26 sierpnia 2008

Czy News Corp. sprzeda swoje udziały w telewizji Puls?

Telewizja Puls zdaje się ciągle szukać koncepcji na swój rozwój w Polsce. Z jednej strony za jednym zamachem potrafi zwolnić 118 pracowników, ponieważ wyniki oglądalności nie spełniły oczekiwań zagranicznego inwestora, należącego do Ruperta Murdocha News Corp. (pisał o tym m.in Michał Fura z "Gazety Prawnej"). Dziś, Vadim Makarenko w "Gazecie Wyborczej" pisze o rozwoju TV Puls, która szuka aktualnie możliwości uruchomienia nowych kanałów tematycznych (nieco spóźnionymi, moim zdaniem, śladami TVN, Polsatu czy nawet telewizji publicznej). I wreszcie, gdzieś słychać plotki o ponownym zatrudnianiu części zwolnionej w lipcu załogi. Tylko jak to wszystko się ma do wczorajszych doniesień z Bułgarii, gdzie zapowiedziano sprzedaż bułgarskich, łotewskich, serbskich i... polskich udziałów News Corp. w mediach telewizyjnych?

Należące do Ruperta Murdocha News Corp. zamierza do końca 2008 r. sprzedać bTV - nadawcę telewizyjnego z Bułgarii, powiedziała wczoraj w bułgarskim radio publicznym Maria Stefanova, szefowa tamtejszej Rady Mediów Elektronicznych.

bTV jest największym nadawcą telewizyjnym w Bułgarii wystawionym na sprzedaż, a zainteresowanie kupnem tej stacji wyraziło już 4 (nieznanych opinii publicznej) chętnych oraz 3 najczęściej wymieniane przez bułgarskie media fundusze inwestycyjne: Warburg Pincus, Advent International i GMT Communications Partners.

O planowanych krokach ze strony News Corp., Rada została poinformowana listownie około miesiąc temu. Pismo z połowy lipca informowało, że działalność w Bułgarii wraz z dwoma kanałami telewizyjnymi na Łotwie i Fox Televizija w Serbii, były badane przez firmę inwestycyjną Lehmann Brothers, wynajętą przez News Corp. w celu "oceny wartości rynkowej i strategicznych możliwości" firm. Jak poinformowała Stefanova, sprzedaż bTV będzie prowadzona równolegle z podobnymi działaniami na terenach Łotwy, Serbii, jak również... Polski.

Licząc, że dowiem się czegoś więcej na temat dalszych planów News Corp. na polskim rynku, mocno się zawiodłem przeglądając dzisiejszą prasę. Przytoczone powyżej słowa to oficjalny komunikat, który powinien zwrócić nie tylko moją uwagę. Wycofanie się Murdocha z Polski, byłoby o tyle dziwne, że nie raz pojawiały się informacje o jego próbach wejścia na ten rynek. Ciekawe, czy rezygnując z naszego rynku telewizyjnego będzie próbował zaistnieć wśród polskich gazet (w internecie już istnieje jako polska wersja serwisu społecznościowego MySpace).

24 sierpnia 2008

Zmierzch prasy?

O zmierzchu prasy drukowanej piszę tu dość często. Skoro jednak gazety mogą być elementami kampanii marketingowych, to chyba jeszcze parę osób je czyta :)

Poniżej weekendowa fotka jednej z witryn sklepowych na krakowskim Starym Rynku:

21 sierpnia 2008

Gdzie się kończy dziennikarstwo obywatelskie?

Tysiąc dolarów za każde 100,000 odsłon strony w ciągu 6 miesięcy lub dziesięć tysięcy dolarów za pierwszy 1,000,000 odsłon niezależnie od czasu - czy taki model może być jeszcze określany krzewieniem dziennikarstwa obywatelskiego? Zdaniem twórców nowego serwisu Allvoices - zdecydowanie tak.

Od jakiegoś czasu próbuję zdefiniować zjawisko dziennikarstwa obywatelskiego. Ktoś powiedział, że dziennikarz obywatelski jest osobą niekoniecznie posiadającą warsztat, ale chcąca realnie wpływać na otaczające ją zjawiska poprzez ich opisywanie. Ale w takim razie czym w świetle tej definicji różni się dziennikarz obywatelski od typowego dziennikarza? Czy dziennikarza obywatelskiego od dziennikarza dzieli tylko pensja? I wreszcie, czy nowo powstały serwis oferujący wynagrodzenie dla dziennikarzy obywatelskich nie jest jednocześnie granicą tego zjawiska?

Allvoices
reklamuje się jako "doskonałość w dziennikarstwie obywatelskim". Ma zasięg globalny - w winiecie strony znajduje się mapa świata, na której oznaczany jest ten region, którego dany artykuł dotyczy. Twórca serwisu chce zmienić dziennikarzy obywatelskich w globalnych reporterów, którzy w jednym miejscu publikować będą informacje o najważniejszych, ich zdaniem, wydarzeniach.

Wystarczy tylko pomyśleć, ile korzyści z serwisu będą mieli jego właściciele!. Miliony par oczu analizujących oglądalności swoich artykułów, wykorzystanych jednocześnie do oglądania reklam umieszczanych przez właściciela serwisu. Biorąc jeszcze pod uwagę, że serwis ma mieć charakter newsowy, niewielu chyba użytkowników zarobi w nim jakieś pieniądze - 100,000 odsłon jednego newsa przy tylu platformach informacyjnych w internecie będzie nie lada osiągnięciem.

I pozostaje jeszcze pytanie... czy zwiedzeni możliwością zarobku ochotnicy, będą mieli prawo tytułować się jeszcze dziennikarzami obywatelskimi? Poniekąd ich cel ulegnie zmianie - z chęci bycia usłyszanym na chęć zarobienia paru groszy.

Katastrofa lotnicza w Madrycie a zdjęcia w polskiej prasie

Czy dzisiejsze gazety prawidłowo zobrazowały artykuły o tragedii, do której doszło wczoraj na lotnisku w Madrycie? Do postawienia tego pytania zainspirował mnie Juan Antonio Giner, CEO firmy Innovation (publikującej m.in. coroczny raport "Innovations in Newspapers"). A odpowiedź na pytanie jest prosta - żadna z polskich gazet nie poradziła sobie ze zdjęciami z tego wydarzenia. Ten wpis będzie dotyczył wyjątkowych sytuacji, w których najlepsze (acz mało mówiące) zdjęcia agencyjne lepiej jest zastąpić, lub wesprzeć, prostą i dobrze komunikującą infografiką.

Istnieje dużo narzędzi, którymi może posłużyć się redakcja gazety drukowanej lub strony internetowej, by wzbogacić swoje teksty. Dzisiejsze wydania gazet dowodzą, że redakcje zdają się o tym zapominać. Oto najpopularniejsze zdjęcia, jakie można było zobaczyć w dzisiejszej prasie.

Poniżej zdjęcie dnia, którym teksty zobrazowały m.in. "Gazeta Wyborcza", "Rzeczpospolita", czy darmowe "Metro". Niestety, fotka ta niewiele obrazuje. Widz może się jedynie domyślać skali wydarzenia, po ilości osób/maszyn biorących udział w akcji ratunkowej. Praktycznie poza chmurą dymu, niewiele na nim widać:


A oto popularna fotka często przewijająca się dziś na łamach stron internetowych największych wydawców ("Dziennik", "Gazeta Wyborcza"):


Problem w tym zdjęciu (o czym nie poinformowała żadna z gazet) jest taki, że nie dotyczy ono opisywanego wydarzenia. Zdjęcie przedstawia samolot startujący z lotniska w Bilbao, a nie w Madrycie. Zdjęcie to może przedstawiać rodzaj samolotu, który uległ wypadkowi, a nie chwilę przed tragedią, ale należałoby to wówczas odpowiednio skomentować.

Zastanawia mnie jeszcze jedna fotka, ale tutaj nie mam stuprocentowej pewności:

Porównując wrak na powyższym zdjęciu ze zdjęciem poprzednim widać wyraźnie, że są to dwa zupełnie różne samoloty (czytelnik może poczuć się zdezorientowany widząc obie fotki obok siebie, a tak właśnie widnieją w galerii na stronie Gazeta.pl). Sprawdziłem jednak - przewoźnik Spanair należy do sojuszu lotniczego Star Alliance, którego napis widnieje na wraku. Tu z kolei dezorientuje mnie "Rzeczpospolita", która na swojej stronie jako źródło tej fotki podaje własne archiwum, co znowu mówi o tym, że zdjęcie dotyczy innej katastrofy, z której redakcja zdjęcie zatrzymała w swoim archiwum.

A wracając do tematu infografik, oto przykład dobrego rysunku przygotowanego na czymś, co wygląda jak zrzut ekranu z Google Earth:

Źródło: ABC.es

A Waszym zdaniem, która forma komunikacji obrazkowej jest lepsza?

20 sierpnia 2008

Konflikt gruzińsko – rosyjski oczami mediów

Długo się zbierałem do napisania opinii na temat zeszłotygodniowych zajść w Gruzji, a co ważniejsze (w kontekście tego bloga) do relacji, jakie miały miejsce na łamach polskich i zachodnich gazet. Nie będzie to wpis ani prorosyjski, ani progruziński. Bardziej zastanawia mnie fakt, czy aby media nie powtórzyły zachowania Kremla. Rosja czekała na pretekst, jakim była akcja zbrojna Gruzinów na terytorium Osetii Południowej. Media z kolei dostały pretekst, by pogrozić Rosji za prężenie muskułów na arenie międzynarodowej.

Działania militarne z pewnością wygrała Rosja, „ale to Gruzini rozegrali grę bardziej sprawnie” – napisał dla „GuardianaPeter Wilby. Autor tego ciekawego artykułu (z racji odmiennego punktu widzenia) jest zdania, że gruzińska maszyna Pi-aRowska szybko rozpoczęła pracę, publikując informacje prasowe już od samego początku konfliktu. Pierwsze oficjalne doniesienia dla agencji prasowych spływały z Gruzji już w pierwszej godzinie od rozpoczęcia walk.

Wilby argumentuje, że media w relacji z konfliktu były jednostronne, czemu trudno się dziwić, biorąc pod uwagę fakt, że połowa świata patrzyła wówczas na relacje z igrzysk olimpijskich, a druga połowa – na wydarzenia w Gruzji. Wśród refleksji autora znalazła się myśl: „Czytelnicy pragną bomb, czołgów i liczby ofiar. Muszą być poinformowani, kto w konflikcie jest tym dobrym, a kto złym. Nie zapominajmy, że informacje są częścią branży rozrywkowej”.

Informacja prasowa nie jest narzędziem często stosowanym przez Rosjan. Z tego chociażby względu można uznać relacje z Południowej Osetii za częściowo jednostronne. Rosja próbowała się bronić w walce na PR, ale obronę rozpoczęła zbyt późno – rosyjska Organizacja Ochrony Praw Człowieka (Human Rights Watch) określiła materiały z mediów zachodnich jako propagandę i dezinformację. Vsepolog Bogdanov, członek Rosyjskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy jest zdania, że materiał prasowy w połączeniu z opinią nie jest już informacją.

Wygląda na to, że mimo, iż gruziński PR był jak do tej pory był silniejszy, wojna informacyjna nadal trwa. Przeczytałem dziś, że rosyjskie władze zwróciły się do mediów z prośbą o materiały, które mogłyby być dowodem gruzińskiej agresji i przemocy. Rosyjski związek wydawców prasowych poinformował, że w rosyjskiej prokuraturze toczy się sprawa przeciwko Gruzji oskarżanej o “czystki etniczne mniejszości narodowych oraz o zabijanie w sposób niebezpieczny dla bezpieczeństwa publicznego”.

Co ciekawe, pod groźbą zamknięcia stoi rosyjska „Novaya Gazeta”, oskarżona dziś o szerzenie nienawiści do Gruzinów. W jednym z artykułów gazeta zacytowała wypowiedź ultranacjonalistycznej organizacji, Ruchu Przeciwko Nielegalnej Imigracji, z której wynikało, że "Gruzini mieszkający na terenie Rosji powinni zostać rozmieszczeni w obozach dla uchodźców, a przeprowadzane przez nich akty sabotażu osłabiają rosyjską gospodarkę". Niestety, brak jest dalszych informacji: czy cały artykuł w gazecie miał antygruziński charakter?. Gazeta broni się, że w trakcie walk była jedynym medium w Rosji pozwalającym Gruzinom zabrać głos w swojej sprawie. A już wyjątkowo zaskakujący jest fakt, że cytowana nacjonalistyczna organizacja, nie dostała od władz żadnego ostrzeżenia.

Jeszcze raz podkreślam, nie uważam ingerencji Rosji w ten konflikt za słuszną decyzję – niewytłumaczalne jest dla mnie w dzisiejszym świecie organizowania manewrów wojskowych i testowanie swoich sił na żywym organizmie. Ciekawe jest tutaj, jak wielkie znaczenie może mieć aspekt PR nawet w sprawie, która ociera się o życia ludzkie. A moje pytanie dotyczy wyłącznie stosunku mediów do tego konfliktu... czy przy tak zorganizowanej akcji PR ze strony Gruzji, media nie znalazły zbyt szybko winnego, zamiast skupić się na przyczynach konfliktu? Czy można potępiać wyłącznie jedną stronę, skoro druga nie wydaje się krystalicznie czysta? I wreszcie, może media miały w 100% rację obwiniając za wszystko Rosję i grożąc jej wspólnie z NATO palcem?

Media Regionalne kupują "Gazetę Olsztyńską"

Konkurencja na polskim rynku gazet regionalnych zaostrza się. "Gazetą Olsztyńską", jedną z niewielu na polskim rynku samotnych wysepek (nie należących do żadnej z polskich grup wydawniczych) zainteresowały się Media Regionalne. Pełną informację, zawartą w dalszej części tego wpisu, opublikował na swojej stronie przed paroma minutami miesięcznik "Press".
Media Regionalne, które należą do funduszu Mecom, podpisały w Londynie umowę opcji na nabycie udziałów w olsztyńskiej spółce Edytor, wydawcy ”Gazety Olsztyńskiej/Dziennika Elbląskiego”.

Zgodnie z postanowieniami umowy, o której wydawca poinformował w komunikacie prasowym, Media Regionalne w ciągu kilku miesięcy mają prawo przejąć ”Gazetę Olsztyńską”. Strony mają pół roku na dopełnienie formalności i sfinalizowanie transakcji. Umowa dotyczy 100 proc. udziałów w Edytorze.

”To kolejny krok w realizacji naszej strategii rozwoju i umacniania pozycji Mediów Regionalnych na polskim rynku” – podał w komunikacie Truls Velgaard, dyrektor wykonawczy grupy Mecom w Polsce.

Do Edytora należy ”Gazeta Olsztyńska/Dziennik Elbląski”, 21 tygodników lokalnych, drukarnia prasowa. Średnie rozpowszechnianie płatne razem ”Gazety Olsztyńskiej” w pierwszym półroczu br. wyniosło 30 904 egz. (ZKDP).
Media Regionalne wydają m.in. dziewięć dzienników regionalnych.
Źródło: Press

19 sierpnia 2008

Zobacz, co czytają Barrack Obama i John McCain!

Tak by się chciało krzyczeć po przeczytaniu notki prasowej wystosowanej przez Google w poniedziałek. Korporacja uruchomiła wczoraj nowy projekt pozwalający przyjrzeć się codziennym pRSSówkom (definicję kanałów RSS przytaczam na końcu tego wpisu) kandydatów na prezydenta USA. Obaj panowie udostępnili publicznie subskrybowane przez siebie kanały RSS, aby zwykli mieszkańcy ziemi mieli możliwość czytania tych samych, co oni, informacji. Jak jest naprawdę?


Nowy projekt nosi nazwę Power Readers In Politics i cieszy się już bardzo dużą popularnością (w sumie to nic dziwnego, promowany jest na stronie głównej Google). Poza tym, żadne inne wydarzenie w USA nie gromadzi tylu widzów, co wybory prezydenckie.

Nie dziwi więc obecność kandydatów na różnego rodzaju serwisach społecznościowych (Facebook, Myspace - "hej, mam McCaina wśród swoich znajomych!"). Setki tysięcy ludzi śledzi co Obama ma do powiedzenia na popularnym serwisie Twitter, w którym autorzy muszą zawrzeć co ważniejsze spostrzeżenia w 160 znakach. Wreszcie i Google przyjął ten popularny schemat - skoro wiemy co kandydaci mają do powiedzenia, zobaczmy więc czym się posiłkują.

I mimo, że wymienione wcześniej strony serwisów społecznościowych, jak i wspomniany Google Power Reader in Politics prowadzone są przez sztaby wyborcze obu panów (bo po pierwsze - skąd sami mieliby mieć na to czas, a po drugie - nie wierzę, by Obama miał czytać wyłącznie o sobie, a McCain też nie czytałby wieści z drugiej strony frontu), to wcale nie uważam inicjatywy Google za stracony projekt. Ma on swoje dobre strony:
  • może zainteresować jeszcze większą rzeszę ludzi (nie tylko z USA) zbliżającymi się wyborami;
  • razem z innymi projektami udowadnia, jak dużą wartość (dla kandydata, dla korporacji) ma każdy użytkownik internetu;
  • przybliża sztywne i niedostępne postacie światowej polityki użytkownikowi i pokazuje, jak bliscy są oni przeciętnemu użytkownikowi internetu;
  • pomoże dotrzeć użytkownikom do, prawdopodobnie, nieznanych im dotąd źródeł informacji;
  • oprócz ścigających się ze sobą senatorów Obamy i McCaina, usługę promują znani amerykańscy dziennikarze trudniący się polityką - subskrybowane przez nich kanały RSS sprawiają wrażenie bardziej prawdziwych niż te należące do kandydatów na prezydenta USA;
  • i wreszcie korzyść odniesie sam Google, który po raz kolejny odnotowuje setki tysięcy odwiedzin dziennie, dzięki dobremu pomysłowi.

Czym jest RSS (za Wikipedią):

RSS służy do publikacji często zmieniających się treści, takich jak wpisy blogów, wiadomości. Dokument RSS, często zwany "kanałem", zazwyczaj zawiera streszczoną formę wiadomości ze skojarzonej strony WWW lub jej pełny tekst. RSS umożliwia użytkownikom automatyczne bycie na bieżąco z treścią ulubionych serwisów sieciowych.

Umieszczony na serwerze plik w formacie RSS można subskrybować w czytniku RSS, zarówno w samodzielnym programie, jak i we wtyczce do przeglądarki internetowej, a także w niektórych programach pocztowych. Przykładem popularnego czytnika RSS jest m.in Google Reader. Czytniki RSS pomagają być na bieżąco z ulubionymi blogami, również z niniejszym "eM jak Media". Aby zasubskrybować i śledzić każdą aktualizację tego bloga, po wybraniu czytnika wystarczy kliknąć tutaj.

18 sierpnia 2008

Jeden dzień. Dwanaście identycznych jedynek.

Czasami na blogu staram się zwracać uwagę na "dziwne" zjawiska również w rodzimej prasie. Aby nie być zbyt uszczypliwym, w zeszłą środę zagryzłem zęby, chociaż Briefowy blog temat dostrzegł i opisał. Tym razem nie mogę się powstrzymać, ponieważ pierwsze strony dzisiejszych gazet to istny popis kreatywności...

Patrząc na dzisiejsze jedynki, można pomyśleć, że wioślarstwo to nasz sport narodowy. Też się cieszę z tego medalu, ale oglądając dziś gazety widać, jak łatwo znudzić czytelnika jednym tematem.

Pierwsze strony gazet ogólnokrajowych:

Pierwsze strony wybranych gazet regionalnych:

To był długi weekend, również dla redakcji. Strach pomyśleć co by było, gdyby poprzedni dzień nie okazał się medalową niedzielą...

14 sierpnia 2008

Druga szansa dla Posterous.com


Wczoraj poznałem ciekawy serwis Posterous- pozwala na publikowanie informacji na blogu bezpośrednio z maila.Tekst, który właśnie czytacie wysyłany jest na odpowiedni adres iPosterous publikuje go na blogu.

Nie obyło się niestety bez problemów. Wczorajszy post o autorachinternetowych blogów publikowałem trzykrotnie... wysłanie samegotekstu działało bez zastrzeżeń, problem pojawiał się w chwili, gdychciałem załączyć zdjęcie.

Na szczęście, helpdesk Posterous działa całkiem sprawnie. Po 5 minutachod zgłoszenia problemu, otrzymałem zapewnienie, że firma zajmie sięjego rozwiązaniem. Dziś zostałem poproszony o kolejną próbę.



Jeżeli tylko Posterous zadba, by proces publikowania bloga via e-mailprzebiegał bez zarzutu, to będzie to bardzo przydatne narzędzie dlakażdego blogera. Zwłaszcza dla tych, którzy jak ja, mają problem zodłączeniem się od sieci (jak dobrze, że są telefony komórkowe...).Posterous może być również bardzo przydatny dla ścigających się nanewsy.

Polecam?

Posted by email from Marek's posterous

13 sierpnia 2008

O autorach internetowych blogów

Tak tylko chciałem zapytać i utwierdzić w moich dzisiejszych przemyśleniach: może gdzieś tam, daleko poza siecią, istnieją jakieś inne blogi?

12 sierpnia 2008

Spada sprzedaż reklam w amerykańskich magazynach

Amerykański miesięcznik "Vogue" będzie zawierał we wrześniu zaledwie 674 strony reklamowe, co w przypadku tego miesięcznika oznacza zmniejszenie sprzedanej powierzchni reklamowej o około 7% w porównaniu z tym samym miesiącem poprzedniego roku...

"Vogue" był rekordzistą we wrześniu 2007 roku - dzięki 725 pełnym stronom reklamowym, jedno wydanie ważyło 2,2 kilograma i było koszmarem dla kolporterów. Jak podaje "Wall Street Journal", 2/3 amerykańskich magazynów odnotowało spadek sprzedaży reklam (mierzony sprzedaną powierzchnią reklamową).

Amerykański czytelnik (czytelniczka) pism o urodzie, stylu i modzie jest dość specyficzny - stawia na równi informację zawartą w artykułach z reklamami, które kartkuje w poszukiwaniu najnowszych trendów. Jak do tej pory, gwarantowało to w amerykańskich pismach stały popyt wśród reklamodawców. Przy cenach sięgających 120,000 dolarów za jedną pełną stronę reklamową, taki spadek oznacza trudną sytuację dla wydawnictw. Jest to największy w historii amerykańskiej prasy spadek ilości reklam w magazynach tego segmentu.

A tak wygląda wrześniowa zmiana ilości stron reklamowych w największych amerykańskich magazynach kategorii "Beauty & style":

Dlaczego USA tak się przejęły sytuacją w Gruzji?

Nie każdy wie, że słowo Gruzja przetłumaczone na angielski brzmi dokładnie jak nazwa jednego ze stanów USA. Może piszę teraz o rzeczy oczywistej, ale brytyjski wydawca Sky News, przygotowując materiał na temat wojny, zbyt bardzo polegał na Wikipedii:




"Georgia jest stanem w południowej części USA. Była jedną z trzynastu kolonii, które przeciwstawiły się..."

(via Thoughts of Nigel)

11 sierpnia 2008

New York Times potrafi sprzedać olimpiadę

Informację można sprzedać w różny sposób. "New York Times" wychodząc od doprecyzowania potrzeb czytelników, stworzył na igrzyska specjalny kalendarz imprez. Pomysł niekoniecznie innowacyjny, ale jego przejrzystość i nawigacja zasługuje na pochwałę...

Gratulacje dla "New York Times", który na swojej stronie przygotował niezwykle przejrzysty kalendarz imprez olimpijskich na najbliższe dwa tygodnie. Czytelnik, dzięki prostej nawigacji, może dowiedzieć się o każdym wydarzeniu igrzysk. Wystarczy odnaleźć interesujący dzień tygodnia i wybrać ulubioną dyscyplinę, a po jednym kliknięciu wiemy już kto będzie bohaterem wydarzenia, lub jakim wynikiem się zakończyło.

Narzędzie sprzężone jest z gazetą - przy większości minionych wydarzeń, kalendarz zawiera linki do artykułów "NYT" dotyczących poszczególnych dyscyplin. No i do tego mały, acz cieszący oko gadżet - zegar z czasem lokalnym i chińskim.

Prosty i czytelny sposób sprzedania informacji, którą handlują teraz wszystkie platformy mediowe. Wygrają te, które będą najbliżej potrzeb czytelników. "New York Times" jest dla mnie pod tym względem numerem 1.

8 sierpnia 2008

20 zaproszeń do testowania wyszukiwarki True Knowledge

O nowej wyszukiwarce True Knowledge, która wyszukuje odpowiedzi na zadane jej pytania, pisałem TUTAJ
Oficjalny start wyszukiwarki planowany jest na połowę przyszłego roku. Jeżeli komuś nie chce się czekać aż tyle, lub przechodzić procesu rejestracji, mam do rozdania 20 zaproszeń. Pierwszych dwadzieścia osób, które przyślą mi maila z hasłem "True Knowledge" w tytule, otrzymają zaproszenia do testowania tej wyszukiwarki.

(Węgry) "Metro" zmienia tytuł na "Metropol"

Po procesie węgierskiego "Metra" z siecią supermarketów Metro AG (m.in. Macro Cash & Carry), gazeta została zmuszona do zmiany tytułu. Od środy, 6 sierpnia ukazuje się pod marką "Metropol" (swoją drogą, dlaczego nie "Metrohun"?)...

Węgierski "Metropol" wydawany jest przez koncern Metro International. W większości krajów na świecie ukazuje się pod tytułem "Metro", jednak w przypadku Polski, wydawnictwo zostało uprzedzone przez Agorę, która spodziewając się ekspansji firmy na polski rynek, jako pierwsza zarejestrowała prawa do tytułu. Gazeta "Metropol" ukazywała się na naszym rynku do stycznia 2007 roku.

Sprawa węgierska jest nietypowa, gdyż uczestniczące w procesie firmy działają w dwóch, zupełnie różnych segmentach rynku. Sam węgierski rynek prasy bezpłatnej jest dość specyficzny. "Metropol" cieszy się na Węgrzech monopolem, co należy do niespotykanych na europejskim rynku sytuacji. W zeszłym roku pojawiła się tam codzienna gazeta bezpłatna "Busz", ale szybko zmieniła się w tygodnik. Inny węgierski bezpłatny tygodnik, "Budapest 7 Nap" który rozpoczął swoją działalność niespełna rok temu, został zamknięty przed tygodniem.

Nowa szata "Metra"

"Metro" Agory zmienia strategię. Od dziś gazeta dostępna jest w nowej szacie graficznej, mniej więcej od tygodnia na ulicach można dostrzec nową kampanię tytułu, pozycjonującego się teraz jako gazeta wielkomiejska, skierowana do młodego czytelnika...

Mimo dużej zmiany, nowy layout nie powalił mnie jednak na kolana. W swojej strukturze, "Metro" zbliżyło się trochę do "Gazety Wyborczej" - artykuły są bardziej uporządkowane, rozmieszczone po stronach w postaci modułów, a materiały redakcyjne nie "pływają" już po całej stronie. Informacje są rzeczywiście teraz bardziej czytelne, ale poprzednia szata wydawała mi się bardziej nowoczesna. Być może młody czytelnik do którego teraz kierowana jest gazeta, szuka informacji pewnej i wiarygodnej. Osobiście wierzę bardziej nowemu "Metru" niż jego poprzednikowi, a zatem zmiana jest chyba in plus - wydawca rzeczywiście realizuje zapowiadaną strategię.

Mam jednak mieszane uczucia co do pierwszej strony dzisiejszego wydania. Dobrze, że jest więcej informacji na pierwszej stronie, ale czy tym razem... nie jest ich za dużo? "Metro", chyba jako jedyna dziś gazeta, nie poświęciła całej czołówki na wydarzenia z Pekinu. I dobrze, bo oferuje dziś dodatek specjalny dedykowany wyłącznie tej tematyce:


To, co mi się spodobało w nowej gazecie, to fakt, że o 7 rano przeczytałem depeszę dotyczącą zatrzymania Dochnala w Sopocie - informację podaną przez TVP Info po północy. Niecałe 7 godzin to niezły wynik jak na sztywne, papierowe medium. No i podoba mi się jeszcze kampania reklamowa, która widoczna jest dosłownie wszędzie (przynajmniej w Łodzi). Oto trzy najbliższe mojej pracy przystanki autobusowe:


7 sierpnia 2008

Defraudacja w New York Times Co.

Takie wydarzenia mają też miejsce po drugiej stronie oceanu. Właśnie przeczytałem o świeżym przykładzie jednej z największych defraudacji pieniędzy w wydawnictwie prasowym. Rzecz zdarzyła się w jednym z najbardziej rozpoznawalnych na świecie tytułów prasowych, "New York Times"...

Martin T. Holtet, 50-letni kolporter "The New York Times", stanął wczoraj przed sądem, oskarżony o narażenie firmy New York Times Co. na straty w wysokości 325 tysięcy dolarów. Udało mu się to dzięki złożeniu 8,5 tysiąca fałszywych zamówień na prenumeratę.


Firma wyliczyła szkody na 227 tysięcy dolarów z tytułu poniesionych kosztów obsługi kolportażu i 98 tysięcy z tytułu poniesionych kosztów druku. Holtet został aresztowany we wtorek. Dostarczał "New York Times" od 2002 roku do kwietnia bieżącego roku.

Holtet otrzymywał premie za każdy egzemplarz gazety dostarczony na terenie stanów Wisconsin i Minnesoty. W ciągu zaledwie jednego roku, od 2007 do początku 2008 roku, liczba liczba prenumeratorów w jednej z okolic wzrosła z 65 egzemplarzy w tygodniu i 103 egzemplarzy w niedziele, do poziomu 2.781 egz. dziennie i 2.818 egz. w niedziele. Wszystkie zgłoszenia prenumerat miały prośbę o obciążenie konta w późniejszym terminie.

Uwagę przykuwał kosz na śmieci przed domem Holteta, który regularnie był wypełniany starymi wydaniami gazety, często jeszcze zapakowanymi w folie.

Źródło: La Crosse Tribune via Innovations in Newspapers

Ciekawa (?) akcja sprzedażowa holenderskiego DAG

Znak zapytania w tytule postawiłem celowo. Nie jestem bowiem do końca przekonany, czy akcja prowadzona przez holenderską gazetę bezpłatną DAG jest ciekawa i jakie przyniesie rezultaty. Z pewnością można ją określić jako, hmmm, inną?...

Gazeta rozdała z wczorajszym wydaniem 1,000 aparatów fotograficznych. Każdy, kto taki aparat otrzyma, został poproszony o zrobienie zdjęcia i przekazanie aparatu kolejnej, wybranej przez siebie osobie.


Ostatnia, 27. osoba, która zrobi zdjęcie, może odesłać aparat do redakcji i może wygrać nagrodę. DAG opublikuje część zdjęć (o ile aparaty zostaną zwrócone). Aparaty mogą być użyte tylko raz.

W miarę jak to piszę, zaczynam dochodzić do wniosku, że nie był to wcale głupi pomysł ze strony redakcji. A skąd dochodzę do tego wniosku?:

1. Pierwsza myśl, jaka mi zaświtała, to kto, przy zdrowych zmysłach, odda aparat fotograficzny, który dostał za darmo? Wątpliwości te rozwiało mi zdjęcie jednorazowego, analogowego aparatu.
2. Na pytanie "kto dziś robi zdjęcia takim aparatem?" odpowiedź pojawiła się sama - ci, którzy wkręcą się w zabawę proponowaną przez redakcję.
3. Osoba, która otrzyma taki aparat, aby uczestniczyć w zabawie, będzie musiała opowiedzieć o tej akcji kolejnej osobie, czego nie zrobi nie reklamując jednocześnie gazety (Word-of-Mouth marketing?). Jest wysoce prawdopodobne, że w procesie tym znajdą się osoby, które gazety DAG z różnych przyczyn nigdy w ręku nie mieli.
4. Możliwość zobaczenia zrobionego przez siebie zdjęcia w gazecie, przywiązuje czytelnika do danego tytułu.
5. I wreszcie, koszt tej akcji zdaje się być minimalny. Dlaczego to akurat aparat firmy Kodak? Jednocześnie może być to forma reklamy, na zasadach gadżetów dodawanych do gazet.

A jak taką akcję odebrał by polski czytelnik?

Zdjęcie dnia w polskich dziennikach

Dzisiejsze jedynki dużych polskich dzienników wyglądają dość podobnie. Wszystko za sprawą zdjęcia z Associated Press, które przypadło do gustu kilku redaktorom jednocześnie:

10 najdziwniejszych portali społecznościowych

Poranna lektura artykułów treści najróżniejszej doprowadziła mnie na strony Fast Company, gdzie przeczytałem subiektywny ranking najdziwniejszych portali społecznościowych. Wielu z nas szuka pomysłu, by osiągnąć taki sukces jak Nasza-Klasa, czy też głośni ostatnio, Koledzy z Wojska (aka "nieważne jak mówią, byle mówili"), więc może komuś przyda się odrobina inspiracji...

1. HAMSTERster


Na pierwszy ogień poszedł portal społecznościowych dla wielbicieli chomików. Wśród FAQ (Frequently Asked Questions) znajdują się podobno porady jak zdobyć przyjaciół wśród innych miłośników tych futrzaków.


2. Farmers Only

Drugi w kolejności jest portal wyłącznie dla farmerów. Już sobie wyobrażam przełożenie tego pomysłu na nasz, polski grunt (chociaż chyba penetracja internetu w obszarach niezurbanizowanych może być w Polsce nieco zbyt mała).


3. Zii Trend

Zii Trend to portal społecznościowy łączący w sobie elementy forum dyskusyjnego. Idea portalu to mądrość tłumu. Użytkownicy wymyślają pytania typu "Ile złotych medali przywiezie z Pekinu Polska?", a tłum bawi się w przewidywanie przyszłości zgadując prawidłowe odpowiedzi.


4. Lost Zombies


Lost Zombies ma około 1,700 użytkowników z wybujałą wyobraźnią, którzy udają w swoich profilach łowców zombie lub żywe trupy.


5. Myrl


Myrl to portal społecznościowy dla użytkowników Second Life lub Google Lively. Można się tu pochwalić ciekawymi miejscami znalezionymi w trakcie prowadzonych na boku wirtualnych żywotów, zarobinymi Lindenami itp, itd.


6. My Free Implants


Strona o darmowych implantach przyciąga wbrew pozorom wielu użytkowników. Działa na zasadzie "zapłać, żeby się pobawić" - fani silikonowych implantów i sztucznie powiększanych piersi znajdują tam sobie wybranki, którym następnie mogą zasponsorować taki zabieg. W zeszłym roku, podobno, dzięki portalowi udało się zebrać około miliona dolarów na tego typu zabiegi chirurgiczne.


7. Social Anxiety Friends


Jest to portal dla wszystkich doświadczających fobii społecznych i nieśmiałości. Niby głównym założeniem portalu jest pomoc w walce z problemami użytkowników, ale gry zamieszczone na portalu zdecydowanie aspołeczne (np. skoki na skakance z drutu kolczastego, palenie mrówek itp.)


8. Stache Passions


Portal dla właścicieli i miłośników / miłośniczek wąsów. Użytkownicy budują swoje profile oraz umieszczają filmiki związane z wąsami i ich pielęgnacją. Profile dzielone są według rodzajów wąsów (gwiazda filmu porno, Fu Manchu lub Salvador Dali).


9. Beautiful People


Portal ideeowo zbieżny z klubami z selekcją przy wejściu. Aby zostać użytkownikiem trzeba zostać zaproszonym przez innego pięknego użytkownika i umieścić swoje zdjęcie na portalu. Zdjęcie podlega ocenie, a użytkownicy decydują, kto może zostać członkiem społeczności.


10. Spot a Potty


Dla mnie bomba, lokalizator toalet na terenie całego kraju. Użytkownicy umieszczają na portalu zdjęcia toalet - tych publicznych, jak i z własnych domów. Z jakiego powodu? Nie wiem.


Mam nadzieję, że dzięki przytoczonemu przeglądowi portali społecznościowych, niektórzy znajdą poszukiwane od dawna inspiracje. Albo nie, cofam to. Umieszczam ten wpis ku przestrodze.

6 sierpnia 2008

(ZKDP) Malejąca sprzedaż dzienników regionalnych w czerwcu

Po czerwcowych wynikach sprzedaży dzienników ogólnopolskich przyszła kolej na regionalne. Mam nadzieję, że nikt mi nie będzie miał za złe, że przytaczając dane ZKDP ograniczę do dwóch głównych graczy rynku prasy regionalnej: Polskapresse i Mediów Regionalnych.

Spośród wymienionych poniżej tytułów jedynie "Polska Gazeta Krakowska" wydawana przez Polskapresse poprawiła swój wynik w czerwcu bieżącego roku w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego. Wynik ten ładnie wygląda w przypadku ujęcia procentowego, ponieważ niecałe 800 egzemplarzy wzrostu stanowią prawie 3% całej sprzedaży tej gazety. Dla wszystkich pozostałych gazet Polskapresse, rynek w czerwcu już nie był tak łaskawy:


Jeszcze większe spadki (w ujęciu procentowym) odnotowały gazety wydawane przez Media Regionalne (dawna Orkla):


Czerwiec jest miesiącem przedwakacyjnym, początkiem sezonu ogórkowego dla gazet codziennych, co po części może tłumaczyć spadki w sprzedaży. Ważniejszym argumentem jest fakt, że czerwiec poprzedniego roku miał 5 piątków, a ten w tym roku - 4 (piątek jest najlepszym dniem sprzedażowym ze względu na wydania magazynowe i TV-guidy dołączane do gazet).

Rzeczpospolita Polska i ich pierwsze strony

Nie wiem, czy to brak uwagi ze strony redaktora prowadzącego "Rzeczpospolitej", ale pierwsza strona dzisiejszego wydania wydała mi się bardzo podobna do jedynki "Polski" sprzed dwóch dni:

5 sierpnia 2008

(ZKDP) W czerwcu spadła sprzedaż dzienników ogólnopolskich

Czerwiec nie był najlepszym miesiącem sprzedażowym dla gazet ogólnopolskich - wynika z ogłoszonych dziś danych Związku Kontroli Dystrybucji Prasy (ZKDP). Czerwcowa sprzedaż większości gazet ogólnopolskich spadła w porównaniu z tym samym okresem poprzedniego roku. "Dziennik" wydawany przez Axel Springer Polska nie powstrzymał tendencji spadkowych. Jedynie "Super Express" ma się z czego cieszyć.


Powyższy wykres obrazuje sprzedaż pięciu największych gazet ogólnopolskich na przestrzeni roku. "Super Express" poprawił swój wynik sprzedażowy w porównaniu z czerwcem ubiegłego roku o prawie 4%. "Rzeczpospolita" utrzymała wynik zbliżony do tego sprzed roku. Pozostałe gazety odnotowały spadki sprzedaży: "Gazeta Wyborcza" Agory - prawie 8%, natomiast Springerowski "Fakt" mniej, bo tylko 2%. Najgorzej w tym miesiącu prezentują się wyniki "Dziennika" Axela Springera, który stracił na sprzedaży prawie 29% w porównaniu z rokiem poprzednim.


Natomiast porównując te wyniki miesiąc do miesiąca (czerwiec do maja), można zaobserwować, że dwa dzienniki ("Fakt" i "Rzeczpospolita") utrzymały podobny poziom sprzedaży, natomiast trzy pozostałe gazety straciły: "Super Express" - około 3%, "Gazeta Wyborcza" prawie 7%, i "Dziennik" - 8%.

Na słabą sprzedaż "Dziennika" w czerwcu miała z pewnością wpływ między innymi decyzja wydawcy o podwyższeniu ceny egzemplarzowej gazety (od 15 maja).

"Polska" i koledzy z wojska, czyli gdzie się podziała etyka dziennikarska?

W dzisiejszym dzienniku "Polska The Times" ukazał się artykuł pod tytułem "Drastyczne zdjęcia na portalu wojskowych". Gazeta krytykuje zdjęcia umieszczane na portalu Koledzy z wojska, ale... sama również je publikuje. Czy nie jest to moment, w którym do głosu powinna dochodzić etyka dziennikarska?

"Polska" opisuje dzisiaj portal społecznościowy "Koledzy z wojska". Obok krytyki umieszczanych na portalu zdjęć, redakcja publikuje przykłady tych zdjęć. Jedno z nich przedstawia nadpalone ciało z nienaturalnie wygiętą nogą. Na innym widać klęczących w kapturach jeńców z głowami przy ziemi. Na kolejnym zobaczyć można zakrwawione ciało i leżącą obok kończynę. Jeżeli mój opis nie jest dla czytelników wystarczający, odsyłam bezpośrednio do artykułu na stronę "Polski" (zakładka Infografiki).

Może i narażam się tym postem, ale zdjęcia, które zobaczyłem w dzisiejszej "Polsce", naprawdę mną wstrząsnęły. Bardzo jestem ciekaw opinii czytelników, czy rzeczywiście niezbędne było opatrzenie artykułu takimi właśnie zdjęciami.

Dodatkowo, w tekście przytoczona jest wypowiedź profesora Macieja Mrozowskiego z Instytutu Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego, którego zdaniem "kodeksy dziennikarskie wyraźnie mówią, że okrucieństwo wojny można pokazać tylko wskazując na odpowiedzialnego za zbrodnię, np. ludobójstwa. Wymowa takich obrazów powinna odwoływać się do współczucia dla ofiar. Takich elementów nie mają zdjęcia opublikowane przez portal Koledzy z wojska - nie wiadomo kim są ofiary, w jakich okolicznościach zginęły o z czyjej ręki".

A ja w świetle przytaczanej wypowiedzi eksperta spytam: kogo bardziej obowiązują kodeksy dziennikarskie - użytkowników portalu społecznościowego czy redaktorów gazety codziennej?

4 sierpnia 2008

Czystka etniczna w "The Sun"

Brytyjski "The Sun" się nie popisał. Oto to samo zdjęcie opublikowane w bezpłatnym "Metro" i w "The Sun":


Zdjęcie wyszperałem w zbiorach przepięknej strony Photoshop Disasters (katastrofy w Photoshopie), polecam!

Prawdziwa wiedza w wyszukiwarkach

Ledwo świat usłyszał o Cuil, nowym "wielkim" konkurencie wyszukiwarki Google (przykładowe nagłówki: Czy Cuil będzie cool?, Cuil - następca Google, Cuil - rewolucja w wyszukiwaniu) a już pojawia się kolejna informacja o następnej, inteligentnej wyszukiwarce True knowledge (Prawdziwa wiedza). Temat nie jest nowy.
True knowledge to wyszukiwarka przygotowywana przez brytyjską firmę, pierwsza, która zamiast wyszukiwania wpisanych fraz, będzie odpowiadać na zadane pytania: 

true knowledge screen

Pierwsze informacje na temat inteligentnej wyszukiwarki pojawiły się pod koniec ubiegłego roku. Media donosiły o próbie stworzenia przeciwwagi dla Google, a działania te były popierane przez Komisję Europejską. I chyba wszystko przebiega zgodnie z planem - parę dni temu nadeszła informacja, że firma True Knowledge otrzymała kolejną dotację (w wysokości 4 milionów dolarów) na następny etap rozwoju wyszukiwarki. Firma przygotowuje się do startu w pierwszej połowie przyszłego roku.

Jedną z zalet wyszukiwarki ma być fakt, że wraz z rozwojem, ma stawać się coraz bardziej wiarygodna. System ma rozumieć informację i sam poprawiać w nim zmiany, w przeciwieństwie do Wikipedii, której content polega m.in. na sygnalizowaniu i edytowaniu zmian przez czytelnika. Przykładowe wyszukanie odpowiedzi na pytanie "kim są wnuki Królowej Elżbiety?" znajduje osiem poprawnych odpowiedzi i jednocześnie pokazuje w jaki sposób wpadł na tę odpowiedź (system rozumie, że wnuk to z definicji dziecko dziecka i w ten sposób odnajduje odpowiedź przeszukując informacje o synach i córkach królowej Elżbiety).

Wyszukiwarka jest aktualnie w fazie testów, użytkuje ją aktualnie około 10,000 beta-testerów. Poniższe video daje ciekawą wiedzę ogólną na temat technologii zastosowanej przez True Knowledge:

1 sierpnia 2008

Przewiduj przyszłość z "Washington Post"

Przeczytałem dziś o ciekawym narzędziu, ktore urozmaiciłoby każdą polską stronę o tematyce newsowej (Wydawcy, ostrzcie słuch!). "Washington Post" rozpoczął współpracę z firmą Predictify i oferuje czytelnikom możliwość podjęcia prób przewidywania, czym zakończy się dane wydarzenie. Jest to oczywiście zabawa w spekulacje, dotyczące np. tego, jaką cenę osiągnie baryłka ropy naftowej na koniec roku, lub kto wystartuje w wyborach prezydenckich u boku Barracka Obamy. Przewidywania te, zweryfikuje życie...


Predictify to usługa online służąca do przeprowadzania ankiet i sond wśród czytelników. Wraz z "Washington Post" tworzy ona teraz odrębną platformę komunikacyjną, gdzie użytkownicy nie tylko mogą przedstawić swoje spekulacje, ale również uzasadnić je na forum dyskusyjnym.



Predictify można również znaleźć na stronach New York Times i San Francisco Chronicle.

Ciekawą wersją, skierowaną do reklamodawców / analityków, jest opcja Premium (płatna). Pozwala ona na przeprowadzenie sondy sponsorowanej i zaoferować uczestnikom nagrody pieniężne. W zamian, sponsorzy mają prawo do danych demograficznych głosujących, a to z kolei powie sponsorowi, kim był jego czytelnik. "Washington Post" nie odpowiedział jeszcze, czy będzie korzystać z tej opcji (już sobie wyobrażam pytanie w sondzie o cenę płatków Kellog's Frosties na początku roku szkolnego), zapewnia jednak, że jeżeli tak będzie, sondy sponsorowane będą wyraźnie odznaczone od pozostałych.

Źródło informacji: TechCrunch