31 marca 2008

Chiny: tajne rządowe memo dotyczące "zarządzania" zagranicznymi dziennikarzami


W kontekście mojego wczorajszego wpisu, organizacja Reporterzy bez Granic informuje o dotarciu do tajnej notki rządowej w Chinach. Instruuje ona, w jaki sposób przedstawiciele rządu powinni odnosić się do zagranicznych dziennikarzy w trakcie igrzysk olimpijskich w Pekinie. Notka nakazuje okazywanie otwartości, ale także podejmowanie prób uzyskiwania kontroli i wpływania na treści produkowane przez korespondentów.

Komentarz Reporterów bez Granic: "Poprzez ustalanie bardziej elastycznych dyrektyw dotyczących pobytu zagranicznych dziennikarzy na terenie Chin, chińskie władze wprowadzają równolegle strategię wpływania na międzynarodowe media. Część utajnionej notatki rządowej jest próbą zapewnienia lepszej informacji dziennikarzom, ale jednocześnie dowodzi, że władze nigdy nie porzuciły myśli o cenzurowaniu wiadomości".

Rządowy plan, którego dotyczy notka, datowany jest na 2007 rok i składa się z sześciu wytycznych:

  1. przygotowanie strategii udzielania wywiadów
  2. poprawienie systemów, w których pracują agencje prasowe
  3. budowanie propagandy dla mediów zagranicznych
  4. tworzenie pozytywnego wizerunku w internecie
  5. kontrolowanie opinii w sytuacjach kryzysowych
  6. szkolenie przedstawicieli rządowych w zakresie public relations

30 marca 2008

To nie był dobry tydzień dla wolności słowa na świecie

W minionym tygodniu miały miejsce wydarzenia, których dzięki temu, że żyjemy w kraju o wolnych mediach, nie musimy doświadczać na własnej skórze. Nie zaszkodzi o nich jednak wspomnieć.

Informacja o pierwszym z nich przyszła w czwartek z Egiptu - tam redaktor naczelny gazety "Al-Dustur", Ibrahim Eissa, został w ostatnią środę skazany na sześć miesięcy więzienia za to, że na łamach swojej gazety przytoczył plotki o złym stanie zdrowia prezydenta Egiptu, Hosni Mubaraka. Oficjalne oskarżenie brzmiało: "rozsiewanie fałszywych informacji, które szkodzą interesowi społecznemu i wewnętrznej stabilizacji". Spekulacje o stanie zdrowia Mubaraka są bardzo popularne w niezależnej prasie egipskiej, która od dłuższego czasu przytacza raporty ze szpitali, czy zdrowotnych podróży zagranicznych prezydenta.

Dzień po doniesieniach z Egiptu przyszły niepokojące wieści z bliższej nam Białorusi. Pod pretekstem odwetu za emitowaną przez TV Biełsat kreskówkę szydzącą z Łukaszenki, dokonano rewizji w 4 redakcjach (TV Biełsat, Radio Racja, Radio dla Białorusi W Mińsku i gazeta "Pahonia" w Grodnie) oraz w 18 mieszkaniach prywatnych białoruskich dziennikarzy. Skonfiskowano wszystkie urządzenia potrzebne do pracy dziennikarskiej (komputery, płyty CD, aparaty fotograficzne) i zatrzymano 20 osób, które po przesłuchaniach zostały zwolnione. Według działaczy białoruskiej opozycji, kreskówki były wyłącznie pretekstem, a prawdziwym powodem - niezależne relacje z manifestacji 25 marca na cześć 90. rocznicy niepodległości. Więcej informacji na ten temat podaje Gazeta Wyborcza.

Rok temu, organizacja na rzecz wolności słowa, Freedom House, opublikowała mapę wolności prasy na świecie w 2006 roku:
Na zielono zaznaczono kraje, których prasę organizacja uznała za wolną. Kolor żółty oznacza media częściowo wolne, kolor granatowy to państwa, w których nie ma wolnych mediów. Jak widać, sytuacja w Egipcie i na Białorusi, nie uległa pod tym względem zmianie.

Podobnie w Chinach (Tybecie), gdzie w świetle ostatnich wydarzeń i demonstracji, rząd zakazał wjazdu jakimkolwiek zagranicznym dziennikarzom. Wszystko, by jak najmniej informacji z kraju wydostało się poza jego granice. W świetle tych wydarzeń, sobotnia "Gazeta Wyborcza" zachęca wszystkich czytelników do udziału w akcji "Solidarni z Tybetem.". Tutaj zobaczyć można zdjęcia osób pragnących wyrazić protest przeciwko łamaniu praw człowieka w Tybecie. Zamierzam się przyłączyć.

28 marca 2008

Największy od 50 lat spadek przychodów z reklamy w amerykańskich gazetach

NAA (Newspaper Association of America) właśnie poinformowało, że roczny przychód z ogłoszeń wydrukowanych w amerykańskich gazetach w 2007 spadł o 9,4% w porównaniu z rokiem ubiegłym. Jest to największy od 50 lat spadek, czyli od momentu w którym NAA zaczęło liczyć krajowe wydatki na reklamę. Wartość rynku reklamy gazetowej w Stanach Zjednoczonych to 42 miliardy dolarów (2007 rok). Drugi co do wielkości spadek przychodów z reklam miał miejsce w 2001 roku i wyniósł wówczas 9,0%.

Całkowity przychód ze sprzedaży reklam w amerykańskiej branży wydawniczej - wliczając w to przychód z reklam elektronicznych - spadł o 7,9% od 45,3 miliardów dolarów w porównaniu z rokiem poprzednim.

Świadczy to o tym, że również przychód ze sprzedaży ogłoszeń internetowych, mimo że utrzymuje trend rosnący, to rośnie w mniejszym tempie. Przychód z reklam umieszczanych w Internecie wzrósł w 2007 roku o 18,8% do 3,2 miliardów dolarów. Rok wcześniej wzrost wynosił 31,4% do 2,6 miliardów. O tyle samo (31,4%) przychody te wzrosły w 2005 roku (do 2 miliardów dolarów).

NAA poinformowało, że przychód z ogłoszeń internetowych na witrynach gazet w USA stanowił w 2007 roku 7,5% wszystkich przychodów z ogłoszeń w porównaniu z 5,7% w 2006.

Ten wzrost jednak nie wystarczył by pokryć straty przychodów z ogłoszeń drukowanych. Przychody z ogłoszeń ogólnokrajowych spadły o 6,7% do 7 miliardów dolarów, przychód z ogłoszeń detalicznych (regionalnych, lokalnych) spadł o 5% do 21 miliardów dolarów. Najwięcej straciły ogłoszenia drobne - ich przychody spadły o 16,5% do 14,1 miliardów dolarów.

Tyle z komunikatu NAA. Wygląda na to, że najlepiej rozwijający się rynek na świecie, nie może poradzić sobie z kryzysem czytelnictwa, a zatem i z jego efektem - szukaniem przez reklamodawców innych kanałów dotarcia z reklamą do konsumenta. Niepokojące, że strat wynikających ze spadku przychodów z ogłoszeń drukowanych nie są w stanie zredukować przychody z reklam elektronicznych.

Główną przyczyną jest zatem odchodzenie czytelników od gazet drukowanych. Co zrobić by ich przyciągnąć albo przynajmniej zatrzymać? Ken Doctor z bloga Content Bridges ironizuje i proponuje 10 najciekawszych haseł reklamowych dla tradycyjnej gazety. Moimi faworytami są zdecydowanie: "Gazeta - cieńsza niż Mac Air" oraz "Zasługujesz na przerwę - w czytaniu z komputera".

26 marca 2008

Jarosław Kurski na temat przyszłości dziennikarstwa

Ciekawy wywiad z Jarosławem Kurskim, zastępcą redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej", opublikował wczoraj Editor's Weblog, oficjalny blog Światowego Forum Wydawców (World Editors Forum). Rozmowę przeprowadził Jean Yves Chainon. Dla leniwych zamieszczam tłumaczenie.

Editors Weblog: Jak Pan sądzi, jak długo będzie Pan jeszcze definiował swoją firmę jako wydawnictwo gazetowe lub firmę bazującą na usłudze poligraficznej?

Jarosław Kurski: Przestaliśmy być wydawnictwem wyłącznie gazetowym już w roku 1993, kiedy uruchomiliśmy pierwsze forum internetowe. Dzisiaj mamy ich miliony. Nasz portal Gazeta.pl każdego miesiąca odwiedza 6 milionów unikalnych użytkowników. Jest to magiczna liczba, jako że jest to także całkowita liczba czytelników papierowego wydania "Gazety Wyborczej".

Historia naszej korporacji rozpoczyna się wydaniem papierowej gazety w 1989 roku, ale dzisiaj jesteśmy jednym z wiodących koncernów multimedialnych w Środkowej i Wschodniej Europie. Wydajemy gazety, magazyny i książki, mamy sieć stacji radiowych i firmę zajmującą się reklamą outdoorową.

No i mocno inwestujemy w media cyfrowe. Nasz Zarząd ma ambicje, by za 3 lata ponad połowa naszych zysków pochodziła z branż innych drukowane. Jak na tę chwilę, nasze strony internetowe docierają do 44 procent użytkowników internetu w Polsce. To niespotykany rezultat jak na wydawcę gazety codziennej.


EW: Na tegorocznym Światowym Forum Ekonomicznym w Davos, w trakcie panelu dotyczącego przyszłości gazet, padło stwierdzenie, że gazety drukowane znikną przed 2014 rokiem. Do jakiego stopnia zgadza się Pan z tą tezą?

JK: Futuryści lubią czysto hipotetyczne przewidywania, ale jako dziennikarz wolę przyjrzeć się faktom.

Od 2003 ukazało się siedem nowych ogólnopolskich dzienników na naszym rynku. A zatem każdego roku mieliśmy nowego konkurenta. Czy jest to oznaką jakiejkolwiek słabości medium drukowanego?

Wierzę, że tak długo jak będziemy mieć coś ważnego do powiedzenia, a ludzie tutaj będą chciali nas słuchać i dyskutować z nami, tak długo istnieć będzie "Gazeta Wyborcza". Ważny jest przekaz i dialog, nie kanał komunikacji.

Jeżeli druk przestanie się liczyć, wówczas będziemy przekazywać nasze pomysły w inny sposób. Gazety nie umrą, ale się zmienią.

I wreszcie: polskie słowo "gazeta" nie zawiera żadnego odniesienia do papieru. Więc nawet jeśli futuryści się nie mylą i papierowe media znikną, Gazeta nadal pozostanie na rynku.


EW: Na przestrzeni kilkusetletniej historii dziennikarstwa, czy uważa Pan, że narodziny dziennikarstwa elektronicznego jest pewnym ciągiem w continuum, czy całkowitym oderwaniem się od wcześniejszych form dziennikarstwa?

JK: W dziennikarstwie chodzi o przystępne przekazywanie informacji i opowiadanie historii na tyle ważnych, że poruszą one społeczność. Doceniam elektroniczne narzędzia dziennikarskie, są wspaniałe i bardzo pomocne, ale to tylko narzędzia. Wciąż potrzebna jest historia, opowiadający tę historię oraz społeczność. Zatem, czy cokolwiek tak naprawdę zmieniło się w dziennikarstwie?


EW: Czy wierzy Pan w rosnącą rolę użytkownika w procesie tworzenia newsa i czy uważa Pan to za szansę czy zagrożenie dla profesjonalnych dziennikarzy?

JK: Ta aktywna rola jest więcej niż potrzebna. Proszę pozwolić mi przytoczyć kilka przykładów z "Gazety Wyborczej".

Od 1996 roku obserwujemy oddziały położnicze w polskich szpitalach - chcieliśmy w ten sposób pozytywnie wpłynąć na jakość opieki medycznej w naszym kraju. Mogliśmy tam wysłać nawet i stu dziennikarzy, ale jedna matka, która rzeczywiście rodziła w danym szpitalu, potrafi opowiedzieć tę historię lepiej niż jakikolwiek reporter. Więc poprosiliśmy o pomoc młode matki. W 1996 roku otrzymaliśmy dwa tysiące listów przysłanych tradycyjną, pocztową, metodą. W 2006 roku, dzięki internetowi, zebraliśmy czterdzieści tysięcy osobistych relacji. Byliśmy w stanie ocenić 423 placówki, lub inaczej - 96% wszystkich szpitali w Polsce. Nie osiągnęlibyśmy tego gdyby nie nasi czytelnicy.
Kiedy całkiem niedawno opisywaliśmy masową migrację Polaków do krajów Europy Zachodniej, tuż po akcesji Polski w szeregi Unii Europejskiej w 2004, poprosiliśmy naszych czytelników o pomoc. Setki przyłączyły się do naszych reportaży.
Kiedy wezwaliśmy do ochrony Rospudy, dzikiej rzeki w północno-wschodniej Polsce, skazanej przez rząd na zniszczenie, poprosiliśmy czytelników o wsparcie - tysiące z nich wzięło udział w marszach protestacyjnych, setki protestowały na miejscu zdarzenia.

W trakcie dyskusji o kryzysie w systemie rent i emerytur, poprosiliśmy o radę czytelników i opublikowaliśmy najlepsze w historii poradniki dotyczące inwestowania.

Postrzegamy interakcję z czytelnikami nie jako kolumnę złożoną z listów na 86 stronie. Tu chodzi o zachęcenie czytelników do odegrania kluczowej roli w procesie wydawniczym.


EW: Czy uważa Pan złoty wiek dziennikarstwa śledczego za przeszłość, czy jest ono może na początku swej drogi?

JK: Dziennikarstwo śledcze jest samym środkiem naszego dziennikarstwa i skoro nasz świat staje się coraz bardziej skomplikowany, widzę rosnącą potrzebę tego rodzaju dziennikarstwa w społeczeństwie.

Żyjemy w świecie zalanym informacją, a ta informacja podawana jest w cząstkach tak małych, że czasem trudno zobaczyć pełen obraz. Potrzebujemy rozsądnych dziennikarzy do rozwiązywania takich zagadek.

Żyjemy w świecie natychmiastowej informacji, ale często dotyczy ona zaledwie wierzchołka góry problemów i wyzwań, które przed nami stoją. Potrzebujemy doskonałych dziennikarzy, by pokazać, czego NIE pokazały telewizja ani internet. Mamy potrzebę zrozumienia, co naprawdę miało miejsce.

Żyjemy w świecie, w którym coraz większe znaczenie ma PR i wizerunek, a to zmienia sposób, w jaki uprawiana jest polityka. Potrzebujemy mądrych dziennikarzy, by dostrzegli co jest ukryte za zasłoną, by zadawali niewygodne pytania, by patrzyli na ręce tym, którzy są u władzy.

Żyjemy w globalnej wiosce, w której światowa gospodarka i duże korporacje wpływają na życie i interesy jej mieszkańców. Potrzebujemy dziennikarzy śledczych by zapewnili nam rzetelną informację potrzebną do podejmowania lepszych decyzji.

W poniedziałek 10 marca byliśmy jedynymi, którzy podali informację o katolickim księdzu, który miał wykorzystywać seksualnie młodych chłopców i o trzech biskupach, którzy mimo wcześniejszego poinformowania, opierali się zbadaniu tej sprawy przez ponad 13 lat! Wydajemy "Gazetę Wyborczą" między innymi po to, by i takie historie ujrzały światło dzienne.


Rozmowę przetłumaczyłem za zgodą Editor's Weblog, organizatora zbliżającego się World Editors Forum w Goeteborgu

25 marca 2008

Tradycyjne media nie powinny lekceważyć możliwości internetu

Tradycyjne media, które równolegle ze swoją działalnością nie potrafią wykorzystać internetu do swojego rozwoju, mogą mieć w niedalekiej przyszłości problemy.

Do ponownego (nie wiem już który raz) myślenia na ten temat skłoniły mnie dwa równoległe orędzia, które odbyły się prawie w tym samym czasie, i które w podobnym momencie zostały dodane na YouTube.

Pierwsze z nich to jedno z niezliczonych przemówień amerykańskiego kandydata na prezydenta, senatora Baracka Obamy. W tydzień po przemówieniu i umieszczeniu wystąpienia na YouTube, w Internecie obejrzało go ponad 3,200,000 osób. Liczba komentarzy przekroczyła 6,000.


Drugie z nich jest nam bliższe. Chodzi mi oczywiście o zeszłotygodniowe orędzie prezydenckie dotyczące ratyfikacji traktatu lizbońskiego. Na YouTube fragmenty orędzia zostały dodane mniej więcej w tym samym momencie co wystąpienie Obamy. Łączne zainteresowanie w ciągu tygodnia nie przekroczyło 50,000 odsłon. Nie pomogły wzmianki we wszystkich mediach, ani te na temat pomysłu Jacka Kurskiego z podłożeniem motywu z "Polskich Dróg", ani historia ze zdjęciami ze ślubu dwóch kanadyjskich homoseksualistów.


Fakt, orędzie Prezydenta Kaczyńskiego miało olbrzymią oglądalność w telewizji. Osiem milionów widzów to nie lada wyczyn. Nawet w porównaniu z wystąpieniem Obamy jest to dużo więcej - Obamę obejrzało na żywo około 4 milionów widzów (na żywo transmitowały wystąpienie trzy stacje: Fox News Channel, CNN i MSNBC - dane podaję za Media Bistro). Warta uwagi jest jednak godzina transmisji obu wystąpień. W polskiej telewizji orędzie Prezydenta wyemitowane zostało w najlepszym paśmie, a Obama występował w Filadelfii w środę przed południem (między 10.53 a 11.31).

Dlaczego podaję i w ogóle porównuję te dane? Trochę celowo pomijam liczbę mieszkańców obu krajów, a także ich stopień rozwoju. Z jednej strony zadziwiające jest, że jedno medium (YouTube) jest w stanie przyciągnąć 45-minutowym wystąpieniem ponad 3 miliony zainteresowanych w ciągu tygodnia. Z drugiej strony dziwi mnie brak podlinkowywania pod YouTube (tudzież umieszczania samego video z prezydenckiego orędzia) przez redakcje internetowe ogólnopolskich gazet. Przecież takie działanie byłoby korzystne zarówno dla strony internetowej gazety (większa liczba odsłon), jak i dla samego YouTube.

A może nie jest to kwestia różnych mediów - w Polsce i USA, tylko dwóch rodzajów polityki: u nas i za oceanem?

24 marca 2008

Świat oczami gazet

Natrafiłem na bardzo ciekawe badanie, którym chciałbym podzielić się z czytelnikami bloga "eM jak Media". Nicolas Kayser-Bril, jeden z autorów francuskiego bloga Obserwatorium Mediów, postanowił zbadać, którymi częściami świata zajmują się wybrane gazety świata. Efektem są poniższe grafiki - klikając na tytuł, widać, jak przedstawiany jest świat przez poszczególne redakcje. Poszczególne kraje "puchną" gdy cieszą się dużym zainteresowaniem mediów, inne maleją, jeśli są przez gazetę w artykułach zapominane.

Dwie rzeczy, na które autor badania zwrócił szczególną uwagę:
  • Tradycyjne gazety są bardzo selektywne w doborze tematów ze świata. Przykładowo, trzy analizowane dzienniki brytyjskie preferują kraje większe, bardziej zaludnione, bliskie Wielkiej Brytanii i dodatkowo wysoko rozwinięte. "Ekonomista" z kolei, również tradycyjnie, bardziej sprawiedliwie udostępnia swoje łamy poszczególnym krajom.
  • Tytuły ukazujące się wyłącznie w internecie skupiają się na podobnych obszarach co ich papierowi konkurenci. Jedynie blogi znajdują niszę i zajmują się tematami bardziej lokalnymi.
Autor badania nie poprzestanie na tych wynikach. Dane mają być aktualizowane i rozszerzane o nowe tytuły. Metodologia badania dostępna jest tutaj.

Swoją drogą, ciekawe jak wyglądałby ten problem na naszym, polskim, gruncie?

21 marca 2008

Radosnych Świąt!


Z okazji nadchodzących Świąt, wszystkim czytelnikom bloga "eM jak Media" życzę samych powodów do radości. Wydawnictwom prasowym życzę podwyższenia sprzedaży swoich tytułów i zyskania nowych czytelników. Pracownikom działów sprzedaży reklam - bogatych klientów. Działom promocji i marketingu - kreatywności i ciekawych kampanii / akcji. Dziennikarzom - interesujących tematów.

A wszystkim fascynatom rynków prasy i Internetu życzę, by znajdowali na tym blogu jak najwięcej interesujących ich materiałów. Radosnych Świąt!

Marek Miller (eM)

Francuskie "20 Minutes" otwiera się na dziennikarstwo obywatelskie

Francuski darmowy dziennik "20 Minutes" wymyślił prosty sposób na zaangażowanie czytelników w tworzenie treści gazety. Każdy czytelnik posiadający telefon komórkowy może stać się reporterem i jednocześnie walczyć o ciekawe nagrody, takie jak Wii lub iPod Touch.

Każdy świadek interesującego zdarzenia jest zachęcany przez redakcję do wysłania zdjęcia MMSem i opisanie zajścia mając do dyspozycji 160 znaków (jeden SMS). Przesłane wiadomości otrzymają pracownicy redakcji, których zadaniem jest zweryfikowanie informacji przed jej opublikowaniem.

Stawki proponowane uczestnikom akcji to równowartość 100 franków szwajcarskich za zdjęcie opublikowane na poziomie krajowym i równowartość 50 franków szwajcarskich za zdjęcie opublikowane w wydaniu regionalnym gazety. Redakcja zastrzega sobie prawo do dalszej dystrybucji otrzymanych materiałów zdjęciowych i filmowych.

Jest to nie tylko ciekawy sposób na zdobywanie bieżących informacji przez gazetę, ale również doskonała strategia przywiązywania czytelnika do tytułu. Wybieg ten stosowały gazety również w innych krajach, np. niemiecki "Bild", czy nawet bliżej nas, łódzki "Express Ilustrowany" (nie wspominając już o serwisach promujących dziennikarstwo obywatelskie, jak np. Wiadomości24 Polskapresse czy Alert24 Agory). Wystarczy tylko zrozumieć, że każdy z czytelników może być potencjalnym świadkiem ważnego wydarzenia.

Wydawcą "20 Minutes" jest Schibsted, który w samym centrum Paryża cieszy się rozpowszechnianiem bezpłatnym rzędu 805,000 egzemplarzy oraz potwierdzonym badaniami czytelnictwem w wysokości 2,339,000.

17 marca 2008

Murdoch nie wierzy w szybką śmierć prasy

News International, część światowego imperium medialnego Ruperta Murdocha, właśnie zakończyło swoją kolejną inwestycję. Mimo wszystkich znaków na niebie i ziemi zwiastujących nadchodzącą śmierć prasy drukowanej, Murdoch postanowił wydać 1,3 miliarda dolarów, by odsunąć tę smutną perspektywę o parę lat.

W miniony piątek grupa brytyjskich dziennikarzy miała możliwość zwiedzenia najnowocześniejszej drukarni na świecie. Roy Greenslade z "The Guardian" twierdzi, że nie ma słów, które mogą opisać wrażenie wywarte po obejrzeniu drukarni. Minimum, co można o niej powiedzieć, to że jest największą, najbardziej efektywną i wymagającą najmniej czynnika ludzkiego drukarnią na świecie. Największe wrażenie wywierają podobno sterowane laserem maszyny samodzielnie wykonujące pracę dotąd przypisaną grupom pracowników.

Kilka faktów. Jak podaje Associated Press, znajdująca się w Broxbourne (około 30 kilometrów na północ od Londynu) drukarnia, ma wielkość 23 boisk do piłki nożnej. Mieści się w niej 12 maszyn drukarskich zdolnych do produkcji ponad miliona egzemplarzy gazety w pełnym kolorze w ciągu jednej godziny (każda z maszyn ma maksymalną wydajność 86,000 egzemplarzy na godzinę). Drukarnię obsługiwać ma zaledwie 200 osób (dla porównania poprzednią drukarnię w Londynie o dużo niższej wydajności obsługiwało 600 osób).

Cała inwestycja News International w Wielkiej Brytanii to łącznie trzy drukarnie. Oprócz tej z Broxbourne są jeszcze: drukarnia w Glasgow (dwie maszyny drukarskie) i drukarnia w Liverpoolu (pięć maszyn). Łącznie na przedsięwzięcie składa się 19 maszyn drukarskich niemieckiej firmy MAN Roland.

Co zatem może skłaniać Ruperta Murdocha do takiej inwestycji w druk w czasach, gdy prognozy dotyczące przyszłości tego biznesu są tak złe? Wydajność trzech drukarni z dużym zapasem starczy na produkcję czterech brytyjskich tytułów Murdocha: "The Times", "Sunday Times","Sun" oraz "News of the World". Zainteresowane możliwą produkcją są już "The Telegraph" a w ślad za nim pójdzie prawdopodobnie "The Wall Street Journal Europe". Nie wiadomo ilu jeszcze wydawców będzie zainteresowanych przedstawieniem czytelnikom i reklamodawcom najlepszego z możliwych produktów. Poprzez redukcję 2/3 personelu produkcyjnego (koszt rzędu 60 milionów dolarów rocznie), Murdoch sprawił, że przewidywane przyszłe koszty zostały ograniczone do minimum. Jednocześnie wiedział, iż stanie się alternatywą dla wydawców, których nie stać na własne maszyny drukarskie.

Parę zdjęć z drukarni w Broxbourne do obejrzenia tutaj.

6 marca 2008

Agora na sprzedaż?

Jeden z moich news alertów dogrzebał się dziś ciekawej informacji na stronach Reutersa. Cytowana m.in. przez "The Guardian" agencja, poinformowała parę godzin temu o prowadzonych przez Agorę wstępnych rozmowach w sprawie sprzedaży pakietu kontrolnego swoich akcji. Rzekomymi zainteresowanymi nabywcami miałyby być Mecom (właściciel Mediów Regionalnych), Axel Springer (m.in. "Dziennik", "Fakt", "Przegląd Sportowy") oraz... no właśnie, Verlagsgruppe Passau.

Reuters poinformował, że rzecznicy Agory, Axla i Mecomu odmówili komentarza, natomiast rzecznik prasowa Polskapresse była nieuchwytna.

Agora zdementowała reuterowskie newsy niemalże natychmiast. Również Wirtualna Polska przytacza wypowiedź jednego z udziałowców Agora Holding, Seweryna Blumsztajna, który powiedział Polskiej Agencji Prasowej, że "nie będzie komentował tych bzdur".

No cóż, niektórzy twierdzą, że im bardziej dementowany news, tym więcej w nim prawdy. Dlatego podoba mi się lakoniczność wypowiedzi Agora Holding. Wszystkie te doniesienia wydają się być co najmniej dziwne. Minął ledwie tydzień po sensacyjnym w treści artykule "Polska nie zachwyciła czytelników", który ukazał się w zeszły piątek w "Pulsie Biznesu" (jeżeli komukolwiek jakimś cudem umknął ten artykuł, proszę o sygnał, gdzieś go zachowałem). Przeczytać tam można było m.in. hipotezy sugerujące możliwość pozbycia się Polskapresse przez Verlagsgruppe Passau. Komunikat Zarządu Polskapresse w tej sprawie można przeczytać tutaj.

A poza tym... Axel Springer wśród możliwych kupców? Co by powiedział na to UOKiK? No i pozostali potencjalni nabywcy? Co z przepisami antykoncentracyjnymi? Zastanawiam się dodatkowo, czy szum medialny składający się z kilku wiadomości tego kalibru, nie ma na celu ukrycia tej jednej prawdziwej informacji. Tylko której?

5 marca 2008

"Gazeta Wyborcza" nominowana w trzech kategoriach do prestiżowych nagród INMA

"Gazeta Wyborcza" została nominowana w trzech kategoriach w prestiżowym konkursie International Newspaper Marketing Association (INMA). Jako jedyny z polskich tytułów walczyć będzie o nagrody w następujących kategoriach: akcje podnoszące sprzedaż pojedynczego wydania gazety, akcje sprzedażowe ogłoszeń online oraz akcje PR w kontekście służby społeczeństwu.

Zainteresowanie INMY w pierwszej kategorii wywołała "Gazeta na Wybory", do której czytelnicy wymyślali hasła mające zachęcić Polaków do udziału w zeszłorocznych wyborach parlamentarnych. Nadeszło wówczas prawie 10 tys. pomysłów (w tym takie, jak "Głosuj, dziadu", "tylko@nieglosuje" czy "Głosuję. Nie emigruję"). Cztery zwycięskie trafiły na czołówkę "Gazety", a sprzedaż tego wydania gazety wzrosła o 20 tys. egzemplarzy.

Druga nominacja przypadła działowi sprzedaży Agory za tzw. ofertę dwumedialną. Umożliwiła ona reklamodawcom umieszczenie tych samych reklam jednocześnie w dodatkach do "Gazety Wyborczej" ("Gazeta Praca", "Gazeta Dom" i "Gazeta Komunikaty") oraz w internetowych serwisach tych dodatków.

Ostatnia nominowana akcja to "Ratujmy Rospudę". Wskutek akcji, 160 tys. czytelników podpisało list protestacyjny do prezydenta, a do "Gazety Wyborczej" wpłynęło 10 tys. maili(informacje Wydawcy).

"Gazeta Wyborcza" nominowana została przez INMĘ w doborowym towarzystwie takich tytułów jak "New York Times", "Wall Street Journal Europe" czy brytyjski "Mail on Sunday". Pełna lista nominowanych tytułów do obejrzenia tutaj. Zwycięzcy mają zostać ogłoszeni na kongresie INMY w dniach 7-9 maja w Beverly Hills.

Źródło: "Gazeta Wyborcza", INMA

4 marca 2008

"Evening Times" coraz bliżej czytelnika

Ciekawą inicjatywą wykazała się szkocka lokalna gazeta "Glasgow Evening Times". Aby jeszcze bardziej zbliżyć się do czytelnika, wydawca postanowił wykorzystać poziom hyper- tudzież ultra-lokalności (szczebel niżej od lokalności) i otworzył sieć społecznościowych stron internetowych. Docelowo sieć ma liczyć 80 witryn i pokrywać swoim zasięgiem w całości każdą z dzielnic Glasgow.

Dzisiaj ruszyło pierwszych 12 witryn. Dostać się do nich można poprzedzając adres witryny "Evening Times" nazwą dzielnicy, np. shawlands.eveningtimes.co.uk. Składają się na nie ultra-lokalne wiadomości, a towarzyszą im informacje o lokalnych szkołach, centrach rozrywki, usługach medycznych, eventach i innych. Czytelnicy i lokalne instytucje mają być zachęcani do umieszczania informacji o sobie oraz prowadzonych przez siebie działalnościach i tworzenia w ten sposób ministron - wizytówek.

Wydawca podszedł bardzo poważnie do tego projektu. Aktualnie rozgląda się nawet za lokalnymi korespondentami, którzy jednocześnie będą redaktorami prowadzącymi poszczególne witryny. Najciekawsze newsy będą przedrukowywane w gazecie.

Z tego pomysłu mogliby skorzystać również polscy wydawcy. Wystarczy wziąć pod uwagę jak wiele osób na poszczególnych osiedlach (w poszczególnych dzielnicach) korzysta z usług jednego dostawcy internetowego. Wciąż istnieją sieci telewizji kablowych, dostawcy internetu radiowego, którzy swoje usługi kierują kierują do pojedynczych osiedli / społeczności. Takie firmy to także olbrzymie zbiory danych osobowych, pozwalających na bezpośrednie dotarcie do czytelnika z informacją o takim projekcie(mailing bezpośredni). Można sobie tylko wyobrazić, ilu nowych czytelników można w ten sposób pozyskać. Czy jest ktoś, kogo nie zainteresowałaby np. informacja o nocnym włamaniu do osiedlowego sklepu? Jednocześnie taka osoba nie musi się mieścić w bezpośredniej grupie docelowej papierowego wydania gazety.

2 marca 2008

Jedno z najbardziej wpływowych zdjęć 2006 roku okazało się manipulacją

Poniższe zdjęcie obiegło świat - opublikowało je ponad 200 gazet, wyróżniono je także brązowym medalem w konkursie najbardziej wpływowych zdjęć świata w 2006 roku (sponsorowanym przez CCTV, chińską telewizję publiczną). Przed kilkoma dniami czasopismo "Nature" poinformowało, że fotka została zmanipulowana.
Na zdjęciu widać przebiegające stado zagrożonych tybetańskich antylop, najwyraźniej wcale nie przestraszonych przejeżdżającym nad nimi pociągiem. W komunistycznych Chinach, w których nad wyraz przywiązuje się wagę do symboli, fotografia była wychwalana jako obraz niezachwianej harmonii między człowiekiem i naturą.

Autor zdjęcia, fotograf Liu Wei-Qiang przyznał się do cyfrowej obróbki zdjęcia. Zarówno pociąg jak i zwierzęta są prawdziwe, jedynie moment przedstawiony na zdjęciu nigdy nie nastał, mimo oczekiwania w tym samym miejscu przez ponad dwa tygodnie. Autor, jak twierdzi, zdecydował się nałożyć na siebie oba zdjęcia, by wzbudzić zainteresowanie opinii publicznej problemem ginącego gatunku antylop. To była jego ostatnia wypowiedź przed zwolnieniem z redakcji "Daqing Evening News".

W wykryciu manipulacji znów pomogli internauci. Piszę "znów", ponieważ także u nas, w maju zeszłego roku, internauci dopatrzyli się manipulacji zdjęcia wyróżnionego w Grand Press Photo. Jego autor, Piotr Skórnicki (wówczas pracownik poznańskiej redakcji "Gazety Wyborczej"), wyedytował zdjęcie dodając kilka gołębi stojących na dachu przystanku.
Zdarzenie opisywał w zeszłym roku miesięcznik "Press".