Poniżej innowacyjny pomysł dotyczący nietypowego formatu gazety papierowej. Pomysłodawcą jest Peter Bluijs, emerytowany ekspert mediów z holenderskiego Telegraaf Media Groep. Ciekawostka, która intryguje. Autorami filmu są Artur Karda i Marcin Nowak z Mediów Regionalnych.
26 października 2009
Tomasz Józefacki o głównych wyzwaniach stojących przed wydawcami
Trzydniowa konferencja INMA Outlook 2010 zakończyła się w miniony piątek. Miałem możliwość wysłuchania wielu ciekawych prezentacji i przemówień, ponieważ wiele interesujących wydawców prasowych i internetowych wypowiadało się na forum. Wymieniono wiele bogatych doświadczeń i ciekawych przewidywań co do przyszłości rynku informacyjnego. Wszystko opisywałem na bieżąco na blogu Forum4Editors, a koledzy z Mediów Regionalnych, Artur Karda i Marcin Nowak, wzbogacili ten serwis ciekawymi wywiadami video, którymi nadal zapełniamy ten serwis. Na niniejszym blogu postaram się przytoczyć kilka najciekawszych wystąpień z tej konferencji.Na pierwszy ogień - prezentacja Tomasza Józefackiego, dyrektora pionu internet Agora SA oraz prezesa OPA Europe - Europejskiego Stowarzyszenia Wydawców Internetowych. Tomasz Józefacki opowiadał o największych, jego zdaniem, wyzwaniach, przed którymi stoją dziś wydawcy. Należą do nich:
1. Agregatory. Jak chronić treści przed i konkurować z agregatorami takimi jak Google News czy Yahoo News? Jak chronić się przed kolejnymi, które powstają na rynku ogłoszeń drobnych? Zagrożone są nie tylko treści, ale i przychody z ogłoszeń.
2. Darmowe treści. Czym można konkurować w branży, w której wszystko jest za darmo?
3. Treści wideo. Jak wykorzystać rosnącą popularność wideo w internecie?
4. Nowe narzędzia. Jak wykorzystać popularność serwisów takich jak Facebook i Twitter? Jak konkurować z nimi pod względem czasu i uwagi odbiorców?
5. Ślepota ogłoszeniowa. Jak sobie radzić z pogłębiającą się ślepotą ogłoszeniową odbiorców? Agresywne kampanie reklamowe powodują, że użytkownicy radzą sobie z omijaniem reklam w internecie.
6. Reklama kontekstowa. Jak pokazać odbiorcom reklamy tych produktów i usług, których w danej chwili potrzebują lub szukają?
7. Jak radzić sobie z fragmentacją rynku mediów? Fragmentacja mediów oznacza większą konkurencję.
8. Jak właściwie odpowiedzieć na potrzebę regulacji rynku wydawniczego?
Agora należy do tych firm, które radzą sobie bardzo dobrze mimo kryzysu rynku prasowego. W 2008 roku osiągnęła przychody rzędu 298 milionów Euro. W pierwszej połowie bieżącego roku 1/5 przychodów spółki pochodziła z działalności online. Jest to największa firma branży informacyjnej polskiego internetu z 9,6 milionami real users w czerwcu 2009 r. (37% wzrostu rok do roku). Biorąc pod uwagę te dokonania, warto spojrzeć, w jaki sposób radzi sobie Agora z wymienionymi powyżej wyzwaniami:
1. Z agregatorami ma walczyć główny portal Agory - Gazeta.pl, którego dążeniem jest być najpopularniejszym portalem w różnych kategoriach. Gazeta.pl agreguje treści ponad 70 serwisów Agory. Agora już zajmuje czołowe miejsce w kategorii praca, drugie miejsce w kategoriach budownictwo i nieruchomości oraz społeczności, trzecie miejsce w kategoriach sport oraz informacje-publicystyka-media.
2. Agora wprowadza płatne treści i aplikacje oraz eksperymentuje z e-commerce. Jak wynika z kolejnej ciekawej prezentacji liverpoolskiej konferencji, płatnymi treściami nie zawsze musi być dziennikarstwo.
3. Agora nie ma w portfolio stacji telewizyjnej. Produkowane są jednak treści informacyjne, dokumentalne i rozrywkowe w wersji wideo oraz seriale. Wyłącznie na potrzeby internetu. 75% polskiego internetu przyznaje się do oglądania wideo w internecie przynajmniej raz w miesiącu (większość przypada na YouTube, ale to i tak pokazuje olbrzymi potencjał tego sektora).
4. Agora posiada drugą największą społeczność online w Polsce. 100 milionów postów na forach, 143 tys. blogów - to liczby, które robią wrażenie. Nie jest to portal społecznościowy, ale mimo wszystko strategia ta oznacza budowanie społeczności wokół portali Agory w internecie.
5. Agora stara się integrować reklamę z treściami nie-dziennikarskimi i wydarzeniami. Przykładami mogą tu być akcje specjalne Agory. Zacierana jest granica reklamy z treściami użytkowymi.
6. Agora buduje sieci reklamowe ukierunkowane na poszczególne targety i potrzeby. Przykładami są Glossy Media (targetowane na płeć żeńską) lub AdTaily (targetowane m.in. na blogerów).
7. Z fragmentacją mediów Agora radzi sobie realizując strategię zajmowania nisz i rozszerzania znaczenia marek drukowanych. Wyborcza.biz to jeden z siedemdziesięciu kilku przykładów wykorzystywania treści z "Gazety Wyborczej" pod osobną marką.
8. Dzięki współpracy z takimi organizacjami jak OPA czy INMA, Agora ma możliwość promocji własnych standardów jakościowych i propozycji regulacji.
Cała prezentacja Tomasza Józefackiego znajduje się poniżej. Konkluzją wystąpienia było stwierdzenie, że internet to niełatwy rynek, a wydawcy wiedzą, że wyzwania wciąż leżą po obu stronach: printu i internetu.
Tomasz Józefacki on the greatest challenges of online publishers
View more documents from marek.miller.
21 października 2009
Co czyni lokalną reklamę prasową atrakcyjną - w druku i online
Konferencja Outlook 2010 organizowana przez INMA - International Newsmedia Marketing Association oraz OPA - Online Publishers Association rozpoczęła się warsztatami na temat tego, co gazety lokalne i regionalne mogą zyskać dzięki kreatywnemu myśleniu i unikalnej ofercie kierowanej do reklamodawców. Prowadzący warsztaty, Al Young (dyrektor kreatywny St. Luke's) oraz Robert Ray (dyrektor marketingu Newspaper Society) stworzyli interaktywną sesję, której uczestnicy mieli możliwość zrozumienia, czym jest kreatywna reklama lokalna, dzięki wielu przykładom z brytyjskiej prasy, dyskusji o własnych rynkach oraz wspólnej pracy nad briefem reklamowym.
Gazety lokalne, podobnie jak drukowane w nich reklamy, mają olbrzymie znaczenie dla społeczności. Robert Ray rozpoczął warsztaty od przedstawienia wyników ostatnich badań przeprowadzonych przez Newspaper Society:
* Papierowe medium lokalne ma bardzo duże znaczenie. Spośród mediów wszystkich platform konsumowanych w Wielkiej Brytanii, gazety lokalne zajmują drugie miejsce z 82% przyznającymi, że medium to się dla nich liczy. Pierwsza oczywiście była telewizja (94%), a na dalszych, po lokalnej prasie, miejscach uplasowały się radio (74%), strony internetowe (67%) i gazety ogólnokrajowe (60%)
* Co ciekawe, pomimo wysokiej konsumpcji medium papierowego, gazety lokalne uplasowały się na ostatniej pozycji wśród mediów, których konsumenci pomijają reklamy (ledwie 17% respondentów przyznało, że celowo omija reklamy w gazecie lokalnej). Liderem była tutaj ponownie telewizja, której 47% widzów przyznało w badaniu, że zmienia stację w trakcie reklam, następnie gazety ogólnokrajowe (27%), internet (25%), magazyny (23%) i radio (17%).
* Ostatnie pytanie dotyczyło preferencji własnych odbiorców - czy chcieliby mieć do czynienia z medium wolnym od reklam. I tak, pragnęłoby tego 51% widzów w przypadku telewizji, 37% słuchaczy w przypadku radia, 23% czytelników w przypadku gazet ogólnokrajowych oraz zaledwie 14% (najmniej) czytelników w przypadku gazet lokalnych.
Lokalne i regionalne gazety, mają następujace cechy, które są ważne dla ich czytelników i taką samą rangę powinny mieć dla reklamodawców:
* budzą zaufanie
* są bliskie społecznościom lokalnym i ich życiu
* są aktualne
* są nośnikami ciekawych pomysłów, inspiracji i pobudzają do działania
Połączenie tych cech z reklamami drukowanymi w prasie lokalnej, ogłoszenia te nabierają często walorów informacyjnych i nośników treści. Podczas warsztatów, Al Young wskazał, że reklamy w prasie lokalnej zdecydowanie różnią się od reklam umieszczanych w jakimkolwiek innym medium:
* w każdym innym medium odbiorca jest zainteresowany przede wszystkim treścią, a nie reklamą - ogłoszenia są intruzem, tolerowanym w mniejszym lub większym stopniu
* czytelnicy docierają do prasy lokalnej z założeniem, że reklama będzie dla nich użyteczna
W związku z powyższym, wnioski nasuwają się same: prasa lokalna jest praktycznie jedynym miejscem, gdzie reklama może być rzeczywiście w jakimś stopniu poszukiwana przez czytelnika i być traktowana jako informacja. Aby udowodnić swoją tezę, Al Young zaprezentował kampanię, która naprawdę pojawiła się w prasie brytyjskiej, i która zachęca do umieszczania reklam w prasie lokalnej:

W trakcie warsztatów, eksperci rynku mediów z krajów takich jak Norwegia, Holandia, Indie czy Estonia, pokazali przykłady kiepskich, ich zdaniem, ogłoszeń w swoich tytułach.
Następnie prelegenci, z drugiej strony, przedstawili swoje kontrpropozycje. Ich przykłady zawierały m.in. lokalnego producenta okien (przedstawiającego w reklamie lokalne domostwa, które "oświetlił"). Efekt tej reklamy był znaczący - były to zdjęcia domów, znanych w okolicy i rozpoznawalnych przez lokalną społeczność. Małe i średnie przedsiębiorstwa, zamiast tworzyć specjalne kreacje i podejmować próby bycia rozpoznawalnym na poziomie ogólnokrajowym, powinny pozostać w swoich społecznościach i udowadaniać, że są bliskie konsumentom. Ten stan rzeczy rozumie już wielu producentów tzw. superbrandów, takich jak Tesco, Nike czy Adidas. Ten ostatni przykładowo uruchomił lokalną kampanię skierowaną do mieszkańców deszczowego Manchesteru:

Prelegenci wyszczególnili problemy, które prowadzą do złych efektów reklamy prasowej:
* brak analizy
* zbyt dużo treści w reklamie
* zły design
* oklepane hasła
* brak zrozumienia pojęcia lokalności
Firmy powinny pojąć, że media regionalne i lokalne są bardzo ważnym medium dla ich kampanii reklamowych. Kampanie raklamowe powinny być dostosowywane do platformy, na której mają być umieszczane. Poza tym, firmy muszą pamiętać, że reklamy są często informacją dla lokalnego czytelnika. Regionalna reklama powinna stanowić część przychodów firm medialnych. A wydawcy powinni zadbać, by ten stan rzeczy nie uległ zmianie.
Co czeka wydawców w najbliższych latach - wywiad z CEO INMA
Jednym z najważniejszych wystąpień rozpoczynającej się jutro konferencji INMA jest prezentacja Earl J. Wilkinsona, dyrektora i CEO INMA w Dallas. Jak co roku, jego prezentacja dotycząca stanu mediów oraz tego, co je czeka w najbliższych dwóch latach, jest jedną z najbardziej wyczekiwanych prezentacji w trakcie konferencji. Optymistyczne jest to, że nadchodzący czas to już ostatnie chude lata dla wydawców. Jednocześnie, dla wydawców jest to moment ostatniej szansy, by osiągnąć sukces i stać się bardziej konkurencyjnym. Przed swoim wystąpieniem w Liverpoolu, Earl J. Wilkinson odpowiedział na parę moich pytań w ramach Forum4Editors. Zachęcam do lektury.Forum4Editors: Po roku od ostatniej prezentacji twojego raportu, Outlook 2009, nie sądzę, by znalazła się choć jedna osoba, która zakwestionowałaby jego wyniki. Co tym razem przewidujesz dla branży informacyjnej? Czy wciąż sądzisz, że po dwóch kiepskich dla gazet latach (2009-2010), można oczekiwać poprawy?
Earl J. Wilkinson: Rok 2010 będzie rokiem, w którym gazety zdecydują, czym chcą być po kryzysie. Realny wzrost gospodarczy powróci w roku 2011, podobnie jak kolejne wyzwania dla gazet w sieci, jak chociażby rozwój sieci semantycznej.Gazety, które w latach 2009-2010 przesuną ciężar kosztów na marketing, sprzedaż, badania i rozwój cyfrowy będą tymi, które osiągną sukces w zmianie zagrożenia w szansę.
Obawiam się jednak, że większość gazet dostosowała swoje wydatki jedynie do dziedzin, gdzie widoczna jest możliwość zarobku.
Tym, czego się nauczyłem badając gazety na świecie, jest fakt, że kiedy widoczne jest światło na końcu tunelu, wydawcy nie mają już szans na zmianę. Sądzę, że światło w tunelu będzie już widoczne o tej porze za rok.
Jakie są twoje wskazówki dla wydawców gazet? Jak mogą wykorzystać ten kryzys, by jak najwięcej zyskać?
Moja rada jest prosta: pospieszcie się! Wasze redakcje są zbyt duże i zbyt rozrzucone. Zmieńcie to. Wasze działy sprzedaży reklam powinny skupić się na sprzedaży pakietów reklamowych na różnych platformach. Zmieńcie to. Nie skupiacie się na rynku, zmieńcie to. Zbyt mało środków poświęcacie na badania rynkowe, zmieńcie to. Macie przecież kapitał, użyjcie go, zanim będzie zbyt późno.
Główna tezą twojego zeszłorocznego raportu Outlook 2009 była zmiana kierunku z przepustowości w innowacje. Co będzie hasłem przewodnim tegorocznego raportu? Co dziś jest głównym wyzwaniem dla wydawców?
Jeszcze nie wiem co będzie główną hasłem przewodnim. Równie dobrze może to być "zegar bije!".
Jeśli chodzi o główne wyzwania stojące przed wydawcami, sądzę, że jednym z ważniejszych jest zrozumienie, co tak naprawdę oznacza być firmą multimedialną. I znalezienie odpowiedzi na wypływające stąd pytania:
* Jakie znaczenie ma treść dla różnych odbiorców na różnych platformach? Długie formy, publicystyka mają inną wartość w druku, inną online i jeszcze inną w przestrzeni mobilnej.
* Jaka jest interakcja konsumentów z naszą marką na poszczególnych platformach? Czy będąc firmą multimedialną musimy inwestować w rozwój ze względu na to, że produkt, czy platforma schodzą na dalszy plan?
* Jak sprzedawana jest reklama na wszystkich trzech platformach: w druku, online i w przestrzeni mobilnej? czy możemy sprzedawać tylko jedno medium? czy odpowiadamy na rosnącą potrzebę sprzedaży reklamy pakietowej na wszystkich platformach?
Sądzę, że "gazety" na przestrzeni ostatnich lat stały się mediami hybrydowymi, dodającymi nowe platformy bez pojęcia, jak one naprawdę działają. Jeżeli po kryzysie nastąpi wzrost, sądzę, że będzie to rok 2010, w którym wzrośniemy jako branża.
Wiele osób sprawia wrażenie pesymistów w temacie przyszłości gazet, a w szczególności modelu biznesowego gazet. Czy możesz wskazać jakiś trend, wydarzenie lub pomysł, który nastawił cię wyjątkowo optymistycznie w tym roku?
Kiedy Rupert Murdoch stwierdził, że treść ma wartość i oddawanie tej treści za darmo, dewaluuje ją, wydaje mi się, że stworzyło to zdrowe napięcie wśród wydawców, by zastanowić się nad prawdziwą wartością swoich propozycji. Cyfrowi guru bez przerwy używają old-schoolowych argumentów by budować jak najszerszy zasięg, nie zwracając uwagi na wartość tej widowni, wartość produkowanych przez gazety treści, czy platformę, na której te treści się ukazują. Deklaracja Murdocha wyciągnęła wydawców ze skorupy. Optymistycznie myślę, że rok 2010 będzie pełen eksperymentów - dobrych i złych. W tym obciążonym dużym ryzykiem biznesie, to duży krok.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
19 października 2009
Stare media w poszukiwaniu nowego odbiorcy na przykładzie Polskapresse
W poprzednią środę miałem przyjemność wystąpić razem z kolegami z Polskapresse: Tomaszem Kowalskim i Mateuszem Aleksandrowiczem na konferencji MEC Interaction organizowanej przez Mediaedge:CIA. Mówiliśmy co nieco o działalności Polskapresse w internecie. Poniżej przedstawiona przez nas prezentacja.
Konferencja była bardzo ciekawa i gdybym tylko był tam wyłącznie w charakterze słuchacza, z chęcią opisałbym ją dokładniej. Ale współczesny internet za bardzo wszystko ułatwia i chociaż relacja live dawno się skończyła, telewizja internetowa ipla daje możliwość przeżycia tego jeszcze raz (lub pierwszy raz, jeśli się tego jeszcze nie widziało).
Ciekawych naszego wystąpienia zachęcam więc do pobrania softu ze strony ipla.pl, zainstalowania go w systemie, a następnie ścieżką Wideo > Konferencje do obejrzenia prezentacji z konferencji MEC Interaction. Ze względu na osobiste, szczególne zamiłowanie do rynku prasowego, oprócz naszego wystąpienia polecam prezentację Jarosława Śliżewskiego z Agory. Wcześniej polecam przejrzeć również pełen wykaz prelegentów i tematów konferencji.
Konferencja była bardzo ciekawa i gdybym tylko był tam wyłącznie w charakterze słuchacza, z chęcią opisałbym ją dokładniej. Ale współczesny internet za bardzo wszystko ułatwia i chociaż relacja live dawno się skończyła, telewizja internetowa ipla daje możliwość przeżycia tego jeszcze raz (lub pierwszy raz, jeśli się tego jeszcze nie widziało).
Ciekawych naszego wystąpienia zachęcam więc do pobrania softu ze strony ipla.pl, zainstalowania go w systemie, a następnie ścieżką Wideo > Konferencje do obejrzenia prezentacji z konferencji MEC Interaction. Ze względu na osobiste, szczególne zamiłowanie do rynku prasowego, oprócz naszego wystąpienia polecam prezentację Jarosława Śliżewskiego z Agory. Wcześniej polecam przejrzeć również pełen wykaz prelegentów i tematów konferencji.
13 października 2009
Przyszłość gazet i gazety przyszłości
Całe szczęście, że słychać jeszcze optymistyczne głosy w temacie przyszłości gazet papierowych. Słynny ze swego optymizmu, Juan Señor reprezentujący Innovation Media Consulting Group będzie wypowiadał się również na ten temat na przyszłotygodniowej konferencji INMA Outlook 2010 w Liverpoolu. Miałem przyjemność zadać mu wczoraj przez telefon parę pytań i oto dlaczego widzi przyszłość gazet w jasnych barwach. Wywiad w oryginale opublikowany został na Forum4Editors.Forum4Editors: Juan, jesteś znany ze swojego optymizmu w związku z przyszłością gazet drukowanych. Czy możesz powiedzieć naszym czytelnikom, dlaczego wbrew większości opinii sądzisz, że gazety wcale nie są skazane na wymarcie?
Juan Señor: Jestem pewny i podchodzę optymistycznie do przyszłości gazet, z założeniem, że wydawcy zrozumieją, że nie są już w biznesie papierowym, a w biznesie informacyjnym. Żadne medium w historii nie zastąpiło nigdy innego medium - kino nie zastąpiło teatru, telewizja nie zabiła radia. Prawdopodobnie jedynym medium, które rzeczywiście umarło był telegraf, czy faks.Internet nie zabije gazet. Ale ich przyszłość nie wygląda jak masowy produkt, o jakim myślimy dzisiaj. Wierzę, że gazety mają wspaniałą przyszłość jako produkty typu premium. Produkty, które oferują coś całkowicie nowego i innego, zamiast być tylko papierową relacją z dnia poprzedniego.
Forum4Editors: Dzisiejsze strategie wydawnicze są często tak zróżnicowane w działaniach, że czasem aż trudno nazwać je strategiami. Masowe zwolnienia są często jedynym sposobem, w jaki wydawcy radzą sobie z kryzysem, ale produkt wcale się nie zmienia. Jakie są główne atrybuty gazet papierowych, na których wydawcy powinni skupić swoją uwagę, by pomóc swoim produktom papierowym przetrwać?
Uważam, że gazety muszą stać się produktami typu premium. Ich cena powinna wzrosnąć, jako że z ekonomicznego punktu widzenia, wydawcy gazet zarobią tyle samo sprzedając mniejszą ilość gazet przy podwójnej lub potrójnej cenie.
Oczywiście oznacza to sprzedawanie takiej informacji, która nie jest zwykłym i typowym towarem. Jeżeli treść gazety jest zwykłą retrospekcją poprzedniego dnia (jak to ma miejsce w typowym modelu "New York Times, czyli wszystkich informacji, jakie da się upchnąć do druku), wówczas jest ona skazana na wymarcie. Jest tak dlatego, że ludzie znajdą sobie taką samą treść w innym miejscu i to zdecydowanie szybciej.
Podczas prac przy gazecie, dziennikarze powinni odpowiadać sobie na trzy pytania: dlaczego coś się zdarzyło, co to znaczy i co dalej. Nazywamy to przyszłościowym dziennikarstwem. Oznacza to zupełnie inny produkt w druku i inny produkt online. Zawsze wysokiej jakości.
Wydawcy gazet muszą zrozumieć, że w druku nie są już w biznesie newsowym. Gazety nie powinny mówić czytelnikowi wyłącznie co się stało, ale również, co to znaczy dla czytelnika. Przykładowo, jeżeli Chavez kupuje broń w Rosji, gazeta powinna mówić czym będzie to skutkować dla stabilizacji w Ameryce Łacińskiej, dla konsumentów, mieszkańców itd.
Z biznesowego punktu widzenia, gazeta powinna stanowić rodzaj haute couture, wysokiego krawiectwa. Pomyślmy o tym jak o przemyśle związanym z modą, z markami takimi jak Armani. Armani zarabia na produkcji jeansów dla masowych odbiorców, którzy ledwie marzą o posiadaniu czegoś tej marki, ale niekoniecznie zawsze mogą sobie na nią pozwolić. Haute couture jest czymś, w czym trudno osiągnąć poważne zyski. To znaczy, uda się to przy ciężkich staraniach, ale zazwyczaj oznacza to sprzedaż towaru eksluzywnego bardzo wyspecjalizowanemu odbiorcy. I bez głównej marki Armani nie mógłby sprzedawać marek pobocznych, takich jak np. Armani Collecione. Produkt papierowy zawsze będzie potrzebny wydawcom, by podtrzymać relację z klientem. Będzie to produkt niszowy i jakościowy.
Kiedy wydawcy myślą o internecie, muszą równolegle myśleć o pobieraniu opłat za treści. I nie mówię tu o barierze cenowej (paywall), uważam, że to słowo powinno zostać zakazane. Nie chodzi o budowanie muru i zamykaniu drzwi. Mówię o kreowaniu nowych nisz, pokazywaniu ludziom tego, za co mogą płacić. Taki pewien rodzaj usługowego dziennikarstwa. To prowadzenie ludzi do treści, które są dla nich interesujące i z którymi się zwiążą.
Typowa informacja, postrzegana jako towar, nie jest kierunkiem rozwoju. Przeglądam wszystkie czołówki największych gazet na świecie. Jedna z nich mówiła do mnie tytułem "Król popu nie żyje" w 30 godzin po oficjalnym potwierdzeniu tego faktu!. W takim przypadku nie można oczekiwać, że czytelnik przejdzie obok kiosku, zerknie na gazety i powie "Rany, Michael Jackson nie żyje!". Nie da się zainteresować czytelnika w ten sposób, no, chyba, że żyje on w jaskini. To właśnie zabija gazety drukowane - brak innowacji, brak wyobraźni i brak zrozumienia, czego tak naprawdę czytelnik oczekuje od gazety. I pozostając przy przykładzie króla popu. Biorę inną gazetę do ręki, gdzie pewien dziennikarz mówi tytułem: "Michael Jackson umarł 20 lat temu". I to jest już interesujący punkt widzenia, interesujące dziennikarstwo, czyli coś, co sprawia, że chcesz wziąć tę gazetę do ręki i przeczytać, co autor chciał powiedzieć.
Wiem, że można to osiągnąć. Doświadczyliśmy tego pracując z dwiema gazetami, w dwóch europejskich miastach, o ciasnych, dojrzałych rynkach. Jedną z tych gazet jest „i” w Portugalii, którą uruchomiliśmy od zera. Od startu jej sprzedaż wzrosła o 16%, mimo że pojedynczy egzemplarz kosztuje 2 Euro. Druga gazeta to paryski „Liberation”, który odświeżyliśmy na początku września. Od tego momentu doświadczył pierwszego wzrostu sprzedaży o 12%. Tu chodzi o znalezienie nowego celu dla gazety papierowej. To samo stanie się z książkami, które są tylko innym drukowanym produktem. Będą miały twarde okładki, będą oferowały lepszą jakość treści i produktu, podobnie jak gazety. Aby dać czytelnikowi nowe doznania i doświadczenia.
Możecie przeszukać i odnaleźć w Google wszystko i nadal nic nie rozumieć. Dopiero po nałożeniu na to wszystko filtra w postaci rzetelnego dziennikarstwa, nagle wszystko staje się jasnePrzewagę będą mieli ci wydawcy, którzy dokonają zmian najszybciej. Wciąż mają szansę na dotarcie ze swoją marką do nowych odbiorców. Wydawcy, powinni przestać doić ciągle tę samą krowę. Jeżeli chcą to robić – ich sprawa, ale wówczas powinni przestać narzekać. Powinni przestać wytykać Google palcami, ponieważ Google nie stanowi zagrożenia, a raczej stanowi część rozwiązania. Pracowałem z nimi i mogę zaświadczyć, że są świadomi, iż to gazety są im potrzebne, by istnieć. To gazety mają treści i mają wiarygodność, czyli coś, co nazywane jest ostatnią milą przy docieraniu do odbiorcy. Możecie przeszukać i odnaleźć w Google wszystko i nadal nic nie rozumieć. Dopiero po nałożeniu na to wszystko filtra w postaci rzetelnego dziennikarstwa, nagle wszystko staje się jasne.
Bardzo dziękuję za interesującą rozmowę i do zobaczenia na konferencji w Liverpoolu.
Zdjęcie otwierające udostępniono na licencji CC przez użytkownika zandwacht z serwisu Flickr
9 października 2009
Niiu - codzienna gazeta drukowana dostosowana do indywidualnych potrzeb
Pomysł spersonalizowanej gazety jest coraz bardziej znany. I nie powinno to specjalnie dziwić. Bo w jaki sposób większość świadomych użytkowników zdobywa wiedzę? Wciąż przeglądają nieskończenie wiele stron?Świadomi użytkownicy internetu, coraz bardziej szanują swój czas. Odrzucili gazety, gdyż nie dostarczała im ona informacji wystarczająco szybko. Również sieć i jej narzędzia umożliwiają dostosowanie internetu do własnych potrzeb – kanały RSS i Google News to tylko przykłady. Jednak niektórzy, wciąż dostrzegają szansę drukowanego nośnika. Jednym z powodów, dla którego grunt się pali pod gazetami, jest ilość bezużytecznej treści, jaką niosą. Ale jak zdefiniować ten bezużyteczny kontent? Tyle, ilu jest czytelników, tyle będzie pomysłów na „idealną gazetę”. W takim razie dlaczego nie dostosować gazety dokładnie do ich potrzeb? Od pierwszej do ostatniej strony. W ten właśnie sposób rodzi się potrzeba zindywidualizowanej, dostosowanej do własnych wymagań, gazety.
Już za kilka dni, taki projekt wystartuje w Europie, bardzo blisko nas – w Berlinie. Niiu, bo taką nazwę nosi, ma trafiać w gust młodego czytelnika, reprezentować jego styl życia i dostarczać mu taką informację, jakiej naprawdę potrzebuje. Ma uporządkować przesyt informacji, jakiego doświadczają młodzi ludzie. Wiadomości z wybranej tematyki mają pochodzić z różnych źródeł (gazet, portali i mediów społecznościowych), by tworzyć jak najbardziej obiektywne medium. Niuu będzie drukowane na papierze gazetowym i trafi do domów każdego ranka.
Twórcą Niiu jest Wanja Oberhof, kolejna osoba z grona ciekawych prelegentów nadchodzącej konferencji INMA / OPA Outlook 2010. Jest też kolejną osobą, która zgodziła się odpowiedzieć na parę moich pytań w ramach Forum4Editors. Aby dowiedzieć się więcej na temat tego projektu lub zadać jego twórcy większej ilości pytań, warto zainteresować się wspomnianą konferencją. Nie zaszkodzi też czytać blog „em jak Media” :)Opisz proszę, na czym polega idea spersonalizowanej gazety?
Wanja Oberhof:Niiu jest pierwszą spersonalizowaną gazetą, która będzie zawierać rozmaitą mieszankę treści pochodzących z internetu, gazet regionalnych, krajowych i zagranicznych. Czytelnicy mogą sami wybrać treść takiej gazety poprzez specjalną platformę online. Taka indywidualna mieszanka zostanie ci dostarczona do domu każdego ranka.
Ile gazet bierze udział w projekcie Niiu?
Różne regionalne, krajowe i międzynarodowe tytuły biorą w nim udział, ale nie podamy ich nazw do oficjalnego startu Niiu, czyli 13 października.
Opisz proszę jak wygląda proces produkcji spersonalizowanej gazety. Jakie są deadline’y druku, dystrybucji itp.?
Każdy nabywca ma możliwość „skonfigurowania” swojej gazety do godziny 14. Nasza unikalna technologia agreguje, personalizuje i publikuje różną treść automatycznie. Te informacje wysyłane są druku. Drukowane są w nocy, a pod koniec dostarczane są każdemu czytelnikowi do godziny 8 rano.
Jak popularna jest dotąd idea spersonalizowanej gazety? Czy po paru miesiącach testów możesz nazwać ją sukcesem? Czy jest to przyszłość gazet drukowanych?
Niiu jest jak dotąd pierwszą indywidualizowaną gazetą. Nic innego co jest w tym momencie na rynku da się jakkolwiek do niej porównać. A przed oficjalnym startem za parę tygodni, muszę przyznać, że feedback jest fenomenalny! Mógłbym sobie wyobrazić spersonalizowaną gazetę jako trend przyszłości, ale uważam, że będzie kilka różnych scenariuszy dla gazet. Sądzę, że istnieć będzie dużo różnych usług, dostarczających czytelnikom różne treści w różny sposób (iphone, papier, e-papier).
Idea spersonalizowanej gazety brzmi świetnie, ale z drugiej strony obawiam się tego, o czym miałbym w takim razie rozmawiać ze znajomymi? Jeżeli każdy będzie czytał gazetę pełni dostosowaną do indywidualnych potrzeb, skąd weźmie się tematy do rozmów?
Według mnie, nie ma tu problemu, ponieważ tematy są mniej więcej takie same jak w tradycyjnej gazecie. Niiu jest czymś więcej niż zbiorem tytułów gazet, z których każdy wybierze coś dla siebie. I jeżeli twoi znajomi dzielą z tobą zainteresowania, możesz wybrać podobny zestaw do nich. Dodatkowo możesz im sugerować pojedyncze strony gazety, blogi lub kanały RSS. Reasumując, obszar do wspólnych konwersacji staje się dużo szerszy.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
Model funkcjonowania zindywidualizowanej gazety Niiu:

Ciekaw jestem co o takiej idei sądzą czytelnicy tego bloga? Czy zindywidualizowana gazeta jest przyszłością gazet drukowanych czy tylko chwilowym przedłużeniem ich schyłku? Zostawcie swoje opinie w komentarzach.
7 października 2009
Model LePost: jak amatorzy mogą tworzyć wartościowe treści
Za 14 dni w Liverpoolu ma mieć miejsce ciekawie zapowiadająca się konferencja organizowana przez INMA (International Newsmedia Marketing Association) i OPA (Online Publishers Association). Jak co roku, specjaliści rynku mediów z całego świata zjeżdżają się, by z jednej strony pochwalić się swoimi osiągnięciami, a z drugiej - dokonać próby oceny rynku mediów i ocenić rokowania na kolejne lata. W związku z tą konferencją, na nowo wystartował serwis Forum4Editors, w którego tworzeniu mam przyjemność współuczestniczyć. To właśnie tam trafią bieżące relacje z konferencji, najpierw w wersji anglojęzycznej, a w dalszej kolejności przytoczę najciekawsze z nich na blogu "eM jak Media".
Jeszcze przed startem wspomnianej konferencji, miałem przyjemność odpytać kilku prelegentów, a ich odpowiedzi na pytania publikuję na Forum4Editors. Tutaj będę publikował ich tłumaczenia. Na pierwszy ogień proponuję wywiad z Benoît Raphaël, redaktorem naczelnym francuskiego portalu LePost.fr, którego treści tworzą dziennikarze obywatelscy wspólnie z profesjonalistami. Le Post jest kolejnym brandem obok gazetowego tytułu "Le Monde".
Forum4Editors: LePost.fr to marka – córka dziennika “Le Monde”. Czym różni się ten projekt od pozostałych opartych na dziennikarstwie obywatelskim. O co tak naprawdę chodzi w LePost.fr?Benoît Raphaël: Model LePost jest dość unikalny w skali całego świata. Stanowi on połączenie mediów społecznościowych z redakcją profesjonalnych dziennikarzy, którzy tworzą własną treść i współtworzą treści z użytkownikami. Le Post trzyma rękę na pulsie informacj: co ludzie mówią i sądzą na temat informacji.
W Le Post, dziennikarz zajmuje się (w tym samym momencie) produkcją informacji, agregowaniem informacji i czuwaniem nad społecznością. Ze względu na jego sposób dotarcia do informacji, jest w pierwszej kolejności dziennikarzem sieciowym. Najpierw sprawdza co zakomunikowały inne media. Zbiera najlepsze treści z różnych źródeł, wliczając w nie blogi, Twittera, YouTube itd., ale również i tradycyjne media. Dopiero, w niektórych przypadkach, załącza dodatkowe informacje, nowe elementy, nadaje im wartość i sprawdza fakty. Mimo fakty, że autorami newsa są inni dziennikarze.
Informacja w tym przypadku jest ciągłą konwersacją, która budowana jest krok po kroku przez społeczność dziennikarzy amatorskich i profesjonalnych.
Każdy z profesjonalnych dziennikarzy odpowiada za małą grupę aktywnych dziennikarzy-amatorów. Jest ich trenerem i uczy ich sztuki dziennikarskiej, czasem się z nimi spotyka. Ma świadomość, że informacja równa się konwersacji. Nie jest producentem, a raczej tworzy pewien proces.
Jak bardzo popularny jest Le Post we Francji?
Po dwóch latach, nasz traffic to około 2,5 miliona unikalnych użytkowników miesięcznie (dane Nielsena)
Kto tworzy treści na stronie?
Użytkownicy (społeczność), zaproszeni blogerzy i dziennikarze.
Cała treść jest filtrowana przez grupę moderatorów. Chcemy się upewnić, że nie ma tam treści nielegalnych, że stosują się do naszych wytycznych oraz że nie rozpowszechniają plotek. Również redakcja się temu przygląda. Każdy dziennikarz jest wyspecjalizowany w swojej dziedzinie i zarządza małą społecznością amatorskich dziennikarzy, którym ufa. A zatem każda interesująca treść, jaką otrzymujemy jest sprawdzana zgodnie z nasza techniką „szybkiego sprawdzania faktów”, którą sami opracowaliśmy
Problem związany z Twitterem i jemu podobnym serwisom społecznościowym jest taki, że bardzo mała część tych społeczności tworzy rzeczywiście treści. Mówi się, że pośród setki użytkowników Twittera, tylko jeden tworzy treść, dziesięć osób reaguje, a reszta słucha w milczeniu. Le Post to mieszanka treści amatorskich i profesjonalnych. Jak duża jest aktywność użytkowników? Skąd bierzecie treści profesjonalne?
2% czytelników produkuje treści (8000 komentarzy dziennie, 500 postów dziennie). Publikujemy około 500 artykułów amatorskich zestawionych z około 40 profesjonalnymi. Ale to tak naprawdę to nic nie znaczy, ponieważ tak naprawdę, redakcja korzysta ze społeczności, reaguje na to, co nadsyłają, sprawdza i uzupełnia informacje. Większość artykułów, które ukazują się na stronie głównej (około 70 dziennie), to mieszanka artykułów amatorskich i profesjonalnych. Naszym celem jest współpraca przy produkcji treści, a nie dzielenie jej na profesjonalną i amatorską.
Co sprawia, że treści tworzone przez użytkowników są bardziej atrakcyjne niż te tworzone przez profesjonalistów?
Aktywni amatorscy dziennikarze pomagają nam zebrać i dodać wartość informacji poprzez nowe punkty widzenia, agregowanie, znajdowanie świadków etc. Są swoistymi „oczami redakcji”. Śledzą dla nas newsy w wdruku, telewizji, radio, na stronach internetowych i blogach. Podsyłają nam wartościowe linki i cytaty.
A czasem, pomagają nam w sprawdzaniu faktów. To właśnie dzięki amatorom byliśmy w stanie stwierdzić, że film z Gazy był sfałszowany. France 2 (kanał francuskiej telewizji publicznej) opublikował materiał o sprawdzaniu, czy film z naszego portalu był prawdziwy.
Dlaczego więc tworzycie oddzielną markę dla portalu z treściami tworzonymi przez użytkowników? Skoro w nie wierzycie, dlaczego nie zintegrujecie Le Post z marką dziennika Le Monde?
Ponieważ chcieliśmy mieć wolną rękę do eksperymentowania. A z silną marką nie można eksperymentować. Nie możesz ryzykować osłabienia marki błędami, lub testami związanymi z nowymi sposobami na stworzenie informacji. Poza tym, jesteśmy popularniejsi od Le Monde, z większą ilością polityki, informacji kryminalnych, materiałami przeznaczonymi wyłącznie do sieci : kolażami, montażami… to nie zawsze jest ten typ informacji, których poszukuje czytelnik Le Monde.
Bardzo dziękuję za wywiad.
4 października 2009
Najwięcej gazet publikowanych jest w Indiach
Według ostatnich danych World Association of Newspapers (WAN), Indie są aktualnie krajem, w którym publikowanych jest najwięcej gazet na świecie. Indie po raz pierwszy wyprzedziły pod tym względem nawet Chiny.
W Chinach i Indiach publikowanych jest obecnie 45 ze stu największych gazet świata, nie dziwi zatem trend przenoszenia się zagranicznych wydawców w tamten rejon świata w celu zagarnięcia kawałka rynkowego tortu dla siebie.
Azja jest jednocześnie kontynentem, na którym ilość osób z dostępem do szerokopasmowego internet jest najwyższa na świecie (około 158 milionów w porównaniu ze 123 milionami w Europie i prawie 100 milionami w Ameryce Północnej). Również ilość abonamentów komórkowych w Azji jest najwyższa na świecie (prawie 2 miliardy w porównaniu z 894 milionami w Europie i 425 milionami w Ameryce Północnej).
Chiny to najbardziej zaludniony kraj świata (prawie 1,34 mld mieszkańców), drugim pod tym względem krajem świata są Indie (prawie 1,17 mld mieszkańców).
Źródło: WAN oraz CIA Factbook
W Chinach i Indiach publikowanych jest obecnie 45 ze stu największych gazet świata, nie dziwi zatem trend przenoszenia się zagranicznych wydawców w tamten rejon świata w celu zagarnięcia kawałka rynkowego tortu dla siebie.
Azja jest jednocześnie kontynentem, na którym ilość osób z dostępem do szerokopasmowego internet jest najwyższa na świecie (około 158 milionów w porównaniu ze 123 milionami w Europie i prawie 100 milionami w Ameryce Północnej). Również ilość abonamentów komórkowych w Azji jest najwyższa na świecie (prawie 2 miliardy w porównaniu z 894 milionami w Europie i 425 milionami w Ameryce Północnej).
Chiny to najbardziej zaludniony kraj świata (prawie 1,34 mld mieszkańców), drugim pod tym względem krajem świata są Indie (prawie 1,17 mld mieszkańców).
Źródło: WAN oraz CIA Factbook
Subskrybuj:
Posty (Atom)