25 lutego 2009

Kryzys gazet papierowych na świecie

W chwili, gdy ten tekst zostaje opublikowany, jestem prawdopodobnie w środku swojego wystąpienia na konferencji Impactor 2009. Mam nadzieję, że nie widać tego, jak bardzo jestem zestresowany :)

Aby jednak czytelnicy tego bloga nie mieli poczucia, że "coś tracą" :) , zamieszczam na blogu prezentację przygotowaną na tę konferencję. Zawiera sporo liczb, o wszystkich oczywiście nie powiem, ale ponieważ prezentacje będą wydrukowane dla uczestników jako materiały konferencyjne, chciałem zostawić słuchaczy z paroma danymi, do których będą mogli wrócić.

Mam nadzieję, że i czytelnikom tego bloga na coś się ona przyda. A jeśli uznacie ją za interesującą, nie obrażę się, jak podacie ją dalej :)

24 lutego 2009

Polskapresse likwiduje część dzienników spod szyldu "Polska"

Portal media2.pl podał właśnie ciekawą informację. Grupa Wydawnicza Polskapresse likwiduje dzienniki w regionach, które były dla niej nowym terytorium wydawniczym. Likwidacji ulegają: ”Polska Białystok”, ”Polska Gazeta Opolska”, ”Polska Kielce”, ”Polska Koszalin”, ”Polska Kujawy”, ”Polska Lubuskie”, ”Polska Olsztyn”, ”Polska Rzeszów” i ”Polska Szczecin". Od marca znika też sobotni dodatek "Magazyn Rodzinny" (zostanie włączony do grzbietu głównego), a ostatni z kolorowych dodatków heatsetowych - czwartkowa "Dobra Kuchnia" - będzie miała charakter niecykliczny. Z rynku znikają również tygodniki mazowieckie "Nasze Miasto". Dalsza strategia Polskapresse ma być związana z ekspansją w Internecie. Pełna treść komunikatu media2.pl w dalszej części artykułu.

Za media2.pl:
Zarząd Grupy Wydawniczej Polskapresse podjął strategiczne decyzje służące reorganizacji działalności wydawniczej oraz rozwojowi zasobów internetowych Grupy. Z rynku zniknie kilka drukowanych wydań dziennika Polska.
Zarząd Polskapresse podjął kilka decyzji, które przygotują grupę Polskapresse do zmian na rynku. Od marca 2009 roku zmianie ulega model funkcjonowania projektu dziennika Polska .

Na części nowych rynków Polska przeniesiona zostanie z wydań drukowanych do Internetu - serwisu Polskatimes.pl. Dotyczy to wydań Polska Białystok, Polska Gazeta Opolska, Polska Kielce, Polska Koszalin, Polska Kujawy, Polska Lubuskie, Polska Olsztyn, Polska Rzeszów, Polska Szczecin.

Ponadto zamknięte zostaną tygodniki mazowieckie Nasze Miasto. Także od marca 2009 roku Magazyn Rodzinny włączony zostanie do sobotniego grzbietu głównego, a dodatek Dobra Kuchnia ukazywać się będzie niecyklicznie.

Zarząd Polskapresse doszedł do wniosku, że osiągnięcie satysfakcjonującej sprzedaży na tych rynkach nie jest możliwe, a ponoszenie dodatkowych wydatków związanych z funkcjonowaniem Polski w obecnej formule w obliczu pogarszającej się sytuacji gospodarczej w kraju nie leży w interesie spółki. Wprowadzenie zmian w projekcie Polski wiąże się z optymalizacją kosztów i redukcją zatrudnienia na Mazowszu, w Opolu, w Lubuskiem oraz w Warszawie.

Wydawnictwo zapewnia, że prasa regionalna i Internet odgrywają kluczową rolę w biznesie Polskapresse, dlatego w ramach nowej strategii wydawniczej zarząd będzie rozwijać pozostałe swoje dzienniki regionalne pod wspólną marką Polska oraz inwestować w działalność internetową. Grupa Wydawnicza Polskapresse dążyć będzie do konsolidacji rynku prasy regionalnej i wzorem udanego zakupu Kuriera Lubelskiego nie wyklucza kolejnych akwizycji w przyszłości.

W najbliższym czasie planowane są także działania wydawniczo-marketingowe służące wzmocnieniu pozycji Polski na rynku warszawskim i mazowieckim. W obszarze Internetu Polskapresse planuje rozwój istniejących zasobów oraz nowe inwestycje. Swoje decyzje zarząd tłumaczy trudnym okresem na rynku wydawniczym.

23 lutego 2009

Czarny weekend dla amerykańskiej prasy

Nie mogłem uwierzyć informacjom z weekendu. W sobotę dowiedziałem się, że bliskie bankructwu jest duże amerykańskie wydawnictwo przede wszystkim prasy regionalnej, Journal Register Company. Dzień później - równie poważna informacja: bliskie bankructwu jest Philadelphia Newspapers, część holdingu Philadelphia Media. A dzisiaj... coraz głośniejsze są plotki o zbliżającym się końcu przedsiębiorstwa rodziny Sulzbergerów, wydających m.in. "New York Times" i "Boston Globe".

Na początek parę słów wyjaśnienia. W USA popadanie w bankructwo nie oznacza jeszcze końca przedsiębiorstwa. Słynny chapter 11, pod ochroną którego znalazła się w zeszłym roku wielka korporacja Tribune Co. to tzw. bankructwo naprawcze. Ma ona na celu ochronę wierzytelności przedsiębiorstwa i dać mu czas na restrukturyzację. Oczywiście, jest to poważny sygnał alarmowy dla każdego biznesu, ale doświadczenia z amerykańskiego rynku pokazują, że i w takiej formie firmy mogą funkcjonować (przykładowo, wiele amerykańskich linii lotniczych funkcjonowało w stanie bankructwa naprawczego).

Chapter 11 to widmo amerykańskich wydawców prasy drukowanej, czego dowodem jest chociażby ostatni weekend. W pierwszej kolejności w minioną sobotę dało o sobie znać wydawnictwo Journal Register Company, wydawca 22 dzienników i 159 innych publikacji periodycznych. Miliardowy dług przedsiębiorstwa zmusił wydawcę do zwrócenia się o ochronę wierzytelności. Zatrudniający ponad 3.500 pracowników wydawca obarczył winą za stan przedsiębiorstwa malejące przychody reklamowe (od 2006 roku przychody te spadły o więcej niż 20%).

W podobnej sytuacji znalazło się jeszcze bardziej znane wydawnictwo - Philadelphia Newspapers Inc., wydawca dwóch filadelfijskich gazet "Philadelphia Inquirer" (sprzedaż dzienna ok. 300 tys. egzemplarzy, niedzielna - 550 tys.) oraz "Philadelphia Daily News" (sprzedaż ok. 100 tys. egzemplarzy). W niedzielę wydawnictwo ogłosiło niepowodzenie w rozmowach z wierzycielami w spłacie długu, który aktualnie wynosi około 390 milionów dolarów.

Coraz bliżej tego widma znajduje się wydawca jednego z najpopularniejszych dzienników na świecie "New York Times". Co prawda, w minionym miesiącu meksykański miliarder, Carlos Slim Helu, zainwestował 250 milionów dolarów w gazetę, której największym problemem (oprócz spadającej sprzedaży i przychodów reklamowych) jest obsługa długu w wysokości 1 miliarda dolarów. Tydzień temu akcje gazety spadły do najniższego od dwunastu lat poziomu (3,77 $ za akcję) i są aktualnie tańsze niż niedzielne wydanie "New York Times" (w 2002 roku wartość jednej akcji NYT przekraczała 50 dolarów). Do tego wszystkiego, na koniec tygodnia firma zadecydowała o obcięciu dywidend z 23 do 6 centów na akcję. Amerykańscy medioznawcy sugerują, że New York Times Co. (wydające również "Boston Globe") będzie kolejnym wydawnictwem, które zwróci się o ochronę swoich wierzytelności.



Zdjęcie otwierające zostało udostępnione na licencji CC przez użytkownika Scorpions and Centaurs z serwisu Flickr

Jedenaste Impactory już za dwa dni

25 lutego odbędzie się jedenasta konferencja Impactor, na której również ja powiem parę słów na temat światowego kryzysu gazet papierowych. Konferencja przeznaczona jest dla osób pracujących w sektorze mediowym i reklamowym, a jej program ma na celu zdiagnozować zachowania i potrzeby dużych klientów oraz korporacji w czasie kryzysu. Pełen plan konferencji na stronie eventu i tutaj (click, click):



Po konferencji, zamieszczę na blogu moją prezentację. Samego speechu nie będę przytaczał, chyba że się nagram i zamieszczę jako podcast :)

Czy mikroopłaty w sieci mogą poprawić sytuację finansową wydawców?

Niedawno, rozbudziła się na nowo w USA dyskusja na temat umieszczania płatnego contentu na stronach internetowych gazet. Pomysł nie jest nowy - dyskusja o opłacalności mikroopłat toczyła się już wiele razy. Wszystkiemu winna jest sytuacja, w jakiej znalazły się amerykańskie gazety - spadek sprzedaży gazet papierowych i zmniejszające się przychody z ogłoszeń drukowanych nie są w pełni rekompensowane przez reklamy umieszczane w sieci. Gazety próbują ratować się szukając nowych modeli biznesowych. Jednym z nich mają być właśnie mikroopłaty.

Pomysł mikroopłat nie jest rewolucyjny - przypomina trochę model popularnej biblioteki muzycznej iTunes, w której praktycznie każdy utwór może zostać ściągnięty na komputer użytkownika za drobną opłatą 99 centów. W rozumieniu prawa autorskiego, tekst dziennikarski również jest utworem, zatem pewnej logiki tego rozumowania wykluczyć się nie da.

Walter Isaacson, publicysta amerykańskiego tygodnika "Time" jest ostatnio najgłośniejszym orędownikiem idei mikroopłat. Wszystko za sprawą jego artykułu, który ukazał się w druku dwa tygodnie temu. Pomysł jedna mu wielu popleczników (w dużej części są to sami wydawcy), ale naraża się również na falę krytycyzmu.

Zapoznając się z modelem mikroopłat parę pytań rodzi się natychmiastowo. Jak przyzwyczaić czytelników do tego, że mają płacić za coś, co przez ponad 10 lat mieli dostępne za darmo? Przecież nie można nagle ogłosić: "koniec promocji". Poza tym, nawet jeżeli content stanie się płatny, to co z portalami agregującymi treści typu np. Yahoo!. Co stałoby na przeszkodzie, by firma Yahoo płaciła za treści z gazet, ale dalej dystrybuowała je nadal za darmo? Nie byłby to wcale bezsensowny interes. Taki Yahoo! (podobnie do poprzedników, zabójczych dla amerykańskiej prasy portali jak Craigslist czy Monster) zarabiałby głównie na reklamie, odciągając czytelników gazet poprzez wabienie ich darmowymi treściami. Trzeci argument przeciwko temu pomysłowi to struktura przychodów amerykańskiej prasy drukowanej. Rozkładała się ona długo według modelu 80/20, w którym 80% przychodów pochodziło z reklam, a 20% ze sprzedaży egzemplarzowej. Myślę, że podobny model można by przełożyć na sieć, zastępując jedynie sprzedaż egzemplarzową wspomnianymi mikroopłatami. I mimo, że 20% nie musi być małą liczbą, to należy zadać pytanie, czy jest ona warta masowego odpływu czytelników, dla których cena będzie barierą nie do przeskoczenia (skoro w innym miejscu w sieci podobny tekst będzie za darmo). A przecież ilość tych użytkowników ma bezpośredni wpływ na pozostałe 80% przychodów, czyli na reklamę!

Pomysł mikroopłat wykpił również znakomity amerykański komik Jon Stewart w rozmowie z autorem artykułu. Porównując utwór dziennikarski do muzycznego, Stewart powiedział, że nie wyobraża sobie siebie czytającego artykuł po raz drugi czy trzeci (jak to robi w przypadku piosenek). Albo innego czytelnika dzwoniącego po północy do przyjaciela, krzyczącego "stary, zobacz jak przerobiłem ten utwór" (jak to ma miejsce w przypadku remiksów). Komik podsumował dodatkowo, że może korzystniejszym i bardziej efektywnym byłoby wynalezienie uzależniającego atramentu, który działałby na czytelnika przy zetknięciu z jego skórą powodując jego złe samopoczucie w przypadku braku kontaktu z papierową gazetą następnego dnia.

A tutaj pełen zapis rozmowy Jona Stewarta z Walterem Isaacsonem, polecam:


10 lutego 2009

Na lekko :)

W USA przyszłość gazet drukowanych uświadamiana jest nawet dzieciom i młodzieży:



Mimo olbrzymiego sentymentu dla tej kultowej kreskówki oraz wyśmiewającego wszystkich i wszystko Nelsona, uważam, że dodatkowe utwierdzanie młodych ludzi w przekonaniu, że gazeta papierowa umrze, nie służy niczemu dobremu (i tu ponownie słyszę nad sobą charakterystyczny śmiech Nelsona).

5 lutego 2009

New York Times chce zarabiać na treściach zamieszczanych w internecie (znowu)

Jest wysoce prawdopodobne, że treści zamieszczane na stronach "New York Times" staną się niedługo płatne. Dyskusje na ten temat toczą się w niecałe dwa lata po zniesieniu opłat za tę usługę. To dowód na to, że wydawca nie ma strategii rozwoju dla swojego tytułu.

Dwa lata temu zniesiono barierę cenową za korzystanie z zawartości strony "New York Times". Decyzja wydawała się logiczna - przychody ze sprzedaży treści online miały mały udział w ogólnym zestawieniu przychodów online. Wiadomo, dużo większe znaczenie mają dla wydawnictwa przychody z reklam. Aby wspomóc główny strumień przychodów, należało zwiększyć liczbę użytkowników. I temu właśnie miało służyć zniesienie opłat dla czytelników strony internetowej gazety.

Poniekąd nie można się dziwić, że wydawca gazety Arthur Ochs Sulzberger Jr szuka sposobów na wykorzystanie wysokiej odwiedzalności strony NYT. Według ostatniego zestawienia Nielsen Online, strona "New York Times" była w grudniu najczęściej odwiedzaną stroną internetową gazet z ponad 18 milionami użytkowników. Jednak zabawa ceną w przypadku NYT, jak w każdym modelu ekonomicznym, może się źle skończyć dla wydawcy.

"New York Times" i jego wydawca nie mają lekkiego życia. W minionym kwartale gazeta odnotowała 48-procentowy spadek przychodów. Wydawnictwo News Media Group (oprócz "NYT" wydaje: "Boston Globe", "International Herald Tribune" oraz 16 innych, mniejszych dzienników) odnotowuje poważne spadki w przychodach reklamowych. W grudniu zeszłego roku przychody te spadły o 16%, co i tak było znaczną poprawą w porównaniu z 21 procentowym spadkiem z listopada.

Do tego wszystkiego wydawnictwo ma długi w wysokości 1 miliarda dolarów. Nie dziwią więc próby łatania tych strat w innych miejscach. Jeszcze w zeszłym miesiącu, meksykański miliarder Carlos Slim zgodził się zainwestować 250 milionów dolarów w gazetę "New York Times". Ponadto wydawnictwo stara się również sprzedać niektóre aktywa, w tym część budynku, w którym mieści się centrala firmy oraz 18% udziałów w bostońskiej drużynie baseballowej - The Red Sox.

Wyprzedaż aktywów, poszukiwania inwestorów - to wszystko jest całkowicie zrozumiałe w przypadku wydawnictwa, które przespało swoją szansę i walczy o przeżycie. W czasach gdy większość gazet budowało swoją pozycję w internecie, wydawca Szarej Damy był przekonany, że prestiż jego gazety będzie wystarczający by przetrwać wszelkie kryzysy czytelnictwa. Nie był wystarczający. A w dalszym przetrwaniu na pewno nie pomoże zabawa ceną, która przywrócona z pewnością odstraszy czytelników. No, chyba, że koniec tej gazety jest już przesądzony, a aktualne decyzje to odcinanie ostatnich kuponów.

4 lutego 2009

Przyszłość gazet drukowanych jest zapisana w gwiazdach

Gazety umierają a wszystko jest winą gwiazd. I to nie gwiazd dziennikarstwa, tylko tych prawdziwych, na niebie. Tak przynajmniej twierdzi Maria Barron, astrolog z examiner.com.



"Historia udowodniła, że większość zmian w komunikacji masowej następowała w chwilach gdy Jupiter przechodził ze znaku koziorożca w znak wodnika, tak jak to właśnie miało miejsce. Nadchodzący rok i kolejnych dziesięć lat będą szybkie i szalone dla branży mediów. A z powodu ustawienia Uranu i Plutona, zmiany będą bezpowrotne." - twierdzi publicystka


Pani Barron zdecydowanie obstaje przy swojej teorii wymieniając znaczące dla historii mediów chwile, które następowały przy takim właśnie ustawieniu planet. Oto kilka z nich:

- lata 1439-1440: wynalezienie druku przez Gutenberga,
- lata 1605-1606: wyprodukowanie pierwszej gazety,
- lata 1973-1974: stworzenie sieci komputerów, później przekształconej w internet,
- lata 1996-1997: nagły wzrost gazet internetowych ze 150 do ponad 3.500,
- lata 2008-2009: rozpoczęło się coś, co zdaniem autorki będzie kolejnym trendem, czyli rezygnowanie przez wydawców z gazet papierowych na rzecz wersji elektronicznych.

Nieważne, na ile naciągana wydaje się ta teoria. Mimo wszystko stanowi ciekawą lekturę, polecam.



Zdjęcie otwierające zostało udostępnione na licencji CC przez użytkownika hidden side z serwisu Flickr

Sprostowanie oznaką słabości - tylko czyjej?

Zerkam właśnie do dzisiejszej "Gazety Wyborczej" (tak, tak, wciąż papierowej, mimo wszystkich prognoz, które na tym blogu przytaczam) i widzę takie oto sprostowanie:


Bardzo cieszy mnie skrupulatność autorów sprostowania, ale mimo profesjonalizmu wielu dziennikarzy "Gazety Wyborczej", nie uważam jej za branżową w temacie mediów. Skróty, które ułatwiają zwykłemu czytelnikowi zrozumienie tematu, uznaję często za niezbędne.

Wydawnictwo Axel Springer Polska nie podziela mojego stanowiska. I dobrze, bo gdyby wszyscy zgadzali się ze sobą, byłoby nudno. Zastanawia mnie tylko celowość takiego sprostowania. Obnażenie niekompetencji konkurencji? Nie ta strona.

Gazetom papierowym jest źle.

A takie sprostowanie z zainteresowaniem przeczytałbym w "Pressie" czy "Briefie". W przypadku "Gazety Wyborczej", przetarłem oczy ze zdumienia.

Bardzo ciekawa prezentacja: czym jest Twitter?

Niestety, prezentacja nie jest mojego autorstwa, ale natknąłem się na nią podczas lektury moich ulubionych blogów. Dla tych, którzy jeszcze nie dali szansy Twitterowi (lub jego polskiemu odpowiednikowi - Blipowi), może to być ciekawa lektura.

Chcąc być na bieżąco, nie można uniknąć Twittera czy Blipa. Gorąco polecam.