29 stycznia 2009

Rośnie ruch na stronach internetowych amerykańskich gazet

W grudniu o 16% wzrósł ruch na największych stronach internetowych dziesięciu amerykańskich gazet. Przy stale spadającej sprzedaży większości gazet drukowanych, odpowiednie wykorzystanie internetu w modelu biznesowym, jest dla gazet papierowych niezbędne. Poziomy sprzedaży sprzed paru lat są już nie do odzyskania. Serwisy internetowe, jak widać, są tym, co może przedłużyć życie tytułów prasowych.

Z ostatnich badań Nielsen Online wynika, że strony internetowe amerykańskich gazet są nadal w fazie wzrostu. Na pierwszym miejscu w grudniu uplasowała się strona New York Times z ponad 18 milionami unikalnych użytkowników (6% wzrostu w porównaniu z grudniem 2007). Czołową trójkę zamykają strony gazet USA Today i Washington Post z, odpowiednio, 11,5 i 9,5 milionami użytkowników w grudniu (wzrost odpowiednio o 15% i 12% w porównaniu z analogicznym okresem w roku poprzednim).

A tak prezentuje się pierwsza dziesiątka:


Przesadny entuzjazm studzi jednak Chuck Schelling, dyrektor badań Nielsen Online, który sugeruje, że tak doskonałe rezultaty mogły wynikać z zainteresowania czytelników sytuacją gospodarczą na świecie i USA (kryzys) oraz wygranymi przez Obamę wyborami na prezydenta.

28 stycznia 2009

O czym oni do mnie mówią?

Też tak czasem Państwo macie? w zalewie słów próbujecie się skupić nad poważnym przemówieniem, gdy nagle pojawia się myśl, której jedynym zadaniem jest nas zdekoncentrować. Po odgonieniu tej myśli staracie się wrócić do meritum przemówienia... bezskutecznie. W szczególności, w dzisiejszym natłoku informacji bezcenna jest umiejętność skupienia się np. nad długim tekstem. Istnieje jednak w sieci darmowe narzędzie, które może bardzo ułatwić pracę, nie tylko dziennikarzom.

Narzędzie, o którym piszę to Wordle. Osobom zaznajomionym z terminologią blogową, określenie chmura tagów powinno wyjaśnić wszystko. W tym prostym narzędziu wystarczy wkleić tekst przemówienia / artykułu, by po chwili, na podstawie częstotliwości występowania słów, otrzymać graficzne zestawienie najczęściej powtarzających się słów, które, jak wiadomo, nadają znaczenia tematycznego czytanego tekstu.

Na to narzędzie natrafiłem czytając blog prof. Alfreda Hermida, który prowadził ze swoimi studentami zajęcia na temat 9 podstawowych zasad dziennikarstwa. Bazując na oficjalnym tekście zatwierdzonym przez Pew Research Center i wspomnianym wcześniej narzędziu, oto co otrzymał. Proponuję zwrócić uwagę na to, jak małe znaczenie w tekście miały słowa typu prawda czy analiza, a z drugiej strony jak często powtórzono niezależność czy mieszkańcy:


Z ciekawości skorzystałem z tego narzędzia przy lekturze inauguracyjnego przemówienia Baracka Obamy. Już w pierwszej chwili rzucają się w oczy słowa new, nation, America. W takim przemówieniu, mniejsze znaczenie musiał mieć oczywiście kryzys gospodarczy.


Narzędzie nie jest doskonałe i niestety nie do końca jest dostosowane do języka polskiego. Co prawda akceptuje polskie znaki, a słowa mające mniej niż 3 litery nie są w nim uwzględniane.Jednak przez naszą deklinację, odmieniane wyrazy program traktuje jako różne, przez co w efekcie mogą mieć zupełnie różną wagę. Polecam zabawę tym narzędziem, może nie jest idealne, ale na kilka rzeczy może zwrócić uwagę.


Zdjęcie otwierające zostało udostępnione na licencji CC przez użytkownika Garrett Dimon z serwisu Flickr.

27 stycznia 2009

Francuscy osiemnastolatkowie dostaną w prezencie roczną prenumeratę ulubionej gazety

To nie jest żart. Prezydent Francji, Nicolas Sarkozy, chce pomóc znajdującym się w trudnej sytuacji francuskim gazetom. Jak podaje Reuters, Sarkozy ogłosił w piątek, że każdy francuski nastolatek kończący 18 lat, otrzyma od państwa urodzinowy prezent w postaci darmowej prenumeraty wybranej przez siebie gazety.

Prezydent Francji zdaje sobie sprawę z rosnącego kryzysu dotykającego mediów, w szczególności prasy drukowanej. Aby mu zapobiec, postanowił wprowadzić program budujący świadomość znaczenia prasy wśród najmłodszych. Obdarowani, będą w przyszłości docelową grupą czytelniczą gazet codziennych.

Teren działania, na którym w tym przypadku porusza się prezydent Francji, jest dla niego delikatny, ze względu na wcześniejsze oskarżenia o próby wpływania na niektórych wydawców.

Jak podaje brytyjski "Guardian", rząd francuski zamierza przeznaczyć na ten program 600 milionów euro. Pomoc rządowa wzbudza jednak wiele kontrowersji. Sarkozy przy okazji ogłoszenia swojej decyzji, zaapelował w ognistej mowie do wydawców o poprawę zawartości gazet, zaadresowaniu ich w większym stopniu do młodych ludzi oraz wprowadzeniu nowych modeli biznesowych. Niektórzy odebrali to jako próbę wpłynięcia na niezależność francuskiej prasy.

Rząd będzie dotować wyłącznie dostawy prenumerat. W ramach programu, francuscy wydawcy zgodzili się udostępnić swoje gazety osiemnastolatkom za darmo.


Zdjęcie otwierające zostało udostępnione na licencji CC przez użytkownika Phil Moore z serwisu Flickr.

26 stycznia 2009

Nie wszyscy wierzą w śmierć druku

Ciekawy pomysł na start-up narodził się w Chicago. Pierwsze wydanie "Printed Blog" (czyli "Drukowanego Bloga") ukaże się w tym mieście we wtorek, a jego ideą jest publikacja blogów w druku, w otoczeniu lokalnych ogłoszeń. Nowa "gazeta" (?) ma być dystrybuowana za darmo w największych miastach USA.

"Printed Blog" ukaże się najpierw w Chicago i San Francisco. Początkowa forma publikacji to tygodnik, docelowo jednak ma ukazywać się dwa razy dziennie w mutacjach dzielnicowych i trafiać do największych miast w Stanach Zjednoczonych.

Joshua Karp, pomysłodawca projektu, mówi, że pragnie stworzyć dziennik składający się wyłącznie z tekstów publikowanych na blogach i innych materiałów tworzonych przez użytkowników.

Nie tylko autor pomysłu wierzy jeszcze w powodzenie produktu drukowanego. Już ponad 300 autorów blogów wyraziło zgodę na przedrukowanie zawartości ich publikacji.

Tym, co mnie wyjątkowo zainteresowało w tym projekcie, jest jego model biznesowy. Z tego punktu widzenia, model prasy drukowanej jest na wyczerpaniu. Niewątpliwie wykańczany jest przez internet, który bez żadnych opłat przekazuje swoim użytkownikom treści do tej pory płatne. W przypadku "Printed Blog" można zauważyć swego rodzaju odwrócenie ról - treści autorskie publikowane w internecie będą za darmo ukazywać się na papierze. Być może jest to chwilowe przedłużenie życia formuły gazety drukowanej.

Warto jednak obserwować rozwój tego projektu, gdyż biorąc pod uwagę zakresy tematyczne blogów, "Printed Blog" ma, w moim przekonaniu, olbrzymie szanse na dalszą ekspansję. Z jednej strony może zejść do najbardziej lokalnych czytelników i zaoferować im informacje już nie tylko z ich miast, ale nawet osiedli. Z drugiej strony, może serwować informacje bardziej ogólne, z dziedzin takich jak kultura, polityka, ekonomia. Jednocześnie, teksty opatrzone autorskimi komentarzami mogą dać czytelnikom to, czego często oczekują - opinię. I to nie opinię dotąd niedostępnego dziennikarza, ale np. sąsiada, którego blog może dzięki projektowi zyskać dodatkową popularność.

22 stycznia 2009

Google wycofuje się z pośrednictwa w sprzedaży reklam w gazetach

Mimo, że wielu wydawców nie zdaje sobie z tego sprawy, Google jest jednym z największych konkurentów (zagrożeń) prasy drukowanej. Mnogość usług oferowanych przez tę korporację, powoduje, że praktycznie nie da się o niej nie słyszeć w każdym segmencie rynku mediów. I mimo, że Google jest firmą działającą przede wszystkim w internecie, oferty typu GoogleNews (agregacja informacji z gazet), czy Google Print Ads (pośrednictwo w sprzedaży ogłoszeń drukowanych w gazetach) zagrażają pozycji gazet. Ostatnio to zagrożenie nieco zmalało... ale czy aby na pewno?

Jak podaje "International Herald Tribune", Google rezygnuje z trwającego od dwóch lat programu Google Print Ads. Zdaniem przedstawicieli korporacji, projekt nie okazał się na tyle dużym sukcesem, by go kontynuować.

Skala działania, jak zwykle w przypadku Google, była porażająca. Rozpoczęty w listopadzie 2006 roku program w bardzo szybkim tempie doczekał się umów z ponad 800 gazetami, które zainteresowane były sprzedażą ich powierzchni reklamowej przez Google. Wśród największych kontrahentów znaleźli się tacy giganci jak "The New York Times" czy "Chicago Tribune".

Podobną strategię pośrednictwa sprzedaży reklam Google zastosował dla pozostałych mediów: radia i telewizji. Ale to prasa drukowana jest pierwszą z platform, od których odchodzi.

Zastanawiam się, czy taka decyzja powinna bardziej ucieszyć, czy może zmartwić wydawców gazet drukowanych. Z jednej strony oddala się niebezpieczeństwo zdobycia monopolu (czy też znacznych udziałów) Google w rynku sprzedaży reklam na wszystkich platformach. Z drugiej jednak strony można uznać, że być może Google uznał papier za ślepą uliczkę, czyli branżę z nikłymi szansami na przyszłość?

Z decyzji Google, to przede wszystkim wydawcy prasowi powinni czerpać wnioski. Jeżeli jeszcze nie istnieją, bądź stawiają pierwsze kroki w internecie to najwyższy czas przyspieszyć.

21 stycznia 2009

Kryzys mediów dotyka również wielkie organizacje mediowe

Największa na świecie organizacja zrzeszająca wydawców prasy WAN (World Association of Newspapers) po raz pierwszy w historii została zmuszona do przełożenia swojego corocznego kongresu i forum wydawców prasowych na późniejszy termin bieżącego roku. Kryzys w mediach powstrzymuje wydawców przed wydatkami związanymi z uczestnictwem w tym wydarzeniu.

Równolegle odbywające się wydarzenia (kongres WAN oraz WEF, czyli światowe forum wydawców) to zdecydowanie największe tego typu wydarzenie na świecie. Nie ma drugiego zjazdu, który przyciągałby taką ilość fachowców i ludzi mediów z całego świata. W zeszłym roku miałem możliwość uczestniczyć w tym wydarzeniu, a liczba uczestników była najwyższa z dotychczasowych.

Tegoroczny kongres miał odbyć się pod koniec marca w Hyderabadzie w Indiach. Niestety, spotkanie, które dotąd przyciągało średnio półtora osób, na dwa miesiące przed rozpoczęciem cieszyło się zainteresowaniem zaledwie 230 delegatów. Organizatorzy przesunęli więc kongres o kilka miesięcy licząc, że koniec roku będzie łaskawszy dla budżetów wydawców prasowych.

Osobiście liczyłem, że uda mi się również uczestniczyć w tym wydarzeniu i relacjonować je dla Państwa. Wynegocjowałem z organizatorem bardzo interesujące warunki mojego uczestnictwa w kongresie, a fakt, że kongres został przesunięty, daje mi jeszcze parę miesięcy na znalezienie instytucji, która zgodzi się dofinansować moją podróż do Indii. Dlatego proszę o kontakt wszelkie firmy zainteresowane współpracą w tym zakresie - moja oferta współpracy jest już skonkretyzowana, a szczegóły chętnie przekażę w emailu.

Program nadchodzącej konferencji zapowiada się jak zwykle interesująco. Wśród planowanych tematów znajdą się:

- Internet jako dojrzewające medium
- Strategie zdobywania młodego czytelnika
- Przyszłość dziennikarstwa a przyszłość gazet
- Dopasowanie contentu w internecie do zachowań czytelniczych
- Zintegrowana redakcja: nowy model, nowy sposób pisania, nowe stanowiska
- Czy to koniec dziennikarstwa śledczego w gazetach?
- Rosnące znaczenie informacji zarezerwowanych dla internetu
- Malejące redakcje - czy outsourcing jest rozwiązaniem?
- Spersonalizowana informacja - co jest możliwe dziś, co będzie możliwe jutro?
- wiele, wiele innych.

Po szczegółowe informacje o programie kongresu WAN odsyłam na oficjalną stronę wydarzenia.

"Esquire" również sprzedaje reklamę na okładce

W czasie kryzysu mediów, gazety, jeśli chcą przetrwać, muszą być innowacyjne. Czasem tą innowacją są nowe projekty internetowe realizowane przez wydawców, czasem umiejętne przełożenie treści z gazety papierowej. Nie można jednak zapominać o nowościach na papierze. I tutaj od czasu do czasu moją uwagę przykuwa amerykański miesięcznik "Esquire".
Jedną z takich innowacji może być podjęcie przez wydawcę decyzji o sprzedaży reklamy na pierwszej stronie gazety. Na ten krok zdecydował się ostatnio konserwatywny "New York Times" a gazety, które jeszcze tego nie robią, prawdopodobnie podążą za przykładem Szarej Damy.

Również "Esquire" zdecydował się udostępnić najcenniejsze miejsce w gazecie reklamodawcom. Zrobił to jednak w o tyle sprytny sposób, że mimo reklamy, okładka nie traci na atrakcyjności. Oto jak prezentuje się wierzchnia strona gazety w najbliższym wydaniu na luty:


Pierwszym reklamodawcą jest telewizyjny kanał Discovery. Reklama została specjalnie zamówiona na potrzeby kampanii na łamach miesięcznika "Esquire". Miejsce reklamowe kosztowało 250.000 dolarów.

"Esquire" to gazeta, która co jakiś czas stara się wyróżnić innowacyjnością. Mimo, że żyjemy w XXI wieku już parę lat, miesięcznik udowadnia, że nowe stulecie zaczęło się w listopadzie ubiegłego roku:

Było to pierwsze komercyjne użycie "elektronicznego atramentu" (e-ink) w prasie drukowanej.

Amerykańskie gazety muszą myśleć o nowych sposobach przyciągnięcia uwagi reklamodawców. Budżety reklamowe przeznaczane na prasę drukowaną szybko topnieją. W samych miesięcznikach ilość stron reklamowych w USA zmalała w całym 2008 roku o prawie 12 procent.

19 stycznia 2009

Obamometr, czyli dowód na to, że prawdziwe dziennikarstwo może istnieć w internecie

Dziennikarstwo internetowe nie musi być odtwórcze - dowodzi tego "St. Petersburg Times" i jego internetowy projekt PolitiFact. Serwis ten został stworzony z myślą sprawdzania słowności polityków i wywiązywania się z ich obietnic. Tym razem, na świeczniku postawiony został Barack Hussein Obama.

Według informacji serwisu PolitiFact, Obama złożył 510 obietnic w trakcie kampanii wyborczej. Ilość obietnic jest porażająca i przekracza dwukrotnie obietnice złożone przez George W. Busha czy Billa Clintona (odpowiednio 177 obietnic w 2000 roku i 207 w 2004 roku).

Pomysł tego serwisu zachwyca w swojej prostocie. Sięga korzeniom dziennikarstwa i przywraca je na właściwe tory. Dziennikarz na nowo staje się stróżem, informującym społeczeństwo czy rząd właściwie rozwiązuje problemy stojące przed obywatelami. Obamometr kosztował wiele wysiłku - przeanalizowano wszystkie przemówienia, wywiady, ulotki i stronę internetową nowego prezydenta USA. Wśród 510 obietnic znalazły się m.in. zakończenie wojny w Iraku, obniżenie podatków dla klasy średniej, pomoc dla zwierząt w przetrwaniu globalnego ocieplenia czy zwiększenie ulg podatkowych dla artystów.

Inicjatywa PolitiFact może być inspiracją dla polskich wydawców prasowych. Projekt niekoniecznie musi być realizowany w internecie. Takie rozliczenie to doskonały pomysł na serię artykułów, które publikowane w kolejnych wydaniach gazety potrafią na pewien czas przywiązać czytelnika do tytułu. W artykułach cyklicznych od jakiegoś czasu specjalizuje się "Gazeta Wyborcza" (vide serie o konflikcie rosyjsko-gruzińskim oczami głów wybranych państw, koszmar Krzysztofa Olewnika czy cykl artykułów o życiu Wojciecha Jaruzelskiego).

Zaletą serwisu rozliczającego Obamę jest jego dynamika i prostota. Wszystkie obietnice oceniane są w kilku kategoriach. Najpierw oceniana jest aktywność przy danej obietnicy: brak akcji, w trakcie realizacji, odwleczona. Następnie oceniany jest jej efekt: spełniona, kompromis lub złamana. Prosty mechanizm, który doskonale posłuży w całkowitej ocenie działalności Obamy.

W Polsce również mamy kogo rozliczać, i to nie z przykładowych, największych obietnic. Takie narzędzie byłoby przydatne również gazetom regionalnym i lokalnym, np. do rozliczania swoich samorządowców i prezydentów miast. Spadającej sprzedaży gazet papierowych nie pomagają silny marketing czy gadżety do nich dokładane. Może jeszcze nie jest za późno by zastanowić się nad znaczeniem contentu w prasie?

Coraz więcej amerykańskich gazet myśli o outsourcingu usług redakcyjnych

Bankrutujące Tribune Co., wydawca m.in. "Los Angeles Times" i "Chicago Tribune", pokazuje nowy wymiar oszczędności. Ostatnie plany Tribune dowodzą, że gazetom nie tylko nie opłaca się wysyłać swoich dziennikarzy jako korespondentów zagranicznych, ale (o zgrozo), nie opłaca się ich zatrudniać do pisania na tematy międzynarodowe. O planach Sama Zella oraz innych gazet dotyczących outsourcingu relacji zagranicznych (oraz krajowych) doniósł w piątek "Wall Street Journal".

Tribune Co. jest w trakcie rozmów z Washington Post Co. na temat wysokości kwoty, jaką korporacja Sama Zella będzie musiała płacić za materiały krajowe i zagraniczne do ośmiu swoich gazet. Ale to nie wszystko. Równolegle, nowojorska gazeta Mortimera Zuckermana ("New York Daily Post") dogaduje się z bostońskim startupem GlobalPost na temat współpracy z zatrudnianymi przez nich na pół etatu korespondentami zagranicznymi.

Rozmowy te dowodzą, że 3 z 10 największych amerykańskich gazet poważnie rozważają zastąpienie materiałów krajowych i zagranicznych treściami przygotowywanymi poza redakcją.

Rozmowy między Tribune Co. a Washington Post Co. trwają podobno już od ponad miesiąca, ale nie osiągnięto jeszcze porozumienia. Jeżeli umowa zostanie zawarta, taki krok mógłby pomóc Tribune Co. oszczędzić miliony dolarów rocznie. Aktualnie korporacja, jako bankrutująca firma, poddana jest ochronie (nie ma naliczanych odsetek za swój prawie 13 miliardowy dług) i taki ruch mógłby przedłużyć jej żywot.

Z kolei GlobalPost to rodzaj agencji informacyjnej. Jest to sieć zatrudnionych na pół etatu zagranicznych korespondentów. Firma nigdy nie ukrywała, że nie uda jej się pokryć kosztów prowadzenia swojej działalności wyłącznie z reklamy online. GlobalPost liczy raczej na stworzenie syndykatu wydawców, który wspólnie finansował będzie zagranicznych korespondentów. Szacunkowy wkład własny wydawców byłby na poziomie niższym niż 50.000 dolarów rocznie, nawet dla największych gazet.



Autorem zdjęcia na początku tekstu jest użytkownik tantrum dan z serwisu Flickr (zdjęcie na licencji Creative Commons)

16 stycznia 2009

Wciąż maleją przychody reklamowe amerykańskich magazynów drukowanych

Miniony rok był bardzo trudny dla amerykańskich wydawców magazynów drukowanych. Spadki sprzedaży gazet papierowych zaczynają mieć realne przełożenie na przychody ze sprzedaży reklam. Jak podaje amerykańskie Biuro Informacji Wydawców PBI, ilość stron reklamowych w magazynach spadła w 2008 roku o 11,7% w porównaniu z rokiem poprzednim.

Z ponad 230 magazynów audytowanych przez PBI, zaledwie 42 tytuły (18 procent) odnotowało wzrost przychodów reklamowych w zeszłym roku. Jest to największy spadek od ośmiu lat - czyli od czasu gdy PBI zostało powołane do życia.

W poniższej tabeli zamieściłem 20 magazynów o najwyższych w zeszłym roku przychodach reklamowych. W kolumnie obok znajdują się wyniki z roku poprzedniego oraz zmiana między poszczególnymi wynikami. Popularne magazyny jak "Newsweek", "Time" i "People" straciły bardzo dużo. Były jednak i wzrosty.


Pełna lista magazynów dostępna jest na stronach Amerykańskiego Związku Wydawców Magazynów

15 stycznia 2009

Nadchodzi kolejny wielki dzień rekordów sprzedaży amerykańskiej prasy

Amerykańscy wydawcy uczą się na błędach. Czy może inaczej - dostrzegają wcześniej przeoczone możliwości. Około dwóch miesięcy temu pisałem jak gazety USA wyprzedały się do zera po wyborach prezydenckich i musiały dodrukowywać duże ilości egzemplarzy. Bazując na tamtym doświadczeniu, wydawcy dostrzegli szansę w zaplanowanym na 20 stycznia wydarzeniu. "Washington Post", który poprzednio musiał dodrukowywać 600 tysięcy egzemplarzy, już się przygotowuje na dzień zaprzysiężenia Baracka Obamy.

"Washington Post" ma ambitny plan. 20 i 21 stycznia zamierza wydrukować 1.720.000 egzemplarzy gazety z przeznaczeniem wyłącznie do sprzedaży na ulicach Waszyngtonu. Razem z prenumeratą w te dni (około 490.000 egzemplarzy dziennie), łączny nakład gazety na dwa dni wyniesie 2,7 miliona egzemplarzy. W te dni gazeta będzie ukazywać się dwukrotnie - rano i popołudniu.

Nakład gazety w te dni będzie zbliżony do historycznego nakładu z 5 listopada, który wyniósł 1,5 miliona egzemplarzy. Był to najwyższy nakład w historii "Washington Post", przekraczający nawet złote dla amerykańskich gazet czasy lat osiemdziesiątych.

Ale nasycenie rynku gazetami to nie wszystko, zadbano również o ich dystrybucję. Do rozprowadzenia całego nakładu zatrudnionych ma być dodatkowych 500 osób, w tym rzesza bezrobotnych i bezdomnych. Na czas zaprzysiężenia, miasto będzie szczególnie strzeżone, a drogi otwarte dla ruchu będą zakorkowane. Spodziewany jest przyjazd około 15.000 autobusów turystycznych. Ci wszyscy ludzie, to potencjalni kupcy specjalnych wydań "Washington Post".

Ale nie tylko waszyngtońska gazeta szykuje się na wielki dzień. Większość dzienników szykuje na wtorek dodatki specjalne. Wszystkie zwiększają planowane nakłady. Największa z nich, "New York Times" zamierza zwiększyć środowy nakład z tradycyjnego 1,25 miliona do 2,2 miliona egzemplarzy.

Takie przygotowania amerykańskich wydawców do wydarzeń specjalnych dowodzi moim zdaniem tego, że prasa drukowana nigdy tak do końca nie umrze. Mieszkańcy krajów wysoko rozwiniętych, nadal potrzebują gazety papierowej, gdyż w chwilach takich jak wybór czy zaprzysiężenie pierwszego czarnoskórego prezydenta, drukowane wydania z miejsca nabierają historycznej wartości. Mimo, że te same artykuły będą do przeczytania w internecie, produkt namacalny nadal stanowi większą wartość czytelniczą. Wydawnictwa przechodzą kryzys, tytuły prasowe są zamykane, ale tutaj idealnie znajduje zastosowanie teoria ewolucji Darwina - przetrwają najsilniejsi. Gazeta papierowa stanie się swego rodzaju dobrem luksusowym, będącym symbolem minionej epoki i jednocześnie pokazującym pewien status społeczny. Papier nie zginie, po prostu zainteresowanie nim zmaleje do nie znanego nam jeszcze poziomu. Jednocześnie, zainteresowana nim będzie prawdopodobnie grupa ludzi skłonnych płacić za gazetę dużo wyższą cenę. Ten fakt z kolei wpłynie na rodzaj i ceny reklam umieszczanych w gazetach (więcej miejsca na dobra luksusowe, mniej lub zero na ogłoszenia drobne). Na chwilę obecną sądzę, że gazeta papierowa nie umrze, ale za kilka lat stanie się zupełnie innym produktem, przeznaczonym dla zupełnie innej grupy odbiorców.

14 stycznia 2009

"Chicago Tribune" zmienia format... częściowo

Od najbliższego poniedziałku, "Chicago Tribune" (wydawane przez bankrutujące Tribune Co. Sama Zella) zmienia format papieru. Ale tylko częściowo. Nakład kierowany do prenumeratorów nadal będzie drukowany w formacie broadsheet. Pozostała część nakładu, przeznaczona do sprzedaży w kioskach czy z ręki, będzie wychodzić w formacie tabloidu. Dla wydawcy jest to racjonalne posunięcie. Według mnie, no cóż...

Oba formaty gazety będą zawierać taką samą treść i ilość artykułów. Różnić się będą jedynie drobnymi zmianami w tytułach, zdjęciach i podpisach - wymuszonymi przez różny format papieru. "Chicago Tribune" w nowej odsłonie pozostawi dotychczasową cenę - 75 centów (poniedziałkowy debiut rozprowadzony będzie bezpłatnie). Jego konkurent, Chicago Sun-Times (również w formacie tabloidu), sprzedawany jest po 50 centów.

Według menedżerów Tribune Co., wielu czytelników skarżyło się, że dotychczasowy format "Chicago Tribune" jest niewygodny w czytaniu. Decyzja wydawcy ma ułatwić czytanie gazety tym, którzy chcą ją przeglądać poza domem. Pozostali (prenumeratorzy oraz mieszkańcy przedmieść Chicago) mają pod ręką stoły, na których mogą rozłożyć gazetę w formacie broadsheet. Wydawca cieszy się, że w ten sposób może pokazać swoją elastyczność i zrozumienie potrzeb czytelników.

Nie mogę jednak zrozumieć posunięcia stojącego na skraju bankructwa, wydawnictwa. Tribune Co. ze swoim olbrzymim, 13-miliardowym długiem (w dolarach), zamiast obcinać koszty - generuje je. Wydrukowanie tej samej gazety w dwóch formatach równa się wyższym kosztom (edycja, papier i dwukrotny proces drukowania). Być może jest to wyjście naprzeciw oczekiwaniom czytelnika, ale decyzja ta jest, moim zdaniem, ekonomicznie mało racjonalna.

Dzienna sprzedaż "Chicago Tribune" wynosi około 515 tysięcy egzemplarzy . Sprzedaż konkurencyjnej gazety, "Chicago Sun Times" jest o 200 tys. egzemplarzy niższa.

13 stycznia 2009

Ostatnie dni "Seattle Post Intelligencer"

To będą najgorsze i najbardziej stresujące dwa miesiące dla około dwustu pracowników amerykańskiego dziennika "Seattle Post Intelligencer" (potocznie nazywanego "Seattle P-I"). W dziesięciominutowym przemówieniu, Steven Swartz, prezes pionu prasowego wydawnictwa Hearst, poinformował o możliwym końcu tej gazety.

"Seattle P-I" to gazeta o średniej dziennej sprzedaży w wysokości około 118.000 egzemplarzy. Do zeszłego piątku, dziennikarze piszący dla tej gazety nie mieli powodów by przypuszczać, że są o włos od utraty stanowisk.

Wydawnictwo Hearst daje sobie maksymalnie 60 dni na znalezienie kupca dla tej gazety. Jeżeli nie znajdzie się żaden inwestor, za dwa miesiące tytuł zniknie z rynku. W najlepszym razie będzie ukazywał się wyłącznie w internecie, a to i tak wiąże się z masowymi zwolnieniami Analitycy zgodnie twierdzą, że kupno tytułu prasowego w dobie takiego kryzysu gospodarczego i prasowego jest mało prawdopodobne.

Dodatkowy niesmak pozostawia forma, w jakiej zakomunikowano załodze czekający ich ciężki los. Słuchającą przemówienia redakcję pozbawiono możliwości postawienia nawet jednego pytania:



Jedna z dziennikarek gazety nie mogła uwierzyć w tę wiadomość. "To po prostu nie wydaje się realne" - powiedziała. "Wszędzie wokół słyszy się o problemach w branży dotykających cały kraj, ale mimo wszystko myśli się 'No cóż, skoro jeszcze nic złego nas nie spotkało, to może nie spotka'. Wiesz, że to naiwne, głupie. I wtedy nadchodzi". O innych reakcjach dziennikarzy na tę wiadomość można poczytać na stronach "Seattle Post-Intelligencer".

Wydawca "Seattle P-I" od 2000 roku ponosił wyłącznie straty, w samym 2008 roku tracąc około 14 milionów dolarów.

Blog "eM jak Media" w konkursie Blog Roku 2008


Czytany przez Was blog bierze udział w konkursie Blog Roku 2008 organizowanym przez Onet.pl. Czas zatem zwrócić się z prośbą o wsparcie do moich Czytelników (a ze statystyk widzę, że jest Was niemało).

Jeżeli więc podobają Wam się treści zamieszczane na tym blogu - doceńcie to wysyłając SMS o treści B00302 (0 to zero, bez spacji) na numer 7144. Każdy SMS kosztuje 1,22 zł brutto, a i cel konkursu jest szczytny, bowiem dochód z niego przeznaczony jest dla dzieci z porażeniem mózgowym.

W zeszłym roku ten blog uplasował się na 14 pozycji. Pomożecie poprawić ten wynik?

"New York Times" i reklamy na jego pierwszej stronie

Wiadomością minionego tygodnia w branży prasowej był fakt, że "The New York Times" zerwał ze swoją prawie 160-letnią tradycją i po raz pierwszy w historii zdecydował się na wydrukowanie kolorowej reklamy modułowej na pierwszej stronie gazety. Bardziej niż samo wydarzenie, zaskoczyła mnie informacja konkurencyjnego tytułu na temat ceny tych ogłoszeń. Jestem ciekaw, czy moi czytelnicy potwierdzą, że cena wydaje się śmiesznie niska jak na gazetę o takiej tradycji i zasięgu.

Jak donosi "New York Post" powołując się na anonimowe źródła, ceny kolorowego ogłoszenia w najważniejszym punkcie "New York Times" wynoszą 75 tys. dolarów w tygodniu i 100 tys. dolarów w niedziele. Według cennika "Szarej Damy", inny rodzaj ogłoszenia - czarnobiałe, całostronicowe, o krajowym zasięgu - kosztuje 140 tys. dolarów. Wydawca nie podaje oficjalnej informacji na temat ceny ogłoszenia na pierwszej stronie.

Sprzedaż "New York Times" w tygodniu to ponad milion egzemplarzy dziennie, a sprzedaż niedzielna wynosi prawie półtora miliona egzemplarzy. Czytelnictwo gazety szacuje się na poziomie około 3 milionów czytelników dziennie.

Jeżeli informacje podawane przez "New York Post" są prawdziwe (a warto w tym miejscu dodać, że konkurencyjną gazetę wydaje News Corp. Ruperta Murdocha, który od momentu kupna "Wall Street Journal" nie kryje zainteresowania "NYTimesem"), to cena ogłoszenia na pierwszej stronie nie jest zbyt wygórowana. W szczególności jeżeli zestawić ją z cennikami ogłoszeń na pierwszych stronach polskich gazet. Oto przykładowy wykaz cen bannerów na jedynkach w Polsce, w gazetach o ogólnopolskim zasięgu (ceny cennikowe, bez rabatów), wraz z wysokościami ich sprzedaży (listopad 2008 wg ZKDP):

"Gazeta Wyborcza" 84.000 - 140.000 zł (sprzedaż 373 614 egz.)
"Dziennik" 75.000 - 100.000 zł (sprzedaż 77 758 egz.)
"Fakt" 80.000 - 100.000 zł (sprzedaż 481 622 egz.)
"Rzeczpospolita" 165.000 - 198.560 zł (sprzedaż 130 189 egz.)
"Polska The Times" 28.000 - 56.000 zł (sprzedaż 324 997 egz.)


Pierwszą firmą, która zareklamowała się na jedynce "NY Times" jest telewizja CBS. Do tej pory na jedynkę trafiały ewentualnie ogłoszenia drobne. Decyzja ta wydaje się rozsądna w świetle szybko kurczących się przychodów reklamowych gazety (w samym listopadzie 2008 spadek ten wyniósł 21 procent). Na reklamie kłopoty gazety jednak się nie kończą - wydawca obciążony jest długiem w wysokości ponad 1 miliard dolarów. Wcześniejsze działania wydawcy wiązały się z oszczędnościami w postaci zmniejszania objętości gazety i redukcji personelu.

12 stycznia 2009

Kryzys mediów papierowych nie oszczędza nawet branży erotycznej

Ciekawy tekst autorstwa Vadima Makarenko ukazał się dzisiaj na łamach "Gazety Wyborczej". Kryzys prasy drukowanej jest nieubłagany, a słynny Larry Flynt, zwrócił się z prośbą do rządu USA o pomoc w ratowaniu biznesu. Artykuł z dzisiejszej "Gazety Wyborczej" przytaczam za zgodą Autora.


Vadim Makarenko - "Branża porno prosi o pomoc"

Najpierw w kolejce po dotacje od rządu USA stanęli finansiści z Wall Street. Potem koncerny samochodowe z Detroit. Teraz Larry Flynt, król amerykańskiego porno.

Kto powiedział, że porno to biznes ociekający zyskami? Dziś jego przedstawiciele wyciągają rękę i proszą o 5 mld dol. z pieniędzy podatników. Wydawany przez Larry'ego Flynta magazyn "Hustler", który 35 lat temu zrobił furorę, publikując jako pierwszy zbliżenia pochwy na kredowym papierze, boryka się ze spadkiem sprzedaży: z 3 mln w latach 70. do nędznego pół miliona egzemplarzy.

Legendarny i grzeczniejszy poprzednik "Hustlera", czyli "Playboy", stracił w ostatniej dekadzie 32 proc. przychodów. "Penthouse" już sześć lat temu poprosił sąd o ochronę przed wierzycielami.

Na tle współczesnego porno ta trójca prezentuje "archaiczną erotykę", jak to ujął kiedyś Józef Birka z rady nadzorczej Polsatu walczącego w sądzie o koncesję na polskojęzyczną wersję kanału Playboy TV. Ale nie tylko papierowe media tracą, porno DVD za oceanem zanotowały w 2007 r. dwucyfrowy spadek.

Golizna mniej kręci? Skąd, to raczej wina internetu. Już nie trzeba się czerwienić, płacąc za świerszczyk w kiosku. Coraz częściej w ogóle nie trzeba płacić, wystarczy się rozejrzeć, czy nikt nie widzi, i kliknąć. W sieci mnożą się podobne do YouTube darmowe serwisy.

W Polsce jest nie lepiej. Sieć EMPiK wycofała świerszczyki ze sklepów. Najwięcej pornografii sprzedaje się nadal w kioskach, ale i tam sprzedaż spada od trzech lat: w 2006 r. o blisko 13 proc. w stosunku do 2005 r., a w 2007 r. o 9 proc. do 2006 r. Wydawcy narzekają, że trudniej wprowadzać nowe tytuły, bo sprzedawcy chowają je pod ladę albo w ogóle nie chcą brać.

A teraz jeszcze ten kryzys... Wydawca "Penthouse'a" chce wejść na giełdę i pozyskać 450 mln dol., ale nie znalazł banku, który by to zorganizował.

- Kongres pomaga utrzymać się na powierzchni największym przedsiębiorstwom narodowym. Z tych samych powodów my zasługujemy na pomoc - oświadczył Joe Francis, twórca serialu "Girls Gone Wild" (co można przełożyć na "Dziewczynom odbiła palma"). Flynt: - Mizeria w gospodarce i straty ponoszone przez ludzi powodują, że seks jest ostatnią rzeczą, o której myślą. Czas pobudzić seksualne apetyty Amerykanów.

Tu Flynt przeszarżował. Z badań wynika raczej, że ludzie coraz częściej uprawiają seks, bo to najtańsza i najbardziej dostępna forma rozrywki. Tyle że w czasach, gdy muszą ciąć wydatki na edukację, urlopy, a nawet paliwo, nie kupują erotycznych zabawek i magazynów. Tylko łapią za klawiaturę.

Czas uspokoić czytelników: akcja pornobranży jest skazana na porażkę, żaden rząd nie da na to pieniędzy podatników. Larry Flynt o tym wie. Apel do rządu to tylko akcja PR-owska, dzięki której o jego biznesie znowu usłyszał cały świat. Po raz ostatni "Hustler" był na czołówkach 11 lat temu, gdy do kin wszedł film Milosza Formana "Skandalista Larry Flynt". Opowiadał, jak w 1983 r. "Hustler" napisał, że znany kaznodzieja, pastor Jerry Falwell spał z własną matką. Duchowny wytoczył Flyntowi proces o oszczerstwo, ale sąd najwyższy uznał, że Flynt nie stwierdził faktu, lecz wyraził opinię o pastorze, do czego daje mu prawo konstytucja.

Wydawca porno stał się obrońcą wolności słowa. Dziś wystąpił w roli orędownika równości podmiotów gospodarczych. Bo skoro na ratunek zasługują auta, to czemu nie golizna?

Źródło: Gazeta Wyborcza

8 stycznia 2009

Jak Wirtualne Media radzą sobie ze sprostowaniami i komentarzami?

Jak co miesiąc, portal Wirtualne Media podał dzisiaj wyniki kontroli nakładów i sprzedaży gazet regionalnych w Polsce. Tym razem zrobił to z poważnym błędem.

Po szczegółowe dane odsyłam na opisywany portal, z jednym zastrzeżeniem. Chodzi konkretnie o dwie największe pod względem sprzedaży gazety regionalne w Polsce. Tak jak od jakiegoś czasu sprzedaż "Polski Dziennika Zachodniego" (Polskapresse) maleje, tak kolejna duża gazeta regionalna, "Gazeta Pomorska" (Media Regionalne) utrzymuje bardziej stabilną pozycję. Nie według raportu Wirtualnych Mediów.

Nie wytykam błędów, ponieważ błądzić jest rzeczą ludzką. Jestem jednak ciekaw czy, kiedy i w jaki sposób redakcja Wirtualnych Mediów dokona sprostowania tego artykułu. A jest co prostować. Nakład "Gazety Pomorskiej" został w zestawieniu zawyżony o 12,5 tysiąca egzemplarzy, a sprzedaż zaniżona o prawie 9 tys. egzemplarzy. Błąd nawet można wytłumaczyć. Autor tekstu pomylił linijki listopadowego raportu ZKDP i podał dane ogólnopolskiej "Gazety Prawnej" zamiast regionalnej "Gazety Pomorskiej".


Ta pomyłka ma znaczenie dla całego artykułu, ponieważ "Gazeta Pomorska" miała wg ZKDP wyższą sprzedaż w listopadzie 2008 niż "Polska Dziennik Zachodni", a zatem wbrew tekstowi Wirtualnych Mediów, zmiany na rynku w listopadzie były i zmienił się też lider.

Ciekawe, że pomyłkę dostrzegł jako pierwszy jeden z komentujących około południa. Z ciekawości ją sprawdziłem i potwierdzam ten błąd, dane w artykule są różne od oficjalnego raportu ZKDP. Zastanawiam się jednak, co zrobi redakcja Wirtualnych Mediów. Przyzna się do błędu? Umieści nowy artykuł usuwając stary oraz komentarze pod nim? Zmieni błędne dane i usunie krytyczne komentarze? Czy może jednak sumiennie uderzy się w pierś i przyzna do błędu? Jakby nie patrzeć, przestarzałe polskie prawo prasowe nie nakazuje szczególnej formy sprostowania w internecie (ze względu m.in. na to, że datowane jest na erę przed-internetową). Wierzę jednak w odwagę tego opiniotwórczego portalu.

A teraz, dlaczego jeszcze zwracam uwagę na ten portal. Zaskakuje mnie polityka redakcji WM wobec komentarzy umieszczanych pod artykułami. Wiem, że są czytane przez redakcję, ponieważ teksty zawierające odesłania m.in. do bloga eM jak Media, są skrupulatnie kasowane. Z drugiej strony komentarze, w których ludzie mediów na wysokich stanowiskach porównywani są do zwierząt czy różnych części ciała, nie rażą redakcji już tak bardzo. Koniec końców, im mocniejsze określenia, tym żarliwsza dyskusja. Logiczne?

6 stycznia 2009

Ratujmy gazety! (bo każdy powód jest dobry...)

...a czapki zawsze się przydadzą.



Fotka Sally Tonkin, via Romenesko.

Złe i dobre wieści z amerykańskiej branży prasy drukowanej

Jeff Jarvis, jeden z moich ulubionych profesjonalnych blogerów - publicystów, zebrał informacje przedstawiające aktualny stan amerykańskiej branży prasowej. Dokąd to wszystko zmierza i jaka jest prawdopodobna przyszłość gazety papierowej - oceńcie państwo sami.

Złe wieści:

• Akcje wszystkich spółek wydających gazety w USA spadły średnio o 83,3% w 2008 roku, kurcząc rynek o 64,5 miliarda dolarów

• Od roku 1994 (daty wypuszczenia na rynek pierwszej komercyjnej przeglądarki internetowej) - penetracja rynku przez gazety drukowane spadła o jedną trzecią, z 23% do 16%. W tym samym okresie sprzedaż gazet w USA spadła o 14% (z 59 milionów do 50 milionów egzemplarzy według Newspaper Associaton of America), a populacja Amerykanów wzrosła o 20%.

• Od 1994 r. przychody reklamowe gazet skorygowane wskaźnik inflacji spadły o 10% (w 1994 wynosiły 34,109 milionów dolarów, a w 2007 roku 42,209 milionów według Newspaper Associaton of America)

• Od 1994 r. liczba gazet w USA spadła z 1 548 do 1 422 według NAA

• według bloga Papercuts, liczącego dziennikarzy tracących etaty, w samym 2008 roku 15,5 tysiąca dziennikarzy straciło pracę

• W 2008 roku internet wyprzedził gazety drukowane w rankingu podstawowych źródeł informacji. Dla młodych ludzi (18-29 lat), internet niedługo przegoni telewizję.

• Jak wynika z sondy Harrisa 54% Amerykanów nie ufa mediom informacyjnym. Z kolei badanie Uniwersytetu Sacred Heart na początku zeszłego roku, zaufanie dla mediów informacyjnych deklaruje zaledwie 19,6% Amerykanów.

• Jeffrey Cole, dyrektor Center for the Digital Future Uniwersytetu Południowej Kalifornii odkrył w swoim badaniu, że młody Amerykanin (12-24 lata) nie sięgnie już NIGDY po gazetę drukowaną.

• W 2008 roku Amerykańskie Stowarzyszenie Wydawców Gazet Papierowych (American Society of Newspaper Editors) usunęła słowo "papier" ze swojej nazwy.


Dobra wieść:

• Czytelnictwo stron internetowych należących do gazet przekroczyło już dawno czytelnictwo samych gazet drukowanych sięgając w USA 69 milionów unikalnych użytkowników jesienią 2008 (według NAA)

Kryzys prasy drukowanej? Jaki kryzys!

4 stycznia 2009

Jak amerykańskie gazety wykorzystują narzędzia internetowe

Na koniec roku, niezawodna Bivings Group (amerykańska firma consultingowa), przygotowała nie lada gratkę dla fanów mediów, w szczególności prasy i internetu. Ich coroczny Bivings Report to badanie umiejętności radzenia sobie amerykańskich wydawców z szansami i zagrożeniami internetu, jako wciąż nabierającym znaczenia źródle informacji. Przebadano 100 stron internetowych największych amerykańskich gazet (według amerykańskiego Audit Bureau of Circulation). Najważniejsze wnioski z tego badania zawarte są w dalszej części tego artykułu.

A oto najważniejsze wnioski z raportu Bivings Group:

  • Gazety eksperymentują z treściami tworzonymi przez użytkowników (UGC - user generated content). Badanie wykazało, że 58% przebadanych gazet dopuszczało możliwość umieszczania przez użytkowników zdjęć na swoich stronach, 18% interesowało się treściami video, a 15% stron zezwalało użytkownikom na tworzenie artykułów. Podsumowując, 58% gazet zezwalała 2008 na jakąkolwiek formę UGC w porównaniu z 24 procentami w roku 2007.

  • Liczba stron internetowych gazet zezwalających na komentarze użytkowników pod artykułami wzrosła ponad dwukrotnie. 75% gazet w 2008 r. pozwalało użytkownikom komentować artykuły, podczas gdy rok wcześniej liczba ta wynosiła zaledwie 33%.

  • 10 procent stron internetowych posiadało narzędzia społecznościowe, jak np. profile użytkowników czy możliwość dodawania innych użytkowników do swoich "przyjaciół". Porównać to można z pięcioma procentami w poprzedzającym roku. Zaskakujące, że ta liczba nie jest większa biorąc pod uwagę popularność serwisów społecznościowych takich jak MySpace, Facebook, czy LinkedIn. Czyżby boom na społeczności na stronach gazet dopiero miał nastąpić?

  • 76% gazet oferowało narzędzie pokazujące najbardziej popularne wśród użytkowników treści (najczęściej komentowane, najczęściej przekazywane dalej, etc.). Jest to duży wzrost w porównaniu z 51% stron korzystających z tego rodzaju narzędzi w 2007 roku. Biorąc pod uwagę udział użytkownika przy tym narzędziu, takie działanie czytelników uznałbym za rodzaj tworzonych przez nich treści (UGC).

  • Integrowanie stron internetowych z serwisami umożliwiającymi dzielenie się odnośnikami do ciekawych tekstów (bookmarkami), takimi jak Digg czy del.icio.us, wzrosło bardzo szybko. 92% stron uwzględnia te opcje, w porównaniu z siedmioma procentami dwa lata temu. Trend ten można zaobserwować także w Polsce, gdzie np. strona "Rzeczpospolitej" pozwala na dodawanie swoich artykułów do popularnego u nas Wykopu.

  • Każda z gazet oferuje na swoich stronach możliwość reklamowania się w internecie. 100% z gazet w 2008 r. zawierało w internecie którąś z form reklamy w obrębie tekstu artykułu, jak np. Google Adwords.

  • Jednym z najbardziej zaskakujących dla mnie wyników badań był fakt, że 57% gazet oferowało wydania swoich tytułów w PDF-ach. Z dodatkowych narzędzi, 20% stron dawało możliwość czatowania, 96% zawierało informacje o lokalnej pogodzie, 40% oferowało alert kanałem SMS, a 70% stron posiadało kalendarze z zaznaczonymi wydarzeniami ważnymi dla lokalnych społeczności.

  • Wyraźny jest trend w ułatwianiu czytelnikom dostępu do informacji. W 2008 roku tylko 11% stron wymagało rejestracji w celu dostępu do pełnej wersji artykułu (darmowego lub płatnego), w porównaniu z 29% w roku 2007.

  • Wszystkie ze 100 przebadanych gazet posiadało możliwość elektronicznej subskrypcji kanałów RSS. Zadziwiające, że do przesyłania reklam, kanał ten wykorzystywany jest przez zaledwie jedną gazetę.


Badania te powinny mieć ogromne znaczenie dla polskich wydawców. Wszelkie innowacje stron internetowych gazet, zazwyczaj mają swój początek w USA. Trendy związane z boomem na serwisy społecznościowe i mikroblogging rozpoczęły się właśnie tam. I to właśnie amerykańskie gazety zaczęły umiejętnie wykorzystywać możliwości jakie stwarzają rodzące się nowe kanały komunikacji.

W pełną wersję tego interesującego badania można zaopatrzyć się na stronach Bivings Group.

1 stycznia 2009

Kansaski dziennik rezygnuje z wydania papierowego

Korzystając z wyjątkowości dzisiejszego dnia chciałbym życzyć wszystkim polskim wydawcom, by ich gazety nie podzieliły losu gazety, o której traktuje poniższy tekst. Niestety, czuję, że w nadchodzącym roku takich historii będzie coraz więcej.

"Kansas City Kansan" to gazeta z wieloletnią tradycją - została założona w 1921 roku. Za 10 dni oficjalnie zamyka swoje papierowe wydanie, by ukazywać się wyłącznie w internecie.

Decyzję o wstrzymaniu druku wydawca opublikował na swoich stronach wczoraj. Podobno przygotowywany jest bardzo innowacyjny produkt, który nie będzie bezpośrednim przeniesieniem gazety do internetu. Trudno jednak wierzyć w te zapewnienia, jeżeli weźmie się pod uwagę kroki podejmowane dotąd przez wydawcę, GateHouse Media.

"Kansas City Kansan" to gazeta, której cena za jedną akcję zatrzymała się na poziomie 4 centów. Wcześniej dziennik zmienił tryb na gazetę ukazującą się tylko dwa razy w tygodniu. Gazeta sprzedała również swoją dotychczasową siedzibę oraz szukała oszczędności w druku. Dociera do zaledwie 3,800 odbiorców. Zasięg gazety w internecie jest już podobno dziesięciokrotnie większy.

Informację o zamknięciu wydania papierowego "Kansas City Kansan" ciekawie komentuje Juan Antonio Giner z Innovation Media Consulting. Ktoś, kto nie umie osiągnąć zysku ukazując się na papierze, nie osiągnie go również w internecieOdnosząc się do przykładu ze stanu Kansas oraz do gazet z Detroit, które w zeszłym miesiącu zrezygnowały z codziennych wydań, Giner nazywa je "trupami na martwym rynku". Jego zdaniem, wysiłki z rozpoczynaniem drugiego życia w internecie są dla tych gazet stratą czasu, gdyż "ktoś, kto nie umiał osiągnąć zysku wydając gazetę papierową, nie osiągnie go również w internecie". Ponadto, jak pisze Giner, "przetrwają wyłącznie te gazety, które równolegle z inwestycjami w internet, potrafią zarabiać na papierze oraz cieszą się zainteresowaniem czytelników i reklamodawców".

Internet to dla Amerykanów popularniejsze źródło informacji niż tradycyjna gazeta papierowa

Zachęcony bardzo miłymi życzeniami (dzięki YburG) chciałem zapewnić, że nie mam zamiaru zaprzestania publikacji treści na tym blogu. A pierwszy dzień nowego roku to dobry moment by popracować nad postanowieniami.

W ciągu ostatniego tygodnia jedna informacja przykuła moją uwagę. Z ostatniego badania waszyngtońskiego Pew Research Centre cytowanego przez brytyjskiego "Guardiana", więcej Amerykanów sięgnęło po informacje do źródeł internetowych niż do tradycyjnych gazet papierowych. Telewizja to jednak wciąż najpopularniejsze źródło informacji.

Zmiana zwyczajów amerykańskich konsumentów informacji jest bardzo wyraźna - ilość Amerykanów wymieniających internet jako główne źródło informacji wzrosła z 24% do 40% w ciągu roku, przekraczając 35% polegających głównie na gazetach.

Jest to kolejny cios dla gazet papierowych. Gazety w Stanach Zjednoczonych przechodzą poważny kryzys, który nie wiadomo czy zostanie powstrzymany. Amerykańscy wydawcy tną koszty, zamykają biura, przeprowadzają masowe zwolnienia pracowników czy, jak Tribune Co., powoli bankrutują. Wszystkie te działania prowadzone są po to, by dostosować się do gwałtownie spadających przychodów reklamowych.

Tribune Co. z olbrzymim, 13 miliardowym długiem, ogłosiło w grudniu rozpoczęcie procesu bankructwa. Wśród tytułów tej dużej korporacji znajduje się "Los Angeles Times". Perspektywy są czarne - według amerykańskiego biura kontroli dystrybucji prasy, sprzedaż gazet w USA zmalała w ciągu 6 miesięcy (kończących się na wrześniu) o 4,6%.

Najpopularniejszą dziedziną ekonomii staje się aktualnie ekonomika mediów. Wielu medioznawców dostrzega główny powód kryzysu, choć nie może znaleźć na niego remedium. Tezą, z którą nie da się polemizować jest fakt, że uciekających z ogłoszeń papierowych dolarów nie da się na razie zastąpić cyfrowymi centami.

Młodzi czytelnicy odwracają się od gazet w stronę internetu coraz szybciej. W grupie wiekowej amerykańskich 29-latków popularność sieci wzrosła z 34% do 59%.

Nie da się nie zauważyć, że większość informacji w internecie jest wciąż konsumowana na stronach wydawców gazet tradycyjnych. Poniekąd jest to wciąż to samo źródło informacji.

Zdjęcie otwierające ten tekst pochodzi z popularnej kampanii firmy Artegence.