26 czerwca 2007

David Montgomery odchudzi niemieckie gazety

Mecom, mediowy koncern Davida Montgomery' ego chce większych zysków z posiadanych w swoim portfelu niemieckich gazet. W związku z tym, każda z nich zmniejszy swoją objętość.

O rychłych zmianach donosi czasopismo "Der Kontakter", branżowy tytuł zajmujący się tematem mediów i komunikacji. Zmiany dotkną tak znane w Niemczech tytuły jak "Berliner Zeitung" (nakład prawie 180,000 egzemplarzy), "Berliner Kurier" (nakład ok. 138,000 egzemplarzy) i "Hamburger Morgenpost" (sprzedaż ponad 110,000 egzemplarzy).

Jak podaje "Kontakter", za decyzją koncernu może stać chęć zmniejszenia kosztów produkcji tytułów, a tym samym szybszego poprawienia ich rezultatu finansowego. Mecom prawdopodobnie chce w ten sposób w krótkim terminie poprawić notowania swoich akcji.

Pracownicy odchudzanych gazet obawiają się negatywnych skutków takiej decyzji. Boją się, że pozytywne efekty będą krótkoterminowe, w dłuższym terminie nastąpią natomiast te gorsze, czyli odejście części czytelników. "Berliner Zeitung" stosunkowo niedawno zmniejszał już swoją objętość z 32 do 28 stron.

Podobną sytuację opisywał w zeszłym roku Krzysztof Urbanowicz na swoim blogu Media Cafe Polska. Rzecz dotyczyła polskiego rynku prasy ("Rzeczpospolitej" oraz jedenastu dzienników regionalnych odkupionych od Orkli). Problemem było nie zmniejszanie objętości tytułów, a gwałtowna redukcja zatrudnienia. Powód był jednak ten sam - poprawienie wyników finansowych gazet. Spekulowano wówczas, że takie działanie podejmuje firma, która w krótkim czasie zamierza sprzedać znaczną część swoich udziałów po jak najlepszej cenie...

25 czerwca 2007

Tłuste lata przed amerykańskimi gazetami

Zgodnie z ostatnią prognozą przygotowaną przez firmę consultingową Pricewaterhouse Coopers, przemysł gazetowy ma rosnąć w tempie 0,7% rocznie w ciągu najbliższych pięciu lat 2007-2011.

W badanym okresie, wydatki na reklamę w USA mają wzrastać w tempie 1,1% rocznie, z przewidywanych 48,5 miliarda dolarów na koniec 2007 do przewidywanych 51,9 miliarda dolarów na koniec 2011 roku. Główną machiną napędzającą ten wzrost ma być Internet. Specjaliści z PWC wierzą, że porozumienia zawierane między gazetami a portalami internetowymi takimi jak Google czy Yahoo!, przyczynią się do wzrostu wydatków na reklamę.

Reklama w gazetach lokalnych ma się ustabilizować około roku 2009. W 2011 jej wartość prawdopodobnie wyniesie 23 miliardy dolarów, o 0,9 miliarda więcej w porównaniu z wynikiem z końca 2006 roku.

Przewidywane jest, że reklama na szczeblu krajowym spadnie z przewidywanych 7,1 miliarda dolarów na koniec 2007 do 6,3 miliarda dolarów w 2011. Inaczej zachowają się przychody z ogłoszeń drobnych, dla których przewidywany jest powolny coroczny spadek. Przychody z ogłoszeń drobnych w 2011 w USA wyniosą 16,3 miliarda dolarów w porównaniu z 16,2 miliardami z roku 2007.

Przewidywana sprzedaż wszystkich gazet w USA będzie malała: sprzedaż dla pojedynczego tytułu ma spadać rocznie średnio o około 2,3%.

Biorąc jednak pod uwagę czytelnictwo gazet online, to ma się ono zwiększać. Mila Petrova z PWC powiedziała, że liczba czytelników elektronicznych wersji gazet (deklarujących, że nie czytają wersji papierowych), wzrosła w 2006 roku o 8% w porównaniu z rokiem poprzednim. "To dobry trend, jeśli pomyśli się o reklamie aktualnie migrującej z gazet do Internetu" - powiedziała.

PWC przewiduje, że wartość reklamy w Internecie w USA wzrośnie w ciągu najbliższych pięciu lat o 18,8%. W 2006 reklama elektroniczna stanowiła ledwie 5,4% całego amerykańskiego rynku reklama, w 2011 jej udział ma wzrosnąć do 12%.

W świetle prognozy Pricewaterhouse Coopers, spadające przychody reklamowe gazet tak naprawdę są wynikiem zainteresowania reklamodawców szybko rosnącą grupą odbiorców - Internautów. Ważne, by wydawcy rozumieli ten trend i umieli zrekompensować stratę przychodem z drugiego źródła. Badanie dotyczyło co prawda USA, ale prawie wszystkie gazety świata (może jeszcze z wyłączeniem rynków Indii i Japonii) odczuwają spadki sprzedaży, na korzyść rosnącego zainteresowania Internetem.

Źródło: Editor & Publisher

Koniec "Tiempos del Mundo"

"Tiempos del Mundo", hiszpańskojęzyczny pan-regionalny tygodnik, zamyka swoją działalność w druku. Ostatni numer tygodnika ukaże się 29 czerwca. Odtąd będzie dostępny wyłącznie online na www.tiemposdelmundo.com.

Tygodnik ukazywał się w pięciu mutacjach na terenie USA i był publikowany w 17 latynoamerykańskich krajach. Sprzedaż sięgała 120,000 egzemplarzy (około 423,000 czytelników) tygodniowo. Liczba użytkowników strony internetowej tygodnika jest nieznana.

Tygodnik zmieniał layout w 2005 roku i do chwili obecnej tendencje w reklamie były rosnące. W kwietniu tego roku, na corocznej konferencji Narodowego Związku Publikacji Hiszpańskojęzycznych, tytuł otrzymał dwie główne nagrody (najlepsza kolumna o biznesie, najlepsza kolumna o technologiach) oraz dwie trzecie nagrody (najlepsza sekcja specjalna oraz najlepiej odnowiona publikacja roku).

Za: Editor & Publisher

"Sueddeutsche Zeitung" na sprzedaż

Jeden z największych niemieckich dzienników, "Sueddeutsche Zeitung" (1,1 mln czytelników dziennie wg. Wikipedii), prawdopodobnie zostanie wystawiony na sprzedaż.

Jak podaje "Frankfurter Allgemeiner Zeitung", rodzina Duerrmeier, posiadająca 8,5 proc. akcji "Sueddeutsche Zeitung", udzieliła szwajcarskiemu bankowi inwestycyjnemu Credit Suisse FB, mandatu na sprzedaż posiadanych przez siebie akcji. Jest bardzo prawdopodobne, że cztery inne grupy akcjonariuszy, posiadające łącznie 62,5 proc. akcji gazety, pójdą w ślady rodziny Duerrmeierów.

Inny akcjonariusz gazety, holding mediowy Sueddeutsche Medienholding (18,5 proc. akcji) był pierwszym zainteresowanym kupnem pakietu kontrolnego akcji, ale nie osiągnął z pozostałymi akcjonariuszami porozumienia w kwestii ceny. Zainteresowani sprzedażą "Sueddeutsche Zeitung" wyceniają tytuł na miliard Euro.

Zainteresowanie kupnem tytułu okazali już Holtzbrink (wydawca m.in. dziennika "Der Tagesspiegel" i tygodnika "Die Zeit") oraz DuMont.

Źródło: FAZ

23 czerwca 2007

Walka poludniowokoreanskich gazet z Internetem

Koreanski Zwiazek Prasy Elektronicznej wpadl na nietypowy pomysl walki z konkurencyjnymi, ich zdaniem, portalami internetowymi. Zwiazek planuje nalozenie czasowego limitu (7 dni) na publikowane przez portale materialy pochodzace z gazet.

W praktyce oznacza to, ze od poczatku lipca, koreanscy uzytkownicy nie beda mogli wyszukiwac w portalach materialow prasowych starszych niz 7 dni. Zamiast tego, aby przeczytac poszukiwany artykul, beda musieli go znalezc na internetowych stronach gazety.

Planowany krok ma odwrocic trend dotyczacy czytelnictwa poludniowokoreanskich gazet, ktore stracily swa hegemonie na rzecz Internetu.

Koreanski Zwiazek Prasy Elektronicznej, do ktorego naleza wiodace poludniowokoreanskie dzienniki (w tym cztery najwieksze: "Chosun Ilbo", "Joongang Ilbo", "Donga
Ilbo"
i "Hankook Ilbo") w srodowym komunikacie podalo, ze jego 11 czlonkow glosowalo za wprowadzeniem siedmiodniowego ograniczenia od 1 lipca, wraz z odnawianiem umow z portalami internetowymi. W swietle nowych umow, portale zobowiaza sie do usuwania wszystkich archiwalnych materialow pochodzacych z gazet (wraz z tytulami), starszych niz siedem dni.

Han Ki-bong, przewodniczacy Zwiazku tak motywuje ten bezprecedensowy krok:
"Az do teraz wiekszosc portali internetowych archiwizowala materialy prasowe we wlasnych zbiorach, tym samym ekonomicznie wzmacniajac wylacznie wlasne przedsiewziecie. To nie w porzadku. Ruch internetowy powinien byc skierowany z powrotem tam, skad oryginalnie wywodza sie poszukiwane materialy, czyli na strony internetowe gazet i ich wydawcow".

Wydaje sie, ze portale internetowe beda musialy zaakceptowac nowe postanowienia, nie wiadomo tylko jak na to zareaguja najbardziej zainteresowani, czyli uzytkownicy.

Ciekawe, czy jest to rozwiazanie, za ktorym w slad moglyby pojsc inne kraje. Czy jest to wlasciwy sposob na przywrocenie silnej pozycji gazetom w dobie rosnacego znaczenia Internetu? I czy pozbawienie portali internetowych mozliwosci dystrybuowania tresci materialow prasowych byloby do zaakceptowania przez internautow?

Za: "The Korea Times"

22 czerwca 2007

Ogłoszenia w wersji video zagrożeniem dla ogłoszeń drobnych

Przy spadającej zyskowności ogłoszeń drobnych w gazetach, strony z ogłoszeniami drobnymi postanowiły stworzyć nowego konkurenta - ogłoszenia drobne w wersji video. Nie tylko zdecydowanie ułatwiają one np. sprzedaż domu, czy zaprezentowanie samego siebie na rynku pracy (CV w wersji video), ale do tego wszystkiego umieszczenie ich na internetowych stronach ogłoszeniowych nie kosztuje ani centa. W ten sposób wydawcy generują ruch na swoich stronach internetowych, przychód zaś pochodzi z ogłoszeń podmiotów zewnętrznych.

Przykład: codzienne drukowanie przez dwa tygodnie w amerykańskim "Greensboro News and Record" ośmiowersowego ogłoszenia drobnego kosztuje 90 dolarów. Tymczasem, najpopularniejsze witryny z ogłoszeniami drobnymi, takie jak Craigslist czy Real People Real Stuff, umożliwiają zamieszczanie ogłoszeń (zarówno tekstowych jak i video) całkowicie za darmo, czerpiąc zyski z reklam dużych podmiotów, umieszczanych tam przez korporacje z powodu dużej ilości użytkowników danej witryny.

Evan Neubeiser, założyciel Digital Media Communications (które aktualnie zamieszcza tygodniowo ponad 4,300 ogłoszeń drobnych w wersji video dla "The Houston Chronicle")poleca innym gazetom zintegrowanie swoich ofert drukowanych z możliwością publikowania ogłoszeń drobnych online. Taka strategia pozwala zachować dotychczasowy przychód z ogłoszeń drukowanych, jednocześnie utrwalając w świadomości ogłoszeniodawcy możliwość innowacji na tym polu, czyli umieszczanie ogłoszeń drobnych w wersji video.

Pomysł wydaje się być godnym zainteresowania również na naszym rynku. Strony specjalizujące się w ogłoszeniach drobnych (Gratka.pl, Gazeta Praca) dodając do swojej oferty taką możliwość, mogą tylko skorzystać.

Innowacje są konieczne. "Wyróżniaj się albo zgiń" (Jack Trout).

Myspace.com za 30% akcji Yahoo

News Corp. planuje kolejny znaczący krok na rynku światowych mediów. Dyskusje na temat fuzji News Corp. z Yahoo! już trwają. Kartą przetargową jest z jednej strony serwis społecznościowy Myspace.com, za który odpowiedzialność miałby ponosić Yahoo. Ceną jest jednak 30% pakiet akcji korporacji Yahoo.

News Corp. przejął Myspace.com w 2005 roku za 580 milionów dolarów. Gdyby rozmowy zakończyły się sukcesem, wartość rynkowa Myspace sięgnęłaby około 12 miliardów dolarów.

Znajdujący się na równi pochyłej Yahoo również skorzystałby z ewentualnej fuzji. Myspace.com póki co przynosi zyski i cieszy się ogromną popularnością (piszę "póki co", ponieważ krok News Corp. może sygnalizować przewidywany spadek tej popularności). Poza tym, niecały rok temu Yahoo! miał ochotę skusić reklamodawców przez włączenie do swojego portfolio konkurencyjnej dla Myspace.com witryny Facebook.com. Oferta 1 miliarda dolarów była jednak niewystarczająca.

Źródło: The Times

20 czerwca 2007

Czy amerykańskie media są przejrzyste?

ICMPA, czyli International Center for Media and Public Agenda Uniwersytetu w Maryland (USA), przeprowadził ciekawe badania na temat przejrzystości ważniejszych mediów. Badaniem objętych zostało 25 największych mediowych stron internetowych o tematyce informacyjnej. Aby sprawdzić, które newsroomy są najbardziej otwarte na krytykę i komentarz, każda z witryn była oceniana w skali od 0 do 4, w pięciu kategoriach:

  1. otwartość na korekty do materiałów informacyjnych;
  2. łatwość w dostępie do informacji dotyczącej właściciela danego medium oraz innych posiadanych przez niego medialnych/niemedialnych holdingów;
  3. jawność wytycznych redakcji dla reporterów (np. w jaki sposób mają sobie radzić reporterzy / edytorzy z potencjalnym konfliktem interesów, jaki może mieć on wpływ na funkcjonowanie redakcji);
  4. jawność wymogów redakcji wobec tekstów redakcyjnych (np. jakie jest podejście do anonimowych źródeł itp.);
  5. interaktywność, czyli które redakcje najaktywniej odnoszą się do komentarzy i skarg użytkowników.

Wyniki przedstawiają się następująco:


Okazuje się, że wiele z redakcji nie radzi sobie z korektą własnych materiałów. Jedynie 11 z 25 badanych stron informacyjnych, w sposób wyraźny umieszcza korekty tekstów własnych.

W badaniu najlepiej wypadł punkt drugi, czyli chwalenie się, kto jest właścicielem wydawnictwa zarządzającego daną stroną internetową. Zdarzały się jednak przypadki utajniania informacji o innych przedsięwzięciach wydawcy.

Niewiele z badanych witryn udostępnia publicznie informacje o swoich etycznych i redakcyjnych wytycznych. Wiele z nich posiada własne biblie redakcyjne (i nie chodzi to tylko o kwestie dotyczące layoutu, ale takie informacje jak, kiedy można użyć słowa "terroryzm", ilu potrzeba źródeł by potwierdzić newsa itp.) oraz wewnętrzne karty etyczne (czyli czy dziennikarz może być zaproszony na lunch i przez kogo, czy może współfinansować kampanię danego polityka itp.). W interesie największych graczy leży upublicznianie takich informacji, ponieważ wpływa to na ich odbiór w społeczeństwie, na ocenę ich uczciwości, odpowiedzialności i wiarygodności. Niewiele z badanych witryn posiada sekcję przedstawiającą standardy obowiązujące w ich redakcjach, niewiele witryn chwali się tym nawet w sposób ogólnikowy.

Interaktywność jest dzisiaj najważniejsza dla stron internetowych, niestety różnie interpretowana. Mimo, że wszystkie z badanych stron deklarują chęć dyskusji z czytelnikiem, interaktywność w wielu przypadkach ogranicza się tylko do możliwości pozostawienia komentarza pod czytanym artykułem.

Badana przejrzystość mediów nie jest gwarantem rzetelnego i dokładnego dziennikarstwa (o czym np. przekonał "New York Times" naciągający fakty Jayson Blair). Jednak przejrzyste media pomagają swoim odbiorcom zrozumieć wydawane przez media oceny, otwierają przed odbiorcami forum na wymianę opinii i zdań. Koniec końców, przejrzystość wiąże się z odpowiedzialnością. A odpowiedzialność medium w oczach jego odbiorcy związana jest z wiarygodnością.

Źródło: ICMPA

19 czerwca 2007

Wiadomości24.pl w wersji video

Zaledwie chwilę po informacji o pojawieniu się polskiej wersji serwisu YouTube, należąca do Polskapresse gazeta internetowa, promująca ideę dziennikarstwa obywatelskiego, Wiadomości24.pl, rozpoczęła udostępnianie treści w specjalnie stworzonym kanale na tej witrynie. Serwis YouTube umożliwia internautom prezentację swoich filmów i dzielenie się nimi z innymi użytkowanikami.

Wiadomości24.pl w wersji video można obejrzeć tutaj. Jest to kolejny krok na drodze rozwijania świadomości dziennikarstwa obywatelskiego. Filmy nadsyłane przez użytkowników będą bowiem materiałami dziennikarskimi samymi w sobie, nie koniecznie wymagającymi komentarza ze strony autorów.

Ruch wykonany przez Wiadomości24.pl jest pionierskim w Polsce (tak jak i sama idea dziennikarstwa obywatelskiego w naszym kraju), ale nie pierwszym na świecie. Serwis Oh My News (na nim wzrowane były Wiadomości24.pl) również oferuje swoim użytkownikom podobne narzędzie - Oh My TV.

MySpace.com największym zagrożeniem dla gazet?

Kolejny zaskakujący wynik badania, tym razem przeprowadzonego przez firmę badawczą D-Code, a firmowanego przez World Association of Newspapers (WAN). Wynika z niego, że obok agregatorów wiadomości takich jak GoogleNews lub Yahoo!News, dużą konkurencję dla gazet stanowią, dotychczas nie zauważane pod tym kątem, serwisy społecznościowe.

Analiza zatytułowana "DNA mediów dla młodzieży" odkryła, że "znaczenie serwisów społecznościowych, jako siewców newsów i informacji, ciągle rośnie". Zaskakujące w tym badaniu bylo to, że wielu uczestników wskazało "dyskusje ze znajomymi" jako główne źródło newsów i informacji, stawiając je czasami wyżej niż telewizję lub gazety.

W Polsce zjawisko to nie jest jeszcze problemem, ale biorąc pod uwagę stosunkowo szybką ekspansję grono.net (inna sprawa, że popularność tego serwisu nie dorównuje popularności serwisu MySpace.com), takie zjawisko może zaistnieć i u nas. W świetle tych badań, najlepszą strategią dla gazet byłoby porozumienie z takimi serwisami i załączanie swoich tekstów w serwisach społecznościowych, pod własnym szyldem. W ten sposób teksty z gazet mają szansę na włączenie w dyskusje i debaty online prowadzone przez młodych ludzi, użytkowników serwisów społecznościowych. Zalążkiem tego jest już MySpace'owy agregator wiadomości bazujący na zawartości gazet i innych źródłach, który umożliwia użytkownikom głosowanie na najlepsze historie.

Pojawia się, oczywiście, inny problem. Młodzi ludzie, przeglądając strony internetowe, często nie zdają sobie sprawy, żetak naprawdę czytają elektroniczne wersje gazet. Winę za to ponoszą agregatory newsów, które pozwalają na znalezienie interesujących artykulów na jednej witrynie. Czytelnicy, zamiast utożsamiać dany artykul z gazetą, traktują agregator jako główne źródło tej informacji. Dlatego właśnie umieszczenie nazwy gazety jako źródła jest tak ważne. Gazety wciąż szukają sposobu na odpowiednie obrandowanie swoich materiałów, co mogłoby im pomóc w budowaniu i utrwalaniu swojej marki w dobie tak szybko rosnącego zainteresowania Internetem.

18 czerwca 2007

Wojna o WSJ trwa

Dwaj giganci, General Electric Co. oraz wydawca "Financial Times" Pearson PLC, prowadzą rozmowy na temat złożenia takiej oferty dla Dow Jones & Co., która umożliwiłaby rodzinie Bancroftów utrzymanie pakietu mniejszościowego w firmie i jednocześnie powstrzymałaby ich przed sprzedaniem "The Wall Street Journal" Rupertowi Murdochowi.

GE i Pearson PLC omawiają scenariusz, wedle którego kanał biznesowy CNBC (należący do GE), "Financial Times" i Dow Jones zostałyby przekształcone w prywatne wspólne przedsięwzięcie, joint-venture. Przedsięwzięcie byłoby wspólną własnością GE i Pearson (odpowiednio po 40-45%) z Bancroftami posiadającymi udzial mniejszościowy (10-20%), ale jednocześnie zapewniający im wpływ na przyszły kształt WSJ.

Gdyby doszło do skutku, nowe przedsięwzięcie cieszyłoby się silną pozycją na rynku informacji ekonomicznych i finansowych. Obok "Wall Street Journal", CNBC i "Financial Times" dysponowałoby bowiem "Barron's Financial Weekly", 50% udzialem w "The Economist", udziałami w wiodących gazetach finansowych na terenach Rosji, Francji, RPA i Indii, a także wiodącymi indeksami giełdowymi w USA i Wielkiej Brytanii. Ponadto, własnością nowej spółki stałby się Dow Jones Newswires (elektroniczna, newsowa baza danych) oraz Interactive Data Corp. (będące zbiorem informacji finansowych).

Obie korporacje (GE i Pearson) dostrzegają niebezpieczeństwo ewentualnego połączenia szyków Murdocha z Dow Jones. Światowa obecność News Corp. pomogłaby konkurować "The Wall Street Journal" z "Financial Times" na rynkach Europy i Azji. Z kolei wymieniane wcześniej bazy danych Dow Jonesa uczyniłyby planowany przez Murdocha kanał biznesowy Fox News, poważnym konkurentem dla CNBC.

14 czerwca 2007

Pozycja gazet wcale nie osłabnie

A przynajmniej tak wynika z badań (przeprowadzonych przez Harris Interactive we współpracy z Innovation International Media Consulting Group) przedstawionych 6 czerwca w RPA, na corocznym kongresie WAN. W świetle tych badań, Internet i telewizja w ciągu najbliższych pięciu lat będą nadal głównym źródłem informacji, ale gazety pozostaną istotnym graczem na rynku. Co więcej, mogą stać się graczem dominującym, jeżeli w swojej ofercie dla czytelników, z materiałem drukowanym odpowiednio zintegrują to, co mogą dostarczyć czytelnikowi w wersji online.

Wyniki sondażu wskazują, że gazety mogą poprawić jakość drukowanego produktu przez:
- zapewnienie większej obiektywności,
- głębszą analizę i obszerniejsze raporty,
- większą ilość informacji, która bezpośrednio dotyczy ich czytelników,
- polepszenie designu,
- bardziej wyczerpujące opisywanie faktow.

Badanie przeprowadzono wśród prawie 9,000 respondentów w siedmiu krajach: w USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Włoszech, Hiszpanii, Niemczech i Australii. Respondenci zostali poproszeni o ocenę wiarygodności gazet (oraz roli ich witryn internetowych) dzisiaj i w przyszłości.

W ciągu najbliższych pięciu lat przewidywany jest gwałtowny wzrost znaczenia newsów dostarczanych drogą online. Wzrost ten nastąpi przede wszystkim kosztem użytkowników telewizji, ale z mniejszą szkodą dla gazet. I właśnie w związku z tym, mimo prawdopodobnego ciągłego spadku nakładów gazet, wydawcy powinni dostrzec swoją szansę w rozszerzeniu działalności na Internet. Właściwa integracja tych segmentów (druku i Internetu) może pomóc gazetom nie tylko utrzymanie czytelników, ale może pomóc w pozyskaniu nowych.

Inne ciekawe wyniki tego badania:

1. Duża liczba respondentów (ponad 3/4 badanych w każdym z siedmiu krajów) uważa gazety i ich strony internetowe za bardzo ważnych stróżów społecznych ("watchdogi"). W ich opinii gazety są ważne ze względu na wyjaśnianie czytelnikom problemów globalnych i zapewnianiu informacji, które są przydatne w życiu codziennym. Douglas Griffin, konsultant firmy Harris Interactive stwierdził, że "czytelnicy nie oczekują by gazety zmieniały świat, liczą jednak, że pomogą one go lepiej zrozumieć".

2. Wiarygodność gazet uzyskała wysokie noty wśród respondentów ze wszystkich siedmiu krajów. W skali od 1 do 100, oceny wahały się od najniższej "50" w Wielkiej Brytanii do najwyższej "67" w Niemczech. Jednocześnie, wiarygodność innych mediów była niższa od wiarygodności gazet. Większość respondentów oceniła, że wiarygodność danej gazety może zostać przeniesiona na stronę internetową wydaną pod jej szyldem.

3. Zapytani, dlaczego nie czytają gazet, ponad połowa respondentów jako przyczynę podała brak czasu. Dwóch na pięciu respondentów we wszystkich krajach oceniło łatwiejszy dostęp do informacji w Internecie jako powód, dla którego nie czytają już gazet. Wśród innych powodów dość często wymienianymi były:
- zły styl pisania,
- zbyt małe odniesienie do codziennego życia czytelnika,
- zły styl prezentacji i wizualizacji zawartości gazety,
- nieumiejętne wprowadzanie czytelnika w sprawy jego społeczności.

13 czerwca 2007

Po pierwsze lokalność

O tym jak ważna dla czytelników jest lokalność nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Przeciętnego czytelnika bardziej interesuje informacja o tym, kto wybił szybę w ulubionym sklepie na jego osiedlu, niż np. jak walczyć z alergią i który lekarz w mieście jest specjalistą w tej dziedzinie (o ile wspomniany czytelnik akurat sam nie jest alergikiem).

Z wagi lokalności zdają sobie również sprawę duże koncerny medialne. Biorąc pod uwagę jak trudno dokonać tego w gazecie drukowanej, wydawcy pragną tego dokonać przy pomocy stron internetowych swoich tytułów. Edytorzy brytyjskiego Telegraph Media Group (wydawcy m.in. The Telegraph) przyznają, że lokalność na poziomie kodu pocztowego i personalizacja strony internetowej będzie ich priorytetem na najbliższe 6-10 miesięcy. Wprowadzanie tego projektu rozpoczęto od platformy blogowej My Telegraph oraz wyszukiwarki szpitali po kodzie pocztowym. W podobny sposób w najbliższej przyszłości ma wyglądać wyszukiwanie szkół, różnych instytucji oraz miejsc do rekreacji.

Tim Bowdler, szef Johnston Press, uważa, że personalizacja wydawniczych stron internetowych posunie się tak daleko, że w ciągu dekady dostępne będą na nich zintegrowane kanały mediowe, w tym spersonalizowane do numeru IP telewizja oraz radio internetowe. Zauważył również, że takie próby mogą kolidować z dążeniami BBC, którego ambicją jest stworzenie broadcastu na poziomie możliwie najbardziej lokalnym. O tym, jak Johnston Press specjalizuje się w tworzeniu lokalnych stron internetowych można przekonać się oglądając listę ich witryn.

Personalizację strony internetowej powoli widać w działaniach Agory. Istniejąca dość długo platforma blogowa oraz od możliwość przesuwania działów (wiadomości, sport, gospodarka) na stronie "Gazety Wyborczej" to pierwsze kroki w tym kierunku.
Najbardziej regionalną z witryn wydawniczych pozostaje moim zdaniem NaszeMiasto. Trudno się temu jednak dziwić, skoro wydawcą tej strony jest Polskapresse, specjalizujące się właśnie w regionach.

Czy regionalność zejdzie na poziom lokalności i w polskim przypadku? Myślę, że tak. Wydawcy coraz częściej zdają sobie sprawę, że kluczem do sukcesu jest docieranie nie do grupy czytelników, lecz do każdego z czytelników z osobna.

6 czerwca 2007

Czas na ofertę Burkle'a

Ron Burkle, miliarder z Los Angeles, ogłosił, że jest zainteresowany współpracą ze związkiem zawodowym Independent Association of Publishers' Employees (IAPE), do którego należy część dziennikarzy "The Wall Street Journal" (notabene związek został założony przez Dow Jones & Co., wydawcę WSJ). Celem współpracy jest przygotowanie takiej oferty, która będzie konkurencyjną dla oferty złożonej wcześniej przez Ruperta Murdocha.

Jak twierdzi Reuters, zamiary Burkle'a są poważne, już trzeci raz w tym roku wykazuje zainteresowanie wydawaniem prasy.

IAPE będzie nadal szukało potencjalnych kupców, którzy pomogą zapobiec próbie przejęcia WSJ przez News Corp.

Źródło:
Reuters

5 czerwca 2007

Gazety chcą "działki" z usługi Google News

Przez parę lat gazety cichutko obserwowały jak usługa GoogleNews staje się coraz bardziej popularna wśród internautów. Tymczasem wydawcy nie dostali i nie dostaną za to ani grosza. W kwietniu, Sam Zell, właściciel Tribune Co. (wydającego m.in. "LA Times" oraz "Chicago Tribune"), podczas wykładu w Stanford University, po raz kolejny poruszył ten problem.

GoogleNews z założenia ma być ułatwieniem dla internautów szukających informacji w sieci. Ten agregator newsów wyszukuje w sieci wybrane słowa lub frazy, ale wybiera je wyłącznie ze stron internetowych gazet lub ich elektronicznych wydań. Coraz częściej pojawia się wśród wydawców pytanie, czy darmowe korzystanie przez Google z ich informacji ma dla nich jakikolwiek ekonomiczny sens.

Aly Colon z Poynter Institute jest zdania, że wydawcy właśnie uczą się, jakie znaczenie ma podlinkowywanie informacji. "Zadaniem wyszukiwarek jest generowanie ruchu na stronach internetowych. Z drugiej strony, dziennikarstwo jest ciężką pracą i trudno dziwić się podejmowanym przez wydawców próbom, by ich pracownicy byli właściwie wynagradzani za swoje trudy" - twierdzi Colon.

Stanowisko Google w tym temacie nie uległo zmianie. Rzecznik prasowy Google potwierdził, że firma nie będzie płacić za indeksowanie informacji z gazet. Jego zdaniem, usługa GoogleNews jest całkowicie legalna, ponieważ abonenci usługi otrzymują jedynie tytuły i wycinki informacji, ewentualnie miniaturki obrazów. Jeżeli chcą przeczytać pełen artykuł, muszą kliknąć w link i dostać się na stronę internetową gazety.

Nie każdy jednak zgadza się z opinią, że usługa ta jest w pełni legalna. W zeszłym roku, belgijski sąd w procesie wytoczonym Google przez tamtejsze stowarzyszenie gazet, orzekł, że nawet publikowanie tytułów i wycinków informacji jest naruszeniem prawa autorskiego. Po tym wyroku Google przestał odsyłać do materiałów pochodzących z gazet członków tego stowarzyszenia. Jeszcze inaczej podeszło do tego zjawiska Associated Press. Latem ubiegłego roku AP wyraziło zgodę na korzystanie z ich serwisu prasowego i zdjęciowego, ale nie w usłudze Google News. Ma być on częścią bliżej nieznanej usługi, nad którą Google aktualnie pracuje.

Trudno ocenić, czy dopominanie się zysków przez wydawców z tytułu GoogleNews jest rozsądne. Mimo pozytywnego ostatniego raportu World Association of Newspapers, gazety jednak tracą czytelników. Biorąc pod uwagę, że około 25 procent czytelników stron internetowych gazet trafia tam właśnie dzięki wyszukiwarkom, świadoma rezygnacja z Google'a może być dotkliwa pod względem ilości użytkowników. Jeżeli pojawiają się głosy dotyczące chęci zysku z GoogleNews (które jak wiadomo jest darmowe), warto się spytać dlaczego dopiero teraz? Co więcej, wydawcy powinni myśleć o jak najszerszych kanałach dystrybucji swoich treści, a Internet oraz opisywane GoogleNews, na pewno do nich należą.