28 września 2009

Przyszłość amerykańskiej prasy w obrazkach

Kilkoro stałych czytelników mojego bloga, czy to w komentarzach, czy w rozmowach bezpośrednich, zarzuca mi pesymizm w moich wpisach. Niniejszy artykuł jedynie ich w tym utwierdzi, ja tymczasem proszę o informację, które pomogą spojrzeć mi na przyszłość prasy drukowanej w różowych barwach. W dalszej części wpisu umieszczam pięć arcyciekawych grafik zawierających świeże dane pochodzące z Newspaper Association of America (Amerykańskiego Stowarzyszenia Gazet) oraz Bloomberg.com:







To nie jest pesymizm, to są realia. Donosy o rychłej śmierci gazety papierowej są może przedwczesne, ale z pewnością są one w już w trakcie wymierania. Również wszelkie prognozy nie dają szans na poprawę. Przykładowo, Barclays Capital przewiduje, że główny strumień przychodowy amerykańskich gazet, czyli reklama, spadnie o 22% w bieżącym roku i o kolejne 10% w roku następnym.

Źródłem infografik jest serwis Mint.com, tłumaczenie własne.

26 września 2009

Tylko 5% Brytyjczyków zapłaciłoby za treści online

Ciągle toczy się dyskusja największych światowych wydawców nad sensownością wprowadzania opłat za dostęp do treści dziennikarskich na stronach internetowych gazet. Najgorętszy orędownik tych opłat, Rupert Murdoch (który notabene wspominał ostatnio również o chęci wprowadzenia obowiązku płacenia za dostęp do treści mobilnych), powinien jednak zapoznać się wpierw z badaniami przeprowadzonymi przez serwis Paid Content oraz Harris Interactive...

Wszyscy poszukujący nowych strumieni przychodowych i liczący jednocześnie na skłonnych do wydawania pieniędzy czytelników są poniekąd w błędzie. Jak wynika z ostatniego badania przeprowadzonego w Wielkiej Brytanii, zaledwie 5% czytelników gotowych jest płacić za dostęp do treści online:



Wnioski z badania:
* Jeżeli ulubiona strona newsowa wprowadzi opłaty za treści, trzy czwarte czytelników poszuka alternatywnej strony z darmowymi artykułami.

* 8% czytelników będzie czytać wyłącznie nagłówki.

* 12% jeszcze nie wie jak postąpi.

Ciekawym wnioskiem z tego sondażu jest również fakt, że bardziej skłonni do płacenia za treści są młodzi ludzie (16-24 lat). W tym przedziale wiekowym "aż" 13% osób deklaruje możliwość wnoszenia takich opłat. Ale, co dziwne, im ludzie mają więcej pieniędzy, tym mniej chętnie reagują na perspektywę opłat. Zaledwie 1% Brytyjczyków w przedziałach 35-44 lat oraz 55-64 lat twierdzi, że gotowy jest płacić za treści dziennikarskie w sieci.

Oczywiście, tym co może dać szansę gazetom na uzyskanie takiego źródła przychodu jest jednomyślność wydawców. Jedynie wtedy, gdy wszyscy wydawcy zdecydowaliby o podjęciu takich kroków, zostawiając czytelnika bez alternatywnych (darmowych) źródeł informacji, takie działanie miałoby szanse na powodzenie. Uważam jednak, że tak wielka jednomyślność wydawców jest jednak utopijną wizją.


Zdjęcie w tekście zostało udostępnione na licencji CC przez użytkownika Colin 30d z serwisu Flickr

18 września 2009

W ciągu 25 lat sprzedaż gazet w USA spadła o 7 mln egzemplarzy...

...ale zaledwie w pięć lat liczba unikalnych użytkowników stron internetowych wydawców prasowych wzrosła o 30 milionów. Takie i inne ciekawostki można poznać oglądając reklamę konferencji Did You Know 4.0 współorganizowanej przez tygodnik "The Economist":



Ciekawostki dotyczące świata mediów zestawiane są w ten sposób co roku. Polecam również poprzednie zestawienia z lat 2008 i 2007.

10 września 2009

Modele cenowe amerykańskich gazet w sieci

Dziś znów o opłatach za treść w sieci. Podczas gdy najwięksi amerykańscy wydawcy dyskutują nad celowością takich posunięć, szukają odpowiednich modeli biznesowych i konsultują się ze swoimi czytelnikami, mniejsi gracze po cichutku podejmują próby monetyzacji treści gazetowych w sieci. Oceny działań tych najmniejszych podjął się serwis Paid Content - sprawdził jak radzi sobie 6 wybranych gazet, których treści w sieci są już płatne.

Tytuł: Daily Gazette
Miasto (stan): Schenectady (Nowy Jork)
Średnia sprzedaż: 44,242 egz.
Model cenowy: Prenumerata online kosztuje 2,95$ / tydzień. Prenumeratorzy papierowej gazety (3$ tygodniowo) za symboliczną opłatą w wysokości 1 centa otrzymują nieograniczony dostęp do strony internetowej, jak również do e-wydania (PDF). Blogi, materiały agencyjne, program TV, galerie zdjęć i najważniejsze newsy pozostają darmowe.
Data wprowadzenia opłat: sierpień 2009 (wcześniej płatne było tylko e-wydanie)
Efekt: Ruch internetowy spadł o 40 procent w trzy tygodnie od wprowadzenia opłat, w tym ruch na stronach z nekrologami. Według wydawcy, elektroniczne prenumeraty powoli rosną - aktualnie jest 670 prenumeratorów wydania online.
Komentarz: "Daily Gazette" konkuruje z niedalekim "Albany Times Union", którego treśćw internecie pozostaje darmowa (egzemplarz e-wydania kosztuje 75 centów). W chwili pisania artykułu było zbyt wcześnie by stwierdzić jak wzrósł ruch na stronach "Albany Times Union".


Tytuł: Valley Morning Star
Miasto (stan): Harlingen (Texas)
Średnia sprzedaż: 23,294 egz.
Model cenowy: Prenumerata elektroniczna kosztuje 75 centów za dzień, 3,95$ za miesiąc lub 39,50$ za rok. Prenumeratorzy wydania drukowanego mają dostęp do strony internetowej oraz e-wydania za darmo. Prenumeratorzy weekendowi płacą dodatkowe 3,16$ miesięcznie za dostęp do www, z kolei prenumeratorzy wyłącznie wydań niedzielnych - 3,56$ na miesiąc. Listy imprez, nekrologi, depesze agencyjne, treści video, blogi i ogłoszenia są do wglądu na stronie za darmo.
Data wprowadzenia opłat: lipiec 2009
Efekt: Brak komentarza na ten temat ze strony wydawcy, ale odkąd "Valley Morning Star" wprowadziło opłaty, kolejna gazeta tego samego wydawcy, "Lima News", poszła tym samym tropem. Według analizy ruchu stron Compete, strona internetowa "Valley Morning Star" miała więcej odwiedzin w lipcu niż miesiąc wcześniej.
Komentarz: Ogłaszając decyzję o wprowadzeniu opłat, wydawca dodał następujący komunikat: "Gazeta będzie miała większą wartość dla stałych prenumeratorów wydania drukowanego, jeżeli nie będziemy oddawać jej treści za darmo w internecie". "Valley Morning Star jest jedynym dziennikiem w Harlingen. W zeszłym tygodniu rozpoczął się proces upadłościowy tego wydawcy (przyp. własny).


Tytuł: Newport Daily News
Miasto (stan): Newport (Rhode Island)
Średnia sprzedaż: 12,000 egz.
Model cenowy: Prenumerata wydania internetowego kosztuje 5$ dziennie, 10$ tygodniowo, 35$ miesięcznie lub 345$ dziennie. Subskrypcja wydania drukowanego i internetowego kosztuje 11$ miesięcznie lub 100$ rocznie. Nekrologi, ogłoszenia drobne, blogi i widok pierwszej strony gazety dostępne są w sieci za darmo.
Data wprowadzenia opłat: czerwiec 2009
Efekt: Według wydawcy, Bucka Shermana, celem tego działania było "ponowne przyzwyczajenie ludzi do gazety drukowanej, a nie sam przychód z działalności online". Twierdzi, że jak do tej pory "idzie całkiem nieźle" i dodaje, że sprzedaż gazety papierowej wzrosła o 8 procent. Ruch internetowy zmalał o 30% od chwili wprowadzenia opłat.
Komentarz: O modelu gazety "Newport Daily News" było głośno ze względu na nietypową politykę cenową i pobieranie wyższych opłat za wydanie elektroniczne niż papierowe. Konkurencja dla tytułu jest ograniczona, jednym z konkurentów jest dużo większy "Providence Journal", który ma zasięg ogólnostanowy.

Tytuł: Arkansas Democrat-Gazette
Miasto (stan): Little Rock (Arkansas)
Średnia sprzedaż: 182,789 egz.
Model cenowy: Dostęp do informacji na stronie internetowej wraz z dostępem do e-wydania kosztuje 5,95$ miesięcznie lub 59$ rocznie. Prenumeratorzy wydania drukowanego mają dostęp do strony www za darmo.
Rok wprowadzenia opłat: 2002
Efekt: Wydawca Walter Hussman w wywiadzie dla brytyjskiego "Guardiana" powiedział, że "Arkansas Democrat-Gazette" pobiera opłaty w celu ukierunkowania czytelników na wydanie drukowane gazety. Od momentu wprowadzenia opłat, sprzedaż egzemplarzowa gazety zmalała zaledwie o 1 procent. Przychód ze sprzedaży treści w internecie sięga około 200 tys. dolarów rocznie.
Komentarz: "Arkansas Democrat-Gazette" jest jedyną gazetą w Little Rock. To największa amerykańska gazeta, która pobiera opłaty za dostęp do treści na stronie internetowej.

Tytuł: Albuquerque Journal
Miasto (stan): Albuquerque (Nowy Meksyk)
Średnia sprzedaż: 101,810 egz.
Model cenowy: "Albuquerque Journal" pobiera 110$ rocznie (lub 38,25$ co trzy miesiące)za pełen dostęp do strony internetowej gazety wraz z e-wydaniem. Czytelnicy mają także możliwość zapłacenia 185$ rocznie za wydanie papierowe, e-wydanie oraz dostęp do strony www. Wreszcie mogą zapłacić 153$ za prenumeratę z dostawą do domu oraz dostępem do strony internetowej.
Rok wprowadzenia opłat: 2001
Efekt: Od 1500 do 2000 osób miesięcznie płaci ekstra za jakikolwiek rodzaj dostępu do dodatkowych informacji umieszczanych w internecie. Jest to liczba, która pozostaje stała przez około 8 lat. Średnia sprzedaż egzemplarzowa spadła o 6 procent odkąd gazeta wprowadziła opłaty za dostęp do strony www. Zapytany o to, czy swoje przedsięwzięcie uważa za sukces, wydawca odpowiada: "Wciąż wierzymy w model gazety drukowanej i fakt, że nasze treści mają swoją wartość".
Komentarz: Konkurencja gazety, "Albuquerque Tribune" zniknęła z rynku w zeszłym roku. "Albuquerque Journal" konkuruje jeszcze z "Santa Fe New Mexican", który ma jednak mniejsze zatrudnienie.

Tytuł: Bend Bulletin
Miasto (stan): Bend (Oregon)
Średnia sprzedaż: 32,682 egz.
Model cenowy: Prenumerata wydania elektronicznego kosztuje 8$ miesięcznie lub 96$ rocznie. Prenumeratorzy wydania drukowanego płacą 11$ miesięcznie lub 132$ rocznie i mają w tej cenie dostęp do strony www. Redakcja twierdzi, że około 30 informacji lokalnych, biznesowych, sportowych, reportaży i artykułów rozrywkowych dziennie dodawanych jest do płatnej strony internetowej.
Data wprowadzenia opłat: 2005
Efekt: Gazeta posiada około 1200 prenumeratorów wydania online.
Komentarz: "Bend Bulletin" jest jedynym dziennikiem w Bend.

Autorem oryginalnego zestawienia jest Joseph Tartakoff, jego materiał ukazał się na łamach serwisu Paid Content. Powyższy tekst przetłumaczyłem za jego zgodą.

4 września 2009

Duża pomyłka dziennika "Financial Times"

Dopiero co napisałem o śmiesznej wpadce Reutersa, a tu kolejna pomyłka dużego gracza. Tydzień temu, "Financial Times" opisał sytuację rzekomo największego dziennika na świecie, indyjskiego "Dainik Jagran" i podając jego sprzedaż pomylił się o, bagatela, ponad 14 milionów egzemplarzy. Razem z kolegą z Rumunii powiedzieliśmy gazecie "sprawdzam". Dziś widzę poprawiony artykuł (choć z kolejnym błędem), ale sprostowania czy przyznania się do pomyłki niestety nie znalazłem.


Tydzień temu na stronach "Financial Times" zadziwił mnie artykuł, który mówił o Indiach, zamiast o Japonii, jako o ojczyźnie największej gazety na świecie. Interesując się światowym rynkiem prasy wiedziałem dotąd, że największe trzy dzienniki na świecie pochodzą właśnie z Japonii, z czego sprzedaż największego z nich sięga 10 milionów egzemplarzy dziennie. Tymczasem materiał w "Financial Times" wspominał o tytule sprzedającym się w 17 milionach egzemplarzy:


Po sprawdzeniu danych w World Press Trends 2009, światowych statystykach wydawanych przez World Association of Newspapers, okazało się pamięć mnie nie myliła co do Japonii jako kraju posiadającego trzy najlepiej sprzedające się gazety na świecie (o Japonii i jej demografii już kiedyś pisałem). W tym samym czasie,Dan Tuduroiu, mój znajomy blogger i medioznawca z Rumunii zdążył już w tej sprawie napisać do redakcji "Financial Times". Po kilku dniach otrzymał odpowiedź:

"Dear Dan, Thank you for pointing out the mistake in the article on Dainik Jagran. We have corrected it accordingly on the website. It was indeed a reporting error"
Regards / Suzanne Night News Editor


Błąd został poprawiony, choć nie do końca. Zmieniono nieprawdziwe liczby, a tytuł "Największa gazeta na świecie poprawia sprzedaż" zastąpiono tytułem "Dainik Jagran poprawia sprzedaż". Pozostał jednak pewien absmak. Próżno jest szukać wzmianki przy tekście, że wcześniej informacja była błędna. Nikt z redakcji nie przejął się tym, ile razy "Financial Times" został zacytowany na Twitterze, w tym przez branżowe serwisy zajmujące się mediami (obrazek poniżej). Ciekawy też jest fakt, że mimo późniejszej zmiany, ostatnia data edycji artykułu nie uległa zmianie, czyli gazeta okazała się być zbyt dumna, by przyznać się do błędu. Do tego wszystkiego, jako źródło informacji o wysokości sprzedaży dziennika "Dainik Jagran" pozostawiono... ankietę czytelniczą (Readership Survey), która raczej powinna mówić o wysokości czytelnictwa, a nie o poziomie sprzedaży gazety.


Dla przypomnienia, serwis FT.com jest jednym z modelowych przykładów jak gazety powinny zarabiać w sieci treściami typu premium. Wiarygodność marki gazety "Financial Times" i szybkie wprowadzenie opłat za content, którego nie znajdzie się w innych tytułach sprawiły, że czytelnika nie dziwi już konieczność zapłacenia paru groszy za artykuł spod tego szyldu. Aby jednak tę wiarygodność utrzymać, nie powinno dochodzić do takich sytuacji, jak ta opisana powyżej.

2 września 2009

O tym co wspólnego ma prasa z pociągami, czyli co wydawcy powinni byli zrobić już dawno

Rzadko zastanawiam się nad tym "co by było gdyby...", bardziej niż fantazjować lubię bowiem szukać rozwiązań bieżących problemów. Wczoraj jednak na blogu "The Economist" przytoczone zostało krótkie porównanie branży prasowej do przemysłu kolejowego. Analogia dwóch mocno zagrożonych branż oraz refleksja nad tym, w którą stronę obie powinny były się skierować, warta jest głębszej uwagi.

W grudniu zeszłego roku, James Surowiecki z tygodnika "New Yorker" napisał artykuł o rozpoczęciu procesu upadłościowego w wydawnictwie Chicago Tribune. Oto jego fragment:

"W słynnym artykule z 1960 r. "Marketing Myopia", Theodor Levitt przytoczył przykład przemysłu kolejowego jako dowód nieudolności firm w dostosowywaniu się do zmieniających się czasów. Levitt argumentował, że skupianie uwagi na produkcie, zamiast na usłudze, doprowadziły firmy do zagubienia się w tym, czym jest ich pierwotny biznes. Gdyby szefowie firm uświadomili sobie w porę, że pracują w sektorze transportowym, a nie wyłącznie w branży kolejowej, mogliby zaistnieć w sektorze logistycznym czy powietrznym zamiast pozwolić na dominację innym graczom. Idąc dalej, wielu argumentuje, że gdyby gazety w porę pojęły, że istnieją w branży informacyjnej, a nie wyłącznie papierowej, wówczas dużo szybciej i efektywniej odnalazłyby się w internecie."


Mniej więcej w tym samym czasie Joseph Weisenthal, tak skomentował wcześniejszy fragment:

"Nie kupuję tego. Jakie doświadczenie w logistyce miały firmy reprezentujące przemysł kolejowy? To trochę jak pomysł, by korporacje wydobywające ropę stały się korporacjami sprzedającymi energię, inwestując przy tym silnie w energię słoneczną czy czerpaną z wiatru. Ale jakie doświadczenie lub kompetencje mają w oferowaniu tego rodzaju usługi? Żadnych. (..) Spóźnione rozumowanie Surowieckiego nie przekona mnie tak, jak dobra porada biznesowa.
A oto porada, która może okazać się przydatna dla firm istniejących w upadających branżach. Zorientujcie się, że koniec jest w zasięgu wzroku i przestańcie na nowo inwestować w swój główny biznes. Przytnijcie koszty i przynoście pieniądze akcjonariuszom tak długo, jak branża nie padnie. (...) Ta myśl nie jest tak sexy jak wywód Surowieckiego, ale w rzeczywistości firmy tak właśnie robią. (...) Weźmy za przykład producentów pagerów, którzy mimo stagnacji i skazaniu ich produktów na śmierć, nadal zarabiają (lekarze wciąż korzystają z pagerów)."


Mamy więc dwie, nazwijmy to, strategie. Jedna wskazuje na rozwój jako jedyną szansę wydawców (mówiąca również, że w USA wydawcy przespali tę szansę, ale u nas myślę, że nie jest za późno). Druga, wręcz sprzeciwia się rozwojowi, sugeruje by nie wydawać nań niepotrzebnie pieniędzy, a zamiast tego robić to co do tej pory (przy jednoczesnym zmniejszaniu kosztów). Autor artykułu na blogu "The Economist" wskazuje jeszcze trzecią furtkę, która ku mojemu zdumieniu ma naprawdę wielu zwolenników (prawdopodobnie przede wszystkim wśród właścicieli upadających wydawnictw). Chodzi mianowicie o ratowanie gazet poprzez dotacje państwowe. Administracja Baracka Obamy co jakiś czas wysyła komunikaty o konieczności bardziej bezpośredniego wsparcia dla prasy, a z kolei rząd francuski wspiera dystrybucję gazet. Ta trzecia droga, która co prawda może przedłużyć życie papierowego medium, stanowi jednak według mnie największe zagrożenie dla prasy i tego co jest jej esencją - dziennikarstwa. Trudno bowiem będzie obiektywnie ocenić instytucję, której zawdzięcza się istnienie.

Zdjęcie w tekście zostało udostępnione na licencji CC przez użytkownika Bobcatnorth z serwisu Flickr