24 stycznia 2008

WSJ.com pozostanie płatna

Znaczna część zasobów strony internetowej "The Wall Street Journal" pozostanie płatna i dostępna tylko w abonamencie - potwierdził wczoraj właściciel News Corp., Rupert Murdoch.

Spekulacje, że News Corp. uczyni stronę WSJ.com całkowicie darmową, były dość intensywne w ostatnim miesiącu (nie ominęły również bloga eM jak Media, o czym przeczytać można TUTAJ). Rupert Murdoch sugerował, że zniesienie opłat za korzystanie z tej strony mogłoby powiększyć liczbę czytelników i spotęgować przychody reklamowe, co z kolei zrównoważyłoby stratę przychodów z tytułu płatnej subskrypcji WSJ.com.

Rupert Murdoch odniósł się do tych spekulacji dzisiaj, na Światowym Forum Gospodarczym w Davos. Potwierdził, że będzie rozszerzana i poprawiana bezpłatna część WSJ.com (pisałem o tym TUTAJ), ale nadal rozbudowywana będzie płatna oferta dla abonentów. Najciekawsze usługi związane z WSJ.com mają być dostępne wyłącznie w abonamencie oraz, jak przyznał Murdoch, prawdopodobnie wkrótce zdrożeją.

Źródło: WSJ.com

I jeszcze jedna informacja dla ciekawych zawartości strony "Wall Street Journal". Jakiś czas temu natrafiłem na blog Mediastech. Autor tego bloga poleca korzystanie z tej strony - WSZYSTKIE bieżące artykuły z WSJ.com można tam przeczytać bezpłatnie.

23 stycznia 2008

Axel Springer planuje tanią niedzielną gazetę

Axel Springer planuje tanią niedzielną gazetę (spokojnie, droga konkurencjo - zamierza wydać ją oczywiście w Niemczech). Model dziennika "Die Welt" i jego niedzielnego "przedłużenia" - tańszego tygodnika "Welt Kompakt" wydaje się być uznany przez wydawcę za sukces. Mimo istnienia już niedzielnego "Bild am Sonntag", wydawca myśli jeszcze o wprowadzeniu na rynek jego kompaktowej wersji - "Bild am Sonntag Kompakt".

Zamiast darmowej, niemiecki Axel Springer jest zwolennikiem taniej gazety. Za takimi gazetami nie przepadają jednak chyba sami Niemcy. Z rynku zniknął już tani tytuł "Direkt" (wydawany w Kolonii przez lokalnego wydawcę DuMont Schauberg), "20 Cents" Holtzbrinka nie przyciąga wystarczającej liczby reklamodawców, a "News" tego samego wydawcy (Holtzbrink) w pierwszej kolejności przekształcony został w tytuł darmowy, by w niecały rok zniknąć z rynku.

Jedynie "Welt Kompakt" wydaje się osiągać jakiś sukces, chociaż wydawca wzbrania się przed podawaniem oddzielnych danych dla "Die Welt" i "Die Welt Kompakt". Wspólny nakład obu tytułów wzrósł jednak (wbrew światowym trendom malejących sprzedaży prasy drukowanej) z 250,000 egzemplarzy w 2005 do 275,000 aktualnie. Ten wzrost może być w znacznej mierze zasługą pojawienia się na rynku "Welt Kompakt".

"Bild" i "Bild am Sonntag" przeciwnie - odnotowują spore straty. Tabloid "Bild" jest nadal najlepiej sprzedającym się w Europie dziennikiem, ale jego sprzedaż zmalała z 3,700,000 egzemplarzy w 2005 do 3,300,000 egz. w 2007 (dla porównania: w 1995 sprzedawał średnio 4,5 miliona egz., 5 lat później - 4,4 miliona). "Bild am Sonntag" wydawany był w 2003 r. średnim nakładem 2,1 mln egz., a w 2006 - 1,8 mln egz. Czas pokaże czy "Bild am Sonntag Kompakt" będzie tym, czego niemiecki rynek prasowy oczekuje.

Info z "Sueddeutsche Zeitung"

Konkurs Onetu - blog roku 2007


"eM jak Media" bierze udział w konkursie organizowanym przez Onet.pl na blog roku 2007. Jeżeli odpowiadają Państwu wpisy umieszczane tutaj, możecie je Państwo docenić wysyłając SMS o treści B00243 (po literce B są same cyfry)na numer 71222. Koszt SMSa to złotówka + VAT (1,22 brutto).

Z góry dziękuję za Państwa głosy.

Rozwijany ekran w telefonie komórkowym

Słów parę o nowej technologii, która dla gazet i ich treści pozostaje nie bez znaczenia.
Holenderskiej firmie Polymer Vision udało się zmieścić ekran formatu dwóch wizytówek w gadżecie wielkości telefonu komórkowego. Ekran o przekątnej długości 13 cm jest pierwszym tego typu na świecie, który rozwija się, gdy użytkownik chce przeczytać newsy, blogi, czy email i zwija się z powrotem, tak, by urządzenie można było schować do kieszeni.

Polymer Vision, firma która oderwała się od Philipsa, zaprezentowała prototyp tego urządzenia dwa lata temu. Dopiero teraz jednak rozpoczyna produkcję masową i wejdzie na rynek w połowie 2008 roku, by konkurować bezpośrednio z iPhone'em i czytnikiem e-book'ów Amazon - Kindle.

Urządzenie, nazwane Readius, wyposażone jest w tzw. papier elektroniczny, który wyświetla tekst z obrazami w czerni i bieli sprawia, że wyglądają one jak wydrukowane na papierze. Gadżet, który jednocześnie będzie wykonywał telefony, będzie mieć również możliwość korzystania z sieci telefonii komórkowej trzeciej generacji (maile, sieć, blogi itp.).


Zdjęcia: Polymer Vision

22 stycznia 2008

Zmiana właściciela niemieckiego "Financial Times"?

Być może już w przyszłym tygodniu brytyjski konglomerat mediowy Pearson PLC (właściciel "Financial Times", edukacyjnego wydawnictwa książkowego Penguin oraz 50% udziałowiec "The Economist") pozbędzie się posiadanej połowy udziałów w niemieckim wydaniu "Financial Times". Partnerem w rozmowach jest najprawdopodobniej Gruener+Jahr (aktualny właściciel 50% udziałów w "Financial Times Deutschland", wydawca m.in. "Stern" i National Geographic).

Pozbycie się przez Pearson PLC 50% udziałów w FTD będzie kolejnym posunięciem w szerszej strategii odchodzenia od wydawania tytułów innych niż anglojęzyczne. 3 lata temu firma sprzedała hiszpańską grupę wydawniczej Recoletos, a w lipcu zeszłego roku - francuski dziennik ekonomiczny "Lec Echos". Jeżeli doniesienia o sprzedaży FTD, Pearson oprócz anglojęzycznych wydawnictw pozostanie już "tylko" współudziałowcem rosyjskiej gazety ekonomicznej "Vedomosti", południowoafrykańskiej gazety finansowej "BDFM" oraz "Business Standard" - indyjskiego pisma finansowego.

Połowę przewidywanej ceny za 50% udziałów w "Financial Times Deutschland" (15-20 milionów Euro), Gruener+Jahr najprawdopodobniej zapłaci z góry. Media spekulują, że G+J najprawdopodobniej połączy tytuł "Financial Times Deutschland" z innym ekonomicznym medium ze swojego portfolio, jak np. Capital lub Boerse Online.
Obie strony (Pearson PLC i G+J) odmówiły oficjalnego komentarza do tych spekulacji.

Islandzka gazeta "DV" dla Polaków


Islandia jest kolejnym krajem, który otworzył się na mniejszości narodowe w swoim kraju. Od soboty, jedna z gazet, "DV", dostępna jest w sieci po polsku. Wszystkie większe artykuły z DV będą przetłumaczone na nasz język.

Redaktor DV, Thórarinn Thórarinsson powiedział, że wszyscy skorzystają na tym przedsięwzięciu: gazeta (portal) zyska nowych czytelników (obcokrajowcy w Islandii stanowią 7% populacji, z czego ok 1/3 to Polacy), a nasi rodacy będą mieli mniejsze problemy z obyciem się z nowym krajem i jego kulturą.

Na początku, główny nacisk przy tłumaczeniach kładziony będzie na newsy lokalne, ale strona internetowa docelowo ma stanowić forum wymiany informacji dla Polaków mieszkających w Islandii, a zatem i materiały z kraju nie są wykluczone w dłuższej perspektywie. Za codzienne tłumaczenie tekstów na portal DV.is odpowiedzialna będzie Wiesława Vera Lupińska.

Za Wikipedią:
DV (Dagblaðið Vísir) jest islandzkim tabloidem wydawanym przez wydawnictwo Birtingur. Charakteryzuje go agresywna linia redakcyjna. Krytykowany za brak oporów przed publikowaniem pełnego zdjęcia opisywanej osoby, podawaniem pełnej formy imienia i nazwiska, czasem nawet adresu. Redakcja broni swojej polityki twierdząc, że "czytelnicy mają prawo wiedzieć".
Najbardziej znany w Islandii case związany z tym dziennikiem, miał miejsce w styczniu 2006, kiedy "DV" opublikował na jedynce historię byłego nauczyciela pewnej szkoły podstawowej, oskarżając go o molestowanie seksualne dwójki uczniów. "Bohater" artykułu, który nie miał postawionych prokuratorskich zarzutów, popełnił samobójstwo w dniu opublikowania materiału. W liście pożegnalnym, jako przyczynę swojego działania podał wspomniany artykuł. 30,000 osób (około 10% populacji Islandii!) podpisało w Internecie petycję o zmianę polityki redakcyjnej DV. Kierownictwo redakcji zmuszone zostało do ustąpienia z pełnionych funkcji.
Motto dziennika to "być odważnym, kiedy inni milczą".

21 stycznia 2008

Amerykańskie gazety, mimo kryzysu, nadal przynoszą pieniądze

Sprzedaż amerykańskich gazet oraz przychody z ogłoszeń spadały przez cały 2007 rok, mimo wielu przemian w redakcjach (integracji tradycyjnych newsroomów z internetowymi) i ciekawych dla tamtego rynku przejęć. Ale w rzeczywistości, amerykańskim gazetom nie powodzi się wcale aż tak źle. Wciąż osiągają dwucyfrowe wyniki rentowności i mimo spadku przychodów z ogłoszeń w szczególności z sektorów nieruchomości i motoryzacji, oczekuje się, że sektory te mają kolejny boom przed sobą.
Prawdziwym wyzwaniem dla wydawców jest teraz jednak umiejętne połączenie działań na dwóch platformach: drukowanej i internetowej. Internet powinien zostać wykorzystany jako odrębne medium, które będzie wspierało produkt drukowany, zamiast go pożerać. Zamiast efektu kanibalizmu (wspieranego teoriami o końcu papieru wraz z rozwojem Internetu), redakcje powinny odpowiednio zintegrować działania w obu sektorach.
Ciekawy wywiad przeprowadził niedawno Diego Vasquez, redaktor serwisu MediaLife Magazine. John Morton, prezes amerykańskiej firmy badawczej Morton Research Inc. odpowiada na pytania dotyczące przyszłości gazet, dlaczego tytułom lokalnym wiedzie się stosunkowo lepiej niż dużym tytułom oraz które serwisy internetowe gazet wyróżniają się na tle konkurencji.
Rozmowę przetłumaczyłem za zgodą redaktora naczelnego serwisu MediaLife Magazine
.

Jakim trzem trendom należy się bacznie przyglądać w 2008 roku na rynku gazet?
Trendy w 2008 roku nie będą się specjalnie różnić od tych z zeszłego roku. Nie powtórzy się już wstrząs w sektorach nieruchomości, samochodów i pracy – wszystkie trzy mają duży wpływ na ogłoszenia drobne. Spadki dochodów przedsiębiorstw działających w tych sektorach były głównymi przyczynami kiepskich wyników sprzedaży ogłoszeń drobnych w zeszłym roku.
Ciekawym pytaniem jest, kiedy te trzy sektory wyjdą z dołka (a z pewnością to nastąpi) i czy gazetom uda się odzyskać dawny, lub zbliżony poziom ogłoszeń drobnych pochodzących z tych sektorów.
Jaka największa zmiana czeka branżę wydawniczą w najbliższych kilku latach?
Będzie nią dalszy ciąg przystosowywania się wydawców do myślenia nie tylko w druku na papierze, ale również w Internecie. Sposób, w jaki gazety dokonają tej transformacji, będzie decydował o skali przyszłego sukcesu finansowego.
Gazety papierowe prawdopodobnie nigdy nie zostaną zastąpione wersjami elektronicznymi, ale w czasach gdy znaczenie gazet papierowych maleje (o czym świadczą spadki sprzedaży prasy na całym świecie), gazety bezwzględnie muszą dostosować się do warunków i skutecznie zaistnieć także w Internecie. Ale Internet jest dużo bardziej konkurencyjnym rynkiem niż ten, do którego gazety przywykły. Nie jest więc prawdopodobne, by gazety przyszłości były tak wysoko dochodowe jak to było jeszcze niedawno.
Co było największym wydarzeniem na rynku gazet w 2007 roku?
Sam Zell przejmujący kontrolę nad Tribune Co. (wydawca m.in. „LA Times” oraz „Chicago Tribune” – przyp. eM) i jego ESOP (employee stock ownership program) – program prywatyzacji koncernu przy pomocy akcji pracowniczych. Przejęcie przez News Corp. rodzinnego wydawnictwa Dow Jones & Co. usytuowało się na drugim miejscu tego rankingu, głównie dzięki doskonałej kondycji finansowej „The Wall Street Journal”.
Która informacja o branży wydawniczej w 2008 roku powinna być dla mediaplannerów najważniejsza?
Taka, że mimo najczarniejszych wizji przyszłości gazet papierowych, to właśnie to medium nadal dominuje na rynkach lokalnych. Ważna jest również informacja o rosnącym zainteresowaniu wydawnictw rynkiem Internetu.
Ze względu na rozpoznawalność marki (tytułu), strony internetowe gazet są drugim co do ilości odbiorców reklamy medium, wyprzedzanym wyłącznie przez wersje papierowe gazet.
Co jest dzisiaj najbardziej błędnym założeniem w tematyce gazet?
To, że wydawnictwa pogrążone są w głębokim kryzysie finansowym. To nieprawda.
Przez pierwszych 9 miesięcy 2007 roku, średnia stopa zysku operacyjnego wydawnictw podających swoje wyniki do publicznej wiadomości, wyniosła 15%. To znacznie więcej niż to na co liczy większość przedsiębiorstw.
Problemem jest jednak również, że te 15 procent oznacza spadek ze średniej w wysokości 22 procent w 2002 i wszystko wskazuje, że wielkość ta w dalszym ciągu będzie spadać. Z tego też powodu gazety (wydawnictwa) przestały być ulubieńcami graczy z Wall Street, a ich zachowanie pomaga kształtować opinię publiczną w tematyce rentowności gazet.
Około dwa tygodnie temu byliśmy świadkami zamknięcia dużej, miejskiej popołudniówki – „The Cincinnati Post”. Czy myśli Pan, że popołudniówki kiedykolwiek wrócą do łask? Czy jest dla nich miejsce na terenie Stanów Zjednoczonych jako np. małomiasteczkowe przedsięwzięcia?
Popołudniówki jako media wielkich rynków w większości już zniknęły i raczej już nie wrócą. Wciąż jednak radzą sobie doskonale na małych rynkach, które nie doświadczyły jeszcze masowych porannych wędrówek ludności z przedmieścia do centrum miasta oraz późnopopołudniowych korków. Rynki te, oczywiście, charakteryzuje też mniejsza konkurencja w porównaniu z większymi rynkami.
Wiele z najczarniejszych przewidywań odnośnie spadającej sprzedaży i malejących przychodów z reklam, dotyczy największych dzienników. Jak radzą sobie aktualnie mniejsze, lokalne gazety, pod względem sprzedaży i przychodów z reklam?
Ogólnie rzecz biorąc, mniejsze gazety lokalne także zmniejszają sprzedaż, ale w mniejszym stopniu niż duże gazety. Jednocześnie nadal są zdecydowanie dominującym medium dla lokalnych reklamodawców.
Jednym z powodów jest fakt, że Internet, jak większość zmieniających media odkryć (np. kino, telewizja – przyp. eM), wywarł wpływ najpierw na dużych rynkach. Jednak z biegiem czasu, wpływ ten będzie się rozwijał i dotknie silnie gazety na mniejszych rynkach. Efekt będzie stosunkowo mniejszy – ze względu na mniejszą konkurencyjność rynków lokalnych oraz mocniejszą więź między gazetą lokalną a jej czytelnikiem (mocniejszą w porównaniu z większymi gazetami).
Sieć ma najwyraźniej olbrzymi wpływ na branżę wydawniczą. Czy wydawnictwa uczą się jej wykorzystania zarówno jako modelu biznesowego, jak i narzędzia do redagowania gazety?
Gazety starają się ogarnąć Internet, ale to mozolny proces.
Tylko w minionym roku lub dwóch, gazety, zwłaszcza te duże, uświadomiły sobie, że zmiany muszą nastąpić, i że największe z nich dotyczyć będą konwencjonalnego wydawniczego modelu ekonomicznego, który do tej pory skupiał się na produkcie drukowanym.
Moje obawy zawsze dotyczyły tego, że wydawnictwa potraktują przychody i ewentualny zysk z reklam elektronicznych jako pieniądze znalezione i nie wykorzystają ich dla ulepszenia takiego modelu biznesowego, który wspierać będzie również dziennikarstwo. Brak takiego działania byłby katastrofą.
Wyłącznie gazety są wystarczająco zorganizowane, by zapewnić czytelnikowi pełną relację dotyczącą lokalnych, krajowych i międzynarodowych wiadomości. Żadne inne media nie traktują tego w poważny sposób. I ta umiejętność jest jedną z najmocniejszych stron gazet, niezależnie jak przedstawioną.
Które z gazet wykonują najlepszą robotę na swoich stronach internetowych?
„New York Times”, „Wall Street Journal” i „Washington Post”. Wiele innych gazet radzi sobie nieźle na rynkach lokalnych, ale ich starania nie są tak dostrzegalne.

Opublikowano za zgodą serwisu MediaLife Magazine

17 stycznia 2008

Metro International pozbywa się amerykańskich gazet

Gazety bezpłatne od początku były określane jako zagrożenie dla codziennych (płatnych) gazet informacyjnych. Z drugiej jednak strony dawały szanse na utrzymanie zwolenników informacji drukowanych na papierze i powstrzymanie ich od masowego przerzucenia się na gazety w formie elektronicznej. Myślenie było oczywiste: w czasach, gdy informacja jest darmowa, trudno zmuszać czytelnika by za nią płacił. Jednocześnie, ogromna rzesza czytelników nadal preferuje dotyk oraz szelest papieru i wybiera tę formę gazety zamiast spędzania czasu przed monitorem. Gazety bezpłatne idealnie wpisywały się w ten model – dawały jednocześnie darmową informację i „namacalne” wrażenie czytania gazety. Wygląda na to, że i one nie pozostaną niezagrożone.

Metro International S.A., największy wydawca gazet bezpłatnych na całym świecie (większość jego gazet nosi tytuł „Metro”, jedynie w Polsce wyprzedzony przez Agorę został zmuszony do startu z tytułem „Metropol”), stoi przed poważnymi problemami finansowymi. Całkiem niedawno, w styczniu 2007 roku, wycofał z polskiego rynku „Metropol” tłumacząc się niską rentownością przedsięwzięcia. Kilka dni temu, "The Boston Globe”, cytując jednego z członków zarządu spółki, poinformował, że trzy amerykańskie wydania „Metra” („Metro Boston”, „Metro New York” i „Metro Philadelphia”) zostaną wystawione na sprzedaż. Powodem mają być straty, które szacowane są przez firmę na 10,6 milionów dolarów w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

Problemy dostrzeżone zostały już w 2005 roku. Dwa lata temu Metro International sprzedało The New York Times Co. (właścicielowi m.in. „New York Times”) 49% udziałów w „Metro Boston”. Celem tego przedsięwzięcia było otworzenie przed tytułami nowych rynków, zachęcenie nowych czytelników i ogłoszeniodawców, a także umożliwienie wydawcom cross-promocji. Działanie nie przyniosło oczekiwanych rezultatów: w ciągu dwóch lat rozpowszechnianie „Metro Boston” spadło do 170,000 z wcześniejszego poziomu 180,000 egzemplarzy. Wyłącznie trzecim kwartale 2007 r., przychody tytułu spadły o 12%.

Wydawcy tytułów przyznali, że nie znali decyzji firmy o sprzedaży gazet. „W moim rozumieniu Metro International szuka potencjalnych partnerów i inwestorów w celu ekspansji na rynku amerykańskim” – powiedział Stuart Lane, wydawca „Metro Boston”, w wywiadzie dla „The Boston Globe”.

10 stycznia 2008

Znowu o WSJ.com

Od dzisiaj część dotychczasowo płatnej strony WSJ.com, dostępna jest za darmo. Wydawnictwo Dow Jones podjęło decyzję o udostępnieniu czytelnikom bezpłatnego dostępu do działu opinii "Journala". Czy to początek końca płatnego contentu w Internecie?

Za wcześnie by odpowiedzieć na to pytanie. Medioznawcy oceniają to jako sprytne, hybrydowe posunięcie pozwalające dziennikarzom "The Wall Street Journal" na zaistnienie w blogosferze, a jednocześnie nie pozbawiające wydawcy wpływów z dostępu do płatnej zawartości strony WSJ.com.

Proszę zauważyć, że jest to zupełnie inna strategia niż w przypadku "The New York Times". NY Times udostępniał bezpłatnie treści artykułów, a możliwość przeczytania opinii znanych nowojorskich publicystów była właśnie usługą premium, wymagającą opłat. Ale agencją prasową, z której pochodzą artykuły publikowane w "New York Times" jest Associated Press, czyli źródło informacji dla większości amerykańskich gazet. Tymczasem "Journal" korzysta z bezkonkurencyjnego Dow Jones Newswires, agencji specjalizującej się w finansowych i ekonomicznych informacjach. Myślę, że Murdoch nie odda za darmo informacji, którą trudno znaleźć gdziekolwiek indziej

9 stycznia 2008

Czy e-gazety w PDFach mają rację bytu?

Dowiedziałem się dzisiaj, że brytyjski "The Daily Telegraph" po cichutku zrezygnował z umieszczania na swoich stronach e-gazety w formacie PDF. Kiedy "Telegraph" wprowadzał tę "innowację" we wrześniu 2006 roku, redakcja szczyciła się, że będzie od tego momentu na samym szczycie światowej fali nowych mediów.

W przypadku "The Daily Telegraph" projekt ten był stosunkowo oryginalny w zalewie wszystkich e-gazet. Nie był po prostu scanem (tudzież oryginałem) gazety dostępnej tego samego dnia w kiosku. Stanowił jakby odrębny tytuł "Telegraph PM", ukazywał się w sieci o godzinie 16 (dodatkowo, uaktualniany o 17.30!), liczył 10 stron, złamany był w stylu prawdziwego "Telegraph", zawierał krzyżówki itp. W sam raz na wydrukowanie po pracy i przeczytanie w pociągu, metrze czy autobusie. Pomysł na swój sposób innowacyjny (polscy wydawcy: może warto spróbować?), ale jak się okazało, niewystarczająco popularny.

Tym postem chciałbym zachęcić do małej dyskusji. E-gazety są w Polsce obecne na stronach wszystkich większych wydawców. Ale czy pedeefowe e-gazety mają rację bytu w przypadku tytułów ogólnoinformacyjnych, jeżeli ci sami wydawcy informację tę publikują na swoich stronach internetowych całkowicie za darmo? Dodatkowo, z opcją "printer friendly"? A może jest to tylko kopiowanie działań innych wydawców i strach przed pozostaniem w tyle pod względem "innowacji"? Dla jasności, poddaję w wątpliwość sens e-gazety w przypadku gazet ogólnoinformacyjnych, pisma branżowe (jak np. "Gazeta Prawna" ze stale rosnącą prenumeratą e-gazety) to zupełnie inna bajka.

Będę wdzięczny za Państwa opinie w tym temacie.

8 stycznia 2008

Czy darmowy dostęp do WSJ.com to ekonomicznie racjonalne rozwiązanie?


Od paru tygodni pojawiają się w mediach plotki na temat możliwego zniesienia opłat za korzystanie z treści zawartych na stronach "The Wall Street Journal". Przez ten czas, znana firma consultingowa Bear Stearns & Co., pokusiła się o stworzenie prostego modelu, obrazującego opłacalność takiego przedsięwzięcia. Według tej analizy, przy obowiązującym cenniku reklam WSJ.com aby zrekompensować brak przychodów z płatnych subskrypcji musiałoby dwunastokrotnie zwiększyć ruch na swoim portalu.

Popatrzmy. Dochód WSJ.com wynosi aktualnie 78 milionów dolarów rocznie, bazując na 989,000 prenumeratorów płacących 79 dolarów / rok. Wliczając traffic nie-prenumeratorów, portal chwali się prawie 122,4 milionami odwiedzin unikalnych użytkowników miesięcznie. Przyjmując wskaźnik CPM (cost per Mil - cenę za 1,000 kliknięć) równy 6 dolarom oraz efektywność reklamy na stronie WSJ równą 50%, firma Bearn Stearns doszła do konkluzji przedstawionych na obrazku poniżej.



Jeżeli liczba odwiedzin WSJ.com zrównałaby się z popularnością jego konkurenta NYTimes.com, byłaby to połowa drogi dla nowego flagowego okrętu Ruperta Murdocha. Darmowy portal New York Times zalicza bowiem sześć razy więcej odwiedzin, niż płatny serwis Wall Street Journal. Aby zauważyć rzeczywisty wzrost przychodów po zmianie strategii, WSJ.com musiałby osiągnąć popularność największego - Yahoo! Finance. A będzie to trudne, jeśli weźmie się uwagę, ile źródeł składa się na zawartość serwisów finansowych Yahoo!.

Co ciekawe, firma Bear Stearns & Co przypomina w swoim raporcie, że same przychody ze strony WSJ.com to zaledwie 4 procent przychodów wydawnictwa Dow Jones. A zatem bardzo prawdopodobne zniesienie opłat za korzystanie z zasobów WSJ.com nie musi oznaczać chęci osiągnięcia wyłącznie większych przychodów z reklam w krótkim okresie.

Jakie będą najbliższe posunięcia Murdocha w sprawie WSJ, nie wie nikt. Konkurencja woli jednak być gotowa.

Turcja zmodyfikuje kontrowersyjne prawo dotyczące

Rząd turecki, pod presją ze strony Unii Europejskiej, wniesie poprawki do ustawy, w świetle której tureccy pisarze i dziennikarze mogą być ścigani i karani za swoje opinie. Kwestia wolności słowa w Turcji stoi na przeszkodzie dalszych negocjacji tego kraju w sprawie członkostwa w UE.

Artykuł 301 tureckiego kodeksu karnego mówi, że obrażanie "tureckości" jest przestępstwem. Właśnie w świetle tego przepisu, noblista Orhan Pamuk oraz wielu innych dziennikarzy i pisarzy jest w Turcji prześladowanych.

Jak podaje Reuters, mimo braku bliższych detali dotyczących zmiany w przepisie, wiadomo z pewnością, że określenie "tureckość" zostanie zamienione na "naród turecki". Powinno to zapobiec działaniom prokuratury, która egzekwuje prawo według własnej agendy. Co więcej, aby oskarżyć kogokolwiek według artykułu 301 kk, turecka prokuratura będzie potrzebowała wcześniejszej zgody ministerstwa sprawiedliwości.

Olli Rehn, komisarz unijny ds rozszerzenia UE, zalecił brak dalszych rozmów z Turcją, dopóki ta nie zmieni wspomnianego artykułu.

Porozumienie stacji CNBC i "New York Times" w sprawie treści

Wczoraj ogłoszono porozumienie między dwoma gigantami mediowymi: stacją telewizyjną CNBC i gazetą "The New York Times". Obie platformy będą się dzieliły treściami z zakresu biznesu, technologii i finansów.

Obie platformy przygotowują się do bezpośredniej konkurencji z News Corp. Ruperta Murdocha, który z pewnością będzie chciał zaistnieć w sferze wiadomości gospodarczych (świadczą o tym zakup Dow Jones, wydawcy "The Wall Street Journal" oraz plany uruchomienia kanału telewizyjnego Fox Business).

Porozumienie pozwoli na korzystanie z treści przygotowywanej przez drugą platformę: "New York Times" będzie mieć możliwość umieszczania plików video i innych aplikacji przygotowywanych przez CNBC, natomiast CNBC skorzysta z treści przygotowywanych przez dziennikarzy "NY Times".

Pomimo, że pomysł na kanał Fox Business nie został jeszcze zrealizowany, poprzedni projekt News Corp. - kanał Fox News szybko wyprzedził w rankingach oglądalności swojego najgroźniejszego konkurenta, należącej do spółki Time Warner, telewizji CNN. Zakupione przez Murdocha wydawnictwo Dow Jones jest związane kontraktem w sprawie dostarczania treści biznesowych z CNBC do roku 2012. Nic nie wskazuje, by kontrakt ten miał zostać przedłużony.

Już jako część News Corporation, wydawnictwo Dow Jones cieszy się także dużo większą ilością źródeł finansowych i szerszym światowym zasięgiem niż "The New York Times".

Dokonując w zeszłym roku zakupu większościowego pakietu akcji wydawnictwa Dow Jones, Rupert Murdoch zapowiadał, że zamierza przejąć część amerykańskich czytelników i reklamodawców "The New York Times". Dowodem rozpoczęcia tej walki są plotki na temat prawdopodobnego zniesienia opłat za korzystanie z zasobów strony "The Wall Street Journal".

Źródło: International Herald Tribune

O ewentualności zniesienia opłat za korzystanie z tych zasobów i prostym studium takiego stanu rzeczy w następnym wpisie.