29 kwietnia 2008

Większość amerykańskich gazet odnotowuje dalsze spadki sprzedaży

To nie jest dobra wróżba dla pozostałych rynków prasowych świata. Jak podało dzisiaj AP powołując się na dane ABC (Audit Bureau of Circulations), większość amerykańskich gazet w ostatnim półroczu odnotowało spadki w sprzedaży. Wyjątek stanowiły "USA Today" i "The Wall Street Journal", które zyskały łącznie niecały jeden procent. Spadła sprzedaż pozostałych 18 tytułów z 20 największych gazet USA.
"USA Today" wydawany przez Gannetta pozostał najlepiej sprzedającą się gazetą w USA ze średnią dzienną sprzedażą w wysokości 2,284,219 egz. (wzrost o 0,3 procenta). "Wall Street Journal" utrzymał pozycję wicelidera ze średnią dzienną sprzedażą 2,069,463 egz. (wzrost o 0,4 procenta). W połowie badanego półrocza, w grudniu 2007, wydawca WSJ - Dow Jones & Co. został kupiony przez News Corporation Ruperta Murdocha.

Dalsza część listy nie jest już tak różowa. "New York Times" okazał się trzecią pod względem wysokości sprzedaży gazetą (średnia sprzedaż 1,077,256 egz.), ale wartość tej sprzedaży była o 3,9% mniejsza niż rok wcześniej. Wydawca NYT, The New York Times Company, jest także wydawcą "The Boston Globe" i "The International Herald Tribune".

Największymi spadkami sprzedaży egzemplarzowych cechowały się gazety wydawane w dużych aglomeracjach (prawdopodobnie ze względu na powszechny dostęp do Internetu). Przykładowo, "The Dallas Morning News" na przestrzeni badanych 6 miesięcy odnotował spadek o 10,6 % do 368,313 egzemplarzy, "Atlanta Journal Constitution" spadł o 8,5% do 326,907 egzemplarzy, a "The Star Tribune of Minneapolis" o 6,7% do 321,984 egzemplarzy.

Ciekawe porównanie stanowią dane sprzedażowe dwóch nowojorskich tabloidowych rywali: "The Daily News" Mortimera Zuckermana (spadek o 2,1% do 703,137 egz.) oraz "The New York Post" Ruperta Murdocha (spadek o 3,1% do 702,488 egz.). Obaj panowie walczą aktualnie o kupno innego nowojorskiego tytułu - "Newsday" wydawanego przez Tribune Company Sama Zella (spadek o 4,7% do 379,613 egzemplarzy).

Źródło: Associated Press

Więcej o próbach przejęcia "Newsday" pisał w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej" Vadim Makarenko.

28 kwietnia 2008

Światowe Forum Wydawców już za miesiąc

Za prawie miesiąc właściwie. W dniach od 1 do 4 czerwca odbędzie się coroczne Światowe Forum Wydawców (World Editors Forum). Gospodarzem tym razem będzie Goteborg w Szwecji. Uczestnictwo w tej kilkudniowej sesji to z pewnością spore doświadczenie dla młodych praktyków rynku mediów i ogromna szansa na poznanie innych fascynatów i profesjonalistów z całego świata. Niestety, rejestracja nie jest bezpłatna i, dla mnie przynajmniej, jeszcze parę dni temu nie należała do tanich (około 2,000 Euro).


Nie muszę chyba pisać, jakim szczęściarzem się poczułem, gdy po zapytaniu skierowanym do Światowego Zrzeszenia Gazet (WAN - World Association of Newspapers) dowiedziałem się, że nie muszę płacić za uczestnictwo w tej konferencji. Co ważne, swoje zgłoszenie wysłałem nie jako przedstawiciel dużej firmy wydawniczej (Polskapresse), ale jako autor bloga "eM jak Media". Cieszę się, że duża, międzynarodowa organizacja potrafiła dostrzec fascynata, od czasu do czasu przelewającego swoje zainteresowania w treść tego bloga.

Wygląda na to, że jest szansa, iż na początku czerwca pojawi się tu parę interesujących wpisów - relacji z tego wydarzenia. Bo pisać z pewnością będę miał o czym. Wśród zaplanowanych na 4 dni tematów, znalazły się:

- zintegrowany newsroom (dlaczego, jak i kiedy): jakość edytorska, multimedialny content, interaktywność i przyszłość dziennikarstwa
- wyniki z ostatnich badań konsumpcji newsów: dlaczego tradycyjny model konsumpcji wśród osób w wieku 18-34 lat już się skończył?
- czy z Web 2.0 narodzi się Dziennikarstwo 2.0?
- czy dziennikarstwo mobilne (bazujące na telefonii komórkowej) zmieni dziennikarstwo?
- model hyper-lokalny jako rozwiązanie dla gazety drukowanej i portalu internetowego
- dlaczego wydania magazynowe gazet wygrywają z codziennymi i jak to wykorzystać do budowania lojalności swoich czytelników?

To tylko kilka z planowanych tematów spotkań, a wśród mówców znajdą się przedstawiciele największych światowych tytułów, w tym "El Pais", "Le Monde", "New York Timesa", "Wall Street Journal" i wielu wielu innych.

Dokładny plan konferencji znajdziecie TUTAJ. A po wnioski z dyskusji profesjonalistów i bliższą relację z tego eventu zapraszam na blog "eM jak Media". I to wcale nie znaczy, że do czerwca już nic nie napiszę :)

25 kwietnia 2008

Ciekawa okładka "Chicago Sun Times"

O tym, że gazeta papierowa jest mniej elastycznym medium niż np. Internet, nie trzeba chyba nikogo informować. Dlatego też bardzo lubię, gdy redakcje podejmują pewne kroki, by raz na jakiś czas wyróżnić się wśród ton makulatury dostępnych codziennie na kioskowych stojakach, by odejść na chwilę od sztywnych konwencji i zwrócić na siebie uwagę czytelnika. Takie przedsięwzięcia mają dla mnie o wiele większą wagę, niż codzienne zmiany dokonujące się na redakcyjnych witrynach.

Taki manewr przeprowadziła w tym tygodniu gazeta "Chicago Sun Times". W Chicago w ostatnim czasie bardzo szybko wzrosła liczba zabójstw popełnianych w mieście. Oto, jak redakcja lokalnej gazety postanowiła zwrócić na ten problem uwagę swoich czytelników:

Okładkę gazety, na której w odbiciu lustrzanym umieszczona została winieta oraz tytuł "Stop the killing", opatrzono komentarzem: "Odwracanie się plecami nie pomoże. Teraz, skoro przykuliśmy waszą uwagę, przeczytajcie o starcie kampanii Sun-Times mającej na celu powstrzymanie serii zabójstw naszych dzieci".

Proste, czytelne i działające na wyobraźnię, prawda?

Polecam również zapoznanie się z okładkami z naszego podwórka, wyróżnionymi wczoraj nagrodami Grand Front.

14 kwietnia 2008

"Lonely Planet" - lonely... plagiarism?

Lonely Planet jest największym wydawcą książek o tematyce podróżniczej na świecie (od 2007 roku 75% udziałów w wydawnictwie ma BBC Worldwide). Jak podał wczoraj australijski "Sunday Telegraph", wydawca właśnie otarł się o największy na świecie skandal, związany z wydawanymi przez siebie tytułami.

Lonely Planet straciło swoją wiarygodność po tym, jak jeden z autorów przyznał się do plagiatu, a także do zmyślenia dużej części swoich tekstów. Autor, o którym mowa to Thomas Kohnstamm (napisał ponad 12 książek z tej serii). Jego wypowiedź jest szokująca - książka o Kolumbii została napisana w jego amerykańskim domu, a w żadnym z opisanych krajów nie postawił nawet nogi.

"Sunday Telegraph" tak cytuje jego proste tłumaczenie się ze skandalu:
Nie zapłacili mi tyle, by było mnie stać na podróż do Kolumbii. Napisałem więc książkę w San Francisco, a informację o opisywanym kraju miałem od laski, z którą wówczas się spotykałem - praktykantką kolumbijskiego konsulatu"
Autor przyznał się także do przyjęcia darmowej wycieczki, łamiąc w ten sposób kodeks wydawcy mający na celu zachowanie niezależności swoich autorów.

Wyznanie Kohnstamma to poważny cios w wydawnictwo Lonely Planet, którego przewodniki uznawane są przez wielu turystów za podróżniczą biblię. Każdego roku wydawnictwo sprzedawało ponad 6 milionów egzemplarzy każdego tytułu.

Wydawnictwo Lonely Planet zweryfikowało treść każdego z przewodników napisanych przez Kohnstamma i nie dopatrzyło się w nich żadnych nieprawidłowości czy przekłamań.

8 kwietnia 2008

Polskie media o Szczecinie

Polskie media żyły dziś jedną informacją, a oczy większości zainteresowanych Polaków skierowane były na Szczecin. Media jedne po drugich przejmowały temat jako wiadomość dnia. RMF FM przez cały dzień zaczynał nią serwisy informacyjne, podobnie Radio Zet.

Najbardziej zaimponowała mi Agora, której w całym natłoku udało się wykazać szybkością działania. Redakcja "Metra" przygotowała specjalne popołudniowe wydanie dla mieszkańców Szczecina. W numerze miały znaleźć się informacje na temat awarii energetycznej, która dotknęła mieszkańców miasta: relacje i fotografie nadesłane przez szczecińskich internautów, raport o rozmiarach katastrofy oraz poranne informacje z kraju i ze świata.



Inne gazety (w większości) również wykorzystały szansę, ale w kwestii generowania dodatkowego trafficu na swoich stronach. Relacjonując na bieżąco sytuację ze Szczecina (czy to korzystając z własnych korespondentów, czy z agencji prasowych), w najwłaściwszy sposób sprzedawali tę informację. Sami zobaczcie screeny z witryn największych polskich gazet (dziennik.pl, gazeta.pl, rzeczpospolita.pl):



Niestety, jeden duży gracz z niewiadomych dla mnie względów nie zareagował na bieżąco na szczecińskie wydarzenia. Chodzi mi tutaj o "Polskę - The Times" (Polskapresse), która jedynie w bocznym pasku informowała o stanie wyjątkowym w zachodniopomorskim. I chociaż Wiadomości24.pl (również Polskapresse) poradziły sobie ze sprzedażą tego newsa, witryna "Polski" przez cały dzień uparcie informowała o pladze sfałszowanych recept w polskich aptekach:
Szkoda, była okazja by trochę rozruszać tę witrynę, a czytelnicy prawdopodobnie by to dostrzegli. Może następnym razem.

Przyznano dziennikarskie nagrody Pulitzera

Nagrody Pulitzera za 2007 rok zostały przyznane. Z 15 kategorii poświęconych dziennikarstwu sześć przypadło "Washington Post", dwie otrzymał "New York Times", jedna (za komentarze odredakcyjne) nie znalazła odbiorcy.

Główną nagrodę, złoty medal, w kategorii Public Service (służba publiczna) odebrali dziennikarze "Washington Post" Dana Priest i Anne Hull oraz fotoreporter Michel du Cille, za artykuł o niewłaściwej opiece nad wojskowymi weteranami w Walter Reed Hospital.

Pozostałe nagrody to 10,000 dolarów w każdej kategorii (pełna lista zwycięzców).

Moją uwagę przykuły jeszcze dwa zdjęcia, również wyróżnione tegorocznymi nagrodami Pulitzera. Nagrodę za zdjęcie reporterskie odebrał Preston Gannaway z "Concord Monitor" za udokumentowanie historii rodziny próbującej poradzić sobie ze śmiertelną chorobą matki:
Drugim laureatem, tym razem w kategorii zdjęcie newsowe jest Adrees Latif z agencji Reuters za pełne dramatyzmu zdjęcie śmiertelnie rannego japońskiego fotografa podczas demonstracji ulicznych w Birmie.

7 kwietnia 2008

Szybkość informacji zawsze miała znaczenie

...ale internet nie istnieje przecież od zawsze. Poniżej fotka przedstawiająca jak radzono sobie kiedyś z dotarciem do czytelników (oraz jak czytelnicy radzili sobie z dostępem do informacji). Zdjęcie z USA z 1940 roku.

Zdjęcie przedstawia mężczyzn czytających nagłówki informacji w oknie wydawnictwa Brockton Enterprises w Brockton, Massachusets. Przyznam, że dzięki tej fotce, określenia RSS i witryna internetowa nabrały dla mnie dodatkowej wartości (przynajmniej w kontekście stron internetowych gazet).

Autorem zdjęcia jest Jack Delano (via Dr-X).

5 kwietnia 2008

Amerykańskie wydanie "Wall Street Journal" będzie drukowane w Londynie

Od 16 kwietnia amerykańskie wydanie "The Wall Street Journal" będzie drukowane w Londynie. Dzięki temu, europejska finansjera otrzyma bieżące informacje na temat rynków finansowych z drugiej strony oceanu (do tej pory gazeta docierała do Europy z jednodniowym opóźnieniem).

Nakład początkowy gazety drukowanej w Londynie ma wynosić zaledwie 3,500 egzemplarzy dziennie i ma kosztować 2,50 funta (dla porównania, cena konkurencyjnego "Financial Times" wynosi 1,50 funta).

"Wall Street Journal" będzie sprzedawany w Londynie od rana, a zatem lokalni czytelnicy będą mieli do niego wgląd kilka godzin wcześniej niż amerykańscy czytelnicy (ze względu na różnicę czasu 5-8 godzin). Kondycja światowych rynków będzie mogła więc być wcześniej analizowana przez europejczyków, co w finansowym świecie może mieć spore znaczenie.

Najbardziej zaniepokojone ruchem Murdocha mogą być gazety "Financial Times" i "International Herald Tribune". Żadna z tych gazet nie daje tak pełnych informacji o amerykańskim rynku jak "The Wall Street Journal".

O ostatnim zainteresowaniu Murdocha rynkiem europejskim, informowałem Was tutaj. Przynajmniej on jest optymistą i nie wierzy w zbyt szybką śmierć prasy.

Bezmyślny żart w "Washington Post"

Pierwszego kwietnia zrobiło się dość głośno o "The Washington Post". Częściowo stało się to z winy redakcji dziennika, ale przede wszystkim z powodu głupiego żartu, którego jeden znajomy postanowił zrobić swojemu przyjacielowi na łamach gazety. Ocenę tego psikusa pozostawiam Wam.

Tego dnia, w dziale Wspomnienia obok nekrologów "Washington Post", pojawiło się ogłoszenie dotyczące żyjącego (i jak najbardziej zdrowego) Edwarda M. Gabriela, byłego ambasadora USA w Maroko. Wspomnienie było napisane w języku przypominającym dialogi z filmu "Tajemnica Brokeback Mountain". W treści wspomnienia przeczytać można było m.in.: "Chociaż już nie jesteś moim partnerem, ten dzień na zawsze pozostanie naszą rocznicą... nigdy bym Cię nie opuścił".

Ambasador był bardzo zdumiony ogłoszeniem. Twierdzi, że przez cały dzień odbierał telefony od znajomych, którzy myśleli, że umarł. Jedna z jego znajomych przyznała, że płakała dwie godziny po przeczytaniu wspomnienia.

Autorem wspomnienia był J. Peter Segall, prawnik i właściciel firmy świadczącej usługi public relations, przyjaciel ambasadora od 30 lat. Gabriel powiedział, że Segall co roku robi mu psikusa, ale zazwyczaj miały one charakter bardziej prywatny. Segall przeprosił za incydent na łamach "Washington Post" przyznając, że jest dorosłym mężczyzną, który postąpił w sposób bardzo niedorosły.

Sama redakcja "Washington Post" również przeprosiła za całe zdarzenie. W przeciwieństwie do nekrologów, które zawsze są sprawdzane pod względem prawdziwości, wspomnienia nie wymagają weryfikacji przez wydawcę. Całostronicowe ogłoszenie wykupione przez Segalla kosztowało 322 dolary.

1 kwietnia 2008

Nie tylko polskie media dobrze się bawią w prima aprilis

Miałem takie dziwne wrażenie, że media trochę oszalały na punkcie dzisiejszego dnia. Doniesienia o zabraniu nam Euro 2012, o przejęciu Naszej Klasy przez Polsat, no i jeszcze RMF FM przez cały dzień katujące newsami o specjalnych przejściach przez jezdnie dla wiewiórek lub o lnie, co się nie gniecie i namawiające swoich słuchaczy do znalezienia fałszywych informacji (tak, tak, brawo RMF, wszystkie informacje okazały się prawdziwe).

I w tym zalewie mniej lub bardziej śmiesznych, fałszywych lub prawdziwych, informacji, natrafiłem na coś co mnie naprawdę rozbawiło.

Sam Zell, właściciel jednego z największych wydawnictw prasowych na świecie - Tribune Co. (wydawca m. in. "Los Angeles Times" i "Chicago Tribune") znany jest z dość kontrowersyjnych zachowań (tu pisałem o wulgarnym zachowaniu Zella względem dziennikarki). Taka wypowiedź Sama Zella pojawiła się dzisiaj w konkurencyjnym "Wall Street Journal":
"Cholera, włożyłem w ten biznes 315 milionów dolarów, a jesteśmy zadłużeni na 13 miliardów - jedno co mogłem w tej sytuacji zrobić, to umieścić swoje nazwisko w nazwie firmy"
W związku z tym, dzisiaj oficjalna strona Tribune Co. wyglądała nieco inaczej niż zwykle (poniżej wrzucam screena, bo pewnie lada chwila to zmienią):



ZCMEINC oznacza ZellCoMediaEnterprises Inc.. Bardzo mi się podoba rosnący Debt-o-meter, czyli miernik długu. Ciekawy jest też TipJar, czyli słoik na napiwki, z komentarzem "Hej, stary, pomożesz wydać gazetę?". W opisie firmy napisano: "jesteśmy tak elitarni, że pozostałe korporacje chciałyby być nami" (pod słowami pozostałe korporacje ukryto linki do wydawnictw Dow Jones i New York Times Company).

Miło zobaczyć, że poważne wydawnictwo jak Tribune Co. stać na taki żart. Jest to w pewien sposób innowacyjny pomysł - zamiast robić to co wszyscy, czyli podawać fałszywe informacje, korporacja pokazała, że umie żartować sama z siebie. O tej konferencji prasowej i zmianach na stronie internetowej Tribune wspomną jutrzejsze amerykańskie media. Korporacja w ten sposób pokazała się z innej strony, w dniu, który najlepiej się do tego nadawał.

To co, które z polskich wydawnictw powtórzy ten numer za rok?