5 grudnia 2008

Internet mobilny oczami Google

"Użytkowników telefonów komórkowych jest trzy razy więcej niż osób korzystających z internetu. Telefony komórkowe na świecie przewyższają liczbę telewizorów, jest więcej telefonów niż samochodów. Urządzenia mobilne są już czymś więcej niż tylko częścią naszego życia" - twierdzi Marc Vanlerberghe z Google, cytowany przez Toma Corbetta na Forum 4 Editors.

Internet mobilny jest w Polsce traktowany jeszcze po macoszemu. Niektórzy wydawcy inwestują w niego, nie dlatego, że posiadają długoterminową strategię rozwoju w tym kierunku, a dlatego, że boją się pozostać w tyle za konkurencją.

Firma Google, którą m.in. przez usługę agregacji informacji z gazet (GoogleNews) powinno się traktować jako wydawcę (a zatem konkurencję dla prasy drukowanej), zdaje sobie sprawę, że przyszłość stanowi właśnie właśnie internet mobilny. Dlatego w strategii w tym segmencie przyjmuje trzy imperatywy (za Forum 4 Editors):

1. Przede wszystkim sieć. Google woli tworzyć aplikacje w sieci dostępne na platformie mobilnej, niż wyposażać w oprogramowanie urządzenia mobilne. Aplikacje sieciowe przyspieszają cykl innowacyjny - nowe wersje aplikacji sieciowych są dostępne od razu dla wszystkich użytkowników i nie ma konieczności ściągania ich na urządzenie.

2. Łatwe i szybkie wyszukiwanie. Jedno kliknięcie, jeden guzik - tyle powinien potrzebować użytkownik, by wyszukać informację w sieci. Szybkość wyszukiwania to priorytet Google, który w minionym tygodniu wystartował z wyszukiwarką reagującą na głos człowieka.

3. Lokalizacja. Google uznaje usługi związane z lokalizacją za bardzo ważne. Użycie GoogleMaps na urządzeniu mobilnym pozwoli użytkownikom na wyszukanie restauracji, sklepów i innych punktów, w okolicy miejsca, w którym użytkownik się znajduje. Taka usługa już weszła w życie wraz z pojawieniem się telefonu Google - gPhone (poniżej filmik obrazujący taką usługę, również za Forum4Editors):



4. Reklama. Google marzy, by ogłoszenia towarzyszące jego usługom były traktowane nie jako reklamy, a jako informacje odnoszące się do tematyki wyszukiwań.


Tak jak wspomniałem, w Polsce internet mobilny nie jest jeszcze zbyt popularny. Ma na to wpływ między innymi brak stałej, miesięcznej opłaty za nieograniczony dostęp do internetu przez telefon komórkowy. Koszt usługi jest wciąż największym hamulcem dla wielu użytkowników urządzeń mobilnych.

Tymczasem, jak pokazują badania w krajach rozwiniętych, internet mobilny nie jest konkurencją dla tradycyjnego, desktopowego internetu. Bardzo ciekawie przedstawia się badanie aktywności użytkowników internetu obu platform o różnych porach dnia. W USA, o niektórych godzinach internet mobilny jest bardziej popularny od tradycyjnego, z największymi skokami popularności w porze lunchu oraz późnym wieczorem:

Idzie kryzys

Spadki sprzedaży prasy drukowanej to dla wydawców dopiero początek ciężkich czasów. Fala wtórną i bardziej bolesną będą zmniejszone wpływy pochodzące od reklamodawców, którzy nie mają zamiaru płacić tyle samo za dotarcie do kurczących się grup odbiorców. Jak podał "Guardian", przychody ze sprzedaży reklam w brytyjskich mediach stopnieją w 2009 o ponad 6%. Dużo gorzej prezentuje się ten wynik w przypadku prasy codziennej.Według prognozy firmy GroupM, przychody reklamowe w brytyjskich gazetach ogólnokrajowych spadną w 2009 r. o 12% w porównaniu z rokiem poprzednim, w gazetach regionalnych o 13%, a w magazynach B2B - o 14%.

Prognoza dla pozostałych mediów zawarta jest w poniższych tabelach (w wartościach netto oraz procentowych).

W milionach funtów brytyjskich (*prognoza)


W wartościach procentowych (*prognoza)

Zwracam dodatkowo uwagę na jedyny dodatni wynik, czyli na dynamikę przyrostów wydatków na reklamę w internecie. Okazuje się, że GroupM dokonało korekty prognozy wydatków w internecie z wcześniejszych 20% na niecałe 4%.

Jedynymi sektorami, które według powyższego raportu doświadczą wzrostu przychodów w branży mediowej w 2009 r, będą usługi Public Relations (2%) oraz badań rynkowych (1,8%).

"Sytuacja rynku brytyjskiego... jest najpoważniejsza z wszystkich rynków krajów wysoko rozwiniętych"
W skali światowych przychodów reklamowych, Group M skorygowało wcześniejszą prognozę wzrostu rynku o 5% na 0%. Adam Smith, dyrektor działu prognoz z Group M stwierdził, że perspektywy brytyjskiego rynku są najgorsze ze wszystkich rynków krajów wysoko rozwiniętych.

4 grudnia 2008

"Bilda" wersja dziennikarstwa obywatelskiego

Zabierałem głos w dyskusji na temat dziennikarstwa obywatelskiego wiele razy i wiem, że mogę się niektórym narazić kolejnym zdaniem. Dziennikarstwo obywatelskie jest dla mnie pustym terminem z prostego względu: misją dziennikarza jest służyć społeczeństwu, a z tego punktu widzenia każdy dziennikarz jest dziennikarzem obywatelskim. Dzięki działaniom wielu wydawców odnoszę wrażenie, że obywatelski, często znaczy "darmowy". Tak też to wygląda w przypadku niemieckiego "Bilda" (Axel Springer), który aktualnie stawia na rozwój, ale bynajmniej nie poprzez zatrudnianie nowych pracowników. Gazeta podpisała właśnie umowę z siecią supermarketów Lidl na sprzedaż aparatów cyfrowych, dzięki którym każdy ich nabywca może stać się dziennikarzem obywatelskim.


Podobne urządzenie jest dostępne od dziś w niemieckich sklepach sieci Lidl za około 70 Euro. Robi zdjęcia, pozwala kręcić filmy i ma około 2GB pamięci. Dołączane jest do niego specjalne oprogramowanie, które pomaga wysyłać materiały bezpośrednio do osób odpowiedzialnych za umieszczanie foto-video contentu na stronach (drukowanych i internetowych) "Bilda".

"Bild" jest największą niemiecką gazetą codzienną, o tygodniowym nakładzie (poniedziałek-sobota) w wysokości 3,3 milionów egzemplarzy. Dyrektor zarządzający tytułu przyznał, że gazeta nie jest w stanie pokryć wszystkich informacji. Dlatego liczy teraz na tłum chętnych, które będą to robiły za darmo lub za niewielkie wynagrodzenie.

Gazeta, na bazie której powstawał polski "Fakt", cechuje się w Niemczech dużą interaktywnością z czytelnikami. Teraz, podejmuje się próby przemiany tych interaktywnych czytelników w źródła informacji. Redakcja twierdzi, że działanie to jest tylko próbą poprawy dotychczasowego kanału komunikacji, poprzez który dziennie napływały do redakcji tysiące zdjęć i wiadomości. I rzeczywiście, od 2006 roku, w "Bildzie" wydrukowano ponad 9,000 zdjęć nadesłanych przez czytelników.

Mimo wszystko popieram krok "Bilda" i będę śledził z zaciekawieniem jego efekty. Każdy z nas coraz częściej postrzegany jest przez wydawców jako źródło informacji. Tylko w taki sposób gazety mogą zejść do najniższego poziomu - pojedynczego czytelnika oraz trafić do zainteresowań i potrzeb osób jemu podobnych. Dostrzega się wreszcie znaczenie serwisów społecznościowych takich jak Twitter czy Blip, w których informacje pojawiają się niejednokrotnie szybciej niż na jakimkolwiek portalu newsowym (w przypadku zeszłotygodniowego ataku terrorystycznego na hotel w Indiach, Twitterowe relacje osób uwięzionych w hotelu i świadków były bardziej wyczerpujące i szybsze niż materiały przygotowane przez agencje prasowe).

2 grudnia 2008

Polskie gazety na YouTube

Trafiłem dziś na dwa bardzo ciekawe wpisy dotyczące wykorzystywania przez amerykańskie i brytyjskie gazety kanałów YouTube. Postanowiłem przyjrzeć się, jak wygląda to zjawisko na polskim rynku. Przy okazji, wpis będzie służył zebraniu kanałów YouTube polskich wydawców w jednym miejscu. Ale po kolei.

Zachęcony pracą włożoną w stworzenie wspomnianych wcześniej wpisów, miałem z początku ochotę przygotować identyczny tekst, ale dotyczący polskich gazet. Jednak tworzenie mapy na potrzeby tego wpisu byłoby bezcelowe, ponieważ centrale większych polskich wydawnictw prasowych mieszczą się w Warszawie, a gazety spoza stolicy (w przerażającej większości regionalne tytuły Polskapresse czy Mediów Regionalnych) raczej nie wykorzystują YouTube w swoich strategiach.


Zamiast tworzyć mapę (która pewnie wyglądałaby jak ta powyżej) postanowiłem więc zebrać te kanały w jednym wpisie i przyjrzeć się wykorzystywaniu ich przez polskie tytuły. Tekst zostawiam jako otwarty do późniejszej edycji, na wypadek, gdyby nie udało mi się zamieścić tu większości najważniejszych kanałów. Zachęcam również czytelników do zostawiania adresów w komentarzach.

Gazeta.pl - pl.youtube.com/user/gazetapl

Agora sprawnie wykorzystuje YouTube do promocji swoich materiałów. Wynika to m.in. z charakteru informacji, często przygotowywanych na potrzeby serwisów takich jak np. Plotek.pl. Agora podpisała niedawno umowę z Dailymotion, konkurentem YouTube. Nie wyobrażam sobie jednak, by oznaczało to rezygnację z kanału YouTube, a raczej wygląda na próbę dotarcia do szerszej grupy odbiorców, poszerzonej o użytkowników Dailymotion. Gazeta Wyborcza dodatkowo serwuje swoim czytelnikom serwis wideo.


"Dziennik - Polska Europa Świat" - pl.youtube.com/user/dziennikonline

Mam wrażenie, że "Dziennikowi" trochę się zapomniało o tym kanale, ponieważ ostatnia aktywność właściciela miała miejsce 3 miesiące temu. Nie oznacza to jednak, że na stronie "Dziennika" nie korzysta się z materiałów wideo (chociaż faktycznie, widzę ich naprawdę mało), ale zawsze lepiej wygląda, gdy są to materiały własne, a nie tylko osadzane, cudzego autorstwa. W przypadku wydawnictwa Axel Springer Polska, dużo więcej dzieje się na:

"Fakt" - pl.youtube.com/user/eFaktPL

Biorąc pod uwagę profil czytelnika "Faktu", zdziwiłbym się, gdyby wideo nie było brane pod uwagę przy tworzeniu strony internetowej. eFaktPL jest często aktualizowany i teoretycznie mógłby być również wykorzystywany przez "Dziennik" tego samego wydawcy. Na miejscu osoby opiekującej się tym kanałem, zwróciłbym jednak uwagę na komentarze tam zamieszczane.

"Polska The Times" - pl.youtube.com/user/polskatimes

"Polska The Times" również umieszcza swoje materiały wideo na YouTubie, jednak nie byłbym sobą, gdybym nie zauważył, że gazeta mogłaby to robić częściej i lepiej. W tym momencie, 8 gazet regionalnych Polskapresse mogłoby przyczyniać się do budowania zawartości tego kanału. Zdaję sobie sprawę z nakładów, jakie trzeba byłoby w tej sytuacji poczynić (szkolenie dziennikarzy, wyposażenie w kamery itp), niemniej jednak byłoby to dobre urozmaicenie ubogiego w wideo polskiego rynku prasowego.

"Rzeczpospolita" - pl.youtube.com/user/tvrzeczpospolita

Kanał jest uzupełniany z dużą częstotliwością, co 2-3 dni, o krótkie formy informacyjne, wypowiedzi eksperckie dotyczące spraw bieżących. Nawet jeżeli kanał nie jest zbyt popularny, to regularność z jaką "Rzeczpospolita" uaktualnia swoje materiały jest godny podziwu.

"Gazeta Prawna" - pl.youtube.com/user/infortv

"Gazeta Prawna", czy raczej wydawnictwo Infor, wkłada wiele trudu w obecność wyprodukowanych przez siebie wideo w internecie. Kanał YouTube Inforu zawiera prawie 200 klipów z zakresu prawa i ekonomii, jednak nie był aktualizowany od około 3 miesięcy. Przy okazji zwróciłem jednak uwagę na witrynę Infor TV, na której ze zdumiewającą regularnością, zamieszczany jest codzienny przegląd informacji w wersji wideo.

"Super Express" - pl.youtube.com/user/infortv

Podobnie jak jego konkurent, "Super Express" prowadzi w internecie serwis rozrywkowy, w którym wideo powinno być jednym z podstawowych urozmaiceń. Tymczasem, ostatni film na YouTube został zamieszczony przez redakcję ponad miesiąc temu. Na stronie serwisu nie zauważyłem, by szukano innego rozwiązania dla udostępniania czytelnikom filmów.


Moim marzeniem jest, by polskie gazety pojęły, że grono czytelników, do którego mogą trafiać, jest większe niż kurcząca się grupa osób czytająca tylko wydania papierowe. Aby dotrzeć do tego szerszego grona, trzeba zrozumieć jego potrzeby. Czytelnik nie potrzebuje już przeterminowanych wiadomości z wczoraj. Czytelnik chce mieć możliwość czytania, słyszenia i oglądania, a najlepiej, jeśli może to wszystko zrobić w jednym miejscu. Takim miejscem powinny być właśnie portale gazetowe.

1 grudnia 2008

"Wprost" na wyrost? Wcale nie.

Ledwo zdążyłem opublikować wczoraj wpis na portalu Media2 na temat planowanych zmian w tygodniku "Wprost", a już dziś muszę się do niego odnieść. Po lekturze nowego wydania gazety, nie wszystkie zmiany przypadły mi tak bardzo do gustu, jak początkowo myślałem po zapoznaniu się z informacją prasową. Mam tylko nadzieję, że tygodnik w nowej szacie dopiero otwiera się na zmiany i będzie ewoluował dostosowując się do potrzeb czytelników.

Jednego zdania z wczorajszego wpisu będę się trzymał. "Wprost" powoli osadził się, przynajmniej w mojej opinii, jako tygodnik cechujący się dużą interakcją z blogerami. To nic, że większość blogowych wpisów znajdujących się we "Wprostowej" bibliotece Blogbox, które wydrukowano w gazecie, dotyczyło tematyki społeczno-politycznej. W końcu taki jest właśnie profil tego pisma. Fakt, że blogi tworzące Blogbox wykraczają poza tę tematykę, nie gwarantują im trafienia na łamy tygodnika. Piszę to z pełną świadomością, wiedząc, że również tematy na "eM jak Media" nie pokrywają się z główną linią tej gazety.

Podobała mi się akcja promocyjna nowego tytułu. Nie ze względu na jej teaserowy charakter czy skalę (według informacji prasowych kampania ma objąć telewizję, radio, prasę i outdoor), ale ze względu na to, że wydawca, z pomocą agencji PR, dotarł również do 'mniejszych' odbiorców. Autorzy, których blogi znajdują się w bibliotece blogów Blogbox, zostali poinformowani o zmianach na dzień przed wprowadzeniem odnowionego produktu do kiosków. Autorom blogów zajmujących się mediami, rozesłano wersję demonstracyjną nowego tygodnika. Cała ta strategia, wraz z inicjatywami podejmowanymi przez "Wprost" w internecie (Blogbox, Infotuba, Gover), sprawiła, że po nowej odsłonie gazety spodziewałem się większej interakcji z czytelnikiem.

"Wprost" po liftingu przejrzałem dwukrotnie w poszukiwaniu stałej rubryki Wprost z blogu. Po drugim razie zerknąłem w spis treści i nawet po odnalezieniu kolumny Wprost z sieci, żadnego odwołania do blogów nie znalazłem. Dopiero zaprzyjaźniony bloger, Marcin Niewęgłowski, zwrócił moją uwagę na malutki moduł:


Sądziłem, że przy udowodnieniu blogerom ich znaczenia poprzez uwzględnienie ich w akcji promocyjnej, redakcja nada im wyższą rangę. Szczęśliwie akcja nie skończyła się wraz z wprowadzeniem odnowionej gazety. Odpowiedzi na moje dzisiejsze pytanie dotyczące roli blogów w piśmie doczekałem się niemal od razu: tygodnik nie ma zamiaru zmniejszać znaczenia blogów, przeciwnie - ich liczba ma się zwiększać.

Chciałbym jednak trochę odejść od tematyki blogów i rozwoju "Wprost" w internecie, a zerknąć na to, co gazeta oferuje od dzisiaj w kioskach. Wydanie papierowe zostało wyraźnie zmienione: od pierwszej strony i logotypu tytułu począwszy, na layoucie i zawartości skończywszy. To co rzuca się na pierwszy rzut oka po wstępnej lekturze, to zwiększona ilość "światła", czyli wolnej przestrzeni na stronach gazety. W połączeniu z licznymi zdjęciami i infografikami, tygodnik wydaje się być bardziej dynamiczny i szybciej się go czyta. Bardzo dobrym zabiegiem było zwiększenie liczby stron, ponieważ, niestety, wprowadzenie zbyt dużej ilości wolnego światło, często skutkuje wrażeniem, że gazeta ma mniej do powiedzenia. Ten argument jest w tym przypadku nieważny, ze względu na większą o 52 liczbę stron. Zmiana czcionki w numerze jest tylko kosmetycznym dopełnieniem wszystkich nowości.

Modularne rozłożenie informacji w pierwszej części tygodnika zdecydowanie ułatwia nawigację (miejscami przypominając intuicyjne poruszanie się po stronie internetowej). Gazeta sprawia wrażenie, jakby złożona była z paru części - od reszty tygodnika zdecydowanie wyróżnia się temat numeru. Zdjęć towarzyszących tematowi numeru nie będę oceniał - nie do końca profesjonalne fotomontaże stały się w moim mniemaniu pewnym atrybutem "Wprost", więc może i dobrze, że redakcja nie rezygnuje z tej konwencji.

Uwagę zwracają na siebie również rubryki Zdjęcie tygodnia oraz Powiększenie - nie tylko ze względu na swój rozmiar (2 strony dla każdej z rubryk). Wbrew pozorom, moje pierwsze skojarzenie nie było związane z "Newsweekiem Polska" (który podobną rubrykę ma bliżej pierwszej strony), a raczej z niemieckimi tygodnikami typu "Stern" czy "Spiegel". Cieszy mnie również przełożenie stron o lżejszej tematyce (typu Z życia koalicji / Z życia opozycji Zalewskiego i Mazurka) na koniec gazety. We "Wprost" wreszcie widać hierarchię informacji wewnątrz numeru.

Generalnie zmiany dokonane w tygodniku oceniam jako korzystne. "Wprost" przez wiele lat się nie zmieniał, bazując na żelaznym czytelniku. Niestety, kryzys prasy odczuwalny jest w każdym sektorze tego rynku, niezależnie czy mówimy o dzienniku, tygodniku, czy miesięczniku. Zmiany, mimo że ryzykowne, są potrzebne gazetom by przetrwać. Mam wrażenie, że każda zmiana wyszłaby "Wprost" na dobre, ale w tym przypadku te zmiany są rzeczywiście widoczne i nie sprawiają wrażenia przypadkowych, dokonanych jako "sztuka dla sztuki".

W zasadzie najważniejsza uwaga, jaką mam (i być może duża część polskiej blogosfery się ze mną zgodzi) to mała ilość blogów w pierwszym po zmianach numerze tygodnika. Czepiam się tego faktu uporczywie, ponieważ czytałem słowo wstępu, w którym naczelny "Wprost" zapewnia: "Wiemy, że słowo drukowane wciąż znaczy, ale coraz więcej znaczy też Internet. Dzięki połączeniu magazynu z Internetem oferujemy największą interaktywność, otwartość na to, co się dzieje tu i teraz". Mam nadzieję, że nie są to puste deklaracje, ponieważ tylko odpowiednia interakcja z czytelnikiem (który dzięki internetowi jest coraz lepiej słyszalny), pozwoli gazetom papierowym trochę oddalić ciążącą nad nimi perspektywę końca działalności.