razy w tygodniu: w poniedziałki, środy, czwartki i piątki.

Obie gazety należą do tego samego wydawnictwa - Greater Niagara Newspapers, oddziału Community Newspaper Holdings Inc. W rękach wydawnictwa pozostają jeszcze dwa tytuły: "The Lockport Union-Sun & Journal" oraz "The Niagara Gazette".

Zarówno "Townawanda News" jak i "The Journal-Register" są nieporównywalnie mniejsze od wspomnianych wcześniej dzienników z Detroit. Dzienny nakład pierwszego to zaledwie 7.300 egzemplarzy, a drugiego - 2.800.


Zdjęcie w tekście zostało udostępnione na licencji CC przez użytkownika alancleaver_2000 z serwisu Flickr

15 lipca 2009

Amerykański dziennik pobierze opłaty za swoje treści w internecie - czy inne gazety pójdą w jego ślady?

Podczas gdy amerykańscy wydawcy prasowi głowią się nad nowymi modelami biznesowymi dla swoich stron internetowych, a "New York Times" sonduje wśród czytelników możliwości płatnej subskrypcji elektronicznej wersji gazety, mały dziennik z Teksasu poinformował wczoraj, że wprowadza opłatę za korzystanie ze swojego internetowego serwisu.
Głównym motywem dziennika "Valley Morning Star" było, uwaga, powstrzymanie zmniejszającej się ilości prenumeratorów wydania papierowego gazety. Czytelnicy, którzy prenumerują gazetę 7 dni w tygodniu, nadal mają nieograniczony dostęp do treści umieszczanych w internecie.

Dostęp dla czytelników wyłącznie elektronicznej wersji gazety jest stały i kosztuje 3,95 dolarów miesięcznie lub 75 centów dziennie. Dla prenumeratorów papierowych wydań weekendowych, ceny te będą obniżone.

Tyler Patton, wydawca dziennika, powiedział, że dni darmowych treści w internecie (których wyprodukowanie jest jednak kosztowne) są już policzone. Decyzja ta ma służyć pokazaniu wartości lojalnych prenumeratorów wydań papierowych. Zdaniem wydawcy, oddawanie treści gazety za darmo w internecie było wobec tych czytelników działaniem nieuczciwym.

Jest to pionierski ruch, mimo że od piątku słyszy się o innym wydawnictwie - New York Times Company, które poważnie rozważa wprowadzenie opłat za dostęp do internetowych zasobów serwisu "New York Times". W przypadku tej gazety rozważane są dwie ceny: 5 dolarów miesięcznie za dostęp dla czytelników wersji elektronicznej i 2,5 dolara miesięcznie dla prenumeratorów wydania papierowego. Wydawca sonduje aktualnie jaka będzie reakcja czytelników a o swojej decyzji poinformuje rynek w sierpniu.

Cena dostępu do elektronicznych zasobów amerykańskich gazet nie jest w tym momencie najistotniejsza (niektórzy nawet oburzają się, że "New York Times" tak nisko się ceni). Ważne, że amerykańscy wydawcy zaczynają przechodzić powoli od słów do czynów. Jako czytelnik jestem zwolennikiem darmowych treści w internecie, jako pracownik wydawnictwa zdaję sobie sprawę z ułomności modeli biznesowych prasowych portali internetowych. Jako ekonomista i zwolennik gospodarki wolnorynkowej podejrzewam jednak, że z chęci osłabienia konkurencji, nie wszystkie wydawnictwa pójdą tą drogą. Zaczyna jednak być ciekawie, ponieważ spadająca sprzedaż wydań papierowych, idący za tym spadek przychodów reklamowych oraz nie wyrównujące tej straty przychody z reklam w internecie powodują, że wydawcy muszą szukać nowych źródeł przychodów. Najbardziej oczywistym wyjściem wydaje się właśnie wprowadzenie opłat za darmowe dotąd treści umieszczane w internecie.


Zdjęcie w tekście zostało udostępnione na licencji CC przez użytkownika pollyalida z serwisu Flickr

Jaka przyszłość czeka gazety - argumenty

Brytyjski dziennik Independent otworzył przed swoimi czytelnikami nową platformę do dyskusji na temat przyszłości gazet papierowych. Działa na zasadzie Wikipedii, gdzie każdy może dołożyć swoje zdanie w dyskusji, jednak jej efektem jest interaktywna mapa argumentów, przedstawiona na jednym wykresie.

Nie wiem czy narzędzie to wniesie coś do tej jakże ważnej dyskusji. Wykres ten zainteresował mnie jednak ze względu na formę komunikacji oraz prostotę obsługi. Nawigacja tej interaktywnej mapy argumentów jest dość intuicyjna: im mniejsze koło, tym bardziej szczegółowy argument przypisany argumentom głównym. Większość z użytych tam przykładów jest znana (są to argumenty takich medioznawców jak Roy Greenslade czy Jeff Jarvis), polecam jednak pochylić się nad tym narzędziem: