31 lipca 2008

... i o Yahoo!, dla równowagi

Dzięki kooperacji z Yahoo!, strony internetowe gazet cieszą się znacznym wzrostem w ilości dziennych odwiedzin. Prawie 800 amerykańskich gazet współpracuje z Yahoo! wysyłając do korporacji tytuły swoich artykułów umieszczanych na własnych stronach. Tytuły artykułów umieszczane są na serwisach takich jak Yahoo!Sports czy Yahoo!Finance, a użytkownik klikając w nie, przenoszony zostaje na wybraną stronę gazety. Zrzeszone tytuły zyskały w ten sposób łącznie ponad 100 milionów nowych odwiedzin dziennie.

"Przypomina to trochę wąż strażacki zapewniający nam 800,000 wizyt w ciągu zaledwie paru godzin" - tak współpracę z Yahoo! określa Anthony Moor, dyrektor zarządzający "Dallas Morning News". "Zdarzały nam się takie usytuowania linków w Yahoo!, które później stanowiły 27% dziennych odwiedzin i 65% ilości unikalnych użytkowników".

Yahoo! pozycjonuje artykuły dzięki swojej usłudze Yahoo!Buzz, który mierzy popularność artykułu dzięki głosom i wyszukiwaniom użytkowników. Najpopularniejsze z nich mają pierwszeństwo w umieszczaniu ich na stronach Yahoo!.

"New York Daily News", inny partner Yahoo!, również cieszy się stabilnym wzrostem zainteresowania swoją stroną. To z kolei przekłada się na ofertę reklamową i cenę ogłoszeń.

Partnerzy Yahoo! mają dodatkowo dostęp do nowej platformy ogłoszeniowej AMP!, a także do rekrutacyjnego serwisu Yahoo! - HotJobs.

Dziś znów o Google...

Dziś znowu piszę o Google, gdyż obserwując zmagania koncernu i jego "ocierania" się o branżę wydawniczą, wierzę, że to Google stanie się głównym rywalem prasy w nadchodzącej przyszłości. W środę firma poinformowała o kolejnym etapie w swoim rozwoju. Jak się okazuje, lada moment wyniki wyszukiwań w Google mają być jeszcze bardziej spersonalizowane i będą różne od tych, wpisanych np. po drugiej stronie oceanu. Ale to nie koniec zmian...


Wyszukiwarki Google nie będą różnicowały swoich wyników wyłącznie biorąc wzgląd wyłącznie na lokalizację użytkownika. Na górze strony wyszukiwania, każdy internauta będzie poinformowany na czym polega dostosowanie wyników do profilu wyszukującego:


Dokładnie mówiąc, dostosowanie wyników wyszukiwania zależeć będzie od trzech czynników:
  • Lokalizacji internauty, określanej albo przez adres IP nadawcy zapytania, albo przez adres zapisany w Google'owskim profilu użytkownika.
  • Ostatnich (najświeższych) wyszukiwań. Google będzie zwracał większą uwagę na poprzedzające zapytania i dostosuje wyświetlane wyniki do aktualnych potrzeb użytkownika. Google zapewnił, że informacja o wcześniejszych zapytaniach będzie przechowywana przez określony czas i po upływie tego czasu będzie usuwana (dodatkowo ma być usuwana natychmiastowo w chwili zamknięcia przeglądarki internetowej).
  • Historii wyszukiwań. Dla tych użytkowników, którzy mają uruchomioną funkcję zapamiętywania historii przeglądanych stron przez Google (użytkownik musi świadomie zaakceptować tę opcję), wyszukiwarka nie tylko dostosuje wyniki do zapytań sprzed paru minut, ale również do powtarzających się zapytań przez dłuższy czas. Użytkownik wyrażający zgodę na zapamiętywanie przez Google historii odwiedzanych stron, ma mieć w każdej chwili możliwość usunięcia elementów tej historii.
No cóż, widząc możliwość dostosowania wyników wyszukiwania geograficznie aż do poziomu miasta, w którym przebywa użytkownik, widzę tu spore zagrożenie dla prasy regionalnej. Będąc w podróży, sięgnięcie po gazetę regionalną będzie niepotrzebne, nie wspominając o tym, że nawet wyszukanie lokalnego portalu może być zbędne, skoro Google zrobi to szybciej.

Jak powstaje strona w magazynie (filmik)

Ciekawy filmik, na który trafiłem przeglądając bloga szwajcarskiej designerki Swissmiss. Matt Willey nagrał swój proces decyzyjny przy budowie stron dla magazynu Royal Academy. Film daje ciekawy wgląd w to, jak powstaje gazeta / magazyn i każdy, kto w takim procesie uczestniczył, z pewnością uśmiechnie się do siebie oglądając to video.


30 lipca 2008

Cenzura internetu jest główną zmorą dziennikarzy przed olimpiadą w Pekinie

Do igrzysk olimpijskich w Pekinie jeszcze 10 dni, a dziennikarze już doskonale wiedzą, co będzie ich największą przeszkodą w trakcie tego eventu. Przedstawiciele mediów przekonali się, że przynajmniej jedna rzecz nie będzie w trakcie igrzysk otwarta: internet.

Pomimo wcześniejszych zapewnień ze strony chińskiego rządu, że zagraniczni korespondenci na igrzyskach olimpijskich w Pekinie będą mieli niczym nieograniczony dostęp do internetu i głównego centrum prasowego, organizatorzy wycofują się z tych obietnic. Według raportu Associated Press, około 5,000 reporterów pracujących w Pekinie podczas igrzysk, nie będą mogli dostać się na wiele stron internetowych, w tym na stronę Amnesty International, czy jakąkolwiek stronę zawierającą słowo Tibet w adresie.

W kwietniu tego roku, Międzynarodowy Komitet Olimpijski został zapewniony przez organizatorów, że na czas trwania igrzysk, cenzura internetu, do której mieszkańcy Chin już przywykli, zostanie zniesiona.

Członkowie MKO przytoczyli wczoraj sprostowanie, informujące, że wolność internetu dotyczy wyłącznie korzystania ze stron związanych z kategoriami zawodów olimpijskich. Niektórzy dziennikarze wnoszą już protesty dotyczące prędkości internetu w Chinach - twierdzą, że jest to celowe działanie organizatorów, mają na celu zniechęcenie dziennikarzy do tej formy komunikacji.

Nie są to jedyne ograniczenia, którym podlegają w Chinach zagraniczni dziennikarze. Wiceprezes stacji NBC Sports, która za możliwość transmisji igrzysk zapłaciła około 900 milionów dolarów, poprosił organizatorów o zniesienie zakazu transmisji wydarzeń i wywiadów ze słynnego placu Tiananmen. W odpowiedzi otrzymał czytelne zdanie, by nie przeciągać struny.


Fair play. Free Tibet.

Google coraz mocniej rywalizuje z wydawcami

Jeszcze do niedawna gazety obawiały się usługi GoogleNews, serwującej świeże informacje ze stron internetowych gazet, bojąc się, że Google zabierze im ruch na własnych portalach. Teraz naprawdę wydawcy gazet papierowych mogą zacząć się bać. Financial Times poinformował właśnie, że Google przejął znanego dziennikarza BBC, Petera Barrona i wydaje się, że to dopiero początek umacniania przez koncern swojej pozycji na rynku informacji.

Peter Barron, który pracował w BBC od maja 2004 roku jako wydawca newsowego programu Newsnight, od września tego roku będzie szefem działu komunikacji i spraw publicznych Google w Wielkiej Brytanii, Irlandii i krajach Beneluxu.

"Google to najbardziej interesująca i ekscytująca firma w moim życiu i jestem zaszczycony możliwością pracy w tym koncernie" - powiedział Barron w oświadczeniu.

Dyrektor ds informacji BBC, Helen Boaden, powiedziała: "Bardzo nam przykro, że tracimy Petera, którego kreatywność i wspaniały warsztat dziennikarski, czyniły Newsnight tak wyjątkowym programem przez kilka ostatnich lat".

W tym przypadku, Google zaczął od przejęcia dziennikarza telewizyjnego. Na pewno jednak na tym nie poprzestanie. Biorąc pod uwagę zasięg korporacji i rozwiązania serwowane internautom, nic nie przeszkadza w bezpośrednim konkurowaniu z głównymi graczami na rynkach telewizyjnych i prasowych. To, czego do tej pory brakowało Google, to własne informacje, cytowalność i podlinkowywanie do swoich agencji prasowych. Wygląda na to, że management tej korporacji właśnie zaczął pracę nad najsłabszą stroną swoich usług.

28 lipca 2008

Brytyjscy konsumenci najbardziej lubią reklamę w gazetach

Reklama drukowana zbiera dużo więcej pozytywnych reakcji konsumenta niż reklama publikowana w jakimkolwiek innym medium w Wielkiej Brytanii. Taki wniosek wypływa z przeprowadzonych w czerwcu badań firmy konsultingowej Dynamic Logic.

Badanie reakcji konsumenta na reklamę dotyczyło 13 platform mediowych. Ankietowani mieli ocenić swój stosunek do danej reklamy na pięciopunktowej skali: bardzo pozytywny, pozytywny, neutralny, raczej negatywny i bardzo negatywny.

Najlepiej wypadły media drukowane z 52% ankietowanych, którzy oceniali tę formę reklamy jako pozytywną. A tak kształtowała się pełna lista:

Brytyjscy konsumenci negatywnie oceniają te formy reklamy, które ingerują w ich prywatną przestrzeń: spam, telemarketing i reklamy na telefony komórkowe (w tym SMS-y).

Najwięcej użytkowników internetu mieszka w Chinach

W piątek gazeta "China Daily" poinformowała, że Chiny cieszą się od teraz największą liczbą użytkowników internetu. Według gazety, powołującej się Chińskie Centrum Informacji Sieciowej, 19% społeczeństwa chińskiego (lub inaczej mówiąc 253 miliony użytkowników, loguje się do sieci codziennie.

Dla porównania, Stany Zjednoczone miały średnio 223 miliony użytkowników internetu w czerwcu.

Uczniowie chińskich szkół średnich składają się na 39 miliony użytkowników, a internauci poniżej 30. roku życia stanowią 69% wszystkich korzystających z internetu w Chinach.

Ilość użytkowników nie przekłada się jednak na stopień penetracji rynku, ani na jego wartość rynkową. Dla porównania, stopień penetracji rynku internetowego w Rosji urósł do 21% w Rosji. W tej kategorii przoduje Grenlandia, której stopień penetracji rynku wynosi 92% (ale przy populacji 56,000 mieszkańców). Druga w tym rankingu jest Holandia z 90% stopniem penetracji rynku (przy około 15 milionowej populacji).

W Polsce obecnie jest około 14 mln internautów. Penetracja rynku internetowego, zgodnie z prognozami powinna przekroczyć w tym roku 43 procent (według Money.pl).

Obama się sprzedaje... najlepiej

W USA panuje Obamomania. Niezależnie czy jest się przeciwnikiem czy zwolennikiem Barracka Obamy, gazety z jego wizerunkiem na pierwszej stronie sprzedają się o niebo lepiej. Dobrą lekcję z tych statystyk wyciągnęły również niemieckie gazety.

Najlepszym przykładem tego zjawiska jest amerykański tygodnik "The New Yorker". Szum medialny wokół okładki tygodnika z 21 lipca 2008r. powstał na długo przed ukazaniem się tygodnika. Okładka przedstawiała karykaturę Obamy ubranego w muzułmański strój (Obama w rzeczywistości jest zdeklarowanym katolikiem) oraz jego żonę, Michelle, z przewieszonym przez ramię karabinem AK-47, używanym najczęściej przez bojówki terrorystyczne.

Badanie Pew Research wykazało, że o okładce słyszało 4 z 10 Amerykanów, jeszcze przed ukazaniem się tygodnika. Sprzedaż "New Yorkera" w zeszły poniedziałek była o około 80% wyższa niż tradycyjna (75,000 egzemplarzy w porównaniu ze średnią sprzedażą - 43,000 egzemplarzy).


Obama działa lepiej na widownię niż jego polityczny przeciwnik w wyścigu o fotel prezydencki, John McCain. Zależność tę dostrzegły również niemieckie gazety, które w zeszłym tygodniu, przy okazji wizyty Obamy w Berlinie, miały możliwość dać popis swoich jedynek. Przykłady poniżej.


Prawdziwy popis dał jednak niemiecki "Bild" wydawany przez koncern Axel Springer. Przy naprawdę różnych opiniach na temat tej gazety, ta okładka komunikowała się, moim zdaniem, w zeszły czwartek najlepiej:


25 lipca 2008

Amerykańskie gazety odwracają się plecami do reszty świata

Ogromne cięcia w zatrudnieniu w amerykańskich redakcjach (ich skalę można na bieżąco obserwować TUTAJ) zaczynają zbierać swoje żniwo. Ostatnie badania wykazują, że prawie 2/3 gazet w USA poświęca dużo mniej uwagi sprawom zagranicznym. W wielu gazetach straciły też na znaczeniu informacje z kraju.

Badanie zostało przeprowadzone przez Pew Research Center People & Press oraz dawnego korespondenta zagranicznego "Los Angeles Times", Tylera Marshalla. Przepytano ponad 250 amerykańskich redakcji, a wyniki badań są w zasadzie zgodne z największymi obecnie zmartwieniami branży wydawniczej: spadającymi przychodami, zmniejszającą się objętością gazet i spadkami sprzedaży.

64% przepytanych gazet przyznało się do zmniejszania objętości gazety kosztem kolumn zawierających informacje z zagranicy. Zaledwie 10% redakcji określiło korespondencję zagraniczną jako "bardzo ważną". Ciekawe, że tak wypada ta ankieta w czasach, gdy USA zaangażowane są w dwie wojny poza swoimi granicami (Irak, Afganistan), gdy gospodarka USA jest tak bardzo zależna od gospodarek innych krajów i gdy USA są na granicy kryzysu związanego ze światowymi cenami ropy naftowej.


Prawie 50% ankietowanych redakcji potwierdziło, że redukcje personelu zaczynały się od redaktorów odpowiedzialnych za kolumny zagraniczne. Coraz mniej redakcji wysyła swoich pracowników za granicę. Jednocześnie, 3/5 redakcji przyznało się, że w ogóle poświęca mniej miejsca w swoich gazetach na informacje jakiegokolwiek rodzaju (zmniejszają ilość stron).

59% redakcji zmniejszyło zatrudnienie w ciągu ostatnich 3 lat i przewidują dalsze redukcje. Wielu redaktorów przyznało, że zmartwienia dotyczące standardów i etyki dziennikarstwa mogą się skończyć po tym, jak wielu doświadczonych dziennikarzy odejdzie z tej branży.

Więcej wniosków z badania można przeczytać TUTAJ.

Tradycyjna gazeta papierowa też może być innowacyjna

Październikowy numer amerykańskiego miesięcznika "Esquire" będzie pierwszym magazynem nie tyle o tematyce hi-tech, ale hi-tech sam w sobie. Po raz pierwszy w historii produkcji gazety papierowej, na okładce zostanie wykorzystana technologia e-atramentu, podobnego do wykorzystywanego w Amazon Kindle - elektronicznych czytnikach plików pdf.

Na okładce październikowego "Esquire", który trafi do kiosków pod koniec września, czytelnicy będą mieli możliwość zobaczenia mrugającego tytułu magazynu, a także ruchomej reklamy na pierwszej stronie. Akcja obejmie 100,000 egzemplarzy z 720 tys. całkowitego nakładu miesięcznika. Cena przedsięwzięcia jest nieznana, a sponsorem innowacyjnego wydania (jak i bohaterem głównym mrugającej reklamy na jedynce) będzie firma Ford.

Jest to poważne przedsięwzięcie - wydawca zmuszony był nawet do zaprojektowania specjalnej baterii, która byłaby na tyle mała, by można ją było umieścić w magazynie i na tyle wydajna, by podtrzymała "okładkowy" efekt na około 90 dni.

Ciekawe, że październikowe wydanie "Esquire" będzie można nazwać prawdziwie światową gazetą, a to dzięki łańcuchowi dostaw tego magazynu. Według "New York Times" produkcja i idąca za tym dystrybucja wydania przebiegać ma następująco: baterie i okładka mają być wyprodukowane w Chinach, a stamtąd przetransportowane do Meksyku przez Teksas. W Meksyku okładki będą miały montowane baterie (ręcznie!) a stamtąd dystrybuuowane będą na całe USA w specjalnych ciężarówko-chłodziarkach, by utrzymać moc i wydajność baterii.

24 lipca 2008

Mecom pozbywa się udziałów w norweskim rynku prasowym

Brytyjski fundusz prasowy Mecom pozbywa się swojego norweskiego oddziału - poinformował dziś Reuters powołując się na norweski dziennik finansowy "Dagens Naeringsliv".


Założycielem funduszu jest David Montgomery, dawny szef Mirror Group, który norweskie gazety kupił od Orkli (podobnie zresztą jak i polską grupę wydawniczą Media Regionalne oraz 51% udziałów w Presspublice, wydawcy "Rzeczpospolitej"). Norweskie gazety fundusz przejął zaledwie 2 lata temu za równowartość około 75 miliardów funtów brytyjskich.

Monty jeszcze w marcu twierdził, że nie sprzeda norweskiego Edda Media, ugiął się jednak naciskom akcjonariuszy zaniepokojonych gwałtownym spadkiem cen akcji Mecomu (ich cena na londyńskiej giełdzie spadła 0 62% w tym roku i aż o 80% w porównaniu z tym samym okresem w roku poprzednim).

"Dagens Naringsliv" twierdzi, że zarząd Mecomu nie podjął jeszcze oficjalnej decyzji o sprzedaży Edda Media, ale nieoficjalne źródła mają donosić, że proces sprzedażowy już się zaczął.

Norweski oddział Mecomu, Edda Media, ma w swoim portfolio 49 gazet, kilka stron internetowych oraz udziały w lokalnych stacjach radiowych i telewizyjnych. Stan zatrudnienia Edda Media to 1,750 osób. Wśród potencjalnych nabywców wymieniane są dwie norweskie grupy mediowe A-Pressen i Berner Gruppen oraz firma Opplysningen.

Najciemniej jest pod latarnią

Znowu napiszę o błędach, które w końcu przydarzyć się mogą każdemu. No ale, żeby w tytule własnej gazety??? Cała redakcja "Valley News" pali się pewnie ze wstydu do dzisiaj, za wystawienie swojej gazety na pośmiewisko trzy dni temu...


21 lipca, amerykańska gazeta regionalna "Valley News", ukazująca się w stanach New Hampshire i Vermont, została wydrukowana i rozpowszechniona z błędem we własnej winiecie!


Dzień później w gazecie ukazała się notka redaktorska, treści: "Biorąc pod uwagę fakt, że rutynowo nawołujemy różne instytucje by brały odpowiedzialność za swoje błędy, pozwalamy sobie powiedzieć oficjalnie: Naprawdę jest nam głupio".

Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że gazeta o średnim dziennym nakładzie rzędu 17,000 egzemplarzy, popełniła ten błąd celowo. W myśl zasady "nieważne jak mówią, byle mówili". Może jest to jakiś pomysł dla rodzimych gazet? Nie będę wskazywał tych tytułów palcem.

Źródło informacji: Regret The Error. Ku ironii, informację o tym wyczytałem również na stronach "The Guardian", gazety, która z powodu licznych literówek, żartobliwie nazywana jest "The Grauniad"

Przy okazji pisania o błędach w oczywistych miejscach, zwrócę jeszcze uwagę na dzisiejszy tytuł w "Gazecie Wyborczej" w dziale Gospodarka. Z początku myślałem, że tytuł "Teraz Polsat cyprowy" jest oczywistą literówką, jednak po przeczytaniu leadu i informacji o kupnie pakietu kontrolnego Polsatu przez dwie cypryjskie firmy, idea autora stała się oczywista. Brawa dla Tomasza Pruska z "Gazety Wyborczej".

23 lipca 2008

Ogromny spadek dochodów The New York Times Company

Dochody netto The New York Times Company za drugi kwartał bieżącego roku były o 82% niższe niż w porównywalnym okresie rok temu. Jaka przyszłość czeka najlepiej rozpoznawalną gazeta świata? Rodzina Sulbergerów, właścicieli wydawnictwa, stoi przed nie lada wyzwaniem.


Właśnie ujrzał światło dzienne raport z działalności firmy za drugi kwartał 2008 roku. Wynika z niego, że wydawca osiągnął w tym czasie dochód netto w wysokości 21,1 miliona dolarów (lub inaczej 15 centów za akcję), w porównaniu ze 118,4 milionami dolarów (lub 82 centami za akcję) w tym samym okresie rok wcześniej. Przychody w II kwartale spadły o 6% do poziomu 741,9 milionów dolarów.



Przychody reklamowe w gazecie drukowanej spadły o 11%, pozytywnym sygnałem jest jednak fakt, że przychody reklamowe z działalności internetowej wzrosły o 18%.

Janet Robinson, CEO The New York Times Co., winą za zły wynik finansowy spółki obciąża "pogłębiający się kryzys ekonomiczny, widoczny w szczególności w branżach, dla których duże znaczenie ma rosnąca cena ropy naftowej: linie lotnicze, hotele, branża samochodowa.

Medioznawcy, jak np. Juan Antonio Giner z Innovations in Newspapers, radzą by firma nie szukała przyczyn złego wyniku finansowego w siłach zewnętrznych, a raczej przyjrzała się słabym siłom wewnętrznym w korporacji. "The New York Times" nie należy do gazet chętnie podejmujących ryzykowne, innowacyjne kroki, które mogłyby wyróżnić je na rynku.

J.P. Morgan w ostatnim raporcie odnotował, że firma w krótkim czasie odczuje efekty spowalniającej nowojorskiej gospodarki, stagnację na rynku reklamowym w branży dóbr luksusowych oraz narastającą konkurencję ze strony "The Wall Street Journal" wydawanego przez News Corporation Ruperta Murdocha.

Od 18 września "The New York Times" podwyższa kioskową cenę z 1,25 dolara do 1,50 dolara. Firma już zdążyła podwyższyć ceny kolportażu o prawie 5% (sam ten ruch miał zaowocować 2,5% wzrostem przychodów w minionym kwartale). Podwyższenie ceny kioskowej "NYT" jest odpowiedzią na podobny ruch News Corp., którego "Wall Street Journal" drożeje od 28 lipca o 50 centów (wzrost ceny do 2 dolarów).

Trochę o fontach

Ciekawe zestawienie popularnych fontów w jednym filmiku. Kreatywne podejście do tematu, zwłaszcza w przypadku czcionki Wingdings :)

No i piękny line-up: "Get on with the times, New Roman!"

Dla koneserów :)


22 lipca 2008

New York Times walczy o społeczności

"Szara dama" z Nowego Jorku (dla mieszkańców kontynentów innych niż Ameryka Północna bardziej znana jako "The New York Times"), nabiera kolorów. Dzięki niedawno podjętej współpracy z serwisem społecznościowym LinkedIn (24 miliony zarejestrowanych użytkowników), ma szansę dotrzeć do olbrzymiego targetu o zainteresowaniach biznesowo-finansowo-ekonomicznych. Użytkownik LinkedIn z kolei, otrzyma codzienną porcję informacji z "The New York Times". Informacji spersonalizowanych, czyli dostosowanych do jego zainteresowań, branży, w której pracuje, płci, a nawet lokalizacji.



"The New York Times" odnotowuje regularne spadki sprzedaży, a jego serwis internetowy NYTimes.com bardziej opiera się na renomie gazety papierowej, niż jakichkolwiek innowacjach. Podejmowane przez wydawcę kroki nie zawsze spotykają się z uznaniem czytelników: czytnik informacji z The New York Times (TimesReader) okazał się fiaskiem przy tak dużej popularności czytników RSS (aplikacji pozwalających na czytanie wiadomości z różnych źródeł w jednym miejscu), a na efekty prób budowania społeczności wokół gazety (TimesPeople) chyba długo przyjdzie nam jeszcze czekać.

Serwis społecznościowy LinkedIn pasuje jak ulał swoją grupą docelową do odbiorcy informacji z działu Business w "The New York Times". Przez brak otwartości dla każdego użytkownika (trzeba mieć zaproszenie, żeby się zarejestrować - w razie zainteresowania proszę o maila), społeczność LinkedIn stanowi swoistą, przynajmniej we własnych oczach, elitę ludzi, którzy budując swoje CV mają możliwość pochwalenia się i przedstawienia 24 milionom innych użytkowników z całego świata. Formuła LinkedIn zdaje się być prosta, a tym samym, łatwa do wyczerpania.

LinkedIn tak samojak NYTimes.com potrzebował świeżego ducha, dlatego dla obu kooperacja powinna okazać się strzałem w dziesiątkę. LinkedIn co prawda od jakiegoś czasu oferował swoim użytkownikom dostęp do informacji, ale były to informacje ze wszystkich możliwych źródeł, na zasadzie wzajemnego polecania ich innym użytkownikom. Teraz, przy dobrym wykorzystaniu tej współpracy, LinkedIn jest blisko stworzenia usługi dostarczania spersonalizowanych informacji, dostosowanych do zainteresowań i kariery zawodowej zapisanych w profilach swoich użytkowników. NYTimes.com z drugiej strony zyska nowych użytkowników (żeby skorzystać z tej usługi trzeba być zarejestrowanym na obu stronach) reprezentujących społeczność biznesową, tak cenną przecież dla reklamodawców.


USA: rośnie liczba użytkowników stron internetowych największych amerykańskich gazet

Tę bardzo dobrą wiadomość opublikował niedawno Nielsen // Net Ratings. Ponad 80% z trzydziestu największych stron internetowych o tematyce newsowej w USA odnotowała wzrost ilości unikalnych użytkowników, na ponad połowie z tych stron, użytkownicy spędzają więcej czasu niż przed rokiem. W czerwcu 2008, w porównaniu z tym samym czasem w roku poprzednim, średni czas spędzony przez użytkownika na największych amerykańskich stronach newsowych prezentował się następująco:

I dodatkowo, oto jak prezentował się ruch internautów na największych portalach (środkowa tabela pokazuje ilość unikalnych użytkowników, w tysiącach). Dane z czerwca 2008, porównywane z czerwcem 2007:

21 lipca 2008

"eM jak Media" dostępny z telefonu komórkowego

Blog "eM jak Media" od dziś dostępny jest również z telefonu komórkowego, dostosowany do małych wyświetlaczy urządzeń mobilnych. Wystarczy wpisać w pasku adresowym przeglądarki internetowej swojego telefonu, adres: http://eMjakMedia.mofuse.com i ta-daa!, informacje publikowane na tym blogu znajdą się na ekranach Waszych telefonów.

Co najlepsze, to samo możecie zrobić ze swoimi blogami oraz ulubionymi stronami. Wszystko dzięki usłudze Mofuse, która nie tylko pozwala na udostępnienie swojej strony z platformy mobilnej, ale robi to jeszcze prawie za darmo (o tym za chwilę).

Wszystko trwa mniej niż 5 minut, strona nie wymaga nawet rejestracji (chociaż jest wskazana) - wystarczy podać adres swojej strony lub RSS-a i z automatu tworzona jest kompletna strona dla przeglądarek telefonów komórkowych, z własnym adresem o rozszerzeniu .mobi Dodatkową zaletą portalu są statystyki odwiedzin, właśnie z telefonów komórkowych.

Jaki jest model biznesowy Mofuse? W myśl zasady, że nie ma nic za darmo, rejestrując się, odhaczamy nieprzyjemny dla oka warunek: wyrażam zgodę na politykę biznesową Mofuse. Chodzi oczywiście o reklamy, które Mofuse będzie mógł wyświetlać na mobilnych stronach. W przypadku zarejestrowanych w systemie Google AdSense, Mofuse będzie dzielił się swoimi przychodami. Nie chcę sobie jednak nawet wyobrażać, jakiego rzędu będzie to skrawek przychodów. Dla blogów niekomercyjnych, nie powinno to jednak mieć znaczenia. Dla mnie liczy się jednak kolejny kanał komunikacji i kolejna możliwość dotarcia do czytelnika. Nawet jeżeli kanał nie jest jeszcze popularny, to z pewnością rodzi spore nadzieje na przyszłość.

Konkurs - last call

Po północy wylosuję dwóch szczęśliwców, którzy otrzymają ode mnie w prezencie po jednej z tych perełek:



Jest jeszcze czas, by zgłosić swój udział. Konkurs zamykam o północy. Szczegóły TUTAJ.

16 lipca 2008

Nowojorscy giganci łączą siły

Rupert Murdoch nie lubi przegrywać. Po nieudanej próbie przejęcia nowojorskiego "Newsday'a" (pisałem o tym TUTAJ), postanowił umocnić się na nowojorskim rynku i zebrać siły do walki z Cablevision. Co ciekawe, w tej walce brata się z największym, do tej pory, konkurentem - Mortimerem Zuckermanem.

Obaj panowie są właścicielami firm wydających gazety nie tylko na tym samym, nowojorskim rynku, ale i w tym samym segmencie (bulwarówki). "New York Post" Ruperta Murdocha nigdy nie tracił okazji, by dopiec w swoich artykułach gazecie "New York Daily News" Mortimera Zuckermana (i odwrotnie). Gazety celowo przekręcały tytuły konkurenta, najczęściej określając przeciwnika: "The Daily Snooze" ("Dzienna Drzemka") oraz "The New York Pest" ("Nowojorska Zaraza").


Teraz, dotychczasowi konkurenci łączą siły, by nie dopuścić do zbytniej ekspansji nowego gracza na lokalnym rynku. Trwają prace nad zintegrowaniem druku, dystrybucji działań kadrowych i marketingowych obu nowojorskich gazet. Wszystkie rozmowy mają na celu znalezienie takiego modelu współpracy, który nie będzie wymagał podpisania umowy o współpracy, co z kolei wymagałoby stworzenia nowego przedsiębiorstwa. Działania te, według rzecznika jednej z gazet, mają na celu obniżenie kosztów, podniesienie efektywności oraz umocnienie pozycji obu gazet na rynku.

Ciekawe, że Murdoch podejmuje we współpracy z Zuckermanem dokładnie te same działania, które planował po kupnie "Newsday'a". Znając konsekwencję Murdocha w budowaniu silnej pozycji News Corp. w Nowym Jorku (i nie tylko, ale NY od dawna jest na celowniku Murdocha), może się okazać, że wkrótce usłyszymy o kolejnym dużym tytule z Dużego Jabłka wystawionym na sprzedaż.

Aby wyobrazić sobie, o jakiej skali przedsięwzięciu jest tutaj mowa, dodam tylko, że każda z tych gazet w samym Nowym Jorku cieszy się nakładem większym, niż nasz rodzimy "Fakt" na rynku ogólnopolskim. Średni nakład "The New York Post" to prawie 725,000 egzemplarzy zaś "The Daily News" - około 700,000 egzemplarzy.

11 lipca 2008

Prenumerator amerykańskiego dziennika pozywa wydawcę za redukcje zatrudnienia

Amerykański prawnik Keith Hempstead, prenumerator gazety "News & Observer", pozwał wydawcę tego tytułu. Jak twierdzi, odnowił prenumeratę w maju, niedługo przed ogłoszonym 16 czerwca przez wydawcę masowym zwolnieniu 70 dziennikarzy i zmniejszeniu objętości gazety. Zdaniem prawnika, gazeta nie jest teraz warta tego, ile za nią zapłacił i domaga się odszkodowania w sądzie.

Prawnik przyznał, że mógł zrezygnować z prenumeraty, ale postanowił wytoczyć sprawę przeciwko wydawcy, by przykuć uwagę innych prenumeratorów, samego wydawcy oraz środowiska mediów (prawdopodobnie również, by zwrócić uwagę na siebie - przyp. eM).

"Nie mogę patrzeć na to, co korporacje robią z produktem, jakim jest gazeta. Pomysł na kupno ważnego dla społeczności produktu, a następnie ograniczanie ilości informacji w nim zawartych oraz pozbywanie się dziennikarzy, wydaje mi się bezcelowe z punktu widzenia zarządzania wydawnictwem prasowym".

John Drescher, redaktor naczelny pisma "News & Observer" cieszy się z wiernego czytelnika, ale ironizuje: "Tak naprawdę nasza gazeta jest warta zdecydowanie niż 36 centów, które pan Hempstead płaci nam za egzemplarz. Z chęcią, z pomocą prawników, wyliczymy ile Hempstead jest winien naszemu wydawnictwu".

Kocham ten kraj za oceanem i kocham ich demokrację, pozwalająca na pozwanie każdego, dosłownie za wszystko. Nie wiem, jaki jest prawdziwy cel, który przyświeca temu prawnikowi, ale prawdą jest, że chcąc - nie chcąc, zwraca uwagę na duży problem. Spadek czytelnictwa gazet papierowych i idące za tym spadki z przychodów ze sprzedaży egzemplarzowej, w dalszej kolejności pociągną za sobą spadek przychodów z ogłoszeń . Aby spadek przychodów nie był tak odczuwalny, trzeba obniżyć koszty wydawnictwa, a do najłatwiejszych w ograniczaniu należą właśnie koszty osobowe. W efekcie, tylko w tym roku, zlikwidowano prawie 6,000 dziennikarskich etatów (liczba ta nie mówi o dziennikarzach, którzy zmienili pracę, ale o tych, których posad się pozbyto). I niech mi ktoś powie, że nie jest to dowód na to, że prasa drukowana chwieje się na nogach.

Ciekawe statystyki dotyczące ilości zwalnianych dziennikarzy w USA (aktualizowane na bieżąco) prowadzone są TUTAJ.

10 lipca 2008

Przyznawać się do błędu, czy nie?

Błędy, sprostowania, uzupełnienia, przeprosiny... co łączy te wszystkie określenia? Wspólna niechęć polskich gazet do publikowania ich na swoich łamach. Redakcje polskich gazet potrafią zrobić naprawdę wiele, byle tylko nie przyznać się do błędu.

Dlaczego tak podkreślam nietypowość naszego rynku prasowego? Redakcje (być może słusznie, swoją drogą jestem ciekaw czy były prowadzone jakieś badania na ten temat) obawiają się, że zbyt duża liczba sprostowań spowoduje spadek ich wiarygodności w oczach czytelnika, a w konsekwencji odejście tego czytelnika do innej gazety.

Sytuacja wydaje się być jak najbardziej logiczna i zrozumiała. Ale jak czytam w "Dziennikarstwie" autorstwa Marka Chylińskiego i Stephana Russ-Mohla:

"Francuskie gazety natomiast, które sprostowania publikują bez zbędnych utrudnień, nawet gdy nie są w pełni przekonane do racji adwersarza, uznawane są przez czytelników za bardziej wiarygodne!"

I dalej, z tej samej książki:

"Inaczej jest w Stanach Zjednoczonych, tam "corrections" są oczywistością, przynajmniej w prasie. Odbiorcy doceniają, że gazeta ich nie zwodzi i odpłacają zaufaniem - gazety, które prowadzą stałą rubrykę sprostowań, w sondażach cieszą się większą wiarygodnością".

Nieważne już, który rynek jest nietypowy - nasz, czy ten francuski lub amerykański. Ostatnio jednak natknąłem się na ciekawy przypadek z Indii. Tamtejsza gazeta "Mint" (anglojęzyczna, powstająca w kooperacji z "The Wall Street Journal") ma bardzo ciekawą politykę dotyczącą publikacji sprostowań. Po pierwsze, na drugiej stronie gazety zamieszczana jest specjalna rubryka, w której publikowane są wyjaśnienia i sprostowania. Jest to jedna z najpopularniejszych rubryk czytelniczych - czytelnicy śledzą dokładnie materiały, a następnie wysyłają informację o braku lub niepoprawnej informacji w tekście. Duży plus, ponieważ jest to zawsze dodatkowa interakcja z czytelnikiem.

Ale naprawdę duże wrażenie zrobiło na mnie inne działanie redakcji "Mint". Z okazji pierwszych urodzin gazety, redakcja postanowiła pokazać statystyki popełnianych błędów:


W efekcie umieszczono dwa wykresy pokazujące udział rodzaju błędu (merytoryczny, liczbowy, ortograficzny itp) w ogólnej liczbie błędów oraz, co chyba najciekawsze, podobny wykres, tyle że dotyczący winowajcy błędnej publikacji:


No cóż, errare humanum est, trzeba tylko umieć przyznać się do tego błędu. A Państwo którą ze szkół dotyczącą publikacji sprostowań preferowalibyście?

9 lipca 2008

Redakcyjny outsourcing

Outsourcing, czyli redukcja kosztów przedsiębiorstwa poprzez przerzucenie części lub całości procesu produkcyjnego na inny podmiot gospodarczy, jest od dłuższego czasu bardzo popularnym zjawiskiem. W genialnej książce felietonisty "New York Timesa", Thomasa L. Friedmana, "Świat jest płaski", można znaleźć świetne przykłady outsourcingu, jak np. opisywanie przez hinduską firmę medyczną zdjęć rentgenowskich z USA (taki prosty pomysł: amerykański lekarz wysyła pod koniec dnia do e-mailem zdjęcia rentgenowskie, by następnego dnia, dzięki różnicy czasu między USA a Indiami, od samego rana mieć na skrzynce opisy tych zdjęć). Inne formy outsourcingu są w tej książce mnożone w nieskończoność. Jednego tylko autor nie przewidział.

Nadrabiając zaległości po długiej nieobecności, przeczytałem coś, co wprawiło mnie w niemałe osłupienie. Amerykańska gazeta "Orange County Register", wychodząca w średnim nakładzie 250,000 egz. w dni powszednie (310,000 egz. w przypadku wydań magazynowych) zdecydowała się na outsource'owanie części swoich usług do Indii. Z początkiem lipca, redakcja rozpoczęła miesięczną, próbną współpracę z hinduską firmą Mindworks, która będzie obsługiwała makietę jednego z lokalnych dodatków do gazety, a także (!) edytowała niektóre teksty wchodzące do grzbietu głównego "OC Register".

"To test o małej skali, pozostający bez wpływu na naszych lokalnych dziennikarzy. Nasi redaktorzy będą nadzorowali cały proces. W żaden sposób nie ucierpi na tym nasz zespół" - powiedział szef zespołu produkcyjnego gazety, John Fabris.

Zastanawiam się, czy outsourcing w tej dziedzinie jest właściwym kierunkiem. Być może, część kosztów zostanie znacznie zmniejszona, ale wystarczy sobie wyobrazić, jak bardzo zaszkodzić może ingerencja osoby w tekst, który został napisany w drugiej części świata!. I to jeszcze w przypadku gazety z takimi tradycjami jak "OC Register" (jest zdobywcą trzech nagród Pulitzera: w 1985, 1989 i 1996 r.).

No cóż, jeżeli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. "Orange County Register" boryka się od kilku lat z dużymi spadkami sprzedaży, a w 2006 roku pracę straciło 90 osób z zespołu redakcyjnego (niektórzy dziennikarze otrzymali propozycję pracy na zasadach wolontariatu). Pytanie tylko, czy przenoszenie procesu produkcji i edycji gazety do Indii, pomoże wydawcy spowolnić spadek sprzedaży. Może i jestem konserwatywny w tej kwestii, ale moim zdaniem gazetę powinna sprzedawać przede wszystkim treść, a tej (przynajmniej lokalnej), nie da się poprawnie stworzyć z drugiego końca globu.

PS. Czy zna ktoś jakieś polskie określenie na outsourcing? No i przypominam o konkursie :)

8 lipca 2008

Fenomenalny WSJ.com

Wydanie elektroniczne „The Wall Street Journal” idzie pod prąd, wbrew światowym trendom. Mimo konieczności wnoszenia opłat za korzystanie z części strony WSJ.com, od czerwca 2007 roku, baza użytkowników portalu zwiększyła się prawie dwukrotnie (wzrost o 94%). Aktualnie WSJ.com codziennie dociera do 16,2 milionów użytkowników! (mowa tutaj nie tylko o prenumeratorach, ale też o adresatach np. newsletterów).

Informacja tanieje, dążąc prawdopodobnie do tego, by za chwilę stać się bezpłatną. Wielcy wydawcy znoszą bariery cenowe ograniczające dostęp do ich treści w Internecie. Kilka przykładów: wczoraj z prenumeraty elektronicznej zrezygnował „The Irish Times”, wcześniej podobną decyzję podjął wydawca brytyjskiego „The Times” udostępniając swoje archiwum za darmo, a we wcześniejszych miesiącach tego roku z opłat za elektroniczne wydania gazet zrezygnował popularny „The Atlantic Monthly”.

WSJ.com Ruperta Murdocha jest hybrydą, łączącą teksty darmowe z informacjami płatnymi. Darmowe są wyłącznie najświeższe informacje, porady finansowe dla czytelników, opinie, a także pliki wideo, blogi i podcasty. Dostęp do części płatnej to wydatek rzędu 89 dolarów rocznie (49 dolarów dla prenumeratorów wydania drukowanego).

Mimo takiego modelu biznesowego, WSJ.com przyciąga czytelników – cieszy się ponad milionem prenumeratorów i przyciąga ponad 10 milionów unikalnych użytkowników miesięcznie.

W samym 2007 roku przychody z tytułu płatnej prenumeraty WSJ.com wyniosły 60 milionów dolarów. Gdyby „Wall Street Journal” zdecydował się na zniesienie opłat za pozostałe treści, to w celu zrównoważenia przychodów z prenumeraty ruch na stronie WSJ musiałby się zwiększyć o, bagatela, 20 milionów unikalnych użytkowników miesięcznie.


Wiedzieć więcej:

Offtopic - konkursowo

Z ogromną przyjemnością, po prawie trzytygodniowym urlopie, wracam do mojego ulubionego miejsca w sieci. Jestem już oficjalnie specjalistą do spraw wydawniczych, z dopiero co ukończonymi dwuletnimi studiami podyplomowymi organizowanymi przez Polsko Niemiecką Izbę Przemysłowo Handlową (w Polskapresse o. Prasa Łódzka nadal koordynuję rozmaite projekty). Będzie mi brakowało tych dojazdów do Warszawy w soboty i niedziele co drugi weekend i aż boję się, co teraz będę robił :) Liczę na sugestie Czytelników, może znacie jakieś ciekawe studia podyplomowe lub kursy o tematyce wydawniczo - dziennikarsko - nowomediowej?

W przypływie dobrego nastroju mam do rozdania dwie fantastyczne pozycje książkowe, które są echem konferencji Światowego Forum Wydawców: "Innowacje w gazetach - Raport światowy 2008" oraz "Redakcyjne trendy 2008" (obie książki po angielsku). Jedyne co trzeba zrobić, to wysłać do mnie maila na em.jak.media (małpa) gmail.com z informacją, którą z książek chcecie Państwo otrzymać (można wybrać jedną) oraz, a już skomplikujmy to nieco, krótką motywacją, dlaczego akurat właśnie Wam mam ją wysłać. Proszę nie zapomnieć o adresie pocztowym.

Łączna wartość nagród to 430 Euro. Oto wspomniane prezenty:


Na zgłoszenia czekam dwa tygodnie, do 21 lipca do godziny 23.59